To
jedno po mnie zostanie, żem saskie pijaństwo z Polski
wygnał. Potomność wspomni, żem nieuctwo szkaradnie tępił. Tego mi nie zaprzeczą, żem sarmackie mózgi myślenia przyuczał, że przyozdobiłem Polskę jakem mógł. Sądzę, że nie zawiodę się na tym przeświadczeniu, które mi powiedziało, kiedy nie miałem jeszcze 20 lat, że zostałem przeznaczony do spełnienia wielkiego dobra mojej ojczyźnie. Ale w czasie i sposobie, że ktoś inny zbierze żniwo z mego postępowania... Z pamiętników króla Stanisława Augusta Poniatowskiego
Rex Augustus był szczególnie znienawidzony przez rozumnych szałem: romantyków i epigonów romantyzmu. Choć, trzeba przyznać, nawet taki racjonalista — pozytywista, jak Aleksander Świętochowski, w ocenie króla nie ustępował tym, co widzą to, co - niewidzialne. Dlatego może tak łatwo przychodziło mu obrzucanie króla niewybrednymi inwektywami. Zawsze niechętny Rosji — i tej białej, i tej czerwonej- Jerzy Łojek, nie potrafił pisać inaczej o królu Poniatowskim, jak prezentystycznie wedle z góry obmyślanego planu, tak dobrze wyrozumowanego i ścisłego, niczym geometryczny dowód. Na przykładzie tego historyka widać, jak można dowolnie manipulować faktami, których odpowiednia interpretacja służyć ma określonemu celowi ideologiczno-politycznemu. Natomiast
ciekawą ewolucję poglądów — o 180
stopni! — na temat króla
Stanisława Augusta przeszedł
Stanisław Cat Mackiewicz: przed wojną
włączył się do chóru antyrosyjskich i antykrólewskich,
romantycznych epigonów,
pisząc m.in.
przedmowę do
książki Karola
Zbyszewskiego pt."Niemcewicz od przodu i tyłu"; po wojnie
(być może już w czasie jej trwania)
zrewidował swoje poglądy,
których wyraz można
odnaleźć w jego książce pt. Stanisław August
(pierwsze wydanie w Londynie w1953 r.). Cat
Mackiewicz m.in. wysoko ocenił
propozycję ostatniego króla Rzeczypospolitej
dotyczącą zawarcia
przymierza polsko — rosyjskiego w 1787 roku.
Zdaniem Mackiewicza
król miał
następujący program: pozostać — dopóki trzeba — satelitą
rosyjskimi, w ten
sposób bronić
Polski przed dalszymi rozbiorami...
Pod osłoną
tego upokarzającego
uzależnienia… chciał
on odbudować
państwo polskie -
stworzyć w Polsce
Najmądrzejszy i najinteligentniejszy z naszych monarchów — jak oceniają zgodnie Stanisława Augusta Poniatowskiego zwolennicy i najzawziętsi wrogowie — nie był zrozumiany przez współczesnych — często uczynnych denuncjatorów podkopujących jego pozycję w Petersburgu. Nie zrozumieli króla i potomni, a przede wszystkim rządzący już niepodległą Polską sanatorzy — obóz majowy — którzy w atmosferze skandalu odmówili królowi godnego monarchy pochówku w ziemi ojczystej. W1938 roku bowiem, a więc 140 lat po śmierci króla - więźnia (uwolnionego dopiero przez cara Pawła I, syna Katarzyny II) w Petersburgu, władze sowieckie zamierzały zburzyć kościół Św. Katarzyny, gdzie znajdowała się trumna ze zwłokami Stanisława Augusta. Rosyjscy komuniści chcieli przebudować miasto (dotąd Petersburg ) w autentyczny Leningrad — bez „zbędnych" pamiątek przeszłości: cerkwi i kościołów — w duchu nowej ideologii marksistowsko- leninowsko- stalinowskiej. Informujący o tym projekcie raport konsulatu RP w Leningradzie, przesłany z początkiem 1938 roku do warszawskiego MSZ, spowodował pierwsze i oficjalne wystąpienie władz polskich do władz sowieckich o wydanie królewskich szczątków. Władze sowieckie ustosunkowały się przychylnie do wniosku rządu polskiego. Sprawą, którą musiała już rozstrzygnąć strona polska, było miejsce pochowania króla. „Minister Józef Beck nie czując się władnym podjąć taką decyzję przedłożył ją do konsultacji najwyższego gremium włodarzy państwa: prezydentowi Ignacemu Mościckiemu, marszałkowi Edwardowi Rydzowi- Śmigłemu i premierowi Felicjanowi Sławojowi-Składkowskiemu. Ta czwórka zdecydowała, że Stanisława Augusta pochować można gdziekolwiek, byle nie w Krakowie i Warszawie. Na Wawelu niedawno