Będę omawiał zagadnienie zwane Kalam Cosmological Argument w postaci rozwiniętej przez Lane Craiga. Jest to pewien ciąg rozumowania, znany już od czasów średniowiecza, który miał służyć teistom do wykazania, że świat został stworzony przez Stwórcę. Będę się odnosił do każdego punktu tego rozumowania w wersji oryginalnej (podając tłumaczenie). W tekście będę stosował krótką nazwę tego argumentu, czyli Kalam.
Zacznijmy od tego, że mówienie o początku Wszechświata w czasie nie ma sensu, jeżeli czas jest własnością tegoż. Tak jak nie musiał mieć początku w materii i przestrzeni, tak i nie musiał mieć początku w czasie. Czas jako atrybut Wszechświata nie mógł istnieć niezależnie od niego. Oponent może odpowiedzieć, że może istnieć inny wymiar czasowy, jakiś 'czas metafizyczny'. Może i tak, ale to nie jest żaden argument. Taki dodatkowy wymiar czasowy, a nawet ich dowolna ilość, byłby niezależny od naszego, równoległy. Tym samym nie miałby znaczenia w relacji przyczynowo-skutkowej. Można inaczej powiedzieć, że relacja przyczynowo-skutkowa w klasycznym rozumieniu jest ciągiem jednowymiarowym. Wiele rzeczy może istnieć, ale nie można wyjaśniać nieznanego przez nieznane. To oznacza, że mówienie o początku wszechświata w czasie nie ma sensu, ponieważ jest to tylko naiwna ekstrapolacja znanego nam świata zjawisk na zjawiska nieznane. Zupełnie nie wiadomo jakimi prawami rządzą się wszechświaty przy swoim powstawaniu (nie można wykluczyć, że nie ma ich więcej niż 1). Teiści założyli sobie, że skoro w ich otoczeniu obowiązują pewne znane nam prawa, to obowiązują one także wszechświat jako całość. Warto zauważyć, że niektórzy teiści argumentują wedle swojej woli — jeżeli im pasuje, to zasłaniają się niewiedzą, a konkretnie wpychają Boga jako wyjaśnienie niewyjaśnionego (vide kwestia genezis), a jak pasuje im inaczej, to wpychają naszą wiedzę tam, gdzie ona już nie obowiązuje. Jednak tak się składa, że nasza wiedza obowiązuje w przypadku genezis (procesy biochemiczne poddające się eksperymentom), ale już nie obowiązuje w przypadku powstania wszechświata. Po prostu nie wiemy, czy i jakie prawa rządziły powstaniem wszechświata, nawet nie wiemy, czy można tu mówić o jakichkolwiek 'prawach'.
Nieprawda. Rozbiję tę kwestię na dwa podpunkty:
Jak widzimy, punkt wyjściowy argumentu nie jest prawdziwy. Nie wiemy, czy wszechświat wymaga istnienia przyczyny w czasie dla swojego powstania. Być może nie wymaga, a być może mówienie o przyczynie w tym przypadku nie ma nawet sensu. Powoływanie się w tym miejscu na jakiś 'metafizyczny czas' jest błędem ignotum per ignotum, więc nic nie wnosi. Oponent mógłby stwierdzić, że nie można sobie wyobrazić świata, w którym byty powstają bez powodu. Ale to nie jest argument, bo nasz świat ma się nijak do warunków, w jakich powstają wszechświaty a nasze wyobrażenia są rzeczą wtórną. Nie ma to nic do rzeczy, że jeżeli coś nam się wydaje niedorzeczne, to nie może to mieć miejsca. [ 3 ] Jest to tylko nieuprawniona ekstrapolacja, tego po prostu nie wiemy. Jest jeszcze jeden argument obalający Kalam. Wszechświat jest zbiorem bytów złożonych z materii i energii. Jakiekolwiek prawa obowiązujące te byty, włącznie z prawami nam jeszcze nieznanymi, dotyczą tylko tych elementów. Nie dotyczą one jednak zbioru jako takiego, nie obowiązują Wszechświata jako całości. Wynika to stąd, że zupełnie inne prawa obowiązują elementy zbioru, a inne same zbiory. Dlatego też niezależnie od tego, jakie prawa postawimy na szali argumentu, nic nam to nie powie o prawach rządzących wszechświatami jako takimi. Zbiór pewnych bytów ma najczęściej kompletnie inną naturę niż same poszczególne byty. Jest czymś z natury rzeczy innym. Ten, kolejny już, błąd logiczny Kalam polega na tym, że stosuje prawa elementów zbioru w stosunku do zbiorów. To dokładnie tak, jakby ktoś chciał dodawać zbiory liczb naturalnych tak samo, jak się dodaje liczby naturalne. Jest to logicznie niemożliwe o czym świadczy arytmetyka na nieskończonościach i tak samo jest w przypadku wszechświatów i materii. Cokolwiek więc powiemy o naszym świecie, może się to okazać kompletną bzdurą w stosunku do Wszechświata jako takiego. W zasadzie w tym momencie można by skończyć omawianie Kalam. Załóżmy jednak optymistycznie, że jakimś cudem punkt 1. uznajemy za prawdziwy i idźmy dalej.
