 |
M³ot na czarownice religii. This plot has expired Sections of Forum » Ko¶ció³ i antyklerykalizm
| Date of adding | Author | Title | | 19-03-2005 15:00 | agnus dei | M³ot na czarownice religii. | Prawdziwym m³otem na czerownice religii jest udowodnienie ze jej cele ( religii ) sa ostatecznie RACJONALNE !!!! Pomy¶lcie o tym!  |
| Teresa | M³ot na czarownice religii. | Muszê Ciê u¶wiadomiæ, ¿e chyba nie mo¿na powiedzieæ, jakie zadanie (cele) ma religia, poniewa¿ jest ona czym¶ absolutnym. U wierz±cego wszystko inne jest dla niej, bierze siê z niej, a nie ¿eby ona by³a dla czego¶. Religia jest nieredukowalna, religia to m. in.: - stosunek do ¶wiêto¶ci, - odpowiedzi na pytania egzystencjalne, - etyka (zasady moralne), - ¶wiatopogl±d -...
|
|
 | | ¶w.Marek | Odp: M³ot na czarownice religii. | Zapominasz Tereso, ¿e jeste¶ na stronie Racjonalisty, gdzie ludzie nie s± podatni na tego rodzaju propagandê.
>Muszê Ciê u¶wiadomiæ, ¿e chyba nie mo¿na powiedzieæ, jakie zadanie (cele) ma religia, poniewa¿ jest ona czym¶ absolutnym.
Nie mam pojêcia, sk±d wzi±³a¶ tak± bzdurê, z jakiego ¶wiata pojêæ. ¯adna dziedzina wiedzy lub ¿ycia nie jest absolutna tym bardziej religia, oparta na umownych przes³ankach, odrealniona i funkcjonuj±ca w ¶wiecie najczystszej fikcji.
>Religia jest nieredukowalna, religia to m. in.: >- stosunek do ¶wiêto¶ci,
Stosunk do ¶wêto¶ci? Czyli do czego? Je¶li do fikcji, bajek, legend i podañ, do wyssanych niejednokrotnie z palca wymys³ów - zgoda. Jedn± ¶wiêto¶ci± w realnym ¶wiecie jest prawo do ¿ycia i jego ochrona, do wolno¶ci w ramach obowi±zuj±cego prawa i godno¶ci osobistej. Ale to zasady niezale¿ne od religii, wynikaj±ce z istoty rozumu.
>- odpowiedzi na pytania egzystencjalne,
To nieuczciwe stwierdzenie, bo sugeruje, i¿ tylko religia daje odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Tymczasem ludzie znajdowali odpowiedzi na tego rodzaju pytania nawet, gdy nie istnia³y jeszcze ¿adne religie. Teraz odpowiedzi na pytania egzystencjalne trzeba szukaæ w nauce i stosunkach spo³ecznych, w ¿adnym wypadku w religiach opieraj±cych siê na usi³owaniu wmanipulowania ludzi w fikcjê.
>- etyka (zasady moralne),
Te¿ nie jest to prawd±. Religie szermuj± tylko zasadami moralnymi, roszcz±c sobie prawo wy³±czno¶ci do nich. Owe zasady moralne s± tylko jednym z ich instrumentów, równie ma³o skutecznym jak inne, bo zasady te s± przestrzegane przewa¿nie w tych przypadkach, gdy nie mog± byæ z³amane. Dobra etyka to taka, która jest skuteczna. Religie opieraj± siê na fa³szywych przes³ankach, wiêc i ich instrumenty nie s± wiele warte, co widaæ w praktyce.
>- ¶wiatopogl±d
Tereso, nie roz¶mieszaj ludzi racjonalnie i pragmatycznie my¶l±cych. ¦wiatopogl±d oferowany przez religie jest z epoki króla Æwieczka, i pasuje do wspó³czesno¶ci jak wó³ do karety. Najczê¶ciej opiera siê na negowaniu ka¿dego postêpu i usi³owaniu hamowania go. Zmusza ludzi do tolerowania negatywnych zachowañ, jest koniunkturalny. ¦wiatopogl±d ludzi czerpi±cych go wy³±cznie z religii jest zupe³nie odrealniony i w gruncie rzeczy unieszczê¶liwia ich.
___________ Pozdrawiam
|
|
|  | | Teresa | Ale Ci zaraz odpiszê Marku ...  > Zapominasz Tereso, ¿e jeste¶ na stronie Racjonalisty, gdzie ludzie nie s± podatni na tego rodzaju propagandê.Pamiêtam, pamiêtam... > >Muszê Ciê u¶wiadomiæ, ¿e chyba nie mo¿na powiedzieæ, jakie zadanie (cele) ma religia, poniewa¿ jest ona czym¶ absolutnym.> Nie mam pojêcia, sk±d wzi±³a¶ tak± bzdurê, z jakiego ¶wiata pojêæ. ¯adna dziedzina wiedzy lub ¿ycia nie jest absolutna tym bardziej religia, oparta na umownych przes³ankach, odrealniona i funkcjonuj±ca w ¶wiecie najczystszej fikcji.Religia jest zjawiskiem niezmiernie z³o¿onym, Marku. Religia przynosi odpowiedzi na szereg pytañ, np. co jest dobre i s³uszne, jak mo¿na osi±gn±æ szczê¶cie (zbawienie od z³a). Je¿eli kto¶ sobie tych pytañ nigdy nie stawia³, to religia te¿ nie bêdzie mu potrzebna. Ale je¶li sobie je postawi ... Je¶li chodzi Ci o mity biblijne, to mo¿e przytoczê s³owa 'racjonalisty w bia³ej sukience'  o. Bocheñskiego: " - Mamy do¶wiadczenia Boga dziêki tekstom ¶wiêtym i co dalej? -(...) - Na jakiej podstawie mamy uznaæ te teksty? - To jest wa¿ne pytanie. Je¶li chodzi o uzasadnienie wiary jest wiele teorii. Po przyjrzeniu siê im jestem zdania, ¿e tylko dwie dadz± siê utrzymaæ. Teoria autorytetu i teoria hipotezy religijnej. Autorytet zosta³ okrzyczany przez ludzi o¶wiecenia jako g³upstwo, ale to jest zabobon. Autorytet jest doskona³ym uzasadnieniem. Ale uzasadnienie wiary przez autorytet jest mo¿liwe tylko u dzieci oraz w prymitywnych zwartych skupiskach. Niestety dla intelektualistów to siê nie nadaje. Dlatego zostaje nam to, co ja nazywam teori± hipotezy religijnej. To wygl±da tak. Cz³owiek w pewnym momencie swego ¿ycia mówi: gdybym zosta³ buddyst±, moje ¿ycie nabra³oby sensu. Przek³adaj±c to na jêzyk naukowy: klasa zdañ, które uznajê za prawdziwe zosta³aby jako¶ uporz±dkowana. To jest to, co ludzie nazywaj± sensem. Przyjêcie takiej tezy nie jest jeszcze wiar±. To jest mój pogl±d na racjonalny czynnik w przyjêciu wiary". Z "Miêdzy logik± a wiar±" > >Religia jest nieredukowalna, religia to m. in.:> >- stosunek do ¶wiêto¶ci,> Stosunk do ¶wêto¶ci? Czyli do czego?¦wiêto¶ci czyli w³a¶nie to, co dla ka¿dego z nas jest naprawdê naj¶wiêtsze, to, co ma sens, jest s³uszne, w tym: prawo do ¿ycia i jego ochrona, do wolno¶ci w ramach obowi±zuj±cego prawa i godno¶ci osobistej... , itd. Je¶li wiêc ¿ycie stanowi ¶wiêto¶æ to przyjê³am tak± religijna hipotezê, ¿e tym bardziej ¶wiêty jest sam Stwórca ¿ycia, którego powinno siê wielbiæ. > > - odpowiedzi na pytania egzystencjalne,> To nieuczciwe stwierdzenie, bo sugeruje, i¿ tylko religia daje odpowiedzi na pytania egzystencjalneOczywi¶cie, ¿e nie tylko religia daje odpowiedzi na takie pytania, bo odpowiedzi na pytania egzystencjalne daj± ¶wiatopogl±dy! Chodzi³o mi w³a¶nie o to, ¿e religia zawiera w sobie ¶wiatopogl±d. Nie mo¿na dowie¶æ naukowo, ze Boga nie ma albo, ¿e Bóg jest. Zreszt± chyba wielu filozofów chyba zgadza siê, ¿e "Bóg jest", ale spieraj± siê co do tego "jaki jest Bóg", np. w komunizmie to aparat partyjny. Problem w tym, ¿e odpowiedzi na pytania egzystencjalne nie mo¿na uzasadniæ naukowo. Co za tym idzie ¶wiatopogl±d nie jest nauk±, tylko pogl±dem na ¶wiat, credo, inaczej mówi±c jest pewnym zbiorem zdañ, które zwolennik danego ¶wiatopogl±du uwa¿a za prawdziwe. Pewne racjonalne przes³anki za przyjêciem jakiego¶ ¶wiatopogl±du mog± (i chyba powinny!) byæ, ale nie s± one pe³ne. Tak wiêc przy wyborze ¶wiatopogl±du mamy od czynienia z aktem woli. > >- etyka (zasady moralne),> Te¿ nie jest to prawd±. Religie szermuj± tylko zasadami moralnymi, roszcz±c sobie prawo wy³±czno¶ci do nich.To oczywiste, ze wiara zawiera kodeks moralny ... "Tylko, ze w przeciwieñstwie do hipotez naukowych hipoteza religijna pokrywa ca³o¶æ do¶wiadczenia ¿yciowego cz³owieka. Ma przynajmniej pretensje do wyja¶nienia wszystkich zadañ, które on przyjmuje. Skutek tego jest taki, ¿e religiê jest bardzo trudno sfalsyfikowaæ. Mo¿na sto argumentów przytoczyæ przeciwko wierzeniom religijnym, ale wierz±cego to nie wzruszy. Dlaczego? Dlatego, ze trudno jest obaliæ bardzo ogólne hipotezy. A co dopiero hipotezê, która t³umaczy ca³o¶æ do¶wiadczenia danego cz³owieka". Z "Miêdzy logik± a wiar±" Marku, nie czytasz dokumentów ko¶cielnych i takie s± tego wyniki! Po pierwsze wiara katolicka g³osi, ze istnienie prawo moralne (wedle, którego jeste¶my stworzeni przez Stwórcê), które mo¿na odkrywaæ rozumem! Oczywi¶cie zgodnie z Objawieniem Stwórca sam objawi³ podwaliny tego¿ prawa w Dekalogu! Ale te przykazania s± otwarte i ka¿dy ma moralny obowi±zek sam poszukiwaæ prawdy, czyli co jest dobre, co jest s³uszne, co znaczy byæ mi³osiernym albo co jest naprawdê sprawiedliwe, itd. Wiara nie daje szczegó³owych rozwi±zañ tylko ogólny kierunek ku doskona³o¶ci (czyli ¶wiêto¶ci). Bardzo wa¿ne s± racjonalne uzasadnienia zasad wiary. Oczywi¶cie nie mo¿na dowie¶æ wiary, ale dziêki uzasadnieniu przynajmniej nie spada ona z nieba!  Np. zasada "z³o dobrem zwyciê¿aj" ma g³êboki sens i wydaje mi siê, ze mo¿na j± uzasadniæ racjonalnie. > - ¶wiatopogl±d> >Tereso, nie roz¶mieszaj ludzi racjonalnie i pragmatycznie my¶l±cych. ¦wiatopogl±d oferowany przez religie jest z epoki króla Æwieczka, i pasuje do wspó³czesno¶ci jak wó³ do karety.Czy uwa¿asz Marku, ¿e mi³o¶æ bli¼niego jest z epoki króla Æwieczka, bo tak siê sk³ada, ¿e wiara opiera siê na mi³o¶ci bli¼niego i Boga? To jest podstawowe (jedyne) przykazanie (bo pozosta³e przykazania zawieraj± siê w tym jednym)! Pewne prawdy, Marku, pozostaj± uniwersalne. Jest inaczej religia zawiera propozycjê odpowiedzi na ¿ywe pytania, na które pytania stawiali sobie ludzie od zawsze, a odpowiedzi te w swej istocie s± tak dalece"¶wiête", ¿e przyjêcie ich nie ur±ga niczyjej godno¶ci, wprost przeciwnie tylko j± umacnia. To tyle. Pozdrawiam
|
|
| |  | | ¶w.Marek | > Ale Ci zaraz odpiszê Marku ... W tym miejscu zadedykujê Ci s³owa jednego z moich ulubieñców, Cycerona: " Nihil est profecto homini prudentia dulcius", czyli: Zaiste, nie ma nic przyjemniejszego dla cz³owieka nad zdolno¶æ przewidywania. A spodziewam siê upartej ewangelizacji.  > >Zapominasz Tereso, ¿e jeste¶ na stronie Racjonalisty, gdzie ludzie nie s± podatni na tego rodzaju propagandê.> Pamiêtam, pamiêtam... Hmm. W takim razie Twoje s³owa wynikaj± z jakiego¶ amoku... Zachêcasz mnie nimi do ateizmu...  > Religia jest zjawiskiem niezmiernie z³o¿onym, Marku. Religia przynosi odpowiedzi na szereg pytañ, np. co jest dobre i s³uszne, jak mo¿na osi±gn±æ szczê¶cie (zbawienie od z³a). Je¿eli kto¶ sobie tych pytañ nigdy nie stawia³, to religia te¿ nie bêdzie mu potrzebna. Ale je¶li sobie je postawi ... Gdyby prawd± by³o co piszesz o z³o¿ono¶ci religii, to by³aby domen± nielicznej garstki wybrañców mog±cych poj±æ ow± wyduman± z³o¿ono¶æ, a nie milionów ledwie pojmuj±cych rzeczywisto¶æ nieboraków, do których jest skierowana. To primo. A secundo, to dlaczego, skoro " religia przynosi odpowiedzi na szereg pytañ, np. co jest dobre i s³uszne ", to tylko znikoma garstka identyfikuj±cych siê z ni± respektuje te odpowiedzi? Wszyscy pozostali maj± to dok³adnie w miejscu, gdzie krzy¿ sw± szlachetn± nazwê koñczy. Nie Tereso. Mo¿e to religia zak³ada, ale nic konstruktywnego ludziom nie przynosi poza ob³ud±. Nie u¿ywaj te¿ proszê takich dziwnych okre¶leñ: " zbawienie od z³a ", bo to brzmi zupe³nie jak m±dry idiota, albo mro¼ny p³omieñ, czy bia³a ciemno¶æ. Zbawienie od z³a by³oby rezygnacj± z cz³owieczeñstwa, które jest miêdzy innymi ci±g³ym wyborem miêdzy z³em i dobrem jednako tkwi±cych w naszej ¶wiadomo¶ci. To rezygnacja ze z³a czyni z nas ludzi; gdyby¶my zostali od niego "zbawieni", staliby¶my siê bezduszni jak Twoja pralka, która nie ma ani z³a, ani dobra, bo nie posiada ¶wiadomo¶ci swojego istnienia. Zbawienie od z³a jest wy³±cznie marzeniem, na dodatek kompletnie idiotycznym, odrealnionym i wiara w to stawia nas na równi ze zwierzêtami. Religia Tereso jest potrzebna jednym ludziom do utrzymywania innych w nie¶wiadomo¶ci. Ju¿ od tysiêcy lat. > Je¶li chodzi Ci o mity biblijne U¿y³em pojêcia mity w pejoratywnym znaczeniu. Religia, oparta przecie¿ na pewnej mitologii, coraz czê¶ciej odbierana jest jako symbol zacofania i wstecznictwa. Do religii uciekaj± siê bowiem ci, których nie staæ na samodzielne my¶lenie i trzeba do nich trafiæ czym¶ wyj±tkowo nieskomplikowanym jak budowa cepa. > Je¶li wiêc ¿ycie stanowi ¶wiêto¶æ to przyjê³am tak± religijna hipotezê, ¿e tym bardziej ¶wiêty jest sam Stwórca ¿ycia, którego powinno siê wielbiæ. A wiêc nawo³ujesz do wielbienia fikcji, co jest zaprzeczeniem racjonalno¶ci my¶lenia. Jeszcze raz zapytam: nie pomyli³a¶ forum Racjonalisty z jakim¶ innym forum, które dozwala dowolno¶æ jako ¶rodek przekazu? > Oczywi¶cie, ¿e nie tylko religia daje odpowiedzi na takie pytania, bo odpowiedzi na pytania egzystencjalne daj± ¶wiatopogl±dy! Chodzi³o mi w³a¶nie o to, ¿e religia zawiera w sobie ¶wiatopogl±d. ¯e religia zawiera ¶wiatopogl±d, to oczywiste. Równie¿ przemówienie Wa³êsy zawiera jaki¶ ¶wiatopogl±d, chocia¿ najtê¿si filozofowie dostaliby pomieszania zmys³ów przy próbie jego interpretacji. W Hitlerze te¿ tkwi³o dobro, przecie¿ troskliwie opiekowa³ siê swoim psem. Z religiami te¿ tak jest: zawieraj± ¶wiatopogl±d, ale odzieraj± go z rozs±dku samym swoim istnieniem. S±, bo istniej± ludzie nie mog±cy siê bez religii obyæ i funkcjonowaæ, ale to wcale nie znaczy, ¿e s± niezbêdne do ¿ycia wszystkim. Mo¿e dziêki temu wielu rozs±dnych ludzi nie podziela ¶wiatopogl±du religijnego... > Nie mo¿na dowie¶æ naukowo, ze Boga nie ma albo, ¿e Bóg jest. Zreszt± chyba wielu filozofów chyba zgadza siê, ¿e "Bóg jest", ale spieraj± siê co do tego "jaki jest Bóg", np. w komunizmie to aparat partyjny. Nie ³ud¼ siê. Nauka, ta prawdziwa, nigdy nie bêdzie siê zajmowa³a bajkami. Mo¿e i filozofowie spieraj± siê o istotê Boga, ale to ich domen± jest rozwa¿anie ró¿nych konstrukcji pojêciowych, co wcale nie znaczy, ¿e przedmiot ich dywagacji istnieje. > Tak wiêc przy wyborze ¶wiatopogl±du mamy od czynienia z aktem woli. To zupe³nie tak, jak ze zbrodni±: te¿ jest aktem woli. Przy wyborze ¶wiatopogl±du religijnego decyduje wprawdzie akt woli, ale z ograniczon± ¶wiadomo¶ci± alternatywnych ¶wiatopogl±dów. Przewa¿nie z niezamierzonej ignorancji, a nierzadko wyrachowania. > To oczywiste, ze wiara zawiera kodeks moralny ... Ba, ale jaki! To czyste chciejstwo, jak ¿eby ¶wiat by³ bez wojen, wszyscy byli ca³e ¿ycie zdrowi, i nigdy nie by³o katastrof, a terrory¶ci zamieszkali na Ksiê¿ycu. Moralno¶æ wynikaj±ca z wiary jest tyle samo warta, co ta z braku wiary, bo tak samo s± skuteczne. > "Tylko, ze w przeciwieñstwie do hipotez naukowych hipoteza religijna pokrywa ca³o¶æ do¶wiadczenia ¿yciowego cz³owieka. (...)". Masz prawo Tereso wierzyæ w ka¿d± bredniê, któr± Twoja ¶wiadomo¶æ identyfikuje jako prawdê. Ale je¶li mówisz o tym komu¶ innemu, to musisz siê liczyæ z tym, ¿e on nie przyjmuje wszystkiego na wiarê jak Ty. Hipoteza religijna nie pokrywa nic, bo wywodzi siê z fa³szywych przes³anek i oparta jest wy³±cznie na wyobra¼ni. To kolejny mit fanów religijno¶ci. cdn.
