Pusta scena, widownia rozmontowana – dosłownie i przenośnie. W miejscu gdzie zazwyczaj powinny stać fotele, grupa widzów otacza cztery puste stoły. Jupitery rozświetlają całe pomieszczenie, aktorów wciąż nie widać. Scena zeszła na dalszy plan, nikt o niej nie pamięta. To Grupa Twórcza Bez VAT z Poznania zaprasza na maraton artystyczny, akcja plus warsztaty, w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki w dniach 18-19 października. Niespodziewanie z tłumu wyłania się pięć aktorek, które z charakterystycznym dla zespołów folkowych przytupem zaczynają śpiewać: Kukułeczka kuka, Polak na zakupach! Spozira, przebira i nosa zadzira! Pomieszanie strojów ludowych i formalnych, codziennych ubrań użytkowych i chust w kwiaty nadaje sytuacji komizmu, ale już od początku widać, że całość ma jakiś głębszy sens – choć może nie od razu daje się on odkryć. Tak zaczyna się spektakl-akcja „Polska nie dla idiotów”, wystawiany przez poznańską grupę Bez VAT, która skupia młodych ludzi, głównie studentów zainteresowanych nieco niekonwencjonalnym warsztatem aktorskim. Jak ostrzega sama założycielka i animatorka, bo od określania się mianem reżysera się wzbrania, Marta Rutkowska-Świerkowska, Grupa Bez VAT to nie jest typowy teatr, który odstawi spektakl, po którym widzowie wrócą uśmiechnięci do domów by zaraz o nim zapomnieć. Działamy na pograniczu sztuk różnych, na pograniczu kulturowym i społecznym, wychodzimy do człowieka – nie widza, nie chciałabym używać tego określenia, bo wytwarza ono sztuczny podział na widza i aktora, a nie o to nam chodzi, nie chcemy się zamykać. – tłumaczy. – Stąd wynikają nasze działania społeczne, jak na przykład akcja „Rząd pije kawę, nie czyta Kafki.. [ 1 ] Jak wyjaśnia, akcja ta mimo swych wyraźnych odniesień politycznych, miała wymiar społeczny. Chodzi o budowanie pewnej świadomości i otwartości społecznej, nie interesują nas rozgrywki polityczne, tylko to co nas dotyczy, a wybory polityków bezpośrednio wpływają przecież na nasze życie w społeczeństwie.
Rzeczywiście, „Polska nie dla idiotów” to mieszanka wybuchowa. Prosta w formie i bogata w przekazie i treści. Cztery stoły, gdzie toczy się akcja, z widzami pośrodku. Każda z ról to swoisty manifest dotykający innych zagadnień społeczno-kulturowych. Ogólnie jednak w spektaklu widz znajdzie wszystko co polskie; sam też niewątpliwie może wiele do tego dorzucić. W części pierwszej aktorki wcielają się w niezależne od siebie postaci stewardessy-konferansjerki, sfrustrowanej kobiety, baby-straganiary oraz pary mimów naśladujących po trochu pozostałe osoby.
Ze względu na stosunkowo duży przepływ aktorów przez grupę, ze scenariusza wypadły niektóre role odgrywane przez innych aktorów przy okazji wcześniejszych inscenizacji, lub też scaliły się z postaciami obecnymi. Clou spektaklu jest jednak niezmienna w swej formie ankieta, w której aktorzy pytają widzów o powody mieszkania w Polsce. Po zapisaniu na białym prześcieradle i publicznym odczytaniu tychże powodów (np. bo mamy ogórki kiszone, bo jest śmiesznie, bo się tu urodziłem, bo mnie żona nie wypuści za granicę, pech tak chciał itp.) następuje licytacja „Dobrej Polski” będącej jednocześnie aluzją do reklam proszków do prania. „Dobra Polska” zestawiona jest ze „Zwykłą Polską”, w której jeżeli już coś się przytrafi to będzie to redukcja w pracy, w domu margaryna i impotencja. „Dobra Polska” to z kolei wspaniała pogoda, podwyżki na dzień dobry i uśmiechnięci, szczerzy rodacy. Podstawą powodzenia przedsięwzięcia jest aktywne uczestnictwo widzów, którzy z reguły żywiołowo licytują „Dobrą Polskę”. W Płocku aukcję wygrała pani, która zaoferowała pana obok. Oferty mogą być jednak przeróżne i leżą w gestii uczestników. W historii akcji w różnych miastach Polski pojawiło się już niemal wszystko, poczynając od kartofli (dwóch), poprzez stare trampki, babcie z radiem i bieliznę, na telefonach komórkowych i aparatach ortodontycznych kończąc.