Mówienie o posiadaniu początku w czasie przez jakiś byt, dla którego czas jest jego elementem — który czas dopiero tworzy i definiuje — nie ma sensu. Początek może mieć wszystko to, co zaistniało już w czasie. Zjawisko wszechświata zaistniało bez istnienia czasu. Nie można nawet powiedzieć 'przed' czasem. Po prostu nie ma sensu używanie pojęć temporalnych w stosunku do powstania wszechświata. Dlatego też cały argument Kalam jest pozbawiony sensu znaczeniowego. Analogicznie można by np. powiedzieć, że wszechświat miał średnicę 0 przed swoim powstaniem (można by wymyślić lub zacytować więcej, nawet trafniejszych analogii, jak na przykład zadane przez Hawkinga pytanie „Co jest na północ od bieguna północnego?", ale nie w tym rzecz). Co więcej, według aktualnych modeli kosmologicznych nie jest konieczne, aby Big Bang miał początek w naszym rozumieniu początku. Więcej na ten temat można się dowiedzieć np. z wielu różnych pozycji autorstwa S. Hawkinga. Zauważył on, że pomimo skończoności wszechświata i czasu, nie musi on mieć granicy w czasie (warto się tu także zastanowić nad słynnym dylematem Zenona). Po raz kolejny załóżmy roboczo, że jakimś cudem rozumiemy co oznacza 'czas przed istnieniem czasu', tak jak rozumiemy 'grubość bez przestrzeni' (tzn. nie rozumiemy, ale załóżmy roboczo, że rozumiemy — żeby pójść dalej).
Czy może istnieć nieskończoność aktualna? Mogłoby się wydawać, że to problem matematyczny. Rzeczywiście, część matematyków uważa (lub raczej uważała), że nieskończoność faktyczna (inaczej: aktualna) to tylko pojęcie teoretyczne, że nie może realnie istnieć nieskończona ilość czegoś, np. nieskończona ilość atomów. Argument Kalam odnosi się do stanowiska głoszącego, że wszechświat zaistniał w czasie, lub że jest wieczny (tzn. bez początku). Jak zobaczymy, ani pierwsza opcja nie jest prawdziwa, ani też Kalam nie zaprzecza drugiej (choć aktualna kosmologia raczej wyklucza wieczny wszechświat, ale o tym później).