|
|
| |  | | ¶w.Marek | >Marku, nie czytasz dokumentów ko¶cielnych i takie s± tego wyniki! Po pierwsze wiara katolicka g³osi, ze istnienie prawo moralne (wedle, którego jeste¶my stworzeni przez Stwórcê), które mo¿na odkrywaæ rozumem!
No pewnie! Nie czytam te¿ dokumentów Wielkiego Patriarchy Moskwy i Wszechrusi, Wielkiego Imama, a tak¿e wielu innych, np. ONZ. Do czytania dokumentów ko¶cielnych skutecznie zniechêca mnie sam Ko¶ció³. O ile wiem, to stworzeni zostali¶my przez ewolucjê, a praw moralnych na ewolucjê nie mo¿na antycypowaæ. Wiara katolicka g³osi³a ju¿ przeró¿ne dziwne rzeczy, które w koñcu okazywa³y siê kompletn± bzdur±. Rozum nie s³u¿y wy³±cznie do odkrywania istnienia praw moralnych, o czym widocznie zapomnieli mi³o¶nicy religii.
>Oczywi¶cie zgodnie z Objawieniem Stwórca sam objawi³ podwaliny tego¿ prawa w Dekalogu!
Je¿eli Stwórca ci±gle co¶ objawia, to czemu nie objawi nam kilku praktycznych rzeczy? Np. nadbudówki podwalin? Od Dekalogu wolê osobi¶cie kodeksy cywilne i karne, bo tam jest to samo, tylko bardziej szczegó³owo i mniej mo¿na wypaczyæ tych praw. Jak spotkasz swojego Stwórcê, to podziêkuj mu ode mnie za podwaliny i powiedz, ¿e naobjawia³ siê na pró¿no.
>Ale te przykazania s± otwarte i ka¿dy ma moralny obowi±zek sam poszukiwaæ prawdy, czyli co jest dobre, co jest s³uszne, co znaczy byæ mi³osiernym albo co jest naprawdê sprawiedliwe, itd. Wiara nie daje szczegó³owych rozwi±zañ tylko ogólny kierunek ku doskona³o¶ci (czyli ¶wiêto¶ci).
Doskona³o¶æ i ¶wiêto¶æ to tylko pewne symbole. Poniewa¿ nic takiego nie mo¿e istnieæ, s± symbolami daremnego wysi³ku, z³udzeniem, a raczej ³udzeniem. Taka jest w³a¶nie ta wiara: mami i ³udzi, przelewa z pustego w pró¿ne, og³upia ideami konstruowanymi by ludzi skuteczniej og³upiæ. Nie mo¿e daæ szczegó³owych rozwi±zañ, bo ka¿de uszczegó³owienie bzdury tylko odkrywa jej fa³sz, czyni±c go widoczniejszym. Je¿eli ka¿dy ma moralny obowi±zek szukaæ prawdy, to po co mu wiara w bajki i legendy, co one maj± z tym wspólnego? Prawdy nie znajdzie siê szukaj±c jej w¶ród fa³szywych przes³anek i za³o¿eñ religijnych.
>Bardzo wa¿ne s± racjonalne uzasadnienia zasad wiary. Oczywi¶cie nie mo¿na dowie¶æ wiary, ale dziêki uzasadnieniu przynajmniej nie spada ona z nieba! Np. zasada "z³o dobrem zwyciê¿aj" ma g³êboki sens i wydaje mi siê, ze mo¿na j± uzasadniæ racjonalnie.
Nie ma Tereso czego¶ takiego, jak racjonalne uzasadnienie zasad wiary. Zasady wiary s± ze swojej natury irracjonalne. Wszystkie racjonalne zasady wynikaj± z rozumu ludzkiego nie kieruj±cego siê irracjonalnymi zasadami wiary.
>Czy uwa¿asz Marku, ¿e mi³o¶æ bli¼niego jest z epoki króla Æwieczka, bo tak siê sk³ada, ¿e wiara opiera siê na mi³o¶ci bli¼niego i Boga? To jest podstawowe (jedyne) przykazanie (bo pozosta³e przykazania zawieraj± siê w tym jednym)! Pewne prawdy, Marku, pozostaj± uniwersalne.
Nie o¶mieszaj siê Tereso. Mi³o¶æ bli¼niego przedstawiasz tak, jakby by³a stworzona przez religiê. To cecha wy³±cznie rozumu i zosta³a zaasymilowana przez wiêkszo¶æ religii do ich uwiarygodnienia.
>Jest inaczej religia zawiera propozycjê odpowiedzi na ¿ywe pytania, na które pytania stawiali sobie ludzie od zawsze, a odpowiedzi te w swej istocie s± tak dalece "¶wiête", ¿e przyjêcie ich nie ur±ga niczyjej godno¶ci, wprost przeciwnie tylko j± umacnia.
O godno¶ci cz³owieka nie decyduje jego stosunek do religii, lecz postawa wobec innych ludzi. Zawê¿ane religii do jedynego, uniwersalnego panaceum na rozwi±zanie wszystkich ludzkich w±tpliwo¶ci jest, i mówiê to ogólnie, abstrahuj±c od Twojej osoby, po prostu zwyk³± g³upot±. Jak widaæ powszechn±.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Teresa | > U¿y³em pojêcia mity w pejoratywnym znaczeniu. Religia, oparta przecie¿ na pewnej mitologii, coraz czê¶ciej odbierana jest jako symbol zacofania i wstecznictwa. Do religii uciekaj± siê bowiem ci, których nie staæ na samodzielne my¶lenie i trzeba do nich trafiæ czym¶ wyj±tkowo nieskomplikowanym jak budowa cepa.Mity to tez idea³y, o których siê wie, ¿e nie mo¿na ich urzeczywistniæ, a mimo to postêpuje siê tak jakby da³o siê je urzeczywistniæ.... Wy te¿ wierzycie, ¿e je¶li cz³owiek bedzie sam dla siebie bogiem, to dziêki temu zapanuje szczê¶cie i pokój na ¶wiecie... Dla niektórych te¿ to mo¿e brzmieæ jak mit, zw³aszcza jak siê w³±czy telewizor czy przejrzy gazetê... > Z religiami te¿ tak jest: zawieraj± ¶wiatopogl±d, ale odzieraj± go z rozs±dku samym swoim istnieniem. S±, bo istniej± ludzie nie mog±cy siê bez religii obyæ i funkcjonowaæ, ale to wcale nie znaczy, ¿e s± niezbêdne do ¿ycia wszystkim.Ja tak nie napisa³am, wprost przeciwnie opisa³am tylko, w jaki sposób cz³owiek, intelektualista mo¿e zostaæ wyznawc± jakiej¶ religii, ¿e dzieje siê tak, gdy sam szuka odpowiedzi na pytanie o sens ¿ycia ... i ¿e pewn± rolê ogrywa tu czynnik racjonalny. > Nie ³ud¼ siê. Nauka, ta prawdziwa, nigdy nie bêdzie siê zajmowa³a bajkami. Mo¿e i filozofowie spieraj± siê o istotê Boga, ale to ich domen± jest rozwa¿anie ró¿nych konstrukcji pojêciowych, co wcale nie znaczy, ¿e przedmiot ich dywagacji istnieje.Tak, ale pojêcie prawdy w koñcu jest przecie¿ jedno! Nie ma powodu s±dziæ, ¿eby uwa¿aæ prawdê w filozofii za inn± ni¿ prawdê w fizyce.  > Masz prawo Tereso wierzyæ w ka¿d± bredniê, któr± Twoja ¶wiadomo¶æ identyfikuje jako prawdê. Ale je¶li mówisz o tym komu¶ innemu, to musisz siê liczyæ z tym, ¿e on nie przyjmuje wszystkiego na wiarê jak Ty. Hipoteza religijna nie pokrywa nic, bo wywodzi siê z fa³szywych przes³anek i oparta jest wy³±cznie na wyobra¼ni. To kolejny mit fanów religijno¶ci.W takim razie mogê powiedzieæ Ci tak samo: Twoja postawa ateisty "nie pokrywa nic, bo wywodzi siê z fa³szywych przes³anek i oparta jest wy³±cznie na wyobra¼ni", poniewa¿ nie mo¿na udowodniæ naukowo czy Bóg jest, co za tym idzie nie wiemy czy jest czy Go nie ma. Widzisz ja przynajmniej mówiê uczciwie: nie mo¿na dowie¶æ, ¿e Bóg istnieje, ale ja w Niego wierzê. Natomiast Ty mówisz (o ile Ciê dobrze zrozumia³am) tak: nie mo¿na dowie¶æ, ¿e Bóg istnieje, wiêc Go nie ma. Wg mnie to Ty przeginasz. Co innego gdyby¶ powiedzia³ tak: nie mo¿na dowie¶æ, ¿e Bóg istnieje, i ja w Niego nie wierzê. Oboje wiêc stawiamy hipotezy. > Je¿eli Stwórca ci±gle co¶ objawia, to czemu nie objawi nam kilku praktycznych rzeczy? Np. nadbudówki podwalin?Widocznie dlatego, ¿e za³o¿y³, ¿e cz³owiek skorzysta z rozumu.  > Doskona³o¶æ i ¶wiêto¶æ to tylko pewne symbole. Poniewa¿ nic takiego nie mo¿e istnieæ, s± symbolami daremnego wysi³ku, z³udzeniem, a raczej ³udzeniem. Taka jest w³a¶nie ta wiara: mami i ³udzi, przelewa z pustego w pró¿ne, og³upia ideami konstruowanymi by ludzi skuteczniej og³upiæ.Sam sobie przeczysz. Teraz piszesz, ¿e ¶wiêto¶æ to tylko z³udzenie, a wcze¶niej przecie¿ sam wymieni³e¶ rzeczy, które uwa¿asz za ¶wiêto¶æ. Mity i symbole zawieraj± pewne prawdy. > Nie ma Tereso czego¶ takiego, jak racjonalne uzasadnienie zasad wiary. Zasady wiary s± ze swojej natury irracjonalne. Wszystkie racjonalne zasady wynikaj± z rozumu ludzkiego nie kieruj±cego siê irracjonalnymi zasadami wiary.Znowu sam sobie przeczysz. Bo g³ówn± zasad± religii jest milo¶æ bli¼niego, o której dalej piszesz, ¿e jest cech± wy³±cznie rozumu i zosta³a zaasymilowana przez wiêkszo¶æ religii do ich uwiarygodnienia. > Nie o¶mieszaj siê Tereso. Mi³o¶æ bli¼niego przedstawiasz tak, jakby by³a stworzona przez religiê. To cecha wy³±cznie rozumu i zosta³a zaasymilowana przez wiêkszo¶æ religii do ich uwiarygodnienia.Gratuluje. Tylko sam potwierdzasz, ¿e wiara katolicka nie jest sprzeczna z rozumem i ¿e do tych samych prawd mo¿na doj¶æ niezale¿nie rozumowo jak i w wyniku przyjêcia prawd objawionych.  > O godno¶ci cz³owieka nie decyduje jego stosunek do religii, lecz postawa wobec innych ludzi. Zawê¿ane religii do jedynego, uniwersalnego panaceum na rozwi±zanie wszystkich ludzkich w±tpliwo¶ci jest, i mówiê to ogólnie, abstrahuj±c od Twojej osoby, po prostu zwyk³± g³upot±. Jak widaæ powszechn±.Ale religia w³a¶nie reguluje stosunek cz³owieka do innych ludzi i do Boga. Mówimy o tym samym. Nie rozumiem czemu na si³ê chcesz pogr±¿yæ religiê?
|
|
 | | AlfRamsey (257 points) | , > - etyka (zasady moralne),Etyka i religia(np katolicka) to s³owa wykluczaj±ce siê.  Nie daj siê skusiæ ¿adnemu bogu g³oszonemu przez innych, choæby najlepszych. Znajd¼ Boga w samym sobie, wiêkszego nie znajdziesz nigdzie !
|
|
 | | gooa (746 points) |
.> U wierz±cego wszystko inne jest dla niej, bierze siê z niej, a nie ¿eby ona by³a dla czego¶. U wierzacego ? - Tereso, moze wytlumacz mi roznice pomiedzy wierzacym i tym, ktory chce wierzyc w naszego Kreatora ? Jezeli istniejesz w jakiejs religii od dziecka, to naturalna koleja rzeczy, jest w niej trwac, nie ? A dlaczego ? Dlatego, ze to co Ci wpojono - jest prawda ? Jezeli zastanawiasz sie nad "prawda" tej religii, to zaczynasz widziec inne prawdy - istnieja inne religie . Na jakiej podstawie stwiedzic, ze ta Twoja, moja jest sluszna ?
