 "Bóg
się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice — Nieskończony
Wzgardzony — okryty chwałą, śmiertelny — król nad wiekami A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami" [ 1 ]
Podczas
rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się
zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż
znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest
powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie
jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego
[ 2 ] oraz
chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno
sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej
religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
Zacząłem
szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła
Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei
Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie
Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego
określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia",
z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz
dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha
Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi
obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela
nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana
Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed
wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez
Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał
się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od
Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze
doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego
rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku,
gdzie został On opisany w poniższy sposób: „Całą mocą wierzymy i bez
zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony,
niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty:
Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona.
Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty
pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są
jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą
równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj
stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec
naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała".
Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem
do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do
lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją
K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A.
Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H.
Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej
opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć
filozoficznych „dla studiujących filozofię chrześcijańską":
„[Bóg]
byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych,
(...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony
przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od
innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności
transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił
uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R.
Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako „osobę bez ciała,
tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko
wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa
oraz stwórcą i podstawą wszechświata".
Bóg w religioznawstwie
Ideę Boga człowiek może
poznawać od wewnątrz jako zaangażowany wyznawca określonego systemu
religijnego, bądź z zewnątrz jako badacz-religioznawca, czyli przedstawiciel
gałęzi nauki, której przedmiotem
zainteresowania jest całokształt pewnej kategorii zjawisk społecznych zwanych
religiami. Nauki dążącej do poznania najogólniejszych prawidłowości
powstawania religii; jej rozwoju i dojrzewania; jej istoty i funkcji oraz
struktur i sposobów funkcjonowania; a także przyczyn i przebiegu jej wygasania. Za znanym polskim uczonym Witoldem
Tylochem należy przypomnieć, że religioznawstwo obejmuje różne działy i dyscypliny naukowe, z których podstawową
„stanowi ogólna teoria religii,
zajmująca się problematyką istoty, struktury, genezy, funkcji i prawidłowości
rozwoju religii jako formy świadomości społecznej oraz relacjami pomiędzy
religią a innymi formami stosunków społecznych". A ponadto
religioznawstwo zajmuje się: porównawczą historią religii, socjologią
religii, psychologią religii, filozofią religii, a także teorią
religioznawstwa, w której podejmuje problemy teorii, metodologii oraz historii
dziedziny.
Religioznawstwo,
tak jak cała nauka, nie zajmuje się udowadnianiem, że cokolwiek nie istnieje.
Odwrotnie; zajmuje zjawiskami istniejącymi i dającymi się zbadać,
przeanalizować oraz opisać. Wierny, adekwatny opis rzeczywistości oraz porównania
są podstawowymi zadaniami obiektywnego religioznawstwa, przy czym, co ważne,
nie powinny one przedmiotu swych badań wartościować. Dotyczy to zarówno całych
systemów religijnych, jak i poszczególnych ich części.
Trudno być jednocześnie sędzią i sądzonym, badaczem i działaczem.
Dlatego też, wbrew temu co usiłuje się nam teraz w Polsce wmówić, nie można
być „wartościowym", tzn. obiektywnym religioznawcą, wówczas, gdy zajmuje
się własną religią, a już na pewno nie jest się nim, kiedy udowadnia się
jej wyższość nad innymi. Nie znaczy to, że religioznawca nie może mieć
określonego światopoglądu (tacy, po prostu, nie istnieją), ale że
religioznawcy nie wolno dobierać faktów i dokonywać ocen w oparciu o ten światopogląd.
Toteż, moim zdaniem, najobiektywniejsze badania religioznawcze prowadzone są
przez uczonych areligijnych — uznających, że wszystkie poglądy religijne
mają taką samą humanistyczną wartość.
Z
kolei publicysta nie musi być aż tak obiektywnym jak uczony i wolno mu
preferować określone poglądy, ale pod warunkiem oczywistego przyznawania się
do nich. Dlatego zaznaczam z góry, że nie podejmuję się w tej publikacji
orzec, który z opisanych w niej bogów jest tym prawdziwym, a zaledwie
przedstawiam tu krytyczny subiektywny wybór kilku (wywodzących się z jednego
pnia) koncepcji — do wszystkich z nich podchodząc sceptycznie, gdyż uważam
wszystkich bogów za byty obiektywnie istniejące tylko w ideach i kultach
poszczególnych tradycji kulturowych. Podobnych bytów [ 3 ] historia
ludzkiej kultury zna niepoliczalne ilości.
Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch
wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej
refleksji nad bogami — obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju
cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym
filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii
Boga — nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej
religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych
koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można
zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów
religii, zbiorową pracę polskich religioznawców,
kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T.
Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie
Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą
gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy
Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba
rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę
szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji.
Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą — szkoda, że
nie przetłumaczoną na polski — jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod
redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań „mitu i świętości"
jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców
największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To
wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez
wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce „PWN — Wydawnictwo Naukowe" w 2003
roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia [ 4 ] zawierającej
1000 haseł syntetycznych „przeglądowych" i 11300 drobnych „szczegółowych".
Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich
opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów
indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.
W
tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw,
bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz
sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już
godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym
wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości
tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną
aktualizację ich atrybutów.
Przechodząc
do konkretnych wyobrażeń natkniemy się na różnorodność ujęć: w panteonach
politeistycznych bogowie są liczni, bez mała równoprawni w strefach swego
zarządzania, zaś w panteonach monoteistycznych wszystkie siły
nadprzyrodzone podporządkowano bogowi naczelnemu. W panteizmie bóg występuje
jako siła bezosobowa tkwiąca w przyrodzie, a niekiedy z nią utożsamiana. W deizmie
występuje jako siła sprawcza. W religiach dualistycznych (np. w najstarszej wyznawanej religii świata — mazdaizmie), występuje w dwóch osobach: Oblicza Dobrego — boga światła (Ahura Mazda,
Ormuzd) i Oblicza Złego — boga ciemności i zła (Angra Manju, Aryman), które
pozostają z sobą w stałym konflikcie.
Bogom
monoteistycznym — nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni
(troiści — od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję
(zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności),
immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu
poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność)
omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę)
omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy
wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują
znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np.
jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na
istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość,
że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie
muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami
paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana, jak w XIX-wiecznej kolędzie
będącej mottem tego artykułu.
Pomimo tego, że wyobrażenie boga (Bóg) lub bóstw leży u podstaw większości wierzeń religijnych, to ze względu na duże zróżnicowanie
rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną religioznawczą
definicję. Ponadto znajomość różnych systemów religijnych przeczy tezie,
„że
wiara w boga, tzn. wiara w osobowo pojmowaną 'nadprzyrodzoną' istotę, z którą
człowiek nawiązuje kontakt, jest cechą charakterystyczną wszystkich religii".
Istnieją takie religie, które tej idei nie znają. Dlatego współczesne
religioznawstwo porównawcze odeszło w swoich analizach od idei bóstw i koncepcji Boga osobowego kierując swoje zainteresowania ku idei świętości
[ 5 ].
Kontakt ze świętością może przejawiać się w przeróżny sposób, a pewnych okolicznościach wszystko może być uznane za „święte". Świętość
przypisywano niebu i poszczególnym ciałom niebieskim, ziemi, górom i poszczególnym
szczytom, rzekom, źródłom, głazom i zwierzętom. Wszystko, co odznaczało
jakimiś cechami nadzwyczajnymi było uznawane za „święte". Próby
uniwersalistycznej definicji podejmowane są na gruncie filozofii, ale wówczas
Bóg przemienia się w Absolut, tracąc w części lub w całości swój
religijny kontekst, z czym nie bardzo chcą pogodzić się teologowie.
Bóg
Abrahama, Mojżesza i późniejszych proroków.