pochowany Marszałek nie mógłby sąsiadować z kochankiem carycy; Warszawa zaś to za duży honor dla targowiczanina. W tej sytuacji prowadzący z ramienia MSZ tę sprawę Stanisław Zabiełło otrzymał wolną rękę na jaj załatwienie. Zabiełło wybrał Wołczyn" (Anna Zgorzelska). Trumna z prochami ostatniego monarchy — „Piasta" znaleźć się miała w skromnym kościele św. Trójcy w Wołczynie (miejscowość leżąca ok. 20 km od Brześcia Litewskiego). Wołczyn był niegdyś własnością Poniatowskich, a kościół wybudował ojciec króla Stanisława Augusta, wojewoda Stanisław Poniatowski. W tym też kościele miał miejsce chrzest przyszłego króla w r. 1732. Trumna z prochami Stanisława Augusta została przewieziona do stacji granicznej Stołpce. Znalazła się tu 11 VII 1938 r. w towarowym wagonie z napisem „bagaż zwykły", stała na bocznicy przez trzy dni. Trumnę otwarto i dokonano oględzin jej wnętrza. W myśl instrukcji rządowych postanowiono, aby pogrzeb króla odbył się w jak największej tajemnicy, bez żadnych uroczystości. (Andrzej Zahorski, Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1990, s.359 ). Zastanawiający jest ten brak szacunku ówczesnych władz polskich do postaci bądź co bądź króla polskiego. Na coś takiego mogli sobie jeszcze pozwolić bolszewicy-carobójcy, ale nie rząd niepodległej Polski! Piłsudski mawiał: Jestem wyznawcą zasady, że ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości. Nieuctwo, byłych bojowców PPS zajmujących najwyższe stanowiska w państwie, i ich brak szacunku nawet dla zwłok ostatniego króla — Polaka, zgorszyło całe kulturalne społeczeństwo polskie międzywojnia. Oburza to i dziś po upływie 60lat. Duchowi potomkowie półbarbarzyńców, których kiedyś uczył myśleć nasz król Stanisław August Poniatowski, dzierżyli totalną władzę w państwie, nie szanując ani przeszłości Polski (jedynie wybiórczo, tę całkiem nową terrorystyczno-bratobójczą), ani nie licząc się z opinią wybitnych ludzi polskiej nauki, kultury i sztuki. Doprawdy nie byli godni szacunku współczesnych ani prawa do przyszłości. Jeden z nich przed II wojną światową, marszałek E.Rydz-Śmigły, kiedy podczas pewnej dyskusji w jego obecności na temat Stanisława Augusta pojawiły się głosy w obronie monarchy, żachnął się i z prawdziwie katońską surowością począł gromić króla za jego postawę w czasie wojny z Rosją w 1792 roku. Na pytanie zainteresowanych: — Co nieszczęsny król więc miał czynić w tej swojej beznadziejnej sytuacji? Marszałek Śmigły odpowiedził bez wahania: Mógł stanąć na czele wojska i zginąć! Ten sam marszałek, jako naczelny wódz kampanii wrześniowej, pokazał w rok później, jak w czasie działań wojennych staje się na czele wojska i ... opuszcza je, oraz kraj w potrzebie. Po II wojnie światowej władze sowieckie zamieniły kościół w Wołczynie w magazyn zbożowy. Dopiero po latach,12 XII 1988 r., do Wołczyna udała się specjalna Komisja, która miała zająć się sprowadzeniem szczątków pośmiertnych królado Polski. Stwierdziła ona na miejscu (przeprowadzono ekspertyzę pod kierunkiem prof. T.Dzierżykraja — Rogalskiego), że szczątki kostne w krypcie okazały się pochodzenia... zwierzęcego. Sprawę tę skomentował historyk prof. Marian Marek Drozdowski: Trzeba pamiętać, że dewastacja krypty królewskiej w Wołczynie, wielokrotne penetrowanie przez chuliganów białoruskich spowodowała, że zostały jakieś tylko fragmenty płaszcza królewskiego, pozostały resztki prochu kostnego, elementy dawnej trumny, następnie pantofelek królewski. Jakieś inne symbole, które są potwierdzeniem obecności króla w Wołczynie. Więc są to szczątki, jest to symbol, i ten symbol się liczy. Nawet gdyby nic nie było, a było tylko epitafium, i oznaczało to pamięć, też to się liczy, tak jak symboliczny grób się liczy na Powązkach prezydenta Starzyńskiego. Takie są nasze tragiczne losy i musimy to przyjąć do wiadomości. Wielkim orędownikiem sprawy godnego pochówku