>- stosunek do ¶wiêto¶ci "Swietosc", to Bog, nasz stworzyciel.(niekoniecznie ten, w ktorego wierzysz)
>- odpowiedzi na pytania egzystencjalne, W takim razie nic dziwnego, ze odchodzimy od jednej, przyjmujac inna religie.
>- etyka (zasady moralne), Etyka, moralnosc (gloszona); potrzebna jest tym? ktorzy nie maja o niej pojecia.
>- ¶wiatopogl±d Wracam do powyzszego, nie jest mozliwe stworzenie (maksymalnie obiektywnego i szczerego) swiatopogladu opierajacego sie wylacznie na religii.
|
|
|  | | Teresa | > Jezeli istniejesz w jakiejs religii od dziecka, to naturalna koleja rzeczy, jest w niej trwac, nie ?> A dlaczego ?> Dlatego, ze to co Ci wpojono - jest prawda ?Gooa, przykro mi, ¿e tak pó¼no Ci odpowiadam, ale lepiej pó¼no ni¿ wcale  . Ja ju¿ to napisa³am w innym w±tku, ale jeszcze raz mo¿e wspomnê - skoro pytasz mnie o ró¿ne religie - mo¿na zauwa¿yæ, ze religie uk³adaj± siê harmonijnie w koncentryczne krêgi: - w buddyzmie nic nie mo¿na powiedzieæ o Bogu (nie mo¿na ogarn±æ najwy¿szej rzeczywisto¶ci my¶l±), ale mo¿na mieæ poczucie jedno¶ci z Nim a do tego dochodzi siê poprzez uwolnienie siê od z³a, czyli poprzez zobojêtnienie na ¶wiat, - w judaizmie Bóg sam siê objawia narodowi wybranemu (przez siebie), - w chrz. te¿ nikt nigdy Boga nie widzia³, ale On sam przychodzi do ludzi w postaci cz³owieka, ¿eby jeszcze pe³niej siê objawiæ. St±d chrz. ma nie¶æ radosn± nowinê ludziom innych religii, - w islamie (Koran) te¿ mo¿na zauwa¿yæ pewien stopieñ redukcji Bo¿ego Objawienia w stosunku do ST i NT. Islam jest gdzie¶ pomiêdzy buddyzmem a judaizmem. Moja osobista droga by³a jakby wêdrówk± po tych krêgach  . Mog³abym ¶wiadomie zostaæ ateistka czy buddystk±, ale nie zosta³am. Podjêcie ¶wiadomego wyboru to by³ pewien proces wewnêtrzny... Najpierw ¶wiadomie szuka³am tylko uwolnienia od z³a (czyli tak jak w buddyzmie)... A potem zaczê³am siê stopniowo zdobywaæ siê na akty wiary w stosunku do Boga. Z jednej strony opar³am siê na tym, co jest napisane w Biblii. Z drugiej strony stawia³am sobie pytanie, czego tak naprawdê pragnê. Po pierwsze jedyn± istot±, któr± mog³abym uznaæ w PELNEJ WOLNO¦CI I BEZ STRACHU za swojego Boga, mog³aby byæ istota bêd±ca samym (czystym) dobrem. Z drugiej strony w Biblii by³o napisane, ze Bóg jest nie tylko ¶wiat³o¶ci±, w której nie ma ¿adnej ciemno¶ci (czyli absolutnym Dobrem), ale jest mi³o¶ci±. Je¿eli Bóg jest mi³o¶ci±, to kocha ludzi, a je¶li kocha ludzi, to kocha mnie. A je¶li kocha mnie to znaczy, ¿e nie jestem Mu obojêtna i co za tym idzie mogê siê do niego modliæ.  I tak to siê na serio zaczê³o ... A za tym w ¶lad przysz³a wiara w J.CH. Weso³ych ¦wiat  ! Trzymaj siê.
|
|
| Starsky (134 points) | M³ot na czarownice religii. | > Prawdziwym m³otem na czerownice religii jest> udowodnienie ze jej cele ( religii ) sa ostatecznie> RACJONALNE !!!! Pomy¶lcie o tym!  Witam, Jako "czarownica religii" dwa s³owa ad hoc. Celem religii jest, jesli tak to mozna uj±æ, po pierwsze: oddanie czci osobie najwy¿szego stwórcy, po drugie: w przypadku chrze¶cijan - zbawienie vel zycie wieczne. ¯adne z dwu powy¿szych nie jest w sensie stricte racjonalne, ergo nie ma m³ota amen. Pozdrawiam Pavel
|
|
 | | inhet (1073 points) | Odp: M³ot na czarownice religii. | Celem religii jest paso¿ytowanie na ludzkiej wierze.
|
|
|  | | gooa (746 points) | >Celem religii jest paso¿ytowanie na ludzkiej wierze.
Wierze w co ? Skoro to wlasnie religia narzuca te wiare w COS. Jezeli Jezus z Naaretu to zrozumial, to dlaczego poszedl na krzyz ? Czyzby dzisiejsi terrorysci byli tymi "Jezusami" ?
|
|
| |  | | inhet (1073 points) | Religia narzuca wiarê w co¶, ale najpierw musi mieæ owieczki, zdolne do wierzenia. A okaza³o siê niedawno, ¿e cz³owiek ma odpowiedni gen...Zreszt± nic dziwnego, jest zwierzêciem stadnym.
|
|
| | |  | | gooa (746 points) | >Religia narzuca wiarê w co¶, ale najpierw musi mieæ owieczki, zdolne do wierzenia. A okaza³o siê niedawno, ¿e cz³owiek ma odpowiedni gen.
Dobrze, slyszalam o tym, ale komu, (czemu) zalezy na tym, abysmy ten gen posiadali ?
> .Zreszt± nic dziwnego, jest zwierzêciem stadnym.
Mozliwe (w jakims sensie), ale osobiscie czuje sie szczesciara, ze naleze do stada ludzi, a nie np.krow.
|
|
| |  | | Anna S³ota | >Jezeli Jezus z Naaretu to zrozumial, to dlaczego poszedl na krzyz ?
Bo chcia³ wype³niæ proroctwo. By³ nosicielem pewnego memu.
>Czyzby dzisiejsi terrorysci byli tymi "Jezusami" ?
W my¶l memetyki, terrory¶ci to nosiciele memów, którzy zatracili instynkt samozachowawczy. W tej kategorii mo¿na umie¶ciæ tak¿e mêczenników.
|
|
| | |  | | gooa (746 points) |
>W my¶l memetyki, terrory¶ci to nosiciele memów, którzy zatracili instynkt samozachowawczy. W tej kategorii mo¿na umie¶ciæ tak¿e mêczenników.
Aniu - spojrz wyzej, na to, co odpowiedzialam inethowi, nie chce sie powtarzac, a jedno z drugim sie wiaze,( on mowi o genach, Ty o memach).
|
|
| | | |  | | Anna S³ota | > Aniu - spojrz wyzej, na to, co odpowiedzialam inethowi, nie chce sie powtarzac, a jedno z drugim sie wiaze,( on mowi o genach, Ty o memach).Wiêc odpowiem na to co napisa³a¶ powy¿ej: > Dobrze, slyszalam o tym, ale komu, (czemu) zalezy na tym, abysmy ten gen posiadali ?Nikomu! Czy musi byæ kto¶ komu zale¿y na takich a nie innych naszych genach? Kto¶ kto ka¿demu cz³owiekowi zestaw tych genów wybiera i okre¶la? Natomiast je¶li Twoje pytanie zastosowaæ do mojej wypowiedzi, to owszem, na rozpowszechnianiu siê memów zale¿y g³ownie osobom, które mog± czerpaæ z tego korzy¶ci, chocia¿ oczywi¶cie wcale nie musz± tego nazywaæ memami. > osobiscie czuje sie szczesciara, ze naleze do stada ludzi, a nie np.krow.To co napisa³a¶ niektórzy nazywaj± szowinizmem gatunkowym
|
|
| | | | |  | | gooa (746 points) |
> Nikomu! Czy musi byæ kto¶ komu zale¿y na takich a nie innych naszych genach? Kto¶ kto ka¿demu cz³owiekowi zestaw tych genów wybiera i okre¶la?Chodzi mi o przyczyne i dazenie. Ale dalsza dyskusja nie pasuje do tematu tego watku. > Natomiast je¶li Twoje pytanie zastosowaæ do mojej wypowiedzi, to owszem, na rozpowszechnianiu siê memów zale¿y g³ownie osobom, które mog± czerpaæ z tego korzy¶ci, chocia¿ oczywi¶cie wcale nie musz± tego nazywaæ memami.Oprocz mozliwosci czerpania korzysci, mamy mozliwosc wyboru. > > osobiscie czuje sie szczesciara, ze naleze do stada ludzi, a nie np.krow.> To co napisa³a¶ niektórzy nazywaj± szowinizmem gatunkowym  Dlaczego az tak ? Mam sie wstydzic tego, ze doceniam fakt, iz jestem czlowiekiem ? Nie przesadzajmy, Aniu... Ps. Pajaki zabijam w obronie wlasnej.
|
|
| | | | | |  | | Anna S³ota | > Chodzi mi o przyczyne i dazenie.Brak przyczyny jest wykluczony? > Ale dalsza dyskusja nie pasuje do tematu tego watku.Jak sobie ¿yczysz... > Oprocz mozliwosci czerpania korzysci, mamy wyborPytanie dlaczego tak wielu nie chce z tego korzystaæ? Ze starchu? Z wygody? Albo nie czuj± takiej potrzeby... > Nie przesadzajmy, Aniu...a zauwa¿y³a¶ w mojej wypowiedzi s³owo "niektórzy" i znaczek "  "?
|
|
| | | | | | |  | | gooa (746 points) |
> Brak przyczyny jest wykluczony?Nie wiem, zastanawiam sie tylko, po nitce do klebka, gzies ten klebek sie zaczyna (przynajmnie ten od nitki). > > Ale dalsza dyskusja nie pasuje do tematu tego watku.> Jak sobie ¿yczysz..To nie ja sobie tak zycze, ale moze sie kiedys spotkamy w jakims watku, ktorego temat bedzie bardziej odpowiadal naszym rozmyslaniom.Tylko, fakt, tego typu watki zaczynane sa czesto przez osoby skrajnie nastawione ( w ta, czy w tamta strone ) i wtedy tez nie ma dyskusji. > > Oprocz mozliwosci czerpania korzysci, mamy wybor> Pytanie dlaczego tak wielu nie chce z tego korzystaæ? Ze starchu? Z wygody? Albo nie czuj± takiej potrzeby...To jedno z zasadniczych pytan zycia. > > Nie przesadzajmy, Aniu...> a zauwa¿y³a¶ w mojej wypowiedzi s³owo "niektórzy" i znaczek " "?A zauwazylas w mojej, ze napisalam nie" przesadzajmy", a nie " (aj)", chcac w ten sposob dac do zrozumienia, ze mozemy sie zapedzic w kozi rog ?
|
|
 | | V0lrath (3440 points) | Du¿o osób daje siê skusiæ na ow± wieczno¶æ. Moim zdaniem wieczno¶ci nie bêdzie - nie zanosi siê na to. A nawet je¶li to nie wiem teraz tego, mam blisko zerow± pewno¶æ, wiêc wolê jak najlepiej i zgodnie z w³asn± wol±, sumieniem i zasadami wykorzystaæ ¿ycie.  Nie potrzebne mi religie, ich zasady (szczególnie, ¿e nie mam 100% takich samych) i w±tpliwe obietnice w zamian za oddanie (a w szczególno¶ci oddanie systemowi religijnemu - tak¿e finansowe). Wolê ¿yæ zgodnie z w³asn± wol±. Przynajmniej je¶li sprawdz± siê przepowiednie np. z wierzeñ egipskich i trafimy przed Maata i Anubisa to nie bêdê narzeka³ i ¿ali³ siê ksiê¿om, ¿e siê mylili.  Poza tym za du¿o wiem by uwierzyæ jakiejkolwiek religii - nie wspominaj±c ju¿ o mojej sk³onno¶ci do nie przyjmowania niczego na sam± tylko wiarê - bez potwierdzenia.  Zreszt± czym jest wieczno¶æ wobec jednej chwili szczê¶cia i mi³o¶ci tu na Ziemi?
|
|
|  | | Teresa | > Poza tym za du¿o wiem by uwierzyæ jakiejkolwiek religii - nie wspominaj±c ju¿ o mojej sk³onno¶ci do nie przyjmowania niczego na sam± tylko wiarê - bez potwierdzenia.  > Zreszt± czym jest wieczno¶æ wobec jednej chwili szczê¶cia i mi³o¶ci tu na Ziemi?  > My¶la³am nad tym, co napisa³e¶  . No w³a¶nie pytanie brzmi czym siê kierowaæ w ¿yciu ¿eby byæ szczê¶liwym, ¿eby mieæ poczucie sensu ¿ycia?? Czy poczuciem przyjemno¶ci czy czym¶ innym? Wg mnie w nas samych, tj. w naszej naturze jest zaszyty taki kompas, daj±cy nam precyzyjne znaki oznajmiaj±ce o tym, czy zbli¿amy siê do naszego przeznaczenia. Wydaje mi siê, ¿e nale¿y robiæ to, co sprawia rado¶æ, a nie przyjemno¶æ. Przyjemno¶æ jest podstêpem wymy¶lonym przez matkê naturê do podtrzymania ¿ycia  , jednak nie ona wskazuje w³a¶ciwy kierunek, ku któremu zmierza ¿ycie .... Bo wszêdzie gdzie ma miejsce rado¶æ, obecne jest i tworzenie; im bogatsze tworzenie tym g³êbsza jest rado¶æ.
|
|
| |  | | V0lrath (3440 points) | Z tym siê w pe³ni zgadzam.
