Oczywiście nigdy w praktyce nie przestrzegano zakazu łączenia stanowisk kościelnych i państwowych — nawet po ustawie polskiej z roku 1504 i nawet kiedy uchwalił to sobór trydencki. Znany badacz dziejów polskiej tolerancji religijnej historyk Janusz Tazbir pisze, że nikt inny tylko jeden z najwyższych hierarchów w Polsce Stanisław Hozjusz udaremnił uchwalenie w Trydencie zakazu obejmowania przez kler urzędów świeckich, który to zakaz mógłby odsunąć duchowieństwo polskie od wpływów na losy państwa (a zarazem i poważnych dochodów). Całość kleru krytycznie zapatrywała się na zakaz kumulowania beneficjów. W myśl postanowienia Grzegorza XIII z 1577 r. miał je przyznawać nuncjusz papieski; później prawo to przyznano wyłącznie papieżowi. W praktyce kumulacja beneficjów w kraju przetrwała aż do rozbiorów. Paweł Jasienica pisze w swojej „Polsce Jagiellonów" że nieszczęściem epoki Jagiellońskiej była… zbytnia hojność królewska, czyli niedbałość o skarb państwowy, przy jednoczesnym pozwalaniu na bogacenie się możnowładztwa, przede wszystkim duchownego. A czy posługując się religią jako ideologią (hasła krucjat, „przedmurza", itp.) nie o tym właśnie duchowieństwo polskie marzyło ? W każdym razie, to w dobie Jagiellonów notuje się, w porównaniu do czasów piastowskich, niebywały wzrost potęgi politycznej duchownych oraz przywilejów i bogactwa polskich purpuratów. A potem było już tylko gorzej. Nasz czołowy „patriota" i intelektualista czyli ksiądz Skarga tak oto widział rolę króla w państwie: "Królowie polscy nawięcej zawżdy kościołów i wiary świętej katolickiej bronili. (...) Biskupy święte jako ojce swoje czcili; kościoły imiony, dziesięcinami, złotem i srebrem nadali; wiary świętej przeciw pogaństwu bronili i drudzy o nie na wojnie umierali. Biskupami radę swoję i bok swój prawy osadzili, prawa na heretyki srogie, którzy religię katolicką psują, wydali. I nic innego tak pilnego w królewskim swoim urzędzie nie mieli, jako religiej bronić". Złoto, dziesięciny, przywileje dawać, a mieczem bronić. Po to jest król. Podsumujmy:XI w. — początek nadań ziemskich na rzecz Kościoła. Powołane biskupstwa
musiały mieć dochody. W okresie wczesnym były to w przeważającej mierze dochody pobierane z grodów, tworzą się też specjalne grody zwane służebnymi, i jak np. Winiary odpowiedzialne
były za produkcję wina, tak np. ¦wiątniki odpowiadały za obsługiwanie Kościoła. Jeśli
idzie o nadania, to władcy nie oszczędzali — nadania monarsze na rzecz Kościoła mnożą się w imponującym tempie, o czym uświadamia nas już kronika Galla Anonima, opisująca działalność w tym względzie prowadzoną przez Bolesława Chrobrego (ks. I, rozdz. II), który: „wywyższał
matkę-Kościół oraz mężów duchownych". Dodajmy, że ze swych dóbr duchowni praktycznie nie płacili podatków (grosze,
grosze), tak jak i żadnych innych obciążeń nie ponosili, co szlachecką opinię publiczną do białej
gorączki doprowadzało w dobie renesansu, bo potem doprowadzać przestało, gdyż dokładnie zniweczono
myśl o wspólnym dobru państwa, także dzięki propagandzie kościelnej, która jak zwykle każdą
okoliczność potrafiła zawsze na swą korzyść obrócić. Jak posłużono się nieszczęściem biskupa
Stanisława i Bolesława ¦miałego w XIII w., tak potem w różnych okresach podsycano histerię
bogoojczyźnianą, wykorzystując fakt, że Rzeczpospolita zmagała się z sąsiednimi krajami,
które traf chciał — nie były katolickie. Od XVII w. państwo stało murem za interesem Kościoła,
bez względu na koszty i polityczne, i finansowe, nie mówiąc o wychowawczych,