Bóg jest centralnym pojęciem
wielu, choć nie wszystkich systemów religijnych. Brak go np. we wczesnym
buddyzmie i konfucjanizmie. Dla każdej z religii czczona przez jej wyznawców
świętość, nawet jeżeli nie jest wyłącznie tą jedyną prawdziwą, to
zawsze jest tą pierwszą i najważniejszą. Dlatego też, poznanie centralnej
istoty systemu stanowi klucz do poznania każdej religii. Najpierw trzeba
dowiedzieć się, jakim On jest, aby można było podjąć próby jego
zrozumienia i podania się Jego mocy i woli. Dla wyznawcy nie może być nic ważniejszego
od uzmysłowienia sobie Jego atrybutów i Jego wymagań. Wraz ze wzrostem wiedzy
na Jego temat wyznawcy przekraczają kolejne stopnie inicjacji.
Najwyższe
sacrum — Bóg, choć różnie rozumiany i wyposażany w przeróżne atrybuty
jest bardzo ważnym odniesieniem dla większości ludzi. Szacunkowe dane pokazują,
że na ponad sześć miliardów ludzi, więcej niż pięć deklaruje swą
religijność, a mniej niż miliard zalicza siebie do agnostyków lub ateistów. Z danych tych wynika także, że do największych religii należą: chrześcijaństwo — 1,9 mld wyznawców, islam — 1,2 mld, hinduizm — 900 mln, buddyzm — 360
mln, rodzime religie Chin — 225 mln.
Jak
wynika z powyższego, jedna trzecia wierzących to chrześcijanie. (W tym: powyżej
50% stanowią katolicy, 17% protestanci, 8% neoprotestanci, 4% anglikanie, 11%
prawosławni, 3,5% chrześcijanie orientalni, 1% parachrześcijanie. Wszyscy oni
niby są bliziutko doktrynalnie, niby ten sam Bóg, a pogodzić się nie mogą).
Zaś ponad jedną piątą stanowią muzułmanie (choć oni sami twierdzą, że
jest ich więcej niż chrześcijan). Zatem ponad połowę światowych wyznawców
różnych religii stanowią „dzieci Abrahama". Trzech religijnych strumieni
wywodzących się od wielkiego reformatora — proroka Mojżesza [ 6 ], który
na górze Synaj otrzymał od Boga „kamienne tablice".
Mojżesz,
wraz z późniejszymi prorokami, jest znanym nam z imienia współautorem
wielkiej eklektyczno-kompilatorskiej syntezy wielu plemiennych bogów (na którą,
wśród wielu innych, mogli się złożyć np.: El [Elohim] Jao, Jaw, Jaw-Elath,
Baal, „bóg wiatru i burzy rzucający gromy" wraz z egipskim Atonem -
„jedynym
bogiem nie mającym początku ni końca, stwórcą i opiekunem wszechświata") [ 7 ] w kult, jedyny w swoim
rodzaju, zazdrośnie monoteistyczny [ 8 ] i skrajnie
etnocentryczny kult
samotnego Boga nie znoszącego żadnych rywali [ 9 ] — przewodnika i opiekuna wybranego wśród mnóstwa innych narodów. Z Pięcioksięgu
wyłania się nam obraz „Jestem, który jestem" — plemiennego Boga
Izraelitów. Oceniając jego wizerunek według dzisiejszych etycznych kryteriów
stwierdzamy, że rysuje się dosyć odpychający. Jahwe jest tam Bogiem
apodyktycznym, zapalczywym, porywczym, okrutnym, krwawym, mściwym,
niesprawiedliwym, małostkowym, obłudnym i stosującym relatywizm moralny. (Kto
ma wątpliwości czy przypadkiem nie przesadzam, niech sięgnie ponownie do
lektury Starego Testamentu, a znajdzie tam wymienione wyżej cechy oraz
jeszcze sporo innych, też niezbyt pięknych). Zainteresowani historyczną
zmiennością koncepcji bogów (aggiornamento, czyli aktualizacją
koncepcji do czasów) zwrócą też uwagę, że choć jest to Bóg lokalnie potężny,
to jednak wcale nie wszechmocny i choć tak twierdzi, nie jest też wszechwiedzącym,
gdyż niezbyt dobrze potrafi przewidywać skutki swych czynów.
Ten
„Stwórca Wszystkiego", aż do czasów Abrahamowych chodził po ziemi jako
samotny starzec drażliwy i gniewny, budząc respekt i trwogę. Rozmawiał,
pouczał, dawał rozkazy i mścił się za nieposłuszeństwo. Doradzał, a nawet osobiście interweniował. Nawet jeszcze później, po przyrzeczeniu
Noemu, że „Już nigdy nie będę przeklinał ziemi z powodu człowieka, gdyż
myśli serca ludzkiego są złe od młodości jego", gdy nie znalazł w Sodomie i Gomorze dziesięciu sprawiedliwych — nie zdzierżył… Był to jego
ostatni bezpośredni kontakt z ziemianami. Od tamtego czasu zmienił metodę i dalszy nadzór nad naszymi uczynkami prowadzi tylko z nieba [ 10 ].
YHWH,
ten czteroliterowy hebrajski
skrót, który należałoby wymawiać jako Jahwe, „Ten który jest",
ale wymawianie tego skrótu, tak jak i przedstawianie jego wizerunku jest w judaizmie zabronione i dlatego w modlitwach, pieśniach itp. wyznawcy judaizmu
stosują określenia zastępcze takie jak Adonai — znaczące po
hebrajsku „Mój wielki Pan" lub Ha-Szem — „Święty". "Jest
Bogiem najwyższym i jedynym, surowym, miłosiernym, sprawiedliwym, stwórcą świata,
panem przyrody, opiekunem ludu izraelskiego, który jest ostoją
wszystkich praw i całego porządku społecznego". Choć Bóg w judaizmie
jest jednoosobowy i niepodzielny, to jednak znane są też „emanacje Boga"
takie jak „Duch Święty", czy „Szechina", czyli Boża Obecność. Żydzi
uważają, że Słowo — Logos jest pratworzywem świata. Bóg tworzy świat słowem.
Słowo jest pośrednikiem między Bogiem a światem. „Tora" uznana jest za
największy dar Boga dla narodu wybranego i dlatego całe życie żyda
jest uporządkowane zgodnie z jej duchem i literą.
Dziś
bezpośrednich spadkobierców religii mojżeszowej — judaizmu, czcicieli
„Jestem, który jestem", prawowiernych kontynuatorów starożytnej kultury
zawartej w Biblii (Tanach), na którą składa się Pięcioksiąg
(Tora), Księgi Proroków (Newiim) i Pisma (Ketuwim) oraz tradycji spisanej w dwu
redakcjach (Jerozolimskiej i Babilońskiej) Talmudu, a także w kilku dziełach
późniejszych, jak np. Szulchan Aruch — pozostało zaledwie kilkanaście
milionów. Wśród współczesnych pokoleń Żydów, narodowych następców
dwunastu plemion Izraela, tych żyjących w diasporze, jak i tych powracających w XX wieku na ziemię ojców — spotkamy się zarówno z żarliwą religijnością
ortodoksów, jak i intelektualnie głęboko uzasadnionym ateizmem. Zresztą
ortodoksja żydowska jest bardziej we współczesnym rozumieniu religijnym
fundamentalizmem niźli ideowym dogmatyzmem. Polega ona — niczego nie
odbierając emocjom duchowym wyznawców — na wypełnianiu rytuałów zgodnie z tradycją, czyli praktykowanych na sposób, w jaki od wieków czynili to ich
przodkowie. Zgodnie z powyższym, teraźniejsze nurty judaizmu dzieli przede
wszystkim stosunek do konieczności bardziej lub mniej bezwzględnego
przestrzegania nakazów i zakazów zapisanych w religijnych księgach.
O
judaizmie nie wolno zapominać, gdy mówi się o europejskich koncepcjach Boga.
Dwa wielkie wyznania religijne, które na podbudowie tamtych wierzeń i rytuałów
powstały później, wniosły największy, choć dalece nie jedyny wkład do
naszej kultury.
