The RationalistSkip to content


We have registered
140.129.757 visits
There are 7244 articles   written by 1056 authors. They could occupy 28553 A4 pages

Search in sites:

Advanced search..

The latest sites..
Digests archive....

 How do you like that?
This rocks!
Well done
I don't mind
This sucks
  

Casted 2961 votes.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
 Culture »

Zapomniane dzieci – wywiad z Władysławem Grodeckim [1]
Author of this text:

O poszukiwaniu śladów losów dzieci, które po podpisaniu układu Sikorski-Majski opuściły wraz z Armią Andersa „nieludzką ziemię" ze znanym podróżnikiem Władysławem Grodeckim rozmawia Bartosz Bolesławski.

Jeśli zapomnę o nich
Ty Boże na niebie
zapomnij o mnie
Adam Mickiewicz

Bartosz Bolesławski: "Zapomniane dzieci Uchodźcy z Armii Andersa w przyjaznym Iranie" — tak brzmi tytuł pańskiej wystawy fotograficznej z 2013 r. Kiedy i jak zrodził się pomysł takiej wystawy?

Władysław Grodecki: „Polacy, Polacy, znowu Polacy, było ich tu wielu w czasie wojny!" — tymi słowy w listopadzie 1992 r. powitał uczestników mojej wyprawy dookoła świata pewien staruszek na Wielkim Majdanie w starej stolicy Persji, Isfahanie! Po chwili zaczął wspominać: „Były tu szkoły, gdzie uczyły się polskie dzieci, tu obchodziło się polskie rocznice, pielęgnowało polskie obyczaje. Gdy muezzin wyśpiewywał z minaretu kolejne wersety z Koranu, one śpiewały polskie pieśni patriotyczne i kolędy". To spotkanie dało początek mojej edukacji, nowej, prawdziwej, najnowszej historii Polski. Ze wstydem przyznałem, że ja polski inżynier, podróżnik, przewodnik po królewskim Krakowie i pasjonat historii ojczystej nie odrobiłem tej lekcji!

Od pobytu w starej stolicy Persji najbardziej intrygującym problemem w czasie moich peregrynacji po świecie stała się dla mnie tułaczka polskich sierot po opuszczeniu „nieludzkiej ziemi". Już wcześniej zetknąłem się z tym problemem w czasie pobytu na kontrakcie w Iraku. Przypominała mi o tym polska kwatera na cmentarzu w Bagdadzie oraz tablica pamiątkowa na jednej ze świątyń. Upamiętniała ona pobyt ks. biskupa Józefa Gawliny w czasie wizytacji polskich obozów w połowie 1942 r. Jeszcze wtedy nie myślałem o wystawie, ale już robiłem do niej zdjęcia!



Źródło: Gen. Leopold Okulicki u Polskich Sierot

Czy mógłby pan podać trochę liczb? Jakie są szacunkowe dane, jeśli chodzi o liczbę dzieci zesłanych w głąb Związku Sowieckiego w latach 1939-1941 r.? Ilu z nich udało się opuścić „nieludzką ziemię" po podpisaniu układu Sikorski-Majski? Co stało się z tymi, które tam zostały?

Trudno podać dokładne dane zarówno w odniesieniu do strat materialnych, jak w ludziach, jakie poniosła Polska w czasie II wojny światowej. Nikt nie dokonał żadnej inwentaryzacji szkód spowodowanych przez Niemców, Rosjan czy Ukraińców. Były one gigantyczne. Przed II wojną światową Polska miała 380 tys. km kw. i 35 mln ludności. Po wojnie to się zmieniło: 312 km kw. i 24 mln mieszkańców.

Co do Rosji — według niezbyt ścisłych danych - w czasie „wieczystej przyjaźni" między Stalinem a Hitlerem (1939-1941) wywieziono w głąb Rosji około 1,7 mln Polaków. Z tego ok. 400 tys. stanowiły dzieci. Gdyby w 1941 r. Niemcy nie dokonali inwazji na ZSRR, liczba zesłańców byłaby o wiele większa. Sowieci — by wyeliminować wrogi im i obcy religijnie i ideowo element — masowo wywozili ludność do wschodnich i północnych regionów ZSRR.

W czasie pierwszej deportacji 10 lutego 1940 r. — może najstraszniejszej, bo niespodziewanej — w środku mroźnej zimy w ciągu jednej nocy wywieziono 220 tys. ludzi. Ta i kolejne wywózki odbywały się według podobnego scenariusza: grupa uzbrojonych NKWD-stów wspólnie z miejscową milicją wyważała drzwi domów, budząc swe ofiary, informowała ich, że mają kilkanaście minut na spakowanie się, po czym odwoziła ich na stację kolejową, gdzie czekał na nich pociąg towarowy. Głodnych, zmarzniętych i przerażonych ludzi wpychano po 50-70 osób w ciemne czeluści wagonu, który zamykano i plombowano. Mały otwór w ścianie miał zastąpić okno, a dziura w podłodze — toaletę. W środku był bagaż, a dookoła cztery prycze — legowisko dla ludzi. Gdy pociąg ruszył łkaniom, płaczom i modlitwom dorosłych i dzieci nie było końca. Rozpoczęła się szczególna, tragiczna przygoda, a dla dzieci niezwykła lekcja geografii!