|
|
| |  | | ariadna (352 points) |
> Wydaje mi siê, ¿e nale¿y robiæ to, co sprawia rado¶æ, a nie przyjemno¶æ.> Przyjemno¶æ jest podstêpem wymy¶lonym przez matkê naturê do podtrzymania ¿ycia , jednak nie ona wskazuje w³a¶ciwy kierunek, ku któremu zmierza ¿ycie ....Czyli przyjemno¶æ i wszystko, co z ni± zwi±zane: po¿±danie, rozkosz, rozmna¿anie - nie da nam szczê¶cia? ;O Tylko niczym nieskrêpowana RADO¦Æ, np. radosne wielbienie Absolutu  To jedyny cel ¿ycia, sens i przyczyna, tak? Zatem radujmy siê!
|
|
 | | my¶liciel | > >Prawdziwym m³otem na czerownice religii jest> >udowodnienie ze jej cele ( religii ) sa ostatecznie> >RACJONALNE !!!! Pomy¶lcie o tym!  > Witam,> Jako "czarownica religii" dwa s³owa ad hoc. Celem religii jest, jesli tak to mozna uj±æ, po pierwsze: oddanie czci osobie najwy¿szego stwórcy, po drugie: w przypadku chrze¶cijan - zbawienie vel zycie wieczne. ¯adne z dwu powy¿szych nie jest w sensie stricte racjonalne, ergo nie ma m³ota amen.> Pozdrawiam> Pavel Pavel, moje gratulacje ! To jest post - pere³ka. Zwiêz³o¶æ, celno¶æ no i ten bezpretensjonalny dowcip  Biorê go sobie na wzór. Pozdrawiam
|
|
jeyes (2281 points) (banned) | M³ot na czarownice religii. | ¶w.Marku i inni: wszelkie próby pokazania Teresie, ¿e istnienie Boga jest za³o¿eniem niedaj±cym siê ani udowodniæ, ani obaliæ, ¿e istnienie wielu ró¿nych religii stawia pod znakiem zapytania jej przekonanie co do wyj±tkowo¶ci=prawdziwo¶ci katolicyzmu, s± z góry skazane na niepowodzenie. Dla Teresy istnienie Boga nie podlega ¿adnym dyskusjom, bo jest aksomatem, przy czym wszystko (dowolny fakt, dowolna fantazja) interpertowana jest przez ni± jako argument potwierdzaj±cy s³uszno¶æ w/w aksjomatu. Jako ¿ywo przypomina to humorystyczny "Regulamin biurowy": "1)Szef ma zawsze racjê, 2)W sprawach spornych - patrz pkt.1". Wedle Teresy Bóg bêd±c Absolutem (cokolwiek to znaczy!) wymy¶li³, stworzy³ i nastêpnie nakrêci³ mechanizm ¶wiata w jedynie Mu mo¿liwy sposób - doskona³y. Je¶li cz³owiek nie potrafi pogodziæ faktów z teori± (istnienia Boga), to tym gorzej dla... no nie, nie dla faktów (na tyle Teresa nie jest bezmy¶lna, aby im zaprzeczaæ), ale dla... cz³owieka. Cz³owiek - mówi Teresa - ¼le interpretuje fakty i ju¿. Wszelkie porównania z ojcem skazuj±cym swoje dzieci na cierpienie w imiê egoistycznej, ma³ostkowej mi³o¶ci w³asnej nie znajduj± odniesienia wzglêdm Boga (mówi Teresa), bo z za³o¿enia Bóg jest nieskoñczon± mi³o¶ci±, bla, bla, bla. ¶w.Marku i inni - nikt nie przekona Teresy, ¿e jej wierzenia s± wewnêtrznie sprzeczne, oparte na niefalsyfikowalnych teoriach... Teresa u¶miecha siê z mi³o¶ci± czytaj±c wszelkie teksty ujawniaj±ce s³abo¶æ jej przekonañ. Bo Teresa WIE jak jest naprawdê, WIE, ¿e siê nie myli. Sk±d wie? Z faktu istnienia Absolutu
|
|
 | | ¶w.Marek | Odp: M³ot na czarownice religii. | Poniewa¿ zosta³em wywo³any do odpowiedzi, odpowiadam: Mo¿e i jest tak jak mówisz, mo¿e Teresa jak i kilka innych osób, których od dawna nie widzê na forum, przyszli z szalonym zamiarem udowodnienia racjonalnie my¶l±cym ludziom, ¿e ich starania s± beznadziejne, bowiem to brak my¶lenia zagwarantuje im doj¶cie do zrozumienia nurtuj±cych ich problemów. Forum Racjonalisty jest przewidziane dla wszystkich, którzy chc± tutaj wymieniæ pogl±dy. Byæ mo¿e nawet bardziej dla tych, których na racjonalizm z jakich¶ powodów nie staæ. Oni bowiem mog± dostrzec, i¿ istnieje tak¿e inny sposób my¶lenia, bogaty, niczym nie skrêpowany, nie ograniczany zakazami i nakazami jakie ich ograniczaj±. Racjonalizm jest jak ocean, który kruszy ka¿d± ska³ê bezmy¶lno¶ci i nawet je¶li jej nie rozkruszy do koñca, zostawi w niej piêtno swojej potêgi. Nie przekonujê Teresy, aby zrezygnowa³a ze swojego sposobu my¶lenia, bo podobnie jak Ty nie wierzê w to. Pragnê tylko, i wiem ¿e tak siê ju¿ dzieje, aby choæ trochê przejê³a nasz rozumowy sposób wyci±gania wniosków. Nawet gdyby w tej chwili odesz³a od nas, czego nikt jej nie ¿yczy, to i tak bêdzie jej zawsze brakowa³o trze¼wego, nieograniczonego niczym rozprawiania, a w pod¶wiadomo¶ci ju¿ zawsze bêdzie zapala³a siê ¿aróweczka: a mo¿e to nieprawda? Wiara w zabobony i mity mo¿e byæ jak beton lub stal z tytanicznymi fundamentami, ale jest bezbronna jak osesek przed potêg± racjonalnego my¶lenia. Teresa, przebywaj±c w¶ród nas tego nabywa czy chce, czy nie.
___________ Pozdrawiam
|
|
|  | | agnus dei | Gdy widze prawdziwie zazarta dyspute pomiedzy racjonalista a irracjonalista... to za kazdym razem chce mi sie smiac. I chyba nie tylko mi. To jak przyslowiowe juz deliberacje pomiedzy slepym i gluchym na temat muzyki i kolorow... Jedno uwaza, ze lepszy jest rozumny ale malo 'zyciowo' skuteczny 'filozof' - drugie przekonuje, ze o niebo lepszy jest 'pies Pawlowa' wdrukowanych odruchow. I ktoz ma racje?  Jakze mogliby sie zdziwic ( chyba jednak irracjonalista bardziej ) gdyby sie okazalo, ze jest to spor wylacznie o metode, a nie o meritum. No bo wezmy prosty przyklad: dlaczego matka karmi dziecko? Racjonalista powie, ze bo to tez czlowiek, maly na dodatek, ze jest jej czescia, ze duzo w niego zainwestowala i bedzie jej ratunkiem na starosc. Irracjonalista zas bez wahania zakrzyknie: z czystej milosci go karmi!! I ilez jeden i drugi ma racji... Toz to tylko metoda sie od siebie roznia. Niczym wiecej... Rozstrzygnac trzeba tylko kwestie: czy lepiej hodowac koslawych 'filozofow' ale zdolnych do zycia w roznych srodowiskach czy raczej skutecznych 'odruchowcow' jednak nie umiejacych sobie radzic gdy braknie im schematow... ?
|
|
| |  | | ¶w.Marek | Byæ mo¿e jest to dla Ciebie powód do ¶miechu, jednak jak ka¿dy poszukuj±cy tematu wy³±cznie do ¶miechu, zbyt pospieszy³e¶ siê z klasyfikacj±. Bo nie jest to spór racjonalisty z irracjonalist±, i nie o metodê. U¿ywaj±c kolorystyki Twojego przyk³adu, nie dostrzeg³e¶, ¿e matka wprawdzie karmi dziecko, ale trucizn±. Nie jest to wiêc mowa o metodzie samego karmienia, a o czym¶ istotniejszym. Baw siê dobrze.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | agnus dei | Lubie sie smiac. Kazdy powod jest dobry. To zdrowe zajecie. Matka karmi dziecko pokarmem. Pytalem dlaczego to robi, jaka ma motywacje. W jaki sposob siebie motywuje do tego dla siebie samej uciazliwego gestu. I racjonalnie i irracjonalnie powod jest ten sam - inaczej nazwany, zwerbalizowany, postrzegany czy w koncu odczuwany, ale ten sam. Racjonalnie biorac to chec przetrwania w sobie i w dziecku, irracjonalnie ( na sposob religijny ) to samo tylko tu to nazywa sie miloscia. Dlatego nie widze roznicy sensu stricto miedzy jednym sposobem myslenia a drugim. Roznice widze w ilosci stopni swobody w obu metodach. Z oczywista przewaga dla racjonalizmu. Zapoczatkowalem temat. Bo chcialem sprowokowac do pomyslenia o tym, ze duchowni w istocie rzeczy sa racjonalistami ( kilku znalem ), juz ich krotkie czesto powtarzane twierdzenie: ' ze bez boga sie przeciez nie da... ' wiele mowi... Czyz nie? Czyz nie jest to racjonalne podejscie do racjonalnego tematu ( budowania 'szczesliwego' spoleczenstwa itd )... ale z irracjonalna metoda???  ... a jesli ktos lubi byc ' psem Pawlowa' a moze raczej 'psem ksiezy' to jego sprawa... Tak mi sie wydaje. Wolnosc jest podobno... na razie... i tu jest problem zasadniczy - ze ksiezulkowie i ich 'psy' chcieliby wszystkich wkolo 'uszczesliwiac' na swoj sposob! Oni nie chca dostrzegac swoich ulomnosci a roznorodnosc przeszkadza im w ich wymarzonym zyciu prostaka kierowanego zakodowanymi w podswiadomosci schematami. Mam racje?
|
|
| | | |  | | ¶w.Marek | > Mam racje? Masz.  Bojê siê tylko, z czysto ludzkiego punktu widzenia, ¿eby¶my nie zaczêli szermowaæ metodami tych, którym zarzucamy te wszystkie okropno¶ci i tak ich mieszamy z b³otem braku logiki, a nawet my¶lenia. Funkcjonariusze ko¶cielni to normalni ludzie. Taki sobie obrali zawód, czêsto wbrew w³asnej woli. Gdy zostali ju¿ kap³anami, musz± jako¶ broniæ swojego zawodu, jako¶ siê w nim uwiarygodniæ. Nie musi odobaæ siê wszystkim istota ich pracy podobnie, jak kanalarzowi nie musz± pachnieæ fekalia, ale i kanalarz bêdzie z po¶wiêceniem broni³ swoich ¶cieków, i ksi±dz tego co g³osi, inaczej obaj bêd± szukali chleba po ¶mietnikch. Tradycyjnie tedy racjonali¶ci i inni innowiercy bêd± przez nich potêpiani w czambu³, dla zasady, bo ich brednie nie do obrony, musz± chocia¿ mieæ jakie¶ ideologiczne uzasadnienie. Na Ko¶ció³ i wszystkie religie jest tylko jeden mo¿liwy sposób: wiedza i wykszta³cenie, oraz zno¶ne warunki bytowania. Wszêdzie gdzie brakuje tych dwóch elementów, natychmiast zaczyna siê dominacja czarnej, nomen omen, strony ludzkiego ¿ycia. Je¶li kto¶ mówi, ¿e to jest zagro¿enie, to ma racjê, ale tym siê od ludzi Ko¶cio³a powinni¶y ró¿niæ, ¿e u¿ywaj±c rozumu musimy w nich widzieæ ludzi potrzebuj±cych pomocy i udzielaæ im jej stosuj±c racjonalne argumenty. A nie zawsze tak jest, niestety... ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | MaLk__ | Kurs racjonalnego wnioskowania:
Teza: >Na Ko¶ció³ i wszystkie religie jest tylko jeden mo¿liwy sposób: wiedza i wykszta³cenie, oraz zno¶ne warunki bytowania.
Istnieje korelacja miêdzy stopniem wiedzy i wykszta³cenia oraz zno¶nych warunków bytowania a stopniem wiary w religie - im wiêcej pierwszego, tym mniej drugiego.
Implikacja: je¶li wiedza i wykszta³cenie oraz zno¶ne warunki bytowania /p/ to brak religii /q/.
Empiryczny przyk³ad:
Stany Zjednoczone Ameryki Pó³nocnej - spo³eczeñstwo przoduj±ce pod wzglêdem wiedzy, wykszta³cenia i warunków bytowania + spo³eczeñstwo mocno religijne.
p=1 q=0
Wnioski:
Mo¿e ¶w. Marek sam dokoñczy?
|
|
| | | | | |  | | ¶w.Marek | > Mo¿e ¶w. Marek sam dokoñczy? ¶w.Marek niczego nie potrzebuje dokoñczaæ, bo Twoje zabawne wyst±pienie jest potwierdzeniem. Nie odczuwa potrzeby potwierdzania w³asnych stwierdzeñ.  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | MaLk__ | > ¶w.Marek niczego nie potrzebuje dokoñczaæ, bo Twoje zabawne wyst±pienie jest potwierdzeniem. Nie odczuwa potrzeby potwierdzania w³asnych stwierdzeñ.  To ja Ci pomogê: p=1 q=0 p=>q=0 Poniewa¿ istnieje przyk³ad falsyfikuj±cy przedstawion± przez Ciebie zale¿no¶æ miêdzy wiedz± i wykszta³ceniem a brakiem religii Twoja teoria jest nieprawdziwa. Chyba ¿e masz zamiar "racjonalnie" nie uznaæ logiki formalnej...
|
|
| | | | | | | |  | | webmaster | >Stany Zjednoczone Ameryki Pó³nocnej - spo³eczeñstwo przoduj±ce pod wzglêdem wiedzy, wykszta³cenia i warunków bytowania + spo³eczeñstwo mocno religijne. Teza absurdalna. Przodowanie wynika z drena¿u umys³ów (¶wiata) i m±drego selekcjonowania najzdolniejszych. (Znam osobê ucz±c± siê dobrze, która w stanach ucz±c siê w, b±d¼ co b±d¼, obcym jêzyku, okaza³± siê najlepsza w szkole i to bynajmniej nie by³a byle jaka szko³a) Mocna religijno¶æ?.. Zupe³nie inna ni¿ u nas, to raczej pe³ne spektrum religijno¶ci. Pewnie wiele mo¿na powiedzieæ na ten temat, ale nie to, ¿e przeciêtny amerykanin to g³êboko wierz±cy inteligent..
|
|
| | | | | | | | |  | | MaLk__ | >Teza absurdalna. Przodowanie wynika z drena¿u umys³ów (¶wiata) i m±drego selekcjonowania najzdolniejszych.
Fakt jest faktem - spo³eczeñstwo USA jesli nawet uznaliby¶my, ¿e nie ma najwy¿ej na ¶wiecie rozwiniêtych nauk przyrodniczych (bo przecie¿ nauki humanistyczne nie stanowi± nauki sensu stricto) to znajduje siê przynajmniej w górnych rejonach. Zaprzeczysz temu?
Na tym etapie dyskusji nie ma ¿adnego znaczenia sk±d siê bior± owi "najzdolniejsi", liczy siê sam fakt, ¿e s± w USA. Z drugiej strony, gdyby teza ¶w. Marka by³a prawdziwa, nale¿a³oby stwierdziæ, ¿e wraz z nap³ywem tych najzdolniejszych religia powinna w USA traciæ na popularno¶ci (proces "drena¿u" trwa ju¿ dziesi±tki lat, wystarczaj±co du¿o, ¿eby takiezale¿no¶ci powsta³y), tymczasem jako¶ nie s³ychaæ o upadku religijno¶ci w tym kraju.