óg w chrześcijaństwie
występuje w trzech osobach (tzw. Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch
Święty), przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym
Bogiem, który jest jeden. Dla sformułowania
tego dogmatu Kościół użył pojęć: „substancja", „osoba",
„hipostaza", „relacja" itd., nadając nowy — jak powiedział Paweł VI — "niezwykły sens tym pojęciom, przeznaczonym odtąd także do oznaczania
niewypowiedzianej tajemnicy, która 'nieskończenie przekracza to, co my po
ludzku możemy pojąć'".
„Bóg
Ojciec" — choć niby stanowi
teologiczną interpretację „Jestem, który jestem" , Boga Tory, to
charakterologicznie niewiele ma z nim wspólnego. „Pogodzenie" zawdzięczamy
Filonowi [ 11 ]. Tak prawdę mówiąc to również Stary Testament,
czyli przeredagowany wybór pism z żydowskiego Tanach, jest w stosunku do
pierwotnych zapisów chrześcijańską manipulacją. I to począwszy od
odczytania przykazań otrzymanych od Boga na „kamiennych tablicach", czyli Dekalogu wraz całym
Pięcioksięgiem, w którym odnajdziemy dwa różniące
się zapisy przykazań, poprzez Księgi Proroków, aż do Pism.
Bazują na tym zresztą badacze Pisma Świętego, którzy podczas prowadzonej
przez siebie ewangelizacji wykazują katolikom niekonsekwencję poczynań Kościoła w stosunku do Biblijnych zapisów. (Należy tu zaznaczyć, iż używana przez
nich argumentacja, choć często trafna, jest dosyć prymitywna i na ogół
dobrze przyjmowana jedynie przez osoby mniej wykształcone).
„Syn
Boży" — pomimo smutnych doświadczeń
(ale chyba zgodnie z wszechwiedzą i wszechmocą przewidzianych i zaaprobowanych) został przez „Boga Ojca" wydany na ofiarę odkupienia za
grzech wiedzy: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego
jednorodzonego [ 12 ] dał, aby każdy kto w Niego uwierzy nie zginął,
ale miał życie wieczne". Chodził więc Jezus (Jehoszua) po Izraelu — Ziemi Świętej i opowiadał o „Ojcu" oraz swojej nadludzkiej wprost weń
wierze. Chodził i nawracał słowem i uczynkiem. Chodził i czynił cuda, skądinąd
dosyć skromne jak na „Syna Bożego". Wypełniał Christos mesjańskie
posłannictwo „Syna Człowieczego". Został za to srodze osądzony i skazany
na śmierć krzyżową. Wyrok okrutny, choć zgodny z ówczesnymi zwyczajami.
Wiemy z Ewangelii, że nawet jak na człowieka był kimś niezwykłym, ale choć
prawowierny żyd (obrzezany i z matki żydówki) uznający tego samego Boga i przestrzegający religijnych tradycji, to nie chcieli pobratymcy Jemu, a tym
bardziej w Niego uwierzyć. Zostały wspominki, w kilkadziesiąt lat później
zapisane w kilkunastu (w tym czterech kanonicznych) ewangeliach, oraz garstka
wyznawców, która z „Dobrą Nowiną" poszła w świat. Charakter Bogoczłowieka
[ 13 ] odróżniał zdecydowanie Jezusa Chrystusa od Ojca, choć nie tak do końca jest
jasne, czyim synem był syn Maryi, która „mocą boża pozostając
dziewicą poczęła z Ducha Świętego".
„Duch
Święty" — Mały słownik teologiczny utrzymuje, że istota jego posłania, po uwzględnieniu tajemnicy
[ 14 ] zrozumiała jest bez większego trudu: „Duch Ojca i Syna" jest osobą.
„Duch Święty" jest sprawczą mocą. „Za jego sprawą poczęła Maryja, z tej racji nie można Go jednak nazywać 'ojcem' Jezusa". I niby wszystko już
jasne, ale spór o pochodzenie „Ducha" od „Ojca i Syna" (Filoque)
czy „od Ojca przez Syna" (Per Filium) doprowadził do rozłamu między
Wschodem a Zachodem, a zgłębieniu problemu istoty „Ducha Świętego" wielu
wybitnych teologów poświeciło dużą część własnego dorobku, do którego
poznania zachęcam.
Dla
racjonalisty dziwnym jest ten monoteizm trynitarny, a robi się jeszcze dziwniejszy, gdy do „Trójcy" dołożymy „Matkę
Boską" i „świętych". Efektowną próbą teologicznej ekwilibrystyki
jest udowadnianie, że „wynoszenie na ołtarze", beatyfikacja, a później
kanonizacja, a więc uznanie pewnej osoby za przedmiot kultu nie jest rodzajem
bałwochwalstwa, a tworzenie wizerunków świętych i modlenie się do nich nie
jest idolatrią. Wszakże w politeizmie też istnieje hierarchia. Są bogowie
pierwsi i bogowie drugorzędni. Bóstwa i półbogowie. A więc czy i tu
najistotniejszą jest kwestia nomenklatury?
Teologicznie
korzenie chrześcijaństwa, w tym koncepcję Boga, wywodzi się ze starożytnego
judaizmu. Mesjasz, którego oczekują Żydzi jest utożsamiany tu z Jezusem
Chrystusem. Wiara w „Trójcę" [ 15 ], a w niej Jezusa Chrystusa
jako Syna Bożego, Boga-człowieka narodzonego z kobiety, zbawiciela ludzi, jest
cechą wyróżniającą chrześcijaństwo spośród innych religii. Wewnątrz
chrześcijaństwa, w ramach różnych wyznań, istnieją pewne różnice w postrzeganiu Boga i Jego relacji z ludźmi.
Allach,
po arabsku znaczy po prostu
„Bóg". Islam jest rygorystycznym monoteizmem i konsekwentnie twierdzi, że
Bóg jest jeden, niepodzielny i nie posiadający
żadnych „osób" czy emanacji. Nie posiada też żadnego imienia ani
wizerunku, choć nie ma zakazu wypowiadania tego słowa. W Koranie — księdze
tak świętej, że będącej aż przedmiotem czci, w surze CXII pt. Szczerość
wiary, będącej niejako muzułmańskim Credo, jest powiedziane: „Mów: On — Bóg Jeden, Bóg wiekuisty! Nie zrodził i nie został zrodzony! Nikt Jemu
nie jest równy!". „Wiekuistość" — to „jedno z najpiękniejszych
imion Boga" egzegeci komentują jako: „Pan najwyższy, absolutnie
samoistny, do którego wszystko zdąża". Islam zna dziewięćdziesiąt
dziewięć oficjalnych określeń (imion), które wraz określeniem Allach
stanowią magiczną liczbę sto, stanowiącą „jedność". Spośród nich
trzy są najbardziej czczone: Miłosierny, Najwyższa prawda i Żyjący.
Muzułmanin oznacza uległy, a islam oddanie siebie woli Najwyższego. Jedyność
Boga i pełne zaufanie, że nic nie dzieje się bez Jego woli należą do
najbardziej fundamentalnych prawd świata muzułmańskiego. Późniejszy od
chrześcijaństwa Islam, także wywodzi swoje korzenie oraz koncepcję Boga z judaizmu. Uznawany jest autorytet proroków Izraela, a nauka Jezusa z Nazaretu
jest traktowana jako nauka jednego z proroków, spośród których największym
jest Mahomet.
Dla
każdego wyznania najważniejszym elementem jest
jego własna koncepcja Boga (a różnią się one nawet wewnątrz chrześcijaństwa
[ 16 ]),
na którą składają się boskie atrybuty (cechy) wraz z jego udziałem w historii. Tak własnej (mitologia), jak i wspólnej z wyznawcami (legendy). Na tę
koncepcję (doktrynę religijną) nakładają się specyficzne dla każdego
wyznania formy kultu oraz organizacja. Co prawda, na bazie spekulacji
filozoficzno-teologicznych dokonuje się prób koncypowania pewnych pojęć Boga
uniwersalistycznego (przynajmniej wspólnego dla kultury „zachodu"), ale wątpię,
czy teologowie poszczególnych wyznań takiego Boga by zaakceptowali.