Dorośli i dzieci tylko dlatego, że byli Polakami zostali skazani na wieczne zatracenie, na śmierć głodową, śmierć z zimna, z wycieńczenia, z chorób. Stalin zapewne planował deportować całą ludność ze wschodnich terenów Polski, aby w przyszłości żaden polski rząd nie mógł rościć sobie praw do tych ziem. Wyjazd z Rosji to wybawienie i każdy Polak o tym marzył, ale po wyjawieniu zbrodni katyńskiej zerwano stosunki dyplomatyczne między Sowietami a rządem emigracyjnym RP i już nikt nie mógł opuścić „nieludzkiej ziemi".

Tylko niewielki procent dzieci przekroczył granice Iranu i Indii! Te, które nie zdążyły, znalazły się w sowieckich szkołach i stały się komsomolcami. W większości ich tragiczny los jest nieznany.

Jak wyglądała podróż do Iranu w 1942 r. W jaki sposób dzieci były transportowane. Co stanowiło największą trudność?

Deportacje za koło polarne, na Syberię, a szczególnie na Kołymę i pobyt tam były dla wszystkich jednym wielkim koszmarem. Mało kto wierzył w ocalenie! I oto zdarzyła się rzecz nieprawdopodobna, cud: 21 czerwca 1941 r. nastąpiła agresja Niemiec na Rosję Sowiecką. Polacy i inne nacje gnębione przez zbrodniczy reżim Stalina przyjęły tę wieść z niekłamaną satysfakcją.

Nieoczekiwanym efektem było wznowienie stosunków dyplomatycznych ZSRR z rządem polskim na uchodźstwie 30 czerwca 1941 r. Różnice ustrojowe, kwestie graniczne, warunki bytowe żołnierzy i ludności cywilnej, sposób użycia ewentualnej armii polskiej sformowanej w ZSRR i sprawa zaginionych oficerów (Katyń) — sprawiły, że nie było możliwe trwałe porozumienie. Jednak ogłoszona przez Stalina „amnestia" "wolnych przesiedleńców" (Polaków) po agresji niemieckiej w czerwcu 1941 r. otwarła drzwi do opuszczenia „nieludzkiej ziemi" dla ok. 37 tys. matek i dzieci, którym udało się wraz z Armią Andersa wyjechać do Iranu.

Transporty miały odpływać z Krasnowodzka do perskiego Pahlevi. Liczba statków i czas ewakuacji były bardzo ograniczone. Władze sowieckie utrudniały wyjazd, rozdzielano rodziny, rodzeństwo. Jak wspominała Iza Choroś: „Na Syberii było bardzo zimno, ciężka praca, brak żywności, ale najgorzej było w Uzbekistanie. Tam żywiliśmy się pestkami roślin i pili wodę z kałuży. Na posiłek wigilijny był placek — lepioszka, którą podzielono na siedem części — siedem wigilijnych dań. Opowiadał mi ks. January Liberski z Zimbabwe o tym, jak kiedyś zagadnął go dyrektor polskiej szkoły w obozie polskich sierot w Digglefoldzie z pytaniem, dlaczego dzieci po obfitej kolacji zabierają chleb do sypialni. Odpowiedź misjonarza była krótka i jakże wymowna: «Te dzieci przybyły tu z Syberii»".

Sowieci w każdy możliwy sposób utrudniali drogę do wolności. Nawet sam wyjazd do Iranu był przez to pełen przeszkód: pociąg często się zatrzymywał, „psuła" się lokomotywa, podawano błędne informacje na temat rozkładu jazdy itd. Siostra Walentyna z Lonavli opowiadała mi, jak w trakcie jazdy w niewielkim miasteczku gdzieś w sercu Azji pociąg się zatrzymał i wysiadł jej brat, by dokonać drobnych zakupów. Wtedy nagle pociąg ruszył. Wysiadła więc siostra, by go odszukać. On jednak wsiadł do odjeżdżającego pociągu, lecz ona nie zdążyła i… została. Została na zawsze gdzieś na stepie Uzbekistanu!