ostatniego króla Rzeczypospolitej w podziemiach warszawskiej Archikatedry Św. Jana był Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński, który zdecydowanie przeciwstawił się projektowi, niebędącemu jego zdaniem na poziomie doniosłości sprawy, pochowania króla w Łazienkach. Stanowisko Prymasa poparł również m.in. autor głośnej książki pt. Spór o Stanisława Augusta, historyk Andrzej Zahorski: Uważam bowiem — pisze on we wspomnianej pracy — że dla dziejów Warszawy panowanie Stanisława Augusta było przełomem, za jego czasów i przy jego wydatnym udziale Warszawa przestała być tylko miastem rezydencjonalnym królów polskich, a stała się nowożytną stolicą Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Czarna legenda ostatniego naszego króla „Piasta" nie wytrzymała konfrontacji z prawdą historyczną. Zwłaszcza po odkryciu i odczytaniu pełnej dokumentacji panowania Stanisława Augusta, tak skrupulatnie przez niego gromadzonej. Niezwykle cenne są jego pamiętniki. Jak zauważył Aleksander Bocheński, ostatni król Rzeczypospolitej doskonale orientował się w zamiarach Prus i Rosji, czego dowodem — właśnie pamiętnik króla. Pamiętnik został wydany - pisze A. Bocheński — w oryginalnym francuskim tekście przez uczonych radzieckich w Leningradzie w 1921 roku. Nikt go dotąd nie przetłumaczył w całości i nie udostępnił polskim czytelnikom. Na początku piątej księgi daje Stanisław August rzut oka na stan Polski, na jej położenie zarówno międzynarodowe, jak i wewnętrzne (...). Za największego wroga Polski uważał król zawsze i niezmiennie Prusy. W zapatrywaniu tym nie ma ani śladu jakiejś predyspozycji, ani filozofii dziejowej, ani tym mniej — jak go o to oskarżano w Berlinie - osobistej nienawiści do Fryderyka Wilhelma II. Nie pasowałoby to do pozbawionego wszelkich namiętności politycznych, zwłaszcza daru nienawiści — króla. Po prostu konstatował stałą chęć osłabienia Polski (A.Bocheński, Rozmyślania o polityce polskiej, Warszawa 1988, s.127 ). Niestety tej przenikliwości króla nie miało wielu jego współczesnych — król był właściwie sam. To tłumaczy jego późniejszą decyzję poparcia kierunku całkiem przeciwnego (orientacja na Prusy właściwie w społeczeństwie polskim zwyciężyła). Król nasz bowiem hołdował zupełnie nowoczesnej — demokratycznej zasadzie, która głosi, że należy się liczyć z opinią większości (nawet jeśli się jest monarchą). W historii naszej byli oczywiście i tacy mężowie stanu, którzy postępowali przeciwnie, wbrew ogółowi - przypłacili to upadkiem i odrzuceniem, zarówno przez współczesnych, jak i potomnych. Tego za nic nie chciał, niezwykle dbający o popularność wśród rodaków, król. (Nb. czasami należałoby może iść pod prąd opinii ogółu, gdy się jest przekonanym do swych racji — raczej dać się złamać niż ugiąć. Postawa taka jednak może i efektowna, politycznie jest nieużyteczna: co z tego, że mieliśmy rację, kiedy już większość, nie chcąc nas słuchać, w owczym pędzie pospadała w przepaść?). Nawet do targowicy Stanisław August przystąpił po chłodnej kalkulacji — na skutek większości Rady, podzielonej i w tej sprawie. Obarczać więc winą króla za upadek państwa — to grube nieporozumienie. Można też i całe odium za klęskę zrzucić na niego, wbrew prawdzie historycznej, by naród pozostał krystalicznie czysty i bez winy. Czy jednak wyjdzie to nam na zdrowie, czy znowu nie będziemy z tą samą beztroską i lekkomyślnością brnąć w te same błędy? Nie! Dość już kozłów ofiarnych usprawiedliwiających naszą własną nieudolność, bierność, lenistwo myśli i brak woli. Jeśli już szukamy sprawców naszych nieszczęść, to przynajmniej nie szukajmy ich tam, gdzie na pewno ich nie ma — wśród najlepszych synów naszego narodu. Zwłaszcza - królów, którym nie było dane nami rządzić, a pozostawało tylko niewdzięczne nam panowanie. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,3477) (Last change: 27-06-2004) |