bo wyhodowano w jezuickich szkółkach grzecznych dewotów, zaś np. ariańskie uczelnie
zlikwidowano. Dodajmy, że wojny prowadzono obciążając obywateli podatkami, wszystkich
obywateli — prócz duchowieństwa. Tylko w dobie renesansu przejściowo przegłosowano
ustawę o obarczeniu kleru na potrzeby obronne kraju. Polski Kościół nie chciał
płacić państwu – za to krocie wysyłano do Rzymu. „Patriotyczny" Kościół po prostu
nie zamierzał płacić do skarbu podatków, ani podlegać „ziemskiej" zwierzchności w wymiarze
prawnym. Ale do Rzymu szły krocie — tym bardziej, że XIV-wieczny papież Grzegorz IX jako,
że na licznych wojenkach trwonił niemało grosza polecił, by Kościoły poszczególnych krajów
zasilały papieską kasę (wojenną, Prawo karne też wspierało Kościół i nienaruszalność jego pozycji. W średniowieczu kara śmierci orzekana była za różne przestępstwa, np. za bunt, zdradę, ale i za… świętokradztwo. Zamach na religię traktowano więc wyraźnie jako zamach na państwo. Czy trzeba lepszego dowodu na to, że religia katolicka miała charakter, jak na całym świecie od czasów Konstantyna — polityczny, zasadzający się na mariażu tronu z ołtarzem? Dziś powiedzielibyśmy, że była nie religią, ale oficjalną ideologią państwową. Wiele ze swych praw Kościół w Polsce otrzymywał w ślad za instrukcjami płynącymi z Rzymu. Wszak coraz mniej zależał od władzy świeckiej w kraju, ale za to stawał się częścią wszechogarniającego imperium, którego władcą był papież. Władza, przywileje, dochody. Jeśli idzie o to ostatnie to podsumowując: źródłami dochodów kościelnych były: daniny, nadania władców, testamenty, dobra „zdobyczne" (patrz jasnogórski klasztor), organizowanie i przyjmowanie pielgrzymek do miejsc świętych, co się łączy z relikwiami, symonia, sprzedaż odpustów. Prawdziwie wielobranżowa firma, pierwsi kapitaliści w historii Europy... A oto parę problemów.Czy polscy biskupi i inkwizytorzy mieli prawo do zagarniania mienia czarownic,
heretyków i Żydów ? Jak korzystali na krucjatach ? (W czasie krucjat Kościół się wzbogacił,
bo w zamian za gotówkę potrzebną na wyprawę przejmował majątki rycerskie). Inną sprawą jest problem kościelnych poddanych czyli chłopów obrabiających
„ziemię pańską" — klasztorną i znajdującą się w dobrach biskupich. Wiele napisano o tym,
jak to ludzie związani z Kościołem martwili się o los swych owieczek — i faktycznie parę
takich rozpraw można w archiwach odnaleźć, o czym pisze np. J. Tazbir. Ale historia chłopstwa w odróżnieniu od historii szlachty nie ma swojego historyka. A to chyba nie przypadek, że
wybuchy niezadowolenia są tak częste w chrześcijańskiej Europie nauczanej przez bogatych
duchownych prawd ewangelicznych pochodzących od biednego nauczyciela z Nazaretu — i nie
chodzi tylko o żakerię czy wojnę chłopską w czasach Lutra, wszak takich wystąpień o mniejszym i większym zasięgu było znacznie więcej Chłopami nie przejmowano się ani w wymiarze społecznym, ani religijnym. W dokumentach wielokrotnie przewijają się informacje o tym, że lud trwa w wierze pogańskiej, że chrystianizacja jest powierzchowna. Próbowano temu zaradzić rozwijając sieć szkółek przy parafiach i szkoląc kaznodziejów, którzy w języku ojczystym przemawiali do ludu. Przecież łacina pozostawała językiem elit, a walka o prawo używania języka narodowego nie była pozbawiona tarć. I to nie przypadek, że w języku polskim zaczął na serio pisać (biorąc zresztą w obronę chłopów) kacerz — Mikołaj Rej. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,64) (Last change: 30-01-2011) |