Siostra Walentyna wspomina też, jak wyglądało wejście na statek. Na wyjazd kwalifikowały się tylko osoby z tzw. rodzin wojskowych (te, w których był ktoś przeznaczony do służby wojskowej) zdrowi, sprawni fizycznie i w odpowiednim wieku. By wydostać się z tego piekła, nieletni chłopcy fałszowali daty urodzenia w dokumentach, niscy stawali na palcach, by w oczach NKWD-stów wyglądać jak dorosły itp. Schorowaną i wyniszczoną fizycznie matkę Walentyny polscy żołnierze, korzystając z nieuwagi NKWD-stów, wnieśli na pokład okrętu na rękach i tak ocalała. Nic dziwnego, że ostatnia droga do wolności — wejście na zapchany do granic przyzwoitości statek w Krasnowodzku — dla wycieńczonych dzieci było wielkim przeżyciem.

Iza Choroś wspominała też o dziecięcych marzeniach na Syberii: „Marzyliśmy, by jeszcze raz w życiu najeść się do syta chleba, by jeszcze raz położyć się do czystej pościeli". Te dwa pragnienia spełniły się prawie natychmiast, gdy na statku wkrótce po odpłynięciu od brzegu pojawił się kapitan z całym workiem chleba, a po wyjściu na irański brzeg otrzymały czystą odzież.

Cóż więc, gdy w 1943 r. w Waszyngtonie ks. bp. J. Gawlinie zaprezentowano, jak dzieci amerykańskie, ucząc się religii i misjologii, równocześnie studiują geografię, ten odpowiedział:

„Moje dzieci uczą się także geografii, tylko nieco inną metodą. A mam tych dzieci blisko pół miliona. Jedno zostało w zimie wywiezione ze Lwowa lub Wilna i poznało z nieopalanego wagonu Kijów, jechało na Syberię lub do Kazachstanu, gdzie jest Syr Daria lub Jenisej. Inne zna pustynię, wichurę śnieżną, umie rąbać drzewo, było pastuchem, nawet traktorzystą. Zna na tyle geografię, by wiedzieć, gdzie pogrzebało swoją mamusię!".

Jakie były losy dzieci w Iranie? Do jakich ośrodków trafiły, kto się nimi opiekował? Jakie, poza tymi w Isfahan, Pahlevi, były inne obozy polskich dzieci w Iranie?

Nim szczegółowo omówię, jaki był los polskich dzieci w Iranie po wyjściu z Rosji, pragnę zwrócić uwagę na historyczne związki Polski i Iranu. 27 lutego 2014 r. w czasie odsłonięcia Tablicy Wdzięczności Narodowi Irańskiemu za pomoc Uchodźcom Armii gen. Władysława Andersa w Warszawie przy Ogrodzie Krasińskich w obecności b. ambasadora Iranu w Polsce, Samad Ali Lakizadeh Władysław Czapski powiedział: „Ten Naród z Polskim Narodem ma setki lat stosunków dyplomatycznych. Nigdy względem siebie te państwa nie podnosiły broni. Zawsze liczyli na współdziałanie".

Uroczystości były związane z obchodami 540. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych między obu krajami i 70. rocznicy polskiego wychodźstwa z Rosji. Wdzięczni uratowani i ich potomkowie umieścili napis na płycie pamiątkowej: „W 1942 r. Iran przyjął i ocalił polskich tułaczy deportowanych w latach 1939-1941 r. Przez NKWD z kresów wschodnich II Rzeczypospolitej w głąb Związku Sowieckiego. Irańska pomoc uchroniła Polaków przed represjami, śmiercią z głodu i chorób".

Po opuszczeniu Rosji do Iranu w dwóch transportach — w okresie: marzec-kwiecień i sierpień-wrzesień 1942 r.- przybyło wiele tysięcy dzieci. W Pahlevi nad brzegiem Morza Kaspijskiego palono zawszoną bieliznę, szczepiono dzieci, zeskrobywano z ciał brud, przestrzegano odpowiedniej diety. Wyniszczone organizmy w nowych warunkach nie zawsze potrafiły się oprzeć różnym chorobom: dezynterii, duru brzusznego, tyfusu plamistego itp. Nie wszyscy więc przeżyli trudy transportu, wysoką temperaturę i malaryczny klimat. Do końca 1943 r. zmarło 2119 osób...


1 2 3 Dalej..
 See comments (4)..   


«    (Published: 12-10-2017 )

 Send text to e-mail address..     
Print-out version..    PDF    MS Word

Bartosz Bolesławski
Pracownik Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego w Warszawie
 Private site

 Number of texts in service: 2  Show other texts of this author
 Latest author's article: Ziemia – kula u nogi
All rights reserved. Copyrights belongs to author and/or Racjonalista.pl portal. No part of the content may be copied, reproducted nor use in any form without copyright holder's consent. Any breach of these rights is subject to Polish and international law.
page 10155 
   Want more? Sign up for free!
[ Cooperation ] [ Advertise ] [ Map of the site ] [ F.A.Q. ] [ Store ] [ Sign up ] [ Contact ]
The Rationalist © Copyright 2000-2017 (English section of Polish Racjonalista.pl)
The Polish Association of Rationalists (PSR)