Nie jest to fakt. A konkretnie, nie ma żadnych wyraźnych powodów, dla których nie mogą istnieć aktualne nieskończoności. [ 5 ] Niektórym wydaje się, że nie mogą istnieć. Można na ten temat długo dyskutować, jednak nie ma dowodu na to, że nie mogą istnieć. W każdym razie nie wiadomo mi nic o tym, aby autor Kalam coś w tym temacie dowodził. Wykazywanie paradoksów nie zaprzecza temu, że jakaś forma nieskończoności może istnieć. Poza tym, do obalenia Kalam nie jest potrzebne, aby musiały istnieć nieskończone ilości czegoś. [ 6 ]
Autor twierdzi, że nieskończony ciąg zdarzeń nie może istnieć. Ponieważ jednak nie ma dowodu na niemożliwość istnienia aktualnej nieskończoności, nie powinno być także na nieistnienie nieskończonego ciągu zdarzeń. Więcej nawet, taki ciąg nie musi istnieć aktualnie. Wystarczy, aby każde dwa zdarzenia następowały po sobie w czasie i tylko one istniały aktualnie, ciąg jako taki nie istnieje, tym samym unikamy problemu nieskończonej ilości bytów. Możemy sobie wyobrazić (no, niektórzy z nas) nieskończoną przyszłość a w niej nieskończony ciąg zdarzeń (choćby nieskończenie leniwych). Dlaczego więc mielibyśmy mieć problem z przeszłością? [ 7 ] Oponent mógłby stwierdzić, że jeżeli ciąg wydarzeń jest nieskończony, to dlaczego wszechświat miałby powstać akurat w tym, a nie innym momencie? Oczywiście, nie musiał akurat w tym. Jeżeli tylko wszechświat może powstać, to w nieskończonym regresie zdarzeń powinien powstać nieskończenie wiele razy. Tego nie wiemy, ale też nie możemy tego wykluczyć, że przed naszym i po naszym wszechświecie istniało i zaistnieje nieskończenie wiele innych. Można sobie także wyobrazić, że jakiś nieskończony proces zachodził od zawsze, ale nagle się zakończył i spowodował powstanie wszechświata akurat w danym momencie. Dlaczego jest to możliwe? Otóż (pomijając długie matematyczno-logiczne wywody) zasadnie jest pytać, dlaczego akurat w tym momencie, a nie wcześniej albo później. A poprawną odpowiedzią jest, że owszem, tego typu proces mógł się zakończyć dowolnie wcześniej albo później, ale zakończył się akurat w tym. A jednak wszystkie takie procesy będą trwały tak samo długo: nieskończenie. Być może na chłopski rozum jest to dziwaczne, ale matematycznie rzecz biorąc, przeliczalne nieskończoności mają równą miarę. W tym przypadku, mimo że jeden nieskończony proces zakończył się wcześniej niż inny, to jednak oba trwały tyle samo: nieskończenie długo [ 8 ]. Reasumując, nie ma nic niedorzecznego w twierdzeniu, że wszechświat mógł powstać po nieskończonej ilości zdarzeń (przy założeniu, że podlegało to prawom logiki, co Kalam przecież i tak zakłada). Ponieważ jednak kosmologia nie sugeruje nam, aby przypadek wiecznego wszechświata zachodził, nie będę się już tym zajmował, ponieważ nic nowego to nie wnosi. Nawet jeżeli nieskończony ciąg zdarzeń nie jest możliwy, to i tak nie wpływa to na aktualne teorie kosmologiczne [ 9 ]
Punkty 2.12 i 2.13 opierają się na 2.11, dlatego nie trzeba się już nimi zajmować. Załóżmy jednak wbrew powyższemu, że 2.11 jest poprawny i idźmy dalej.
Argument wspierający mówi, że nie można utworzyć aktualnej nieskończoności poprzez dodawanie. Odnosi się to jednak nie do naszego wszechświata, ale do czegoś poza nim, gdzie niby nie jest to możliwe. Tego jednak nie wiemy. To tylko nie udowodnione założenie metafizyczne przyjmowane przez leniwych filozofów, że poza naszym wszechświatem nie jest to możliwe, choć nawet nie udowodniono, że w naszym jest to niemożliwe.
Oponent może odpowiedzieć, że dodając do skończonej ilości nigdy nie otrzymamy nieskończoności. Owszem, tą metodą nie otrzymamy. W dowolnym momencie będzie można spytać: ile ci zostało do nieskończoności i odpowiedź zawsze będzie ta sama: nieskończenie wiele. Ale przecież nikt nie twierdzi, że dodawanie rozpoczęło się od skończonej ilości. Ba, nikt nie twierdzi, że się rozpoczęło! Jeżeli liczę od zawsze, to spytany ile mi zostało do nieskończoności odpowiem: zawsze miałem nieskończoność, ale dodaję dalej (mogę dodawać, bo niesk. + stała = niesk.). W gruncie rzeczy, uważny czytelnik zauważy, że Kalam w tym momencie stosuje to, czego ma dopiero dowieść: Nie jest możliwe stworzenie nieskończoności przez dodawanie [skończonej] ilości [skończonych] elementów. Ale przecież jest możliwe stworzenie nieskończoności przez dodanie nieskończonej ilości (niekoniecznie skończonych) elementów. Argument 2.21 jest więc nieuczciwy, nie mówiąc już o tym, że jest błędny. Jeżeli tak, to punkt 2.2 nie musi być spełniony, jeżeli wymiar czasowy jest nieskończony. Jeżeli czas może istnieć na zawsze, to (symetrycznie) może istnieć od zawsze. A to już daje precedens aktualnej nieskończoności zdarzeń, co wystarczy, aby obalić dodatkowo także punkt 2.11.