"Constans" z historią
Większość
wyznawców chrześcijaństwa — nawet ci, którzy odznaczają się dobrą
znajomością Biblii i historii Kościoła — uważa ideę Boga za coś stałego.
Dla nich, przynajmniej od powstania nowotestamentowych zapisów, „Trójjedyny"
jest ciągle tym samym Bogiem. A tak naprawdę Jego ewolucja jest permanentna i gdyby przeprowadzić analizy porównawcze, można by nawet zauważyć zmiany w pojmowaniu idei Boga w Polsce w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Choć
tu trzeba mieć w świadomości, że już nigdy później, w doktrynie chrześcijańskiej,
nie nastąpiły zmiany tak bardzo dla niej istotne, jak w pierwszych sześciu
wiekach oraz okresie filozoficznego porządkowania religijnych pojęć w średniowieczu.
Utrzymywana fikcja, że istnieje jakaś nieprzerwana tradycja apostolska, która z biegiem czasu została skalana przez heretyków i dogmatyków, nie ma nic wspólnego z prawdą. W pierwszych wiekach po Jezusie nie znany był jakikolwiek określony
kanon Pisma Świętego ani „miarodajne chrześcijańskie wyznanie wiary,
istniały jedynie luźno ze sobą spojone poglądy i dogmaty".
Walka o kształt dogmatów i teologiczne dysputy tamtych czasów są pasjonujące.
Wierzyć można we wszystko, ale trudno zrozumieć obowiązujące dziś wyznania
wiary, które przywołałem na początku artykułu, gdy nie sięgnie się do
poważnych publikacji opisujących wykształcanie się idei religijnych w czasach od I wieku p.n.e. do pierwszej połowy V wieku n.e. Do najciekawszych z poznanych przeze mnie pozycji zaliczam: Katolicyzm starożytny — opasłe i kontynuowane później tomisko pod redakcją Józefa Kellera (poprzednika Karola
Wojtyły na katedrze etyki KUL), Początki doktryny chrześcijańskiej
Johna N.D. Kelly’ego, Antologię patrystyczną ojca Andrzeja Bobera, Ojców Kościoła Hansa von Campenhausena oraz
Cywilizację wczesnego
chrześcijaństwa Marcela Simona. Przez lektury dobrze przeprowadzi nas Słownik
wczesnochrześcijańskiego piśmiennictwa opracowany przez ojca Jana Marię
Szymusiaka oraz ks. Marka Starowieyskiego. Godnym polecenia jest pierwszy tom Kryminalnej
historii chrześcijaństwa (pozostałe tomy i opracowania także)
Karlheinza Deschnera, doskonałego znawcy problematyki i zdecydowanie
przeciwstawiającego się jednostronności widzenia i ocen.
Jest
czymś fascynującym śledzenie jak wielcy mędrcy starożytności zastanawiają
się, dyskutują i przedstawiają własne koncepcje teologiczne. Było to
przyczyną sporów i walk czasem przynoszących sukces, a czasem prowadzących
do osobistych i społecznych dramatów czy nawet zbrodni. Koncepcji było wiele:
Na początku IIIw. biskup Rzymu Hipolit wymienia 32 heretyckie sekty, a w końcu
IVw. biskup Filaster z Brescii zna już 128 „herezji" konkurujących z chrześcijaństwem oraz 28 przedchrześcijańskich.
Zwycięzcy,
których koncepcje wrosły w chrześcijański dogmat to: m.in. Ambroży,
Augustyn, Grzegorz Cudotwórca, Hieronim, Hipolit, Ireneusz Justyn, Jan Złotousty,
Orygenes. Noszą oni dziś tytuł Ojców Kościoła, a ośmiu z nich nazwano
nawet Doktorami Kościoła. Przegranymi są inni charyzmatyczni głosiciele prawdy
(np. myśliciele gnostyzujący), — wcale nie głupsi, a częstokroć sporo mądrzejsi — których koncepcje nie zmieściły w ortodoksji i zostali okrzyknięci
heretykami.
Ale historia Boga nie zakończyła się w starożytności, a całej
dogmatyki nie uporządkowano w średniowieczu, choć dokonano wówczas
zasadniczych rozstrzygnięć. Dysputa i wynikające z niej zmiany trwają po
dzień dzisiejszy. Warto tu się odwołać do Historii Boga wielkiej
syntezy Karen Armstrong, angielskiej uczonej ukształtowanej intelektualnie w katolickim zakonie. Książki, w której wstępie Zbigniew Mikołejko napisał:
„A więc Bóg ma swoją historię! Nie jest nieruchomym, raz na zawsze objawionym
Bogiem katechizmów, Wiecznym Bytem zaklętym w skamienieliny świętych słów i wersetów, lecz okazuje się żywą, zmienną rzeczywistością. Co więcej
rzeczywistością zależną od człowieka, od jego wyobrażeń i przesądów, od
społecznych reguł działania i rozterek jednostki, od kryzysów wewnętrznych i systemów filozoficznych, od konwencji literackiej i szaleństw królów.
Wiara i niewiara w takiego Boga okazuje się w perspektywie jedynie pewną
funkcją ludzkiej egzystencji, pewnym wymiarem ludzkich przeżyć, tęsknot i trwóg".
Wszechwiedzący,
wszechmocny, absolut?
Kościół Katolicki za św.
Ireneuszem twierdzi, że: „Chociaż na świecie są różne języki, moc
Tradycji jest jedna i ta sama. Kościoły założone w Germanii nie mają innej
wiary czy innej tradycji niż Kościoły, które są u Iberów, Celtów, na
Wschodzie, w Egipcie czy Libii, ani te które zostały założone na środku świata".
Słyszy się czasem rozszerzającą tezę, że ludzie w zależności od
kultury tylko inaczej nazywają i inaczej opisują to samo "sacrum". Ale czy
teza ta jest jakoś logicznie uprawniona? Czy opisani wyżej bogowie są tym
samym Bogiem? Czy starotestamentowy „Jahwe", „Bóg Ojciec", „Jezus
Chrystus", „Duch Święty" i „Allach" są tylko kulturowym zróżnicowaniem
tej samej idei? Czy do tego zestawienia można włączyć sacrum z innych
religii i których jeszcze można, a których już nie? Różnice między nimi są
znaczące, a każdy z religijnych specjalistów od Boga (nie jest uprawnione
nazywanie ich wszystkich teologami) twierdzi, że tylko ich koncepcja jest
prawdziwą. Przechodząc na grunt filozoficzny, czy można poprzez analizę ich
boskich atrybutów zsyntezować jakąś ideę Boga uniwersalistycznego? Boga
dysput filozoficznych — absolut? Rzeczywistość duchową, pierwotną
wobec wszelkiej innej rzeczywistości, najwyższą istotę, pierwszą i ostateczną zasadę wszechistnienia, od której zależne jest wszystko inne?
Trudne
są do objęcia granice ludzkiej wyobraźni. A historia pokazuje, że prawie
zawsze ci, którzy mają taką możliwość, przy użyciu wszelkich dostępnych
im środków, starają się wszystkim innym narzucić swoje własne jedynie słuszne
rozumienie świata. Szczęście, gdy mogą stosować tylko środki
intelektualne, ale pamiętajmy, że gdy nie starcza siły argumentów, a ma się
taką możliwość, to szybko przechodzi się do argumentów siły.
Najstraszliwszych zbrodni dopuścili się ludzie w imię swojej wiary i wcale
nie musiała być to wiara w „złych bogów" lub wiara zastępująca Boga
transcendentnego bogiem żyjącym (np. wiara w partię jako odpowiednik Kościoła i jej przywódcę jako odpowiednik Boga). Okrutnymi zbrodniarzami byli także
wyznawcy „Boga Miłości" — Jezusa Chrystusa. Od czasów, gdy chrześcijaństwo
obrosło w siłę zbrojną, aż po dzień dzisiejszy, znane jest postępowanie — nawet wśród najwyższych hierarchów, a niżej wcale nie jest lepiej -
całkowicie sprzeczne z ewangelicznym nauczaniem, a także z tym, o czym mowa w magisterium Kościoła.