>(Znam osobê ucz±c± siê dobrze, która w stanach ucz±c siê w, b±d¼ co b±d¼, obcym jêzyku, okaza³± siê najlepsza w szkole i to bynajmniej nie by³a byle jaka szko³a)
Ja znam kilku takich Polaków w Stanach i we Francji. Tylko ¿e - po pierwsze, to poszczególne osoby a my rozmawiamy o spo³eczeñstwie jako ca³o¶ci, - po drugie, zak³adaj±c, ¿e mówisz o Polakach, pochodz± oni przecie¿ z kraju o ni¿szym poziomie wiedzy i wykszta³cenia oraz bogactwa, czyli od drugiej strony obalasz teoriê ¶w. Marka...
>Mocna religijno¶æ?.. Zupe³nie inna ni¿ u nas, to raczej pe³ne spektrum religijno¶ci.
Pe³ne czy niepe³ne spektrum, taka samo jak u nas czy inna religijno¶æ, zaprzeczysz religijno¶ci Amerykanów czy nie?
Je¶li tak - to poproszê o dowody. Jesli nie - po co to rozró¿nienie, skoro tak czy inaczej mamy do czynienia z religi±?
>Pewnie wiele mo¿na powiedzieæ na ten temat, ale nie to, ¿e przeciêtny amerykanin to g³êboko wierz±cy inteligent.
A mozna powiedzieæ, ¿e przeciêtny mieszkaniec kraju "wiedz± i wykszta³ceniem oraz bogactwem p³yn±cym" jest niewierz±cym inteligentem?
Na podstawie jakich za³o¿eñ i kryterium mamy wiêc weryfikowaæ teoriê ¶w. Marka?
|
|
| | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | > to znajduje siê przynajmniej w górnych rejonach. Zaprzeczysz temu? A niby po co? Wiele krajów mo¿na do tej ma³ej grupy zaliczyæ, np. ateistyczne Wielk± Brytaniê czy Japoniê. Kitajce te¿ wys³ali cz³owieka w kosmos, o Francji nie wspomnê. Twoja teza jest absurdalna choæby dlatego, ¿e nie ma na ¶wiecie kraju "wiedz± i wykszta³ceniem oraz bogactwem p³yn±cym". Po prostu nie ma. Marek postawi³ tezê dotycz±c± ludzi w ogóle, a nie krajów czy spo³eczeñstw, ty j± obróci³e¶ w absurd. Teza dotyczy³a wiec ludzi "wiedz± i wykszta³ceniem oraz bogactwem p³yn±cych", o ile siê nie mylê.
>- po drugie, zak³adaj±c, ¿e mówisz o Polakach, pochodz± oni przecie¿ z kraju o ni¿szym poziomie wiedzy i wykszta³cenia oraz bogactwa, czyli od drugiej strony obalasz teoriê ¶w. Marka... Chyba tylko dla ciebie co¶ obalam, bo to dok³adnie potwierdza jego tezê. Jedno z najbiedniejszych spo³eczeñstw w Europie - najbardziej religijne (a nak³ady na naukê spadaj±).
|
|
| | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 points) | B³agam, nie ka¿ mi umieraæ ze ¶miechu. Ja wiem, ¿e zacz±³ ¶wiêty Marek swoim byæ mo¿e nieprecyzyjnym, poddaj±cym siê do¶æ dowolnej interpretacji stwierdzeniem, ale to jednak Ty sprowadzi³e¶ jego twierdzenia do postaci komicznej. Te b³êdy logiczne maj± pewnie jak±¶ ³adn± nazwê (np. 'appeal to authority' czy inne pars pro toto), ale o to mo¿esz spytaæ JL  . Pomijam ju¿ to, wyzieraj±ce z ka¿dej 'dziury' w rozumowaniu, zapatrzenie w Stany Zjednoczone - ostatni± deskê ratunku religiantów - ale zechciej przyj±æ do wiadomo¶ci kilka wa¿nych faktów. Najsampierw ten, i¿ nie ma monolitycznych spo³eczeñstw, a ju¿ Stany Zjednoczone s± przyk³adem chyba najbardziej drastycznych ró¿nic w poziomie (i stylu) ¿ycia i wykszta³cenia po¶ród pañstw wysoko rozwiniêtych. Jest to naprawdê jedno z najbardziej zró¿nicowanych spo³eczeñstw. Mówienie wiêc o najbardziej rozwiniêtym i zaawansowanym naukowo, a przy tym bardzo religijnym spo³eczeñstwie nie ma sensu. Nie jestem pewien czy to w tym serwisie, czy gdzie indziej czyta³em dane o tym, i¿ po¶ród osób wykszta³conych, a zw³aszcza naukowców, tendencja, o której wspomnia³ ¶wiêty Marek, daje siê zaobserwowaæ równie¿ w Stanach Zjednoczonych. Nic tu nie pomog± wybiegi zmierzaj±ce do homogenizacji i zbiorczego traktowania badanej grupy a nastêpnie przypisania jej wielce pozytywnych cech (vide nonsensowny komentarz o tym, i¿ 'rozmawiamy o spo³eczeñstwie jako ca³o¶ci a nie o poszczególnych jednostkach'). Rzeczywisto¶æ ma siê bowiem inaczej: (mówi±c najpro¶ciej) inni ludzie s± odpowiedzialni za postêp technologiczny i naukowy, a zupe³nie inni s± g³êboko religijni. A wszystko to w ramach spo³eczeñstwa najbardziej zaskakuj±cych kontrastów, daj±cych materia³ do 'udowadniania' dos³ownie niemal dowolnych twierdzeñ. Uzupe³nienie tych obserwacji mo¿e stanowiæ inne spostrze¿enie - odnosz±ce siê do wysoce egalitarnych [a wiêc o niskim wspó³czynniku ubóstwa], i ma³o religijnych spo³eczeñstw niektórych innych pañstw wysoko rozwiniêtych. Otó¿ tam w wiêkszym stopniu ni¿ w USA mamy do czynienia z powszechnym dostêpem do wy¿szego wykszta³cenia (a ¶redniej nie zawy¿aj± kreacjonistyczne i religianckie uniwersytety) i tam równie¿ mo¿na zaobserwowaæ najsilniejszy postêp laicyzacji i ateizacji spo³eczeñstw.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Pozwólcie, ¿e odpowiem zbiorczo, ¿eby nie tworzyæ trzech w±tków, bo potem znowu kto¶ mi zarzuci, ¿e akurat w odpowiedzi do niego nie wyrazi³em siê do¶æ jasno. 1. Kwestia spo³eczeñstwa i indywidualnych osób Mohawk - nie jestem pewien czy to ja "¼le" zrozumia³em teoriê ¶w. Marka stosuj±c j± do spo³eczeñstw zamiast do jednostek. Moim zdaniem to rozpatrywanie zbiorowej instytucji Ko¶cio³a i zbiorowych wierzeñ (religii) z jednej strony a jednostki z drugiej jest moim zdaniem bez sensu. Przecie¿ widaæ wyra¼nie, ¿e teoria ¶w. Marka dotyczy zbiorowo¶ci. Tak czy siak ja akurat omawiam w tej chwili trafno¶æ tej teorii w odniesieniu do zbiorowo¶ci i podajê przyk³ady falsyfikuj±ce t± teoriê. Odpowiedz czy zgadzasz siê z tym, ¿e w przypadku spo³eczeñstw ta teoria jest b³êdna, zakoñczmy to zagadnienie to bêdziemy mogli spokojnie przej¶æ do analizy tej teorii na gruncie indywidualnym i nie bêdê od takiej dyskusji ucieka³ (oczywi¶cie uwzglêdniaj±c przerwê ¶wi±teczn±). 2. Kwestia homogeniczno¶ci spo³eczeñstwa amerykañskiego. Jeyes i Mohawk - zacznijmy od tego, czy mieszkañców Stanów Zjednoczonych mo¿emy nazwaæ spo³eczeñstwem. Jako¶ nie widzê ku temu przeciwskazañ. Zacznijmy od definicji, spo³eczeñstwo, to ogó³ ludzi pozostaj±cych we wzajemnych stosunkach, wynikaj±cych z ich udzia³u w procesach produkcyjnych i w ¿yciu kulturalnym; ogó³ obywateli danego kraju, okrêgu, miasta itp ( sjp.pwn.pl) wiêc nie ma najmniejszego problemu, ¿eby zastosowaæ to pojêcie do ogó³u obywateli Stanów Zjednoczonych. Po drugie, to, ¿e jaka¶ zbiorowo¶æ jest mniej lub bardziej heterogeniczna nie znaczy, ¿e nie mo¿e zostaæ nazwana spo³eczeñstwem. Socjologia wyró¿nia ró¿ne typy spo³eczeñstw i nie wymaga budowania wspólnoty wokó³ warto¶ci takich jak naród czy wyznanie, bo to tylko jedne z mo¿liwo¶ci. W przypadku USA spo³eczeñstwo zbudowane jest w oparciu o wspóln± i bardzo siln± wiê¼ to¿samo¶ci pañstwowej i lojalno¶ci pañstwowej. Tego, ¿e Amerykanie stanowi± specyficzny "naród", powsta³y w wyniku ruchów imigracyjno-osiedleñczych nie trzeba specjalnie t³umaczyæ, ale przecie¿ s± jednym z najbardziej patriotycznie nastawionych spo³eczeñstw ¶wiata. Za T. Palecznym przytoczê tutaj elementy wiêzi ³±cz±cych Amerykanów i tworz±cych z nich pe³noprawne spo³eczeñstwo: - ¶wiadomo¶æ uczestnictwa w sprawowaniu w³adzy, - podporz±dkowanie siê systemowi przepisów, norm i praw wewn±trzpañstwowych, - poczucie koherencji interesów narodowych i pañstwowych, - przywi±zanie do tradycji pañstwowych i poszanowanie dla jego symboli. Na tej podstawie równie¿ tworzy siê wzglêdnie homogeniczny system wspólnych warto¶ci i spo³eczeñstwo. Jak widaæ dane pañstwo nie musi byæ pañstwem narodowym czy homogenicznym kulturowo, ¿eby jego obywateli mo¿na by³o uznaæ za spo³eczeñstwo. Podobne spo³eczeñstwa funkcjonuj± np. w Kanadzie, Australii czy w pañstwach pokolonialnych. Wasze rozumienie spo³eczeñstwa wykluczy³oby stosowanie tych pojêæ do tych pañstwa a tak¿e np. do RFN czy Francji (coraz wiêkszy odsetek odrêbnych kulturowo imigrantów, którzy na dodatek, w przeciwieñstwie do USA, nie chc± siêuto¿samiaæ z pañstwem). Krótko mówi±c, Amerykanie czuj± siê wspólnot±, s± z tego dumni, niejako sami chc± byæ narodem i dlatego w pe³ni zas³uguj± na miano spo³eczeñstwa. 3. Spo³eczeñstwo amerykañskie jako przoduj±ce pod wzglêdem wiedzy, wykszta³cenia, nauki itd. Jeyes - z przyjemno¶ci± zajmê siê udawadnianiem tej tezy. Zacznijmy od danych statystycznych - zgodnie z raportem OECD ( www.oecd.org/dataoecd/52/41/33668656.xls) w USA istnieje najwy¿szy na ¶wiecie odsetek osób z wy¿szym wykszta³ceniem typu A i badañ naukowych - 29%. Pod wzglêdem ilo¶ci ³±cznej typu A i B - USA zajmuje drugie miejsce (za Kanad±). Je¶li chodzi o odsetek osób z wykszta³ceniem ¶rednim, w zakresie ISCED 3A równie¿ USA reprezentuj± najwiêkszy odsetek na ¶wiecie - 49% (³±cznie ze Szwecj±). Wed³ug raportów PISA ( www.pisa.org skróty takze na www.menis.gov.pl) badaj±cych zdolno¶ci matematyczne i jêzykowe uczniów (chêæ nauki, problemy, ocena stanu wiedzy) wyniki dla USA s± praktycznie zawsze wy¿sze od ¶redniej wszystkich krajów OECD. Swoj± drog± polecam analizê podanych wy¿ej raportów pod k±tem porównania poziomu bogactwa, laicko¶ci i zdolno¶ci dzieci - wyniki mog± byæ dla was zaskakuj±ce. Zostawiaj±c w spokoju dane statystyczne, przejd¼my do opinii na ten temat. Na stronie forumakad.(*)trone_spoleczenstwa_wiedzy.htm dr Krzysztof Paw³owski stwierdza m.in: Najbardziej zaawansowan± grup± w d±¿eniu do spo³eczeñstwa wiedzy jest spo³eczeñstwo amerykañskie, w którym dominuj± postawy przedsiêbiorcze (...) Zwykle w rankingach w danej dziedzinie wiedzy na 25 najlepszych uniwersytetów, 20 do 23 s± to uniwersytety z Ameryki, dwa lub trzy to uniwersytety brytyjskie, a jeden albo dwa - azjatyckie. W zasadzie nie ma w¶ród nich uniwersytetów kontynentalnych, europejskich. (...) W Stanach Zjednoczonych nie ma tytu³u profesora federalnego czy stanowego i nie ma habilitacji, a ca³y postêp ¶wiata w najwa¿niejszych dziedzinach naukowych w gruncie rzeczy dokonuje siê w USA. (...) itd itp. Nie wiem czy mam to jeszcze udawadniaæ dalej, podaj±c analizy poszczególnych odkryæ naukowych, czy te¿ tyle wystarczy? 4. Kraje ateistyczne i religijne w czo³ówce pañstw "wiedzy i bogactwa". Webamster (swoj± drog±, nie wiesz przypadkiem dlaczego ¶w. Marek nie wyrzuci³ Ciê z forum skoro Ty te¿ podpisujesz siê dwoma nickami?  - po pierwsze, to nie wiem czemu twierdzisz, ¿e taka Wielka Brytania jest pañstwem ateistycznym - sprawd¼ sobie na w³asnym serwisie ( www.racjonalista.pl/kk.php/s,3604), z danych tam podanych wynika, ¿e bezwyznaniowcy (nawiasem pisz±c kategoria nierównoznaczna z ateistami) to ca³e 9%, reszta jest wierz±ca. Na tej samej stronie inne wyniki: Z badañ europejskich wynika, ¿e najbardziej zlaicyzowanymi krajami s± pañstwa by³ego bloku wspólnoty socjalistycznej w Europie: Estonia, Czechy, dawna NRD. Potem id± w kolejno¶ci takie pañstwa jak Francja i Holandia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | c.d. Przejrzyjcie sobie te¿ inne statystyki dotycz±ce religijno¶ci: Kraje w których najwiêcej osób przyznaje sie do ateizmu to: Czechy (a¿ 49 procent), Holandia (41 procent), Dania (37 procent), Niemcy (37 procent), Belgia (36 procent) i Szwecja (30 procent). Najbardziej wierz±cymi w Boga s±: Rumuni (96 procent), Turcy (96 procent), Grecy (92 procent), Polacy (90 procent), W³osi i Amerykanie (86 procent), Austriacy i Szwajcarzy (73 procent).( www.ekumen(*)/article/20041229175738652.htm) Czy Szwajcarzy czy Amerykanie bogatsi i wykszta³ceni s± bardziej laiccy od Czechów? My¶lê wiêc, ¿e zgodzicie siê ze mn±, ¿e nie ma wzajemnych zale¿no¶ci na gruncie spo³eczeñstw. W¶ród pañstw wysoko rozwiniêtych s± zarówno te, których spo³eczeñstwa s± laickie, jak i religijne. 5. Uwagi szczegó³owe Webmaster>Chyba tylko dla ciebie co¶ obalam, bo to dok³adnie potwierdza jego tezê. Jedno z najbiedniejszych spo³eczeñstw w Europie - najbardziej religijne (a nak³ady na naukê spadaj±). Ale¿ tak, drogi Webmasterze, podany przez Ciebie przyk³ad obala t± teoriê. Jesli twierdzisz, ¿e mieszkañcy Polski, "jednego z najbiedniejszych i najbardziej religijnych spo³eczeñstw w Europie" posiadaj± wiêksz± wiedzê i wieksze zdolno¶ci od mieszkañców krajów bogatszych i mniej religijnych, to taka teza obala nie tylko ogóln± tezê na gruncie spo³eczeñstw ale i indywidualn±. Bo przecie¿ sprowadza siê to do stwierdzenia, ¿e biedny i religijny jest m±drzejszy od bogatego i niewierz±cego, nieprawda¿? Mohawk>Rzeczywisto¶æ ma siê bowiem inaczej: (mówi±c najpro¶ciej) inni ludzie s± odpowiedzialni za postêp technologiczny i naukowy, a zupe³nie inni s± g³êboko religijni. Jak zapewne zauwa¿y³e¶, Jeyes domaga³ siê ode mnie udowodnienia postawionej tezy. Bêdziesz na tyle mi³y i udowodnisz swoje twierdzenie? Mohawk>Uzupe³nienie tych obserwacji mo¿e stanowiæ inne spostrze¿enie - odnosz±ce siê do wysoce egalitarnych [a wiêc o niskim wspó³czynniku ubóstwa], i ma³o religijnych spo³eczeñstw niektórych innych pañstw wysoko rozwiniêtych. Otó¿ tam w wiêkszym stopniu ni¿ w USA mamy do czynienia z powszechnym dostêpem do wy¿szego wykszta³cenia (a ¶redniej nie zawy¿aj± kreacjonistyczne i religianckie uniwersytety) i tam równie¿ mo¿na zaobserwowaæ najsilniejszy postêp laicyzacji i ateizacji spo³eczeñstw. Po pierwsze - jw. Po drugie - u¿y³e¶ s³owa "niektórych", czyli dopuszczasz istnienie przypadków odmiennych. Ale je¶li s± wyj±tki to nie ma regu³y, z punktu widzenia logiki ca³a teoria jest fa³szywa. Krótko mówi±c, nie mo¿emy twierdziæ, ¿e istnieje zale¿no¶æ, bo gdyby istnia³a, to stale. Wiêc jest to najwy¿ej koincydencja. Po trzecie - rozmawiasz abstrakcyjnie, nie podaj±c ¿adnych przyk³adów. > Stany Zjednoczone s± przyk³adem chyba najbardziej drastycznych ró¿nic w poziomie (i stylu) ¿ycia i wykszta³cenia po¶ród pañstw wysoko rozwiniêtychPo pierwsze - jw. Po drugie - Twoim zdaniem w takiej laickiej Francji nie istniej± podobne ró¿nice w poziomie ¿ycia i wykszta³cenia? Przyjrzyj siê po³o¿eniu imigrantów. Dobra, trochê siê zmêczy³em, koniec na dzisiaj (mam nadziejê, ¿e kto¶ doceni trud w³o¿ony w wyszukanie ¼róde³). Jako ¿e zbli¿aj± siê ¶wiêta Wielkiej Nocy, to przez ten okres raczej komputera w³±cza³ nie bedê - wiêc ewentualna odpowied¼ dopiero pó¼niej. A tymczasem weso³ych ¶wi±t wszystkim i ³ask Bo¿ych, którzy bêd± je obchodziæ, pozosta³ym przyjemnego odpoczynku a ogólnie wsztystkim szczê¶cia i pomy¶lno¶ci.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | webmaster (moderator) | >Jesli twierdzisz, ¿e mieszkañcy Polski, "jednego z najbiedniejszych i najbardziej religijnych spo³eczeñstw w Europie" posiadaj± wiêksz± wiedzê i wieksze zdolno¶ci od mieszkañców krajów bogatszych i mniej religijnych, to taka teza obala nie tylko ogóln± tezê na gruncie spo³eczeñstw ale i indywidualn±. Nic takiego nie twierdzi³em, poda³em tylko przyk³ad na to, ¿e poziom wykszta³cenia amerykanów nie jest a¿ tak du¿y. W tej dyskusji i tak nie ma to ju¿ znaczenia, jak kto¶ zauwa¿y³.
