Urodziłem się w dniu rozpoczęcia radzieckiej interwencji w Afganistanie. A więc przed stanem wojennym, choć go oczywiście nie pamiętam. Emocjonalnie znaczy dla mnie tyle co wydarzenia marcowe czy przewrót majowy 1926 roku – dwie inne ważne daty w XX-wiecznej historii Polski.
Po roku 1989 nikt już nie chciał mnie pobić, przynajmniej za politykę. Chodzę więc ze spuszczoną głową i odczuwam zazdrość i swoją małość widząc tych bohaterów, którzy patrząc na mnie z wyżyn swej wielkości moralnej mówią z dumą: „Zwolnili mnie z pracy i zostałem pobity”. W III RP takie osoby nazywamy ofiarami losu lub sierotami po PRL. Jednak w PRL to byli bojownicy o wolność i demokrację lub – jak obecnie nazywa to prawo – „działali na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego ”. Komuś, kto nie załapał się na pobicie, czyli na przykład mnie, trudno zrozumieć, że za zwolnienie z pracy można dostać rentę i to do końca życia, jak proponuje projekt z 11 marca 2008 roku „ustawy o uprawnieniach kombatantów, uczestników walki cywilnej lat 1914 – 1945, działaczy opozycji wobec dyktatury komunistycznej oraz niektórych ofiar represji systemów totalitarnych ”. To znaczy nie kuroniówkę, tylko rentę za fakt zwolnienia. Wydaje mi się, że jest to ustawa wręcz komunistyczna – bo domaga się rekompensaty za złamanie artykułu 68 Konstytucji PRL, który głosił: „Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej mają prawo do pracy, to znaczy do zatrudnienia za wynagrodzeniem, według ilości i jakości pracy ”. Obecnie w kolejce po taką rentę tytułem rekompensaty za łamanie socjalistycznej praworządności czeka 100 tysięcy osób. No więc ja nie rozumiem – czy to są komuniści czy antykomuniści? Logika wskazuje, że komuniści, bo przecież antykomuniści nie chcieliby pieniędzy za zwolnienie z pracy, o które przecież walczyli – i wywalczyli je tak skutecznie, że po ich zwycięstwie pracodawcy w ciągu dwóch lat zwolnili kilkadziesiąt razy więcej osób niż wbrew konstytucji zwolniono w PRL w latach 1952-1989. Przypomnę tu, że Oriana Fallaci w książce „Gniew i duma” wyszydziła powojenne zasiłki dla członków Ruchu Oporu. Jak napisała, jej matka, której męża a jej ojca torturowało gestapo, nie wzięła ani grosza za swój udział w konspiracji i uznała, że byłaby to ujma na jej honorze. Rodzice Oriany Fallaci walczyli z nazistami o wolność, nie o to, by po wojnie kupić sobie buty, bo tyle mniej więcej było tego zasiłku. Ponieważ osoby, które chcą te pieniądze są z definicji najbardziej moralne, nie jakieś sieroty czy homo sovieticusy , jest to dowód na to, że postulaty mają taki charakter jaki pragnęli rządzący w 1980 roku – ekonomiczne a nie polityczne. Chodzi o to, by III RP zapłaciła wysokie odszkodowanie za odejście w PRL od pryncypiów leninizmu. Zwolnienie z pracy w SB porucznika Romualda K. przez ministra Kiszczaka zostało już zrównane ze zbrodnią przeciwko ludzkości – to znaczy nie podlega przedawnieniu. Przytoczony projekt ustawy uznaje za zbrodnię przeciwko ludzkości złamanie Konstytucji PRL. I jest to „realizacja Testamentu Polski Walczącej ”, jak głosi sama ustawa. Tego by nawet Mrożek nie wymyślił. To ja już wolę mojego Krecika. ![]() Praca nagrodzona w konkursie „Głosu Pomorza” pt. „Mój PRL” Głos Pomorza, 22.05.2009 | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,6583) (Last change: 06-06-2009) |