Można powiedzieć, że to nowatorstwo – nie ujmując nic zasług również starszym grupom, z których inspirację czerpie animatorka BezVATowców — w polskim teatrze to nowa forma zaangażowania społecznego. Grupa Bez VAT wychodzi ze swoją pracą na ulice i jak na razie nie boi się krytyki. Otwarcie chcą przełamywać tabu, a zarazem pomagać innym dostrzegać złożoność rzeczywistości. Poza tym członkowie grupy chętnie udzielają się w pracy z młodzieżą doskonaląc jej warsztat. Niemałe znaczenie dla aktorów ma też pozytywistyczna walka o społeczeństwo obywatelskie. Przy okazji inscenizacji poznańskich obchodów masakry z placu Tienanmen 4. czerwca, aktorki i aktorzy grupy na oczach władz miasta przygotowali ambitny happening, który poruszał kwestie ograniczania wolności i cenzury. Między wierszami, poza żywą wówczas sprawą Tybetu, udało im się wpleść w tło również polską rzeczywistość, bliższą rodakom. Twórcy zainscenizowali swoisty taniec wolności, gdzie każdy z jego uczestników wypowiadał przykazania z przerobionego wcześniej dekalogu, którego każdy z punktów odbierał człowiekowi pewien zakres swobody. Ostatnie przykazani przybrało formę: „A przede wszystkim nie masturbuj się”. Można sobie to tak zinterpretować, że skoro żyjemy w kraju katolickim, gdzie uważa się że masturbacja jest grzechem i to jest złe, to niejako jest to zakazywanie człowiekowi rzeczy, które — myślę — tkwią w jego naturze. – uzasadnia Marta Świerkowska. Mieliśmy z grupą takie założenie, żeby to miało szerszy kontekst, niż tylko sama masakra. Ktoś na kimś stosuje różne rodzaje przemocy i w związku z tym mówi co mamy robić, a czego nie. Ta przeróbka dekalogu miała zobrazować szerszy kontekst, żeby widz, odbiorca mógł sobie wyobrazić, że często ulegamy presji społecznej. Zawsze jest tak, że system generuje różne zakazy i normy, podobnie jest z biologią, wiąże się to też z religią. Natomiast ja niekoniecznie mogę się z daną normą czy zakazem zgadzać. Tego rodzaju akcje, które robimy, być może przez rodzaj szoku, żywego prysznica, wzbudzą refleksje u widza. Sztuka ma charakter ponadreligijny i ponadpolityczny. BezVATowcy zdają się zatem być ludźmi o niesłychanej odwadze cywilnej i nie można im w żadnym wypadku zarzucić konformizmu, przy czym są gotowi na współpracę z każdym. Te cechy na pewno pozwolą im się wybić. Osobiście, jako dyletant teatralny, muszę przyznać, że możliwość spędzenia kilku dni z amatorami, którzy na moje oko już dawno dorównują zawodowcom, była bezcennym doświadczeniem. Ta mała grupa ludzi, pełna pasji i zamiłowania do aktorskiego fachu utwierdziła mnie w przekonaniu, że idea chcieć znaczy móc, jest jak najbardziej prawdziwa i adekwatna. Footnotes: [ 1 ] por. Piela, P. Werter cierpi w IV RP, w: Ateista.pl; Przybylska, A. Grupa czytająca lektury zakazanew: „Gazeta Wyborcza”. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,6167) (Last change: 31-10-2008) |