Przedstawione poniżej sytuacje wydarzyły się naprawdę, czego dowodami niech będą blizny na ciele, zdjęcia, relacje świadków oraz wszelka dokumentacja medyczna. Klaśnij w dłonie
Już następnego dnia zażartowałem, że rany na nadgarstkach przypominają stygmaty ran dłoni Jezusa Chrystusa. Były one o tyle zgodne z faktycznymi ranami podczas ukrzyżowania, że były właśnie na nadgarstkach a nie na dłoniach. Do dziś nie do końca wiadomym jest, gdzie wbijano gwoździe skazańcowi. Jedną z prawdopodobnych możliwości jest właśnie miejsce zaraz za nadgarstkiem pomiędzy kośćmi promieniową i łokciową. Takie umiejscowienie gwoździ pozwalało na zrezygnowanie z podwiązywania rąk skazańca — przebita dłoń wyrywała się pod jego ciężarem.
Przedstawiony na obrazach i rzeźbach Chrystus z przebitymi dłońmi zamiast nadgarstkami jest najprawdopodobniej poetyckim wyobrażeniem ukrzyżowania, co później przerodziło się w tradycję ikonograficzną, która tylko trochę mija się z prawdą. Pod zastanowienie należy tylko wziąć pojawiające się rany na dłoniach u prawdziwych stygmatyków. Czyż Chrystus nie wiedział, gdzie dokładnie zostały mu wbite gwoździe? Dając swoim wybranym gorliwym wyznawcom dar stygmatów, sądzę że powinien trafiać w poprawne miejsca zdecydowanie lepiej niż ówcześni Rzymianie. U mnie trafił. Chwyć się za bok
Zgodnie z legendą z przebitego boku Chrystusa wypłynęła krew i woda. Drenaż przy odmie opłucnowej oprócz utrzymywania podciśnienia, spełnia również zadanie odciągania wydzielających się z rany płynów. Co ciekawe były nimi krew oraz nieznany mi dokładnie ale przezroczysty płyn, który jak większość stałych i ciekłych puzzli w ludzkim ciele w swoim składzie zawiera głównie wodę. TupnijPo wyjściu ze szpitala często wracałem myślami do sprawy stygmatów. Tak rozmyślając przypomniała mi się jedna historia z lat młodości. Miałem wtedy chyba 13 lat, kiedy odwiedziliśmy z rodzicami ciocię i wujka pod Krakowem, którzy to byli w trakcie budowy domu. Podczas jednej z wypraw na budowie skacząc ze schodów wylądowałem na desce. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że prawej stopy nie mogłem od tej deski oderwać. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę — wcześniej adrenalina zrobiła swoje — że wpadłem na wystający z deski gwóźdź. Niewiele myśląc lewą nogą przydeptałem deskę co pozwoliło mi oderwać od niej przytwierdzoną prawą stopę. Tym razem obyło się bez szpitala. Zwykła dezynfekcja i opatrunek wystarczył. Jest to mój ulubiony — jeśli można tak powiedzieć — stygmat, gdyż oprócz poprawnego umiejscowienia, jako jedyny zgadza się co do samego narzędzia którym został wykonany. Jest tylko jedna rozbieżność, a mianowicie miałem przebitą tylko jedną stopę — lewa do dnia dzisiejszego jest nietknięta. Niemniej jednak „sztuka jest sztuka" i kolejny stygmat dopisany został do mojej kolekcji. Niestety z racji specyfiki swojego umiejscowienia nie zachowała się żadna fizyczna blizna a jedynie ta w mojej pamięci. Kiwnij głowąPo wyjściu ze szpitala opowiedziałem kilku osobom w formie żartu moje swobodne przemyślenia na temat moich stygmatów. Mama pukając się w czoło przypomniała mi o jeszcze jednym. Będąc w wieku przedszkolnym wariowaliśmy z bratem w domu wykonując przeróżne akrobacje na wersalce, której ówczesny model miał twarde i kanciaste drewniane boki. Podczas wykonywania jednego z piruetów siła odśrodkowa okazała się większa niż moje możliwości zapanowania nad nią w efekcie czego uderzyłem w kant wersalki czołem. Dalsza procedura była standardową — szpital plus 3 szwy. Do niedawna była to moja jedyna i automatycznie ulubiona blizna. W kontekście stygmatów zapomniałem o niej tylko dlatego, że do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z tego, że rany Chrystusa na głowie od korony cierniowej również są uznawane za stygmaty. Zatańcz w rytmieMając dużą liczbę różnych urazów łatwo byłoby wybrać te najciekawsze i odpowiednie, aby przypisać im symbolikę stygmatów. Dzięki temu w zasadzie każdy z nas mógłby opowiedzieć o swoich. Ciekawe w historii moich stygmatów jest to, że opisane rany i blizny są jedynymi znaczącymi, jakie mi się w moim życiu przytrafiły. Pod uwagę należy wziąć również kolejność ich pojawiania — czoło, stopa, nadgarstki i bok. Pomijając zamienione miejscami stopę oraz nadgarstki idealnie pasują do kolejności ran jakich doznał Chrystus. Czy potrzeba więcej symboliki? PomyślMam ogromne szczęście. Dzięki przypadkowi, środowisku w którym się wychowałem, ludziom, których spotkałem oraz własnej pracy jestem dziś racjonalistą a w efekcie tego również ateistą. Będąc gorliwym chrześcijaninem, dopuszczając się grzechu pychy pokusiłbym się pomyśleć o sobie jako o nieświadomym Mesjaszu lub co najmniej nowoczesnym stygmatyku. Niestety zamiast traktować moje stygmaty jako znaki od Boga, odbieram je jedynie jako matematyczną implementację przypadku po ludzku zwanym „zbiegiem okoliczności". Pomimo obdarcia moich ran z chrześcijańskiej symboliki stygmatów, sądzę, że ich wartość jaką przede wszystkim znaczą dla mnie jako osoby pozostała na tym samym poziomie. Są świadectwem tego, co w życiu przeżyłem. Ale niczego więcej. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,7059) (Last change: 03-01-2010) |