Jak wyżej, niekoniecznie ciąg zdarzeń musi mieć początek. Może być wieczny. Nie musi także istnieć aktualnie. Po prostu, ciąg zdarzeń to tylko konstrukcja teoretycza.
Jak wyżej, nie wynika.
Czy rzeczywiście jest uprawniony? Otóż nie jest. Nasza wiedza o przyczynach odnosi się tylko i wyłącznie do znanego nam świata. To, że zjawiska poza naszym wszechświatem wymagają przyczyn, aby zaistnieć, jest tylko nieudowodnionym założeniem metafizycznym przyjmowanym przez leniwych filozofów. Wcale nie musi tak być. Nie ma żadnego powodu, dla którego nie może być inaczej: że dzieją się tam zjawiska, dla których nie można określić przyczyny w naszym rozumieniu. Wniosek ten opera się więc nie na fakcie, ale na niewiedzy i nieuprawnionym wnioskowaniu. Co więcej, czyni on nieuprawnioną sugestię, że przyczyna ta istnieje. Wcale nie wiadomo, czy jeżeli przyczyna istniała, to nadal istnieje. Nie ma żadnego powodu, dla którego przyczyna ta musiałaby nadal istnieć (w czasie). Załóżmy jednak znów, pomimo tych przeszkód, niejako na przekór wszystkiemu, że nadal uznajemy argument Kalam. Jaki wniosek możemy z niego wyciągnąć? Otóż nie taki, jak chcieliby niektórzy. Nie dowodzi on wcale, że istnieje jakieś bóstwo. Ba, nie dowodzi nawet, że istnieje coś, co ma siłę sprawczą. Może on nas co najwyżej skłonić do uznania, że poza naszym wszechświatem istnieje (mam na myśli istnienie poza-czasowe) jakiś twór, który wpłynął na powstanie przynajmniej jednego wszechświata. Jaki on jest, czym jest, dlaczego tak się właśnie stało i jak się to skończy — te pytania być może na zawsze pozostaną bez dobrej odpowiedzi. Wiemy na pewno, że pewne rzeczy są poza zasięgiem naszego poznania. Dlatego być może zawsze będziemy mieli do czynienia z nikczemnikami, którzy wykorzystując słabości filozofii i naszą niewiedzę, będą nas przekonywać do wygodnych dla siebie tez. Nawet jeżeli ktoś mimo wszystko przyjmie argument Kalam, to pozostanie mu duży problem: jeżeli Bóg istnieje w jakimś sensie metafizycznego czasu (skoro zdecydował o powstaniu wszechświata w tym a nie innym momencie swojego istnienia) to napotykamy na dokładnie te same problemy, jak w przypadku wszechświata, co prowadzi automatycznie do sprzeczności z samym Kalam (nie można jednocześnie argumentu uznawać i nie uznawać). Jeżeli jednak, z drugiej strony, przyjmiemy Kalam oraz tezę, że Bóg istnieje bezczasowo, to pojawia się inny problem: czym różni się akt stworzenia od innych stanów Boga? Jeżeli coś istnieje bezczasowo, to pojęcie zmiany nie ma w takim przypadku żadnego sensu. A jeżeli coś nie może się zmieniać (jak Bóg), to jakim prawem doszło do stworzenia? Jest tylko jedna możliwość: wszechświat istnieje w Bogu, w jego niezmiennej bezczasowej istocie. Istnieje więc zawsze i.. koniecznie, jest wpisany w samo istnienie Stwórcy. A to z kolei prowadzi do wniosku, że jeżeli wszechświat jest konieczny w Bogu, to może być także konieczny bez niego. Nie ma bowiem żadnego powodu, dla którego jeden byt konieczny nie mógłby istnieć bez innego bytu. W szczególności, nie wymaga też do swojego istnienia innego bytu koniecznego. Można sobie wyobrazić oponenta, który twierdzi, że powstanie świata nie pociąga za