>Bo przecie¿ sprowadza siê to do stwierdzenia, ¿e biedny i religijny jest m±drzejszy od bogatego i niewierz±cego, nieprawda¿? Najwy¿ej biedniejszy religijny od bogatego religijnego i nie m±drzejszy ale zdolniejszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 points) | 1. Twierdzenie ¶wiêtego Marka daje pole do ró¿norodnych interpretacji, du¿o jednak w moim przekonaniu ryzykujesz usi³uj±c forsowaæ w³asne rozumienie. I wydaje mi siê, ¿e nie chodzi tu o kwestiê stosowania go do jednostek b±d¼ spo³eczeñstw, lecz o bezsensowne próby traktowania go jako niemal deterministycznego, naukowego twierdzenia. Ja raczej sk³onny by³bym widzieæ w nim opis wyra¼nie zaznaczaj±cej siê w empirycznych obserwacjach tendencji w grupach spe³niaj±cych okre¶lone kryteria. Tak wyra¼na korelacja sugeruje istnienie pewnej zale¿no¶ci przyczynowo-skutkowej, której mechanizm mo¿na próbowaæ wyja¶niaæ na ró¿ne sposoby (mo¿na te¿ wyja¶niaæ odstêpstwa od tej zale¿no¶ci).
Odpowiadaj±c na Twoje pytanie móg³bym napisaæ, i¿ jest to twierdzenie nieprawdziwe je¶li traktowaæ je jako odnosz±ce siê do traktowanego zbiorczo obiektu pt. "spo³eczeñstwo amerykañskie". Obawiam siê jednak, ¿e podobny los sta³by siê udzia³em dowolnego twierdzenia, które ro¶ci³oby sobie pretensje do mówienia o wszystkich cz³onkach jakiegokolwiek spo³eczeñstwa. Musia³bym wiêc poprzestaæ na ma³o odkrywczym stwierdzeniu, i¿ nadmierne uogólnienia s± prawie zawsze fa³szywe.
Wywody o zbiorowych wierzeniach i ko¶cio³ach oraz o jednostkach pozostawiê bez komentarza jako w najlepszym razie mêtne i nie tycz±ce siê mojej wypowiedzi [wiem, ¿e odpowiada³e¶ zbiorczo, wiêc niech odpowiada ten, do którego wypowiedzi siê ten fragment odnosi].
2. Kwestia homogeniczno¶ci - tak jak j± potraktowa³e¶ - równie¿ w ma³ym stopniu tyczy siê mojej wypowiedzi. Akceptuj±c przyjêt± konwencjê odpowiedzi zbiorczej nie mogê zgodziæ siê na jej myl±ce 'olejbelowanie'. Piszesz bowiem: "Jeyes i Mohawk", a odnosisz siê tylko do wypowiedzi jeyesa. Tak wiêc co do meritum tej czê¶ci winien wypowiedzieæ siê jeyes. Ja od siebie dodam tylko tyle, i¿ to jest zagadnienie ma³o istotne i zacieraj±ce mój punkt widzenia. Albowiem nie jest [dla mnie] istotne, czy nazwiemy grupê osób zamieszkuj±c± obszar USA spo³eczeñstwem czy nie, istotne jest tylko to, ¿e z punktu widzenia rozpatrywanych kryteriów nie mo¿e byæ ona traktowana zbiorczo. Ka¿de bowiem twierdzenie odnosz±ce siê do ca³ej tej grupy prawie na pewno oka¿e siê fa³szywe.
3. Znowu kul± w p³ot - odnoszenie znakomitych wyników amerykañskiej nauki na ca³e spo³eczeñstwo. Skoro¶ w³o¿y³ tyle podziwu godnego wysi³ku (którego, obawiam siê nie zdo³am odwzajemniæ) w wyszukanie tych wszystkich danych, czemu nie poszuka³e¶ danych na temat religijno¶ci amerykañskich naukowców. Czy wierzysz, ¿e w tak sklerykalizowanym kraju jak Polska naukowcy s± w wiêkszo¶ci ateistami [o czym, zdaje siê, by³a mowa na Racjonali¶cie], natomiast w USA z konstytucyjnym rozdzia³em pañstwa i ko¶cio³ów zale¿no¶æ ta mia³aby siê przedstawiaæ inaczej?
4. Wielka Brytania: trudno na podstawie wska¼nika udzia³u ateistów w ca³ej populacji formu³owaæ twierdzenie, i¿ mamy do czynienia z religijnym spo³eczeñstwem. Porozmawiaj na ten temat z dowolnym Anglikiem (ja rozmawia³em wielokrotnie) i prawie ka¿dy powie Ci, ¿e ko¶cio³y ¶wiec± pustkami w Zjednoczonym Królestwie. Brytyjczycy s± 'wierz±cy' do¶æ konwencjonalnie i raczej powierzchownie.
W dalszej czê¶ci punktu kolejne nieuprawnione uogólnienia.
5. Uwagi szczegó³owe: Nie przedstawiê danych na temat korelacji wykszta³cenia i religijno¶ci w USA, gdy¿ nie pamiêtam gdzie o tym czyta³em. Pamiêtam jednak, ¿e czyta³em. Kajam siê w najwy¿szym stopniu za brak odruchu dyskursywnego.
Co do 'niektórych' - chodzi³o mi o to, ¿e nie wszystkie pañstwa wysoko rozwiniête realizuj± model egalitarystyczny. Co za¶ siê tyczy logiki i koincydencji - ja od pocz±tku nie twierdzi³em, ¿e mamy do czynienia ze ¶cis³±, deterministyczn± zale¿no¶ci± logiczn±. Ale owej korelacji nie mo¿esz zaprzeczyæ i nie mo¿esz jej zlekcewa¿yæ. Nic tu nie da prê¿enie musku³ów, kiedy widaæ, ¿e król jest nagi. Nawet ko¶ció³ sam zauwa¿a problem i mówi o 'nowej' ewangelizacji krajów zachodniej Europy.
Je¶li chodzi o "Francjê & USA" to ¿adnego z tych spo³eczeñstw nie jestem sk³onny traktowaæ jako monolitu i wyrokowaæ o w³a¶ciwo¶ciach wszystkich cz³onków tych spo³eczeñstw.
Mo¿e trochê chaotycznie, ale mam nadziejê, ¿e da siê zrozumieæ.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Znowu zbiorczo, acz krócej - jestem trochê zajêty. Mohawk> 1. Twierdzenie ¶wiêtego Marka daje pole do ró¿norodnych interpretacji (...) I wydaje mi siê, ¿e nie chodzi tu o kwestiê stosowania go do jednostek b±d¼ spo³eczeñstw, lecz o bezsensowne próby traktowania go jako niemal deterministycznego, naukowego twierdzenia.No w³a¶nie. Jak zapewne zauwa¿y³e¶, mój post otwieraj±cy by³ oznaczony tytu³em "kurs racjonalnego wnioskowania". Dostosowuj±c siê do profilu strony przeprowadzi³em logiczn± analizê postawionej przez ¶w. Marka tezy (racjonali¶ci nie powinni mi tego chyba zarzucaæ). Wysz³o na to, ¿e teza ta jest pod tym k±tem fa³szywa. Warto wiêc o tym pamiêtaæ, drodzy racjonali¶ci, ¿e nie wszystko o czym piszecie jest racjonalne. Mo¿na siê czepiaæ religii "udawadniaj±c" jej irracjonalno¶æ, ale mo¿na siê czepiaæ równie¿ tego, co sami g³osicie. ¦wiat nie sk³ada siê tylko z teorii, które daj± siê racjonalnie weryfikowaæ. Np. Jeyes zarzuci³ Teresie, ¿e jej wiara jest absolutnie odporna na logikê i racjonalno¶æ - czemu ja wiêc nie mogê zarzuciæ ¶w. Markowi, ¿e jego teza równie¿ z punktu widzenia logiki i racjonalno¶ci jest nieprawdziwa? > Ja raczej sk³onny by³bym widzieæ w nim opis wyra¼nie zaznaczaj±cej siê w empirycznych obserwacjach tendencji w grupach spe³niaj±cych okre¶lone kryteria. Tak wyra¼na korelacja sugeruje istnienie pewnej zale¿no¶ci przyczynowo-skutkowej, której mechanizm mo¿na próbowaæ wyja¶niaæ na ró¿ne sposoby (mo¿na te¿ wyja¶niaæ odstêpstwa od tej zale¿no¶ci).Z racjonalnego punktu widzenia to zale¿no¶æ albo istnieje, albo nie. Nie ma czego¶ takiego jak zale¿no¶æ i jednoczesne odstêpstwa. Dowody empiryczne mog± zale¿no¶æ potwierdzaæ lub zaprzeczaæ, z tym, ¿e wystarczy jeden, aby ca³± zale¿no¶æ obaliæ. Je¶li wiêc mam jeden przyk³ad neguj±cy, to nie mogê "sugerowaæ" istnienia zale¿no¶ci, bo jest to nieracjonalne i nieuczciwe - no i nara¿a siê w³a¶nie na to, ¿e taka "próba wyja¶nienia" zostanie obalona przeciwdowodem. > Odpowiadaj±c na Twoje pytanie móg³bym napisaæ, i¿ jest to twierdzenie nieprawdziwe je¶li traktowaæ je jako odnosz±ce siê do traktowanego zbiorczo obiektu pt. "spo³eczeñstwo amerykañskie".Czyli równocze¶nie nieprawdziwe w stosunku do traktowanego zbiorczo obiektu pt. "spo³eczeñstwo", nie ma co siê "obawiaæ" tego stwierdzenia  . > Musia³bym wiêc poprzestaæ na ma³o odkrywczym stwierdzeniu, i¿ nadmierne uogólnienia s± prawie zawsze fa³szywe.Kilka linijek wy¿ej podnios³e¶, ¿e mo¿na je stosowaæ do "grup spe³niaj±cych okre¶lone kryteria". Czyli jednak dopuszczasz jakie¶ uogólnienie - pytanie brzmi jakie? Z góry zastrzegam, ¿e odrzucam uogólnienie wed³ug kryterium wiary, bo wyjdzie nam idem per idem. > Wywody o zbiorowych wierzeniach i ko¶cio³ach oraz o jednostkach pozostawiê bez komentarza jako w najlepszym razie mêtne i nie tycz±ce siê mojej wypowiedzi(...)Cz³owiek z³o¶liwy napisa³by, ¿e pozostawi wywody o bli¿ej nieokre¶lonych grupach wyró¿nianych wed³ug bli¿ej nieokre¶lonych kryteriów i mêtne t³umaczenia o ró¿nicy miêdzy zale¿no¶ciami naukowymi a obserwowalnymi tendencjami sugeruj±cymi zale¿no¶ci bez komentarza  Dobrze, ¿e nie jestem z³o¶liwy  > 2. (...)Ja od siebie dodam tylko tyle, i¿ to jest zagadnienie ma³o istotne i zacieraj±ce mój punkt widzenia. Albowiem nie jest [dla mnie] istotne, czy nazwiemy grupê osób zamieszkuj±c± obszar USA spo³eczeñstwem czy nie, istotne jest tylko to, ¿e z punktu widzenia rozpatrywanych kryteriów nie mo¿e byæ ona traktowana zbiorczo.Powtórzê wiêc pytanie, wed³ug jakich kryterium wyró¿nimy te grupy, jakiej bed± wielko¶ci - no i kto ma podaæ dowody? > Skoro¶ w³o¿y³ tyle podziwu godnego wysi³ku (którego, obawiam siê nie zdo³am odwzajemniæ) w wyszukanie tych wszystkich danych, czemu nie poszuka³e¶ danych na temat religijno¶ci amerykañskich naukowców.Bo mi siê ju¿ nie chcia³o. I tak zrobi³em wiêcej ni¿ wszyscy tutejsi zwolennicy tezy ¶w. Marka razem wziêci. Udawadnia³em swoj± tezê. Tyle tylko, ze kiedy ja co¶ napiszê, to zarzucacie mi brak dowodów - ale od siebie tego nie wymagacie. To nieuczciwy sposób podej¶cia do dyskusji. > Czy wierzysz, ¿e w tak sklerykalizowanym kraju jak Polska naukowcy s± w wiêkszo¶ci ateistami(...)Zaraz zaraz, rozmawiamy o wierze czy o racjonalnym wnioskowaniu? > (...)[o czym, zdaje siê, by³a mowa na Racjonali¶cie]Zdaje siê nie jest ¿adnym argumentem. Ja o tym nie czytalem. Zada³by¶ sobie odrobinê trudu i poda³ te dane - jesli istniej±. > 4. Wielka Brytania: trudno na podstawie wska¼nika udzia³u ateistów w ca³ej populacji formu³owaæ twierdzenie, i¿ mamy do czynienia z religijnym spo³eczeñstwem.A có¿ jest z³ego w tym stwierdzeniu? Kto¶, kto nie jest ateist± jest wierz±cy - a wiêc religia pe³ni w jego ¿yciu jak±¶ rolê. > Brytyjczycy s± 'wierz±cy' do¶æ konwencjonalnie i raczej powierzchownie.Zestaw to zdanie z poni¿szym: > W dalszej czê¶ci punktu kolejne nieuprawnione uogólnienia.Jak to jest, ¿e jedni mog± uogólniaæ a inni nie? > Ale owej korelacji nie mo¿esz zaprzeczyæ i nie mo¿esz jej zlekcewa¿yæ.Tyle ¿e ta korelacja mo¿e wynikaæ z zupe³nie innych czynników, takich jak skomercjalizowanie i instrumentalizacja ¿ycia itp. Dlatego twierdzê, ¿e teza ¶w. Marka nie ma dostatecznych podstaw empirycznych. > Nawet ko¶ció³ sam zauwa¿a problem i mówi o 'nowej' ewangelizacji krajów zachodniej Europy.No w³asnie, jaki problem? Problem wp³ywu bogactwa i wykszta³cenia na spadek religijno¶ci czy problem spadku religijno¶ci w ogóle? O tym, ¿e nastêpuje spadek religijno¶ci w Europie nie musimy dyskutowaæ, bo to widoczne go³ym okiem. Tylko czemu uwa¿asz za uczciwe sugerowanie, ¿e jest to wynik wzrostu bogactwa i wykszta³cenia je¶li nie ma to dostatecznych podstaw?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Webmaster >Nic takiego nie twierdzi³em, poda³em tylko przyk³ad na to, ¿e poziom wykszta³cenia amerykanów nie jest a¿ tak du¿y.