Z
wszystkich znanych mi religii najbardziej totalitarny jest chyba judaizm -
podejmując próbę uregulowania poprzez wielość nakazów i zakazów całokształtu
życia wiernych. Ale najwięcej hipokryzji jest chyba w chrześcijaństwie z pierwszeństwem Kościoła katolickiego. Znacznie większą wagę przykłada się
do pozorów pokrywanych pięknosłowiem niźli do faktycznych myśli i czynów.
Nauka zawarta w ewangeliach, katechizmie czy papieskim magisterium tylko w niewielkim stopniu ma wpływ na postępowanie wiernych, nawet pośród mających
największą wiedzę o tej nauce — kapłanów. Słowa to jedno, a postępowanie
to co innego. Katolicy modlą się: „I odpuść
nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom", a gdyby Bóg
zgodnie z tą modlitwą postępował, to 90% jego wyznawców znalazłoby się w piekle. Niby są wyznawcami „Boga Miłości", a tyle wśród nich zapiekłej nienawiści dla myślących inaczej i tak usilne
próby narzucenia społeczeństwu totalitarnego terroru. [ 17 ]
Bóg
jest twórcą wszystkiego! Wszystkiego, to znaczy tego, co dobre i piękne, ale
także tego, co złe i brzydkie, a więc i największego zła, jakie możemy
sobie wyobrazić — zantropomorfizowanego pod postacią księcia ciemności
Szatana. Bóg nieskończenie wcześniej wiedział, co Szatan będzie wyrabiał
na tym świecie, ale stworzył sobie przeciwnika potężnego i groźnego, by móc
obwinić kogoś za całe zło istniejące w dziele stworzonym i będącym pod
stałą opieką dobrego Boga. Także by było kim straszyć biedne, zbłąkane
owieczki, które wybierają wolność i wiedzę. Nie zapominajmy przy tym, że
„sługa ciemności" — to także „sługa boży"! A więc musi istnieć
boskie przyzwolenie na jego owocną działalność i „niecne występki". Kto
jest winien; wszechmocny pan czy — nawet, gdy jest niepokornym — sługa? Kto
zsyła na ludzi zło: nędzę, choroby, wojny. Kto powoduje rodzenie się kalek,
homoseksualistów, a kto pozwala na kształtowanie bezbronnych dziecięcych umysłów
na innowierców, agnostyków czy ateistów? (Bo pomimo wolnego wyboru znakomita
większość wybiera religię, w której została wychowana). Zgodne jest to z wolą, a nawet zamierzeniem wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga, czy też nie
jest zgodne? A jeżeli jest zgodne, to jakim prawem ktokolwiek usiłuje innym
narzucić swoje widzenie świata, albowiem ich widzenie — będąc wszak zgodne z wolą boską — jest tak samo z punktu boskiego prawomocne.
Bóg w filozofii
Filozofię
uprawiali ludzie religijni i ludzie zainteresowani religijnością innych.
Dociekania dotyczące bogów prowadzone były od początków myśli
filozoficznej i trwają po dzień dzisiejszy. Dorobek tych przemyśleń jest tak
bogaty, że nawet dla jego pobieżnego omówienia potrzebny jest nowy artykuł.
Filozoficzna problematyka Boga koncentruje się na dwu
podstawowych kwestiach: czy Bóg
istnieje, a jeżeli tak, to jakie ma przymioty? Dlatego pisząc o Bogu w filozofii nie sposób nie wspomnieć wielowiecznego
dyskursu o „dowodach na istnienie Boga".
Teologiczne wpływy na myśl
filozoficzną spowodowały ich konstruowanie. I tak św. Augustyn twierdził, że
istnienie Boga jest oczywiste i samo narzucające się umysłowi ludzkiemu. Św.
Anzelm w najgłośniejszym dowodzie ontologicznym mówi, że Bóg jest
istotą najdoskonalszą i już w tym pojęciu mieści się atrybut jej
istnienia, albowiem osoba nie istniejąca nie byłaby istotą najdoskonalszą.
Święty Tomasz, najwybitniejszy po św. Augustynie teolog chrześcijański,
był twórcą całego systemu filozofii katolickiej, który pod nazwą
neotomizmu rozwijany jest po dzień dzisiejszy. Według Tomasza istnienie Boga
nie jest sprawą oczywistą, wrodzoną każdemu człowiekowi, natomiast umysłowi
ludzkiemu jest dostępne Jego intelektualne poznanie. Potrzebne do tego są
rozumowe dowody oparte na doświadczeniu. Byty, które znamy z doświadczenia, są
skończone, a więc niedoskonałe i daleka od nich droga do Boga. Należy tak
przedstawić analizę łańcucha przyczyn bożego dzieła, aby doprowadzić do
wniosków wskazujących na ich przyczynę, czyli na istnienie Boga, ich stwórcy.
Ułożył więc pięć dowodów istnienia Boga opierających się na założeniu,
że wszystkie znane nam rzeczy mają jakąś przyczynę, zaś łańcuch przyczyn
nie może ciągnąć się w nieskończoność — zatem musi istnieć Pierwsza
Przyczyna, czyli Bóg. W oparciu o filozofię Tomasza, która weszła w skład
magisterium Kościoła, teologowie katoliccy opracowali razem kilkanaście dowodów.
Dowody te są przekonujące dla wierzących, a więc tych, którzy dowodów nie
potrzebują. [ 18 ] Na przykład z istnienia: odwiecznej wiary w Boga, powszechnej
wiary w Boga, faktów nadprzyrodzonych, moralności wynikającej z prawa
naturalnego, istot żyjących oraz z powagi Pisma Świętego. Ponadto podane są
dowody: kosmologiczny odwołujący się do zmian i ruchu w świecie, z których
każdy musi mieć swoją przyczynę, a więc musi istnieć praprzyczyna
wszystkiego, teleologiczny wywodzący istnienie Boga z porządku,
harmonii i celowości w świecie, bowiem musi istnieć rozumny stwórca, który
tym wszystkim zarządza. W świecie mamy rzeczy o różnym stopniu doskonałości, a więc musi istnieć istota posiadająca najwyższy stopień doskonałości.
Krytykę możliwości przedstawienia dowodów podjęto już w starożytności. W czasach nowożytnych podnieśli ją m.in. T. Hobbes, de la Mettrie i encyklopedyści oraz Immanuel Kant, który stwierdził, że nie sposób
istnienia Boga rozumowo udowodnić, ale należy przyjąć go ze względów
praktycznych dla uzasadnienia moralności. Z prawie współczesnych, zmarły w 1969 roku Karl Jaspers zauważył, że jeżeli wszystko jest stworzone, to kto
stworzył Boga, a jeżeli wszystko musi mieć przyczynę, to musi mieć ją i Bóg.
Ateizm i niewiara
Istnieniu boga zaprzecza ateizm [ 19 ], podczas gdy agnostycyzm twierdzi, iż ta hipoteza jest
niemożliwa zarówno do udowodnienia, jak i do obalenia, i jako taka nie
przedstawia wartości poznawczej. Ateizm można podzielić na teoretyczny i praktyczny (będący najczęściej indyferentyzmem, czyli obojętnością
religijną). Współczesne rozumienie ateizmu teoretycznego oddaje bardzo dobrze
Barbara Stanosz: „Fałszywe są, zdaniem ateisty, mitologiczne i naiwne wersje
tezy teizmu, które przedstawiają Boga czy bogów jako istoty cielesne;
niezrozumiałe natomiast są jej wersje teologiczne i filozoficzne, które
opisują Boga jako bezcielesny absolut, istnienie samoistne czy byt realny sam z siebie, a więc definiują go za pomocą wyrażeń, które same nie mają
sensu".
