Jak się wydaje, kampania wyborcza wystartowała już na serio. Kandydatów na najwyższy urząd w państwie mamy z tuzin, mniej lub bardziej mętnych programów na pęczki, partie i partyjki polityczne prężą muskuły, w powietrzu aż gęsto od inwektyw i pomówień, gabinety usłane różnymi teczkami, prasa kipi od sterowanych przecieków, ambony zaczynają się grzać od kazań. Cały ten szum po to, by przypodobać się co mniej rozgarniętym wyborcom i zdobyć dla siebie upragniony krzyżyk na kartce do głosowania. Co mniej rozgarniętym, bo racjonaliści od dawna wiedzą, co o tym wszystkim myśleć — i ich raczej nikt już dla siebie nie pozyska. Oni i tak — jeśli w ogóle pójdą do urn — zagłosują wyłącznie przeciw większemu złu. Swoją drogą... Nie rozumiem, po co ci ludzie się tak męczą, zwłaszcza z formułowaniem programów; w tym to zajęciu — jak się wydaje — chodzi bowiem wyłącznie o to, by przodować w ogólnikowości i niejasności. Celem tego mętniactwa jest, oczywiście, zapewnienie sobie możliwości wycofania się ze zobowiązań po ewentualnym zwycięstwie. Nie rozumiem tego, bowiem nasz Wielki Naród wielokrotnie już udowodnił, że grę tę doskonale kuma i, co więcej, ma ją za tzw. jaje. Wybiera mianowicie mniej więcej jak leci, z grubsza biorąc najzupełniej bez sensu, i wcale się nie ogląda na realność programów, ani też nie wymaga od polityków dotrzymywania słowa. Ważne, żeby głośno krzyczeli i jasno wskazywali Wroga. Czasem zresztą nic w ogóle nie muszą robić: to wtedy, kiedy ich poprzednicy w sprawowaniu władzy schodzą na najbardziej już oczywiste dno intelektualne; tyle, że wtedy kandydatów do sprawowania władzy zgłasza się czujnie od razu tak wielu, że jednak trzeba ich po czymś porozróżniać. Inna sprawa, czy w ogóle realnie istnieje możliwość wyegzekwowania dawanych przed wyborami obietnic; to jednak temat na zupełnie oddzielne rozważania. Mniejsza w tym momencie o to; skoro opisaliśmy z zimnym chłodem naukowców stan faktyczny, wyciągnijmy jedyny oczywisty wniosek. Oszczędźmy naszym wspaniałym Członkom Klasy Politycznej wysiłku tych kilku szarych komórek, których zwykli używać, wykonajmy pracę myślową za nich; bez wątpienia zrobimy to lepiej! Mimo wszystko — bez jakiegokolwiek programu jakoś tak więcej łyso stawać do wyborów. Oto więc Uniwersalny Program Wyborczy (w skrócie: UPW)który niniejszym w naszej niezmierzonej szczodrobliwości i łaskawości dla wszelkich PT Zwierząt Politycznych (którą to nazwę uważamy za nadzwyczajnie adekwatną) niniejszym im — całkowicie bezinteresownie - przekazujemy. Z pełną gwarancją Poxipolu oraz Laboratoire Garnier na skuteczność. Zapewniamy: temu przeciętnemu przedstawicielowi elektoratu pomiędzy Odrą a Bugiem, którego chcecie nabrać, o to właśnie chodzi. Tak więc, oto nasze Trzy Postulaty.
Oczywiście, komitety wyborcze troszkę jednak będą musiały popracować. UPW należy traktować jedynie jako podstawę; każda z Opcji Politycznych powinna dodać do niego coś specyficznie własnego. Narodowcy niechaj więc dopiszą coś w rodzaju „Polska dla Polaków" albo — jawnym kodem — „Żydzi na Madagaskar", lewica może w punkcie 3. słowo „służący" zastąpić przez „asystenta", liberałowie niechaj dodadzą na przykład powszechny ujemny podatek liniowy... W sumie: wszystko jedno. Ale troszkę wysiłku umysłowego jest niezbędne. Nie martwcie się jednak: cokolwiek napiszecie, skuteczność będzie dokładnie ta sama. Pamiętajcie tylko, by UPW z ewentualnym „ubogaceniem" (uwielbiam to słowo, udało mi się je wepchnąć, hurra!) oferować wyborcom głośno i z odpowiednim przytupem. Dokładnie tak samo, jak to zaczęliście już robić z tymi waszymi Dokumentami Programowymi, które wszak różnią się od UPW tym tylko, że są długie i źle po polsku napisane. A nowoczesny marketing polityczny powiada: ma być krótko, hasłowo i dobitnie. Poza tym szkoda lasów na papier, na którym wydrukujecie te wasze Oświadczenia i Deklaracje. Buzi. Kocham was. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,4178) (Last change: 08-06-2005) |