A ja poda³em sporo dowodów, ¿e moje twierdzenie o tym, ¿e znajduje siê w czo³ówce jest prawdziwe. Jak nie uznajesz ich warto¶ci to przedstaw dowody przeciwne.
>Najwy¿ej biedniejszy religijny od bogatego religijnego i nie m±drzejszy ale zdolniejszy.
No to jak to jest z wp³ywem samego bogactwa na zdolno¶ci? Wprost czy odwrotnie proporcjonalny?
Teraz indywidualnie
Zgodnie z obietnic±, jeszcze troszeczkê o trafno¶ci tezy ¶w. Marka w odniesieniu do jednostek.
Otó¿ równie¿ pod tym k±tem jest to twierdzenie racjonalnie fa³szywe. Zale¿no¶æ im dana jednostka bogatsza i bardziej wykszta³cona, tym mniejsze znaczenie religii w jej ¿yciu nie znajduje ogólnego potwierdzenia. Podam choæby przyk³ady dwóch znanych bli¿ej mi profesorów - jeden jest moim szefem, drugi by³ moim promotorem, w przypadku obydwóch twierdzenie to jest nieprawdziwe.
Teza ¶w. Marka jako uogólnienie oznacza bowiem, ¿e stosujemy kwantyfikator "wszyscy" ("dla ka¿dego") - i jest swodobnie falsyfikowalna pierwszym przypadkiem niezgodno¶ci.
Jedyn± uzasadnion± form± by³oby tutaj zastosowanie kwantyfikatora "istnieje" - w postaci istniej± ludzie, w przypadku których wraz ze wzrostem poziomum bogactwa, wiedzy i wykszta³cenia spada znaczenie religii lub Ko¶cio³a. Ale funkcjonowaæ bêdzia ona obok dwóch kolejnych - istniej± ludzie, dla których wzrost poziomu bogactwa, wiedzy i wykszta³cenia powoduje wzrost znaczenia religii oraz istniej± ludzie, w przypadku których brak jest jakichkolwiek zale¿no¶ci miêdzy poziomem bogactwa, wiedzy i wykszta³cenia.
Pytanie tylko po co nam taka teza?
Oczywi¶cie mo¿na siê zastanawiaæ nad tym, co wystêpuje czê¶ciej - ale znowu wtedy wpadniemy w pu³apkê niedookre¶lenia pojêæ "czêsto", "rzadko" itp., które na poziomie logiki formalnej nie maj± ¿adnego uzasadnienia.
To tyle je¶li chodzi o racjonalne wnioskowanie.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 points) | > No w³a¶nie. Jak zapewne zauwa¿y³e¶, mój post otwieraj±cy by³ oznaczony tytu³em "kurs racjonalnego wnioskowania". Dostosowuj±c siê do profilu strony przeprowadzi³em logiczn± analizê postawionej przez ¶w. Marka tezy (racjonali¶ci nie powinni mi tego chyba zarzucaæ). Wysz³o na to, ¿e teza ta jest pod tym k±tem fa³szywa.Przykro mi, ale udowodni³e¶ jedynie fa³szywo¶æ Twojej topornej interpretacji tezy ¶wiêtego Marka. > Warto wiêc o tym pamiêtaæ, drodzy racjonali¶ci, ¿e nie wszystko o czym piszecie jest racjonalne. Mo¿na siê czepiaæ religii "udawadniaj±c" jej irracjonalno¶æ, ale mo¿na siê czepiaæ równie¿ tego, co sami g³osicie.Oczywi¶cie, byle z sensem. > ¦wiat nie sk³ada siê tylko z teorii, które daj± siê racjonalnie weryfikowaæ. Np. Jeyes zarzuci³ Teresie, ¿e jej wiara jest absolutnie odporna na logikê i racjonalno¶æ - czemu ja wiêc nie mogê zarzuciæ ¶w. Markowi, ¿e jego teza równie¿ z punktu widzenia logiki i racjonalno¶ci jest nieprawdziwa?No có¿, musisz tak uczyniæ w stosunku do dowolnego twierdzenia nauk spo³ecznych, uniewa¿niaj±c tym samym jakiekolwiek analizy i uogólnienia dotycz±ce spo³eczeñstw. A wszystko w imiê desperackiej obrony religii. > Z racjonalnego punktu widzenia to zale¿no¶æ albo istnieje, albo nie. Nie ma czego¶ takiego jak zale¿no¶æ i jednoczesne odstêpstwa. Dowody empiryczne mog± zale¿no¶æ potwierdzaæ lub zaprzeczaæ, z tym, ¿e wystarczy jeden, aby ca³± zale¿no¶æ obaliæ.Jak napisa³em powy¿ej, tak nie uprawia siê nauk spo³ecznych. Ludzie - wykazuj±c ogromne (acz oczywiste) podobieñstwa gatunkowe, ró¿ni± siê diametralnie pod wzglêdem szczegó³owych predyspozycji psychicznych i intelektualnych, wyrastaj± w ró¿nych ¶rodowiskach kulturowych i warunkach bytowych. St±d i nie wszyscy reaguj± tak samo na te same bod¼ce. Ka¿dy zreszt± wystawiony jest na dzia³anie innych czynników, na które te¿ ka¿dy reaguje inaczej. W naukach spo³ecznych skazani jeste¶my na badanie zbiorowo¶ci na du¿ym poziomie ogólno¶ci, zbyt du¿ym ¿eby mo¿na by³o siê tak topornie pos³ugiwaæ logik±. Obserwujemy bowiem de facto nie zale¿no¶ci przyczynowe tylko w³a¶nie korelacyjne, pod które staramy siê podk³adaæ przekonuj±ce i spójne wyja¶nienia, najlepiej zgodne z paradygmatem. I dopóki s± one zgodne z wynikami obserwacji, mo¿na je traktowaæ jako zadowalaj±ce przybli¿enie stanu faktycznego. > Je¶li wiêc mam jeden przyk³ad neguj±cy, to nie mogê "sugerowaæ" istnienia zale¿no¶ci, bo jest to nieracjonalne i nieuczciwe - no i nara¿a siê w³a¶nie na to, ¿e taka "próba wyja¶nienia" zostanie obalona przeciwdowodem.Jednak okre¶lone fakty domagaj± siê prób wyja¶nienia. > Kilka linijek wy¿ej podnios³e¶, ¿e mo¿na je stosowaæ do "grup spe³niaj±cych okre¶lone kryteria". Czyli jednak dopuszczasz jakie¶ uogólnienie - pytanie brzmi jakie?Na pewno nie mo¿na ich zastosowaæ do grupy wymieszanej pod wzglêdem badanego przez nas kryterium. Je¶li wiêc mówimy o negatywnej korelacji miêdzy poziomem wykszta³cenia a religijno¶ci±, to nie mo¿emy zacieraæ granic podzia³u - ró¿nego w odniesieniu do ró¿nych ludzi poziomu wykszta³cenia. A to w³a¶nie zrobi³e¶ Ty w stosunku do spo³eczeñstwa amerykañskiego. Celem zatarcia ¶ladu tego zabiegu zabra³e¶ siê za porównywanie krajów ró¿ni±cych siê pod wzglêdem wysoko¶ci PKB na mieszkañca oraz poziomu rozwoju technologicznego. Zabrak³o tylko odpowiedniego przytupu: Amerykanie s± najm±drzejsi i najbogatsi, wiêc maj± racjê. > Z góry zastrzegam, ¿e odrzucam uogólnienie wed³ug kryterium wiary, bo wyjdzie nam idem per idem.Raczej nie wyjdzie nam ¿adne idem per idem, a jedynie bezzasadne przyjêcie czego¶ na wiarê. Czyli de facto uchylenie siê od wyja¶nienia. To tak gwoli ¶cis³o¶ci. > Cz³owiek z³o¶liwy napisa³by, ¿e pozostawi wywody o bli¿ej nieokre¶lonych grupach wyró¿nianych wed³ug bli¿ej nieokre¶lonych kryteriów i mêtne t³umaczenia o ró¿nicy miêdzy zale¿no¶ciami naukowymi a obserwowalnymi tendencjami sugeruj±cymi zale¿no¶ci bez komentarza. Dobrze, ¿e nie jestem z³o¶liwy.Hilarious, indeed. > Powtórzê wiêc pytanie, wed³ug jakich kryterium wyró¿nimy te grupy, jakiej bed± wielko¶ci - no i kto ma podaæ dowody?Podzielimy ca³± grupê wed³ug rozpatrywanego kryterium i zbadamy wystêpowanie zale¿no¶ci korelacyjnej. > Bo mi siê ju¿ nie chcia³o. I tak zrobi³em wiêcej ni¿ wszyscy tutejsi zwolennicy tezy ¶w. Marka razem wziêci. Udawadnia³em swoj± tezê.To prawda. SWOJ¡ tezê. > >Czy wierzysz, ¿e w tak sklerykalizowanym kraju jak Polska naukowcy s± w wiêkszo¶ci ateistami(...)> Zaraz zaraz, rozmawiamy o wierze czy o racjonalnym wnioskowaniu?Straszny siê z Ciebie nagle antyfideista zrobi³.  Je¶li jednak po¶wiêcisz chwilkê czasu na przeszukanie zasobów niniejszego serwisu znajdziesz artyku³, w którym jest mowa o uczonych amerykañskich. > (...)[o czym, zdaje siê, by³a mowa na Racjonali¶cie]> Zdaje siê nie jest ¿adnym argumentem. Ja o tym nie czytalem. Zada³by¶ sobie odrobinê trudu i poda³ te dane - jesli istniej±.A jak przeczytasz to zaraz podejmiesz rzeczow± polemikê? Przecie¿ Twoja dotychczasowa argumentacja praktycznie w ogóle nie tyczy³a siê tej kwestii. Co z tego, ¿e zadam sobie trud, skoro Ty dalej bêdziesz uwa¿a³, ¿e jednostkowy przyk³ad falsyfikuje ca³e twierdzenie [z czym, w odniesieniu do Twojej interpretacji siê zgadzam; sêk w tym, ¿e nie zgadzam siê z tak± interpretacj±]. Ale - niech Ci bêdzie - oto ten artyku³: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1933 [rozdzia³: Wspó³cze¶ni naukowcy]. O polskich badaniach wspomina³ w którym¶ w±tku na forum Mariusz. Tego jednak - wybaczysz - nie chce mi siê szukaæ: mam tylko nadziejê, ¿e pamiêæ mnie nie myli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 points) | >>4. Wielka Brytania: trudno na podstawie wska¼nika udzia³u ateistów w ca³ej populacji formu³owaæ twierdzenie, i¿ mamy do czynienia z religijnym spo³eczeñstwem. >A có¿ jest z³ego w tym stwierdzeniu? Kto¶, kto nie jest ateist± jest wierz±cy - a wiêc religia pe³ni w jego ¿yciu jak±¶ rolê.
Ju¿ samo istnienie - oprócz wierz±cych i ateistów - agnostyków falsyfikuje Twoj± tezê, Panie Logik. Nie muszê wiêc nawet siliæ siê na argumenty wskazuj±ce na fakt, i¿ wiara w istnienie osobowego Boga, stwórcy wszech¶wiata nie jest to¿sama z religi±.
>>Brytyjczycy s± 'wierz±cy' do¶æ konwencjonalnie i raczej powierzchownie. >Zestaw to zdanie z poni¿szym: >>W dalszej czê¶ci punktu kolejne nieuprawnione uogólnienia. >Jak to jest, ¿e jedni mog± uogólniaæ a inni nie?
Chyba zaczyna mnie mêczyæ taka polemika. Je¶li mówi siê o fakcie, i¿ taka [chyba do¶æ istotna] oznaka religijno¶ci, jak regularne chodzenie do ko¶cio³a, jest na Wyspach zjawiskiem rzadkim, to chyba o czym¶ to ¶wiadczy. Nie jest to ¿adne nieuprawnione uogólnienie - po prostu skrót my¶lowy oznaczaj±cy 'wiêkszo¶æ Brytyjczyków'. Tu bowiem nie badamy ¿adnej zale¿no¶ci, a jedynie konstatujemy fakt.