sobą zmian w bezczasowym bycie Stwórcy, ponieważ powstał on poza Stwórcą. Jest to jednak kompletnie bezsensowna teza. Rzeczywiście, są tu dwie możliwości: Stwórca jest wszystkim co istnieje naprawdę lub świat istnieje kompletnie poza Stwórcą. W pierwszym przypadku Stwórca musi się zmienić z definicji, skoro zaistniał w nim świat, a wcale nie musiał zaistnieć. W drugim przypadku, Stwórca się nie zmienia, ale nie ma też wpływu na świat, który istnieje niezależnie od niego — czyli Stwórca nie jest już stwórcą. Nawet gdyby i te przeszkody zignorować, to Kalam wpada w sidła logiki: nie można wypowiadać się o Stwórcy używając pojęć odnoszących się do znanego nam świata. Rzeczywistość Stwórcy nie jest naszą, jego istota nie jest naszą. Sprowadzanie Boga i świata materialnego do wymogu posiadania takich samych praw jest więc niedopuszczalnym błędem w rozumowaniu Kalam. Tylko ludzka megalomania może skłaniać to używania znanych nam pojęć i wiedzy w stosunku do bytów poza naszym światem. Jak widzimy, Kalam opiera się na całkowicie pozaempirycznych tezach dotyczących poza-świata oraz na myśleniu życzeniowym. Podsumowując, o argumencie Kalam można powiedzieć jedno z (ale tylko jedno):
Footnotes: [ 2 ] Inną
ciekawą krytykę podobnego argumentu można znaleźć tutaj.
Tam pewien filozof dochodzi do zupełnie innego wniosku niż autor Kalam: "If
this cosmology is true, our universe exists without cause and without
explanation." [ 3 ] Najlepszym tego przykładem są zjawiska w skali kwantowej. [ 5 ] Warto w tym miejscu wspomnieć poczciwego biskupa anglikańskiego, George'a Berkeley'a: ...powiedzieć, że wielkość czy rozciągłość skończona składa się z części, których jest nieskończenie wiele, stanowi tak oczywistą sprzeczność, że każdy to przyzna na pierwszy rzut oka; jest rzeczą niemożliwą, by mogło to uznać jakiekolwiek rozumne stworzenie, nie doprowadzone do tego łagodnie i stopniowo, jak nawrócony poganin do wiary w Przemienienie. Na szczęście, wiele się zmieniło od czasów Berkeley'a. [ 6 ] Chętni mogą zgłębić teorię zbiorów oraz np. ten artykuł. [ 7 ] Warto w tym miejscu podać ważne twierdzenie matematyczne:
Zbiór nieskończony jest przeliczalny wtedy i tylko wtedy, gdy jego
elementy można ustawić w ciąg. Zdarzenia w czasie można ustawić
w ciąg i to nawet uporządkowany (relacja wcześniejszy-późniejszy).
Stąd zbiór zdarzeń jest przeliczalny. Stosując inne twierdzenia,
można wykazać, że ponieważ zbiór co drugiego zdarzenia oraz
zbiór wszystkich zdarzeń są równoliczne (i równej mocy, co zbiór liczb
naturalnych),
to zbiór zdarzeń może być przeliczalny i nieskończony. [ 8 ] Podobnie, liczb całkowitych
dodatnich jest tyle samo co wszystkich całkowitych: nieskończenie wiele,
choć na chłopski rozum powinno być ich o połowę mniej. Nieskończoności
rządzą się po prostu innymi prawami, niż wielkości skończone. [ 9 ] Nie jest jednak wykluczone,
że stan, jaki był na samym początku Big Bang, nie trwał wcześniej nieskończenie długo
lub też nie istniał wcześniej w jakiejś innej formie - np. wybuchających i kolapsujących do osobliwości wszechświatów. | ||||||||||||
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,4347) (Last change: 15-05-2008) |