Rozmowa z Anną Leśniak – absolwentką historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim oraz Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Artystką realizującą swoje artystyczne powołanie Body Printingiem. — Jak długo zajmujesz się Body Printingiem? I jakie były początki Twojej kariery artystycznej?
— Jakie są Twoje inspiracje artystyczne, skąd je czerpiesz?
— Czy jesteś związana z Kościołem katolickim, jak dziewięćdziesiąt procent mieszkańców naszego kraju? Wierzysz w kogoś lub w coś, czy może jesteś ateistką? Jeśli przez związanie rozumiesz przyjmowanie kolejnych sakramentów, to udało mi się dobrnąć do bierzmowania. Spekulacje na temat „boskiej istoty” są mi dość odległe. Zwłaszcza jeśli jej uosobieniem ma być siwobrody starzec, który „za dobre wynagradza, a za złe karze”. Poza tym jeśli bóg ma być osobą doskonałą, a ma konkretną płeć, to chyba w naukach Kościoła występuje jednak sprzeczność. Myślę, że Kościół nie ma nic do zaproponowania dla współczesnych, wykształconych kobiet. — Co sądzisz o tzw. wartościach chrześcijańskich i chrześcijańskim wychowaniu?
— Jaki jest Twój stosunek do nagiego ciała? Czy miałaś jakieś opory wewnętrzne, być może spowodowane wychowaniem? Publiczne obnażanie się nie jest rzeczą łatwą. Po ulicach nie chodzimy przecież nago. To wyznacznik cywilizacji. Nagość przestała więc być dla nas czymś naturalnym. Przed rozbieraniem się hamuje też wstyd, wpojony właśnie poprzez wychowanie, socjalizację dziecka. Nagie ciało dla mnie jest wyrazem prawdy i wolności. Myśląc o wolności, myślę też o wolności seksualnej. Akcje z użyciem własnego ciała są manifestacją wolności, tego, że mogę sama nim dysponować. Ostatnio udało mi się namówić kilku znajomych do uczestnictwa w filmie „Action Painting”, gdzie wszyscy tarzaliśmy się nago w farbie. To był rodzaj katharsis, uwolnienia się od kulturowych ograniczeń. Myślę też, że poprzez skrywanie nagości tak naprawdę wzmacniamy nasze kompleksy, powodujemy niezdrowe zaciekawienie nagim ciałem. — Jak reagują Polacy na to, co robisz? Media, uczestnicy Twojego performance? Odbiorcy akcji reagują różnie. Selekcja odbywa się przed wejściem za zasłonkę. Ci, którzy odczuwają opory lub ich to obraża, bądź oburza, nie wchodzą za kotarę, a zazwyczaj po prostu nie przychodzą na moje akcje. Ci, którzy decydują się wejść, podejmują grę, zachowują się przyjacielsko, pozytywnie. Wydaje mi się, że nikt z osób, które bezpośrednio uczestniczyły w akcji, robiły printy, nie skrytykował mnie potem. A już na pewno nie publicznie. Najwięcej uwag mają Ci, którzy sami się na nic nie odważyli, często nawet nie byli obecni, po prostu z góry zajęli miejsce w loży szyderców lub stróżów moralności. Media reagują pozytywnie, może za wyjątkiem Super Expresu, ale celem tej gazety nie jest informacja, lecz tania sensacja, więc napisali artykuł zgodny ze swoją polityką. — Czy zauważasz różnice w reakcjach uczestników w zależności od regionu, miasta?
— Czy chcesz występować także za granicą? Tak, od pewnego czasu o tym myślę. Chciałabym zrobić akcję z publicznością niemiecką, hiszpańską i np… turecką. — Nawiązując do psychologii jungowskiej, jakie archetypy są w Tobie obecne? Czy czujesz w sobie obecność jakichś Bogiń i Bogów? Myślę, że nie jestem typem szczególnie uduchowionym. Ale fascynują mnie kobiece bóstwa, Hekate, Kybele, także różne mitologiczne potwory, np. Hydra. To inny rodzaj kobiecości, kobiece-monstra hybrydy, zapomniane w erze chrześcijańskiej, gdzie kobieta pozbawiona została wszelkiej władzy i mocy. A Boginie, potwory przecież fascynowały i przerażały. Taka multiplikowana, niekontrolowana kobiecość, hybryda powraca we współczesnych teoriach cyberfeministek. — Jaka kobieta jest Ci najbliższa, z którą się identyfikujesz: Penelopa, matka Polka, femme fatale, modliszka? Nie lubię być wstawiana w takie stereotypy. Ale oczywiście wolę femme fatale i modliszki od Penelop i „matek Polek”. — Jaki jest Twój stosunek do feminizmu? Pozytywny. Ale jak pytasz o feminizm, to tak jakbyś pytał o demokrację. Mieszczą się w niej skrajnie odmienne poglądowo frakcje, więc będąc zwolennikiem demokracji jednocześnie nie popierasz przecież wszystkich partii w parlamencie. Ja jestem za feminizmem liberalnym. A przede wszystkim jestem za swoją niezależnością, więc feministyczne założenia nie są wyznacznikiem moich działań. Nie próbuję się w nie wpasować. Są mi po prostu bliskie. — O ile wiem, jesteś związana z Łodzią, choć pochodzisz z Bielska-Białej. W Łodzi studiowałaś. Jak się czujesz w tym mieście i jak go odbierasz? Łódź jest teraz w stanie przejściowym. Skończyła się dla niej jakaś epoka, a następna się nie zaczęła. To miasto czeka na swoją kolejną szansę. Jeśli chodzi o sztukę, to są tu ludzie, którzy mają dużo dobrej energii, rozkręcają ciekawe inicjatywy, ale są też pozorowane działania, nastawione jedynie na auto-promocję, i niestety informacje akurat o tych rozchodzą się poza granice miasta. W Łodzi nie ma też dobrej władzy, nie ma stypendiów dla artystów, dużo osób po uczelniach artystycznych czy historii sztuki stąd wyjeżdża albo zmienia zawód. — Czy bycie artystą w Polsce, do tego artystą niekonwencjonalnym, jest według Ciebie wyzwaniem? W tym miejscu pojawia się pytanie co znaczy niekonwencjonalność. Jeśli polega ona na łamaniu tabu, przekraczaniu ustalonych wzorców, wyrywania ludzi ze schematycznego sposobu myślenia, to chyba na tym powinna polegać rola sztuki współczesnej. Działając w ten sposób w Polsce, chyba trudniej jest być artystką niż artystą. Jeśli kobieta dokonuje przekroczeń to spotyka ją los Nieznalskiej, Janin, Żebrowskiej, jest obrażana personalnie, wyzywana, a sztuka sprowadzana jest do skandalu. Poza tym w Polsce świetnie ma się cenzura, nie ta oficjalna, ale powodowana zastraszeniem, obawą dyrektorów publicznych galerii przed wystawianiem sztuki tzw. „kontrowersyjnej”. Bo to często grozi interwencją z urzędu miasta lub zwolnieniem dyrektora. — Dziękuję bardzo za rozmowę. Dla Racjonalisty rozmawiał Wojciech Rudny | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,6122) (Last change: 12-10-2008) |