Według
soborowej Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym nie istnieje
jednoznaczna definicja ateizmu i wymienia jego wiele postaci: odrzucanie prawdy
absolutnej, zaprzeczanie istnieniu Boga, zniekształcanie idei Boga, odrzucanie
idei Boga jako protest przeciw złu, stawianie człowieka na miejscu Boga, ubóstwianie
niektórych dóbr czy wartości ludzkich, wyolbrzymianie autonomii i wolności
człowieka przy jednoczesnym zaprzeczaniu zależności człowieka od Boga, tłumaczenie
rzeczywistości świata z punktu widzenia nauk przyrodniczych. Kościół
odrzuca całkowicie „boleśnie zgubną doktrynę i jej działalność", a Paweł VI określa ateizm jako „najgroźniejsze zjawisko naszych czasów".
Sadzę,
że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie
dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących
ateistów, „dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" -
jest niemożliwe. Aby nie szukać daleko, a znaleźć poglądy dla tego środowiska
dosyć powszechne, zobaczmy, jak myśli wybitny współczesny katolicki filozof,
religioznawca, profesor KUL, siostra urszulanka Zofia Zdybicka, zgodnie z myślą
św. Tomasza wyrażoną np. przez Piusa XII w Humani Generis: „Prawdy
dotyczące Boga oraz relacji między Bogiem i ludźmi przekraczają w sposób
absolutny porządek rzeczy podpadających
pod zmysły (...). Rozum ludzki natomiast w poszukiwaniu takich prawd napotyka
trudności wynikające z wpływu zmysłów i wyobraźni oraz złych skłonności
spowodowanych przez grzech pierworodny". Uważa, że natura Boga, bezdaru
światła Objawienia Bożego, przekracza poznawcze możliwości ludzkiego
zrozumienia, a dar ten, czyli „Łaskę wiary" posiadają tylko niektórzy.
Niewierzący z własnej woli są jej pozbawieni i dlatego ich zdolności
intelektualne są ograniczone i mogą myśleć, co najwyżej, ateistycznie.
Niektórzy polscy katoliccy religioznawcy [ 20 ] idą w tym epitetowaniu
znacznie dalej. Ich wywody znacznie przekraczają niezrozumienie, wyziera z nich
nietolerancja, a nawet nienawiść do inaczej myślących. Moim zdaniem, wynika
to głównie z braku merytorycznych argumentów oraz intelektualnej niepewności
własnego stanowiska.
Takie
stanowisko okazuje się ogromnie dalekie od nauczania Jana Pawła II, który
wyraził życzenie, „by samo zmaganie się pomiędzy światopoglądem
religijnym i ateistycznym, które jest jednym ze znaków naszej epoki, zachowało
szlachetne i godziwe cechy ludzkie, bez naruszania podstawowych praw sumienia każdego
człowieka żyjącego na ziemi".
Zadowalający
dla ludzi religijnych podział na teistów, ateistów i agnostyków jest podziałem
socjologicznie nieuzasadnionym. Tak naprawdę w tych kwestiach bardziej
prawdziwym jest dychotomiczny podział na fideistów i afideistów. Wierzących — niezależnie od tego, w co wierzą (np. w to, że Bóg nie istnieje), oraz
niewierzących (opierających swą wiedzę wyłącznie na nauce, ale nawet wobec
niej sceptycznych). Agnostycyzm najczęściej jest dyplomatyczną przykrywką
dla konformistycznej postawy dążącej do nieujawniania swoich poglądów.
Narzucanie
konieczności bezkrytycznego przyjęcia Boga u sceptyków wywołuje reakcję
prowadzącą do ateizmu.
Nie
ukrywam, że w tym kontekście bawi mnie spostrzeżenie, iż teistów od ateistów
różni tylko konsekwencja. Teiści odrzucają prawie wszystkich, wśród
znanych, jak i niepoznanych bogów, pozostawiając sobie jako przedmiot wiary
wyłącznie wybrany panteon lub zaledwie kilku bogów, a nawet czasem wyłącznie
jednego. Ateiści są konsekwentni i idą tylko o jeden krok dalej.
Wynika
to zarówno z większych wątpliwości dotyczących możliwości ludzkiego
poznania, jak i mniejszej pewności istnienia prawd ostatecznych znanych człowiekowi.
Bioteologia
Historia naszej cywilizacji
jest pełna opisów walk, prób podporządkowania i prób pogodzenia religii z nauką. Historia emancypacji nauki posiada swoich ciemiężycieli i swoje
ofiary. Nie warto nawet przypominać, po której stronie była brutalna siła, a po której bohaterowie. Gdy struktury religijne utraciły środki bezpośredniego
przymusu nauka przemówiła pełnym głosem.
Teologowie,
od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają
tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym
światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które
dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. Nie godzą się na „Boga białych
plam", (trafnego określenia Isaaca Newtona), ale powołują się na Boga wszędzie
tam, gdzie jeszcze w naukowym zrozumieniu świata pozostają luki. Agresywni
publicyści zajmujący się popularyzacją nauki ośmieszają ten pogląd używając
określenia „Bóg-zapchajdziura". Bardziej stonowany młody filozof Piotr
Bylica W 1(20) numerze „Forum Klubowego" stawia tezę, „że współczesna nauka
nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata,
których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej,
transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy
wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co
nie, to warto pamiętać, że to co z jej założeń wynika, iż nie istnieją
luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby
miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie".
Pstryk i wszystko jasne! No, może jednak nie tak bardzo, gdyż do dziś nie ma teorii w sposób przekonujący wyjaśniającej dlaczego ludzie wierzą w Boga. Dlaczego
jest ich tak wielu, a wśród nich osoby wysoko wykształcone. Prawdopodobnie
ten fenomen jest splotem wielu przyczyn, z których najważniejsze to proces
socjalizacji i chyba jakieś uwarunkowania genetyczne.
Społeczne
formatowanie ludzi, rozpoczynające się od samego momentu narodzenia, zostało
już dosyć dobrze opisane i wiemy, jak bardzo trudno się z niego wyzwolić.
Wraz z rozwojem wiedzy o mózgu zaczęto się zastanawiać, na ile nasze doświadczenia
duchowe są odbiciem procesów neurologicznych. Niektórzy uczeni twierdzą, że
nawet nasze poglądy polityczne w 30% uwarunkowane
są genetycznie. Nic też dziwnego, że powstała nowa dziedzina nauki -
neuroteologia. Polski „Newsweek" poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca w dwóch numerach: z 2.12.2001 roku z okładkowymi tytułami: Bóg i mózg.
Neuroteologia, Zrozumieć wiarę oraz z 20.2.2005 roku: Bóg i geny, Uczeni odnaleźli kod wiary w naszym DNA. Oczywiście medialnej
sensacji w tych artykułach jest dużo, ale jest w nich sporo ciekawych
informacji, czym zajmują się amerykańscy uczeni. Dean Hamer w książce The
God Gene stawia tezę, że „gdyby człowiek nie został wyposażony przez
naturę w biologiczną zdolność do przeżyć pozazmysłowych, nie mógłby ich
odczuwać".
Tak
naprawdę istnieje wiele różnych genów tworzących neurologiczną strukturę, a także substancji sygnałowych w mózgu pośredniczących w skomplikowanych
procesach umysłowych. Niewątpliwie wpływają one na skłonność ludzi do
przeżyć duchowych (aż po mistykę) i wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Ale są
to procesy dalece skomplikowane i nigdy nie znajdą prostych rozwiązań.
Dlatego też, według „Newsweeka", „odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg
stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią
wiary". A moc ludzkiej wiary jest nie do przecenienia!
*
„Forum
Klubowe" nr 22/2005 r.
