Czy aby na pewno? Obawiam się, że niekoniecznie. W zwycięskiej Platformie Obywatelskiej wielu jest polityków, których szanuję; niektórzy nawet — choć, prawdę mówiąc, nieliczni — mają moją sympatię. Ale jest również wielu takich, którzy nie budzą mojego entuzjazmu, żeby to oględnie wypowiedzieć. Żeby wskazać konkretnie: uważam, że lepiej by na przykład było, gdyby Jan Maria Władysław odszedł już ze sceny politycznej; do tego odejścia dostatecznie predestynują go — w moim przekonaniu — choćby wybory matrymonialne (choć to najmniej w jego przypadku ważna przesłanka). Wiem, wiem; miłość bywa ślepawa. Ale do tego stopnia? Nie płonę również entuzjazmem do tych polityków PO (a może: zwłaszcza do takich), którzy mając poważne tytuły naukowe obnoszą się ostentacyjnie ze swoją religijnością. Budzi to we mnie takie samo obrzydzenie, jak nalepianie „rybek" na samochodach przez ultragorliwych kierowców-katolików: jak coś takiego widzę, z miejsca przylepiłbym z samej przekory Gwiazdę Dawida albo i sierp z młotem. Po prostu: wszelka ostentacja jest dla mnie z samej definicji nieszczera; a sporo tego jest w Platformie. Wracając do sytuacji powyborczej: stało się, rzecz jasna, dobrze. Ale teraz będę się bacznie przyglądał zwycięzcom. Czy potrafią zrobić to, co muszą i powinni? Czy lęk przed zarzutem „robią to samo" nie powstrzyma ich przed niezbędnym czyszczeniem państwa? Czy — w szczególności — pisowskie kohorty w prasie, radiu i telewizji zostaną dostatecznie szybko wysłane na bruk, bez dbałości o zapewnienie im „środków do życia" (czytaj: przesunięcie do poczekalni, bo sukinsyn może się i nam przydać...)? Czy przejdzie do historii gra teczkami, czy spacyfikowany zostanie IPN (który, jeśli już w ogóle ma istnieć, powinien raz na zawsze utracić uprawnienia śledcze i z którego powinna odejść co do jednego ta postendencka banda, która się tam zagnieździła)? Czy władze platformy publicznie oświadczą, że nie pójdą na żadną współpracę z Rydzykiem, nigdy i za żadną cenę? Czy utrzymają średnią z religii na świadectwach? Czy uspokoją zajadłość antyaborcjonistów i homofobów? Czy wyraźnie i jednoznaczne poprawią stosunki Polski z Niemcami i Rosją i z całą siłą zadeklarują się jako zwolennicy Unii Europejskiej? To są ważne pytania. Kłopot zaś w tym, że tylko Platforma może na nie odpowiedzieć; bo „obrotowemu" PSL z jego deklarowaną chadeckością nie ufam, zaś LiD — choć był pomysłem obiecującym — ma przed sobą jeszcze długą drogę; obawiam się, że działający tam aktywiści zbyt jeszcze silnie wierzą we własną omnipotencję i nieomylność. Kiedy nauczą się skromności — będą z nich, wierzę, ludzie. Ale na razie są z tą nauką co najwyżej na poziomie gimnazjum; a tu trzeba mieć choćby głupie magisterium... W sumie, moje wrażenie po wyborcze to bardzo umiarkowany optymizm. Bardzo jest miłe, że nie będę już słuchał tak często bełkotu różnych Gosiów, Brudzińskich, Wassermanów czy Kuchcińskich. I nie będzie mi się już w okolicach wiadomości pakował na ekran ten skrzeczący troll z mordą wykrzywioną nienawiścią; to są radości, że tak powiem, negatywne. Ale jest również i pozytywna, i to jaka: senatorem został w cuglach Włodzimierz Cimoszewicz — najjaśniejsza od kilkunastu lat postać na polskiej scenie politycznej. Już dla tego jednego wydarzenia warto było wrzucać kartkę. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,5593) (Last change: 22-10-2007) |