Footnotes: [ 1 ] Pierwsza zwrotka popularnej kolędy O narodzeniu
Pańskim napisanej w końcu XVIII w. przez Franciszka Karpińskiego, w której
za pomocą zestawień antytetycznych (oksymoronów) zawarł wykład paradoksalnej
tajemnicy Bożego Narodzenia. [ 2 ] Osobiście uważam, że "Jego" wyobrażenia różnią się nawet u
poszczególnych wyznawców. Proszę porównać, wyłącznie na gruncie
katolicyzmu, Boga ks. prof. Włodzimierza Sedlaka czy ks. prof. Michała Hellera
(a co dopiero ks. prof. Pierre Teilhard de Chardin) z Bogiem przysłowiowej
Kowalskiej. Każdy ma nie tylko takiego Boga jakiego nabył przez tradycję środowiskową
i katechezę, ale też tylko takiego Boga na jakiego intelektualnie zasługuje.
Zresztą do wiary, jak wykazał to W. Witwicki, przekonania nie są konieczne -
wystarczają supozycje. [ 3 ] Nie grzesząc
przeciw brzytwie Ockhama, to tak na serio, trudno wyobrażenie nazywać bytem.
Tym bardziej, że wyobrażenia, nawet tak samo nazwane, różnią się pojęciowo
u poszczególnych osób. [ 4 ] Cieszę się iż
mamy w Polsce dziewięciotomową encyklopedię (gdy zawierałem umowę
subskrybcji obiecywano dziesięć, z indeksem) poświęconą religii, ale kupując
ją w wydawnictwie zwącym się naukowym spodziewałem się dzieła napisanego z
pozycji naukowych. A po skonspektowaniu całości i przeczytaniu wielu haseł
stwierdziłem, że encyklopedia ta w większym stopniu pełni rolę
ewangelizacyjną niż edukacyjno-poznawczą. Zgodnie zresztą z zamierzeniem
wydawcy, który powołał na jej redaktorów naukowych byłego księdza
katolickiego i aktualnego księdza protestanckiego, a wszakże, nie ujmując
niczego obu profesorom, wiadomo, że mają oni zdecydowany światopogląd i
zgodnie z nim, zarówno dobiorą autorów haseł, jak i ukształtują cały
zakres dzieła. Takich jak ja naiwnych trochę to dziwi, gdyż wydawałoby się,
że zasłużone wydawnictwa powinny mieć swój program oraz reprezentować określony
poziom. Smutno się robi, gdy okazuje się, że z ogromnego dorobku
intelektualnego Państwowego Wydawnictwa Naukowego, zostaje przejęty tylko
wydawniczy sygnet oraz majątek. [ 5 ] Ideę świętości oraz numinosum jako jej odczucie wprowadził
do religioznawstwa Rudolf Otto, a twórczo rozwinął M. Eliade. Jak pisze J.
Keller we wstępie do Świętości: Otto - teolog i historyk religii
analizując idee Boga i doświadczenia religijnego rozumiał, "że dla człowieka
wierzącego Bóg nie jest Bogiem filozofów, Bogiem Erazma czy Hegla, nie jest
ideą, abstrakcyjnym pojęciem ani czystą siłą moralną. Bóg w rozumieniu człowieka
wierzącego to straszna siła objawiająca swą potęgę i swój Boski gniew.
Otto uwydatnił owo uczucie przerażenia i lęku wobec owej tajemniczej siły,
która objawia okropną wyższość swej potęgi wobec człowieka. Całe to doświadczenie
nazywa numinosum (od łac. numen - bóstwo). (...) Sacrum, według
Eliadego, to religia przeniesiona w sferę psychologiczną. Istotę religii
stanowi nie Bóg, dusza, odkupienie, życie pozagrobowe, ale odczucie czegoś,
co budzi grozę i pociąga jednocześnie". [ 6 ] Jak uważa
się obecnie nad samym Pięcioksięgiem Mojżeszowym pracowało co najmniej
czterech autorów wierzących niekoniecznie w tego samego Boga. Znana nam
redakcja pochodzi z nie wcześniej jak VI w. p.n.e., choć zawiera elementy wcześniejsze. [ 7 ] Warto porównać bliskość czasową
monoteistycznej reformy faraona Amenhotepa IV (Echnatona) z okresem działalności
Mojżesza oraz podobieństwo Wielkiego hymnu do Atona z biblijnym Psalmem
104. Za M. Eliadem: "Aton jest także ogłoszony 'jedynym
Bogiem'; tak jak Jahwe jest Bogiem, 'który stwarza wszystko co istnieje'.
Wreszcie znaczenie jakie w 'reformie' Echnatona przypada 'pouczeniu', porównywalne
jest z rolą Tory w jahwizmie". [ 8 ] Księga rodzaju, 3,22. "Pan Bóg
rzekł: 'Oto Adam stał się jako jeden z nas'". 6,2. "Że, widząc
synowie Boży córki ludzkie, iż były piękne, brali je sobie za żony, ze
wszystkich, które sobie upodobali. O monoteizmie możemy mówić od Izajasza,
44,6.: "Tak mówi Pan, król Izraelski, i odkupiciel jego, Pan zastępów, oprócz
mnie nie masz Boga". 45,18. "Bo tak mówi Pan, który stworzył niebiosa
(ten Bóg, który utworzył ziemię, i uczynił ją! Który ją utwierdził, nie
na próżno stworzył ją): Jam Pan, a nie masz żadnego więcej". 46,9.
"Wspomnijcie sobie na rzeczy pierwsze, które się działy od wieku; bom ja Bóg,
a nie masz żadnego Boga więcej, i nie masz mnie podobnego". [ 9 ] Księga wyjścia,
20,2. "Nie będziesz miał bogów innych przede mną". 34,14. "Nie będziesz
się kłaniał bogu innemu, przeto że Pan jest, zawistny imię jego, Bóg
zawistny jest". 15. "By śnać uczyniwszy przymierze z obywatelami tej
ziemi, gdyby oni cudzołożyli z bogi swymi, i ofiarowali bogom swym, ciebie nie
wezwali, a jadłbyś z ofiar ich". 16. "I brałbyś z córek ich żony synom
swym, i cudzołożyłyby córki ich bogi swymi, a przywiodłyby syny twoje do
wszeteczeństwa z bogi swymi". [ 10 ] Pomimo lektury
teologicznych objaśnień nadal nie mogę zrozumieć boskiego przyzwolenia dla
masowej zagłady spowodowanej przez człowieka, której przykładem może być
np. bomba atomowa czy też świadoma i konsekwentna eksterminacja jakiegoś
narodu, jak i tej, z bezpośredniej boskiej mocy, spowodowanej np. przez
tsunami. Śmierć zadana przez kataklizmy jest tragiczna, ale tak po ludzku także
heroiczna. Śmierć zadana przez wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga
niewinnym dzieciom jest z ludzkiej perspektywy bezsensowną. Choć ja już
przestaję wiedzieć co jest sensowne. Śmierć starego schorowanego człowieka
powoduje większą żałobę niż śmierć setek tysięcy. Zatwardziali ateiści
"po raz pierwszy w życiu płaczą" na wieść o Jego śmierci, gdy w tym
samym czasie, w ich katolickim kraju, coraz większą część społeczeństwa,
dotyka tak ogromna nędza, że dzieci przymierają głodem. [ 11 ] Żyd z Aleksandrii (25 p.n.e. - 50 n.e.). Autor komentarzy do Pięcioksięgu.
Łącząc cechy idei greckich (np.: Idee Ksenofanesa z Vw. p.n.e., który
zwalczał politeizm i antropomorfizm oraz mówił, że Bóg jest: "cały
patrzeniem, cały myśleniem, cały słuchaniem, że zawsze pozostaje na tym
samym miejscu, nie ruszając się nigdzie", a także jest wszechmocnym,
albowiem "bez trudu siłą ducha wywija światem", Platońskie idee o
wyższości świata ducha nad światem materii, czy też Arystotelesowską
koncepcję Boga jako pierwszej przyczyny) z cechami żydowskiego jedynego
Boga. Zrozumienie Boga, posiadającego wszelkie możliwe do pomyślenia
najdoskonalsze cechy, jest według Filona możliwe tylko dzięki objawieniu spływającemu
na człowieka w stanach mistycznej ekstazy, gdy człowiek może bezpośrednio
obcować z bóstwem. [ 12 ] Czy aby na pewno? Za M. Eliadem: "Na czele panteonu stoi
El. Jego imię oznacza 'boga' w języku semickim, ale u semitów zachodnich jest
bogiem osobowym. Nazywa się go pełnym mocy. 'Bykiem', 'Ojcem bogów i ludzi',
'Królem', 'Ojcem lat'. Jest 'święty', 'litościwy', 'bardzo mądry'. Starożytny
tekst: (Narodziny bogów wdzięcznych i pięknych) opisuje boga El zapładniającego
swoje dwie żony, Aszirat i Anat , Gwiazdę poranka i Gwiazdę wieczoru. Aszirat
sama zrodzona z boga El, zwie się Matką Bogów; urodziła siedemdziesięciu
boskich synów. (...) W procesie łączenia boga ojca i Ela Jahwe został z nim
utożsamiony". [ 13 ] Ponad trzysta lat sporów i oporów trzeba było, aby ziemskiego
galicyjskiego lokalnego proroka o popularnym imieniu: Jahwe jest zbawieniem
(Jehoszua) przekształcić w Bogoczłowieka, drugą osobę Trójcy Świętej,
Boga chrześcijan. Uczynił to dopiero Sobór Nicejski w 325 r., choć spory
trwały jeszcze parę wieków. Z Maryją matką jego trwało to jeszcze dłużej
i te problemy - między innymi zajmowały pierwsze siedem soborów
powszechnych. [ 14 ] Tak przy okazji, to po uwzględnieniu "tajemnicy", którą rozumie tylko
Bóg i po części jego kapłani, uzmysłowienie sobie całej teologii jest już
wprost dziecinnie proste. Teologia twierdzenia religijne uznaje za prawdy stojące
ponad umysłem ludzkim. Uważa je za "prawdy bezwzględne", które choć
rozumowo są niepojęte to stoją ponad prawdami względnymi, do których
dochodzi drogami naukowymi. Dla ludzi, dla których podstawą myślenia jest
naukowy racjonalizm, stawianie jakikolwiek prawd ponad rozumem wraz z opartymi
na nim doświadczeniu, logice oraz naukowej wiedzy - zastawiając się przy tym
"człowiekowi
niepojętą tajemnicą" oraz brakiem pokory przed jej majestatem - jest tylko
sofistycznym chwytem. Aczkolwiek jest chwytem stosowanym nagminnie przez teologów.
Studiując literaturę teologiczną, nawet tę najpoważniejszą, zauważa się
zdecydowany przerost formy nad treścią. Barokowo rozbudowana swoista
terminologia, zawiera ogromne ilości słów znaczeniowo pustych nie dających
żadnych informacji, choć brzmiących bardzo poważnie. Metoda ta wydaje się
zabiegiem celowym, szczególnie gdy można porównać wypowiedzi na inne tematy
tego samego autora. Ciekawe są filozoficzne rozważania o języku religii,
pokazujące jak bardzo jest to nieprecyzyjne narzędzie i jak wiele religijnych
pojęć (poczynając od pojęcia samego "Boga") nie spełnia minimalnych warunków
logicznej sensowności.
Jak pisze W. Witwicki: Językowo można rozumieć zwroty prawdziwe i mylne,
niesprzeczne i sprzeczne, oczywiste i nieoczywiste. Gdy źródło informacji
jawnie sprzecznych budzi cześć, strach, miłość, dawny nawyk, poszukuje się
sposobu wyjścia np. przez alegorię. Przyjmowanie informacji czczonych, a
jawnie sprzecznych; "to muszą być zagadki, znaczenie słów musi być
ukryte, zdania muszą znaczyć coś innego niż znaczą, i nie ma na razie
klucza, żeby je odcyfrować albo się taki klucz zmyśla i finguje się
tajemnie ukryte znaczenie miejsc ciemnych, albo też ludzie zdobywają się jakoś
na zgaszenie tendencji logicznych swoich sądów i na to przekonanie nieszczere,
że w czczonych informacjach, widocznie sprzecznych wewnętrznie, tkwi jednak
sama tylko prawda, chociaż ukryta pod pozorami sprzeczności lub niepowiązania.
Więc albo starają się czynnie przytłumić tendencje logiczne swoich sądów,
albo ulegają mimo woli obezwładnieniu tych tendencji pod wpływem uczuć.
Opada ich rodzaj paraliżu logicznego". [ 15 ] Istnienie Trójcy świętej -
"jednej z najbardziej niezgłębionych tajemnic wiary" - po długotrwałych
sporach stało się dogmatem od Soboru Nicejskiego w 325r. i po dalszych
dysputach potwierdzone w 381r. przez Sobór Konstantynopolitański. Nie zamknęło
to wątpliwości: od subtelnych interpretacji aż po odrzucenie (np.
unitarianie). Profanowi zdałoby się, że trzy jest magiczną liczbą i dlatego
różnych triad boskich jest w religiach wiele (por. "Euhemer" nr
2/1961), ale jak mawiał znakomity rabin: "z tą różnicą, że tylko nasza
jest prawdziwą". [ 16 ] Już same różnice mentalnościowe powodują, że rozumienie Boga (np.
jego atrybuty, wpływy na życie doczesne i zbawienie) przez katolików, prawosławnych
i protestantów różni się znacznie. [ 17 ] Wymuszanie
zachowań zgodnych z katolicką moralnością przez prawo, administrację i terror
dewotów przeczy tezie, że Polska jest krajem wolnym i demokratycznym. Dla
prawicowych polityków i hierarchów Kościoła katolickiego jest rzeczą całkowicie
niepojętą wymóg szacunku dla inaczej myślących i to nawet wówczas, gdy
jego koncepcje światopoglądowe są dla nas całkowicie niezrozumiałe czy też
w naszym pojęciu grzeszne. Pocieszam się tylko, że choć dzisiaj mogą oni
narzucić społeczeństwu prawie wszystko, to przewaga w doczesności jest rzeczą
zmienną, a pamięć o uczynkach pozostaje długo. [ 18 ] "Wystarczy autorytet samego objawiającego się Boga, który
nie może sam się mylić, ani nas okłamywać" - za Soborem Watykańskim I
- "pewność, jaką daje światło Boże, jest większa niż ta, którą
daje światło rozumu naturalnego" - za św. Tomaszem. A dla tych którym
te Tomaszowe dowody byłyby niewystarczające święty Akwinanta proponował:
"Heretycy na śmierć zasługują, żeby ich zgładzić ze świata (...) i słusznie
się na śmierć ich wydaje (...) o wiele bardziej heretyków można, zaraz jak
tylko się im herezji dowiedzie, nie tylko ze społeczności wykluczyć, ale i
sprawiedliwie zabijać". [ 19 ] Z kompetentnymi rozważaniami
na temat ateizmu możemy się zapoznać w numerze 21. "Forum
Klubowego" w artykule profesora D. Tanalskiego. [ 20 ] Na przykład rozumienie ateizmu
przez ks. Lecha Grabowskiego: "jasno wynika, że dziwna postawa myślowa
ateisty możliwa jest wskutek fałszywego pojmowania nie tylko Boga, ale również
istoty całego świata duchowego, charakteryzującego się właśnie wolnością.
Natomiast błędne myślenie jest z kolei następstwem wypaczonej woli człowieka,
który już ogranicza swe zainteresowania do świata materialnego, a tym
bardziej w imię źle pojętej wolności uprawia samowolę, zaspokajając
zachcianki swych niższych skłonności i z wolna coraz bardziej pogrąża się
w świecie zmysłowym. (...) Nadto człowiek rozwiązły zatraca poczucie tyrani
swojego ciała, fałszywie przypisując duchowi tyranizowanie, jako zdrowe
wymogi duchowe nie zezwalają na tyranię zmysłów. (...) Te drastycznie występujące
sprzeczności są już dostatecznym dowodem, że pozytywny ateizm jako rozumnie
przemyślany światopogląd nie jest możliwy". Wielki Nieznany. Zarys
religioznawstwa. |