>Tyle ¿e ta korelacja mo¿e wynikaæ z zupe³nie innych czynników, takich jak skomercjalizowanie i instrumentalizacja ¿ycia itp.
Albo z dzia³añ Szatana, który szykuje siê do definitywnej rozprawy z Panem Bogiem. Jeszcze jakie¶ dorzeczne pomys³y? Mo¿e jaki¶ pomys³ na zweryfikowanie tej tezy? Podpowiem strategiê: zacznij od najbardziej skomercjalizowanego spo³eczeñstwa na Ziemi - czy to aby nie super-wierz±cy Amerykanie?
>Dlatego twierdzê, ¿e teza ¶w. Marka nie ma dostatecznych podstaw empirycznych.
Twierdzê, ¿e nie do¶æ ¿e b³êdnie j± interpretujesz to jeszcze nie jeste¶ w stanie przeciwstawiæ jej niczego sensownego. A choæ teza ¶w. Marka nie jest z pewno¶ci± wyja¶nieniem pe³nym i niepodwa¿alnym, to jednak - w moim przekonaniu - jest czê¶ci± spójnego i wiarygodnego wyja¶nienia badanego zjawiska, zgrabnie 'przylegaj±cego' do wyników obserwacji, a przy uszczegó³owieniu dobrze opisuj±cego jeden z wa¿nych czynników czy 'kana³ów' odp³ywu wiernych z ko¶cio³ów zinstytucjonalizowanych.
>>Nawet ko¶ció³ sam zauwa¿a problem i mówi o 'nowej' ewangelizacji krajów zachodniej Europy. >No w³asnie, jaki problem? Problem wp³ywu bogactwa i wykszta³cenia na spadek religijno¶ci czy problem spadku religijno¶ci w ogóle?
Ko¶ció³ jest o tyle rozs±dniejszy, ¿e bajerowaæ usi³uje innych, a sam... zabiega o wbudowanie ró¿nego rodzaju mechanizmów przeciwdzia³aj±cych erozji ¶wiatopogl±du religijnego w ca³okszta³t przekazu kulturowego w spo³eczeñstwie, a szczególnie o indoktrynacjê m³odzie¿y od najm³odszych lat, przy jednoczesnym marginalizowaniu tre¶ci niezgodnych z jego doktryn±.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | Wybacz, ¿e odpowiadam z opó¼nieniem, ale nie zauwa¿y³em wcze¶niej Twojej odpowiedzi (ach ten brak logowania...). > Przykro mi, ale udowodni³e¶ jedynie fa³szywo¶æ Twojej topornej interpretacji tezy ¶wiêtego Marka.I to jest w pewnym sensie warto¶ciowe. Przynejmniej ju¿ wiadomo, ¿e taka interpretacja podawanych niekiedy na tej stronie rewelacji jest b³êdna - no i ¿e tezy te wcale waloru naukowego i racjonalnego nie posiadaj±. > Oczywi¶cie, byle z sensem.¦wiête s³owa. Z tym, ¿e rozci±gam je na wasze "czepianie siê" religii  > No có¿, musisz tak uczyniæ w stosunku do dowolnego twierdzenia nauk spo³ecznych, uniewa¿niaj±c tym samym jakiekolwiek analizy i uogólnienia dotycz±ce spo³eczeñstw.Innymi s³owy - nauki spo³eczne nie s± racjonalne. Z niecierpliwo¶ci± czekam na to, ¿e racjonalny serwis zajmie sie równie¿ i tym aspektem w swojej dzia³alno¶ci. > Jak napisa³em powy¿ej, tak nie uprawia siê nauk spo³ecznych.Ale¿ piêkny argument do "desperackiej obrony religii" przed zarzutami nieracjonalno¶ci. Wystarczy napisaæ, ¿e tak nie uprawia siê np. teologii i sprawa racjonalno¶ci za³atwiona. Tylko ciekawe jaka by³aby reakcja racjonalistów... Przy okazji - ja nie tylko broniê religii - ja jednocze¶nie atakujê: z jednej strony socjologiê i z drugiej logikê formaln±. > Obserwujemy bowiem de facto nie zale¿no¶ci przyczynowe tylko w³a¶nie korelacyjne, pod które staramy siê podk³adaæ przekonuj±ce i spójne wyja¶nienia, najlepiej zgodne z paradygmatem.Oczywi¶cie. Byle z sensem. Zgodno¶æ z paradygmatem wydaje mi siê konieczna a nie tylko "najlepiej je¶li jest zgodna". > I dopóki s± one zgodne z wynikami obserwacji, mo¿na je traktowaæ jako zadowalaj±ce przybli¿enie stanu faktycznego.Aha. Tylko ¿e to nie jest racjonalna metoda naukowa w sytuacji, kiedy istniej± sprzeczne stany faktyczne  > Jednak okre¶lone fakty domagaj± siê prób wyja¶nienia.Oczywi¶cie, byle z sensem. > Na pewno nie mo¿na ich zastosowaæ do grupy wymieszanej pod wzglêdem badanego przez nas kryterium.Wiêc powracam do pytania - jakie to bêdzie kryterium. Jak szerokie uogólnienie jest dopuszczalne? Zreszt±, z góry mo¿emy za³o¿yæ, ¿e (zgodnie z tym, co powiedzia³e¶ powy¿ej o indywidualnych cechach) w ka¿dym przypadku uogólnienia ta teza bêdzie nieprawdziwa. Prawdziwa bêdzie najwy¿ej teza, ¿e w przypadku konketnego pana X dane zale¿no¶ci zachodz±. > Zabrak³o tylko odpowiedniego przytupu: Amerykanie s± najm±drzejsi i najbogatsi, wiêc maj± racjê.To wcale nie by³o moim zadaniem. Entuzjast± spo³eczeñstwa amerykañskiego tak¿e nie jestem. Moje twierdzenia w tym zakresie by³y prost± pochodn± tego, ¿e domagano siê ode mnie uzasadnienia tezy, ¿e Amerykanie s± spo³eczeñstwem, na dodatek znajduj±cym siê w górnych granicach pod wzglêdem bogactwa, wiedzy i wykszta³cenia. Tak po prostu jest, co potwierdzaj± przytoczone przeze mnie argumenty. Ale nigdy nie twierdzi³em, ¿e w zwi±zku z tym maj± racjê w wiêkszym stopniu ni¿ inne spo³eczeñstwa. To ju¿ Twoja nadintepretacja. > >Z góry zastrzegam, ¿e odrzucam uogólnienie wed³ug kryterium wiary, bo wyjdzie nam idem per idem.> Raczej nie wyjdzie nam ¿adne idem per idem, a jedynie bezzasadne przyjêcie czego¶ na wiarê. Czyli de facto uchylenie siê od wyja¶nienia. To tak gwoli ¶cis³o¶ci.Tutaj siê chyba nie zrozumieli¶my. Chodzi³o mi o to, ¿e je¿eli wcze¶niej dokonamy uogólnienia w oparciu o stosunek do wiary, to wyjdzie nam idem per idem. innymi s³owy, je¿eli uprzednio wybierzemy kategoriê niewierz±cych naukowców, ¿eby zbadaæ czy w ich przypadku wraz ze wrostem wiedzy, wykszta³cenia i bogactwa zmniejsza siê rola religii to oczywi¶cie dla nich ta teza bêdzie prawdziwa. Tyle ¿e taka weryfikacja bêdzie z oczywistych wzglêdów bezwarto¶ciowa... > Podzielimy ca³± grupê wed³ug rozpatrywanego kryterium i zbadamy wystêpowanie zale¿no¶ci korelacyjnej.No to dzielmy. I przypominam, z punktu widzenia logiki ka¿dy wyj±tek obali tezê. > To prawda. SWOJ¡ tezê.Tak, swoj± tezê o tym, ¿e USA s± spo³eczeñstwem przoduj±cym pod wzglêdem wykszta³cenia, wiedzy i bogactwa. To w³asnie by³a moja teza, któr± udawadnia³em. > Straszny siê z Ciebie nagle antyfideista zrobi³.A gdzie tam. Dostosowujê tylko sposób rozumowania do (teoretycznie) tutaj obowi±zuj±cych. Jak chcesz to mo¿emy porozmawiaæ na gruncie wiary - ale obawiam sie, ¿e wtedy nie znajdziemy wspólnego jêzyka  > Co z tego, ¿e zadam sobie trud, skoro Ty dalej bêdziesz uwa¿a³, ¿e jednostkowy przyk³ad falsyfikuje ca³e twierdzenieNie tylko ja. Podobno ca³a logika formalna, a wiêc i ca³e racjonalne wnioskowanie jest oparta o te zasady  Wiêc mo¿e od innej strony - czy Twoim zdaniem zgodno¶æ z logik± formaln± jest niezbêdnym sk³adnikiem teorii? W razie odpowiedzi przecz±cej - dlaczego w przypadku takiej socjologii logika nie musi obowi±zywaæ a w przypadku religii musi i czy ró¿nicowanie takowe jest racjonalne? > Ale - niech Ci bêdzie - oto ten artyku³(...)No i có¿ wyczytujemy z tego artyku³u? Pozwól, ¿e ja jednak wyt³uszczê inne fragmenty ni¿ MA. "przekonania naukowców amerykañskich niewiele siê zmieni³y od lat trzydziestych, a najwybitniejsi uczeni s± jeszcze wiêkszymi ateistami ni¿ kiedykolwiek". - no i có¿ my tu mamy? Przecie¿ wzrost wiedzy, wykszta³cenia i bogactwa od tej pory by³ ogromny. Czemu¿ wiêc zmiany by³y niewielkie? Czemu dalej zdarzaj± sie przypadki falsyfikuj±ce (tak¿e t± "szczególn±" teoriê niewiary)? Przy okazji - co to znaczy "wiêkszy ateista ni¿ kiedykolwiek?  > Ju¿ samo istnienie - oprócz wierz±cych i ateistów - agnostyków falsyfikuje Twoj± tezê, Panie Logik.No nie do koñca - z punktu widzenia logiki "tei¶ci" i "atei¶ci" (tzn. nietei¶ci) daj± zbiór pe³ny desygnatów.  Ale to szczegó³, ogólnie - celna uwaga. I kolejny przyk³ad na to, ¿e cholernie trudno jest w ogóle dyskutowaæ stosuj±c stricte racjonale wnioskowanie. > Chyba zaczyna mnie mêczyæ taka polemika. Je¶li mówi siê o fakcie, i¿ taka [chyba do¶æ istotna] oznaka religijno¶ci, jak regularne chodzenie do ko¶cio³a, jest na Wyspac
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | MaLk__ | > Chyba zaczyna mnie mêczyæ taka polemika. Je¶li mówi siê o fakcie, i¿ taka [chyba do¶æ istotna] oznaka religijno¶ci, jak regularne chodzenie do ko¶cio³a, jest na Wyspach zjawiskiem rzadkim, to chyba o czym¶ to ¶wiadczy.Mo¿e i istotna oznaka - ale chyba nie muszê siliæ siê na argumenty wskazuj±ce na fakt, i¿ chodzenie do ko¶cio³a nie jest to¿same z religi±  > Tu bowiem nie badamy ¿adnej zale¿no¶ci, a jedynie konstatujemy fakt.Nie, w dalszym ci±gu upieram siê, ¿e dokona³e¶ nadmiernego uogólnienia. Napisa³e¶, ¿e "Brytyjczycy s± 'wierz±cy' do¶æ konwencjonalnie i raczej powierzchownie." - a to ju¿ jest uogólnienie sugeruj±ce wszystkich Brytyjczyków a nie skrót my¶lowy dotycz±cy wiêkszosci. W sumie to ma³o istotne. > Albo z dzia³añ Szatana, który szykuje siê do definitywnej rozprawy z Panem Bogiem. Jeszcze jakie¶ dorzeczne pomys³y? Mo¿e jaki¶ pomys³ na zweryfikowanie tej tezy?Ró¿nica jest taka, ¿e ja nie poda³em tego jako tez tylko jako zbiór przyk³±dowych elementów mog±cych, ale wcale nie musz±cych oddzia³ywaæ. Wcale nie twierdzê, ¿e tak jest. ¦w. Marek w swoim zdaniu nie u¿y³ trybu warunkowego, tylko oznajmuj±cy, przedstawi³ to jako fakt, pewnik. A szukaæ prawdziwej przyczyny wcale mi siê nie chce, mam lepsze zajêcia  > Twierdzê, ¿e nie do¶æ ¿e b³êdnie j± interpretujesz to jeszcze nie jeste¶ w stanie przeciwstawiæ jej niczego sensownego.A gdzie jest powiedziane, ¿e aby sfalsyfikowaæ jak±¶ tezê trzeba podaæ w zamian tezê prawdziw±? To, ¿e nie poda³em tezy niepodwa¿alnej b±d¼ tylko "lepszej" nie oznacza, ¿e nie mam prawa zaprzeczaæ prawdziwo¶ci tezy ¶w. Marka. A interpetujê tezê ¶w. Marka logicznie. Je¿eli twierdzisz, ¿e logika formalna jest b³êdem, to racjonalista z ciebie zaiste wielkiego formatu  Ja nie twierdzê, ¿e jestem racjonalist±, wiêc takich problemów nie mam. > A choæ teza ¶w. Marka nie jest z pewno¶ci± wyja¶nieniem pe³nym i niepodwa¿alnym, to jednak - w moim przekonaniu - jest czê¶ci± spójnego i wiarygodnego wyja¶nienia badanego zjawiska, zgrabnie 'przylegaj±cego' do wyników obserwacji, a przy uszczegó³owieniu dobrze opisuj±cego jeden z wa¿nych czynników czy 'kana³ów' odp³ywu wiernych z ko¶cio³ów zinstytucjonalizowanych.Teoria geocentryczna i teoria Newtona te¿ swojego czasu zgrabnie wszystko wyja¶nia³y i by³y czê¶ci± spójnego i wiarygodnego wyja¶nienia. > Ko¶ció³ jest o tyle rozs±dniejszy, ¿e bajerowaæ usi³uje innych, a sam... zabiega o wbudowanie ró¿nego rodzaju mechanizmów przeciwdzia³aj±cych erozji ¶wiatopogl±du religijnego w ca³okszta³t przekazu kulturowego w spo³eczeñstwie, a szczególnie o indoktrynacjê m³odzie¿y od najm³odszych lat, przy jednoczesnym marginalizowaniu tre¶ci niezgodnych z jego doktryn±.To ju¿ zupe³nie nowe zagadnienie i nie wiem czy warto rozpoczynac ten w±tek. Twoj± opiniê na temat Ko¶cio³a Katolickiego z grubsza znam i nie mam zamiaru z ni± polemizowaæ. Po prostu nasze spojrzenia na t± instytucje zasadniczo sie ró¿ni±, ka¿dy z nas przywi±zuje wieksz± wagê do innych aspektów dzia³alno¶ci - wiêc i tak nie dojdziemy do wspólnych wniosków. Natomiast odnosz±c sie wprost do tego, co napisa³e¶, to mam wra¿enie, ¿e KK nie d±¿y do wbudowania nowych mechanizmów ale raczej do utrzymania ju¿ istniej±cych. Kwestia do czego s³u¿± te mechanizmy to ju¿ zupe³nie odrêbna sprawa, mam nadziejê, ¿e zrozumiesz, ¿e w mojej ocenie s± to mechanizmy przeciwdzia³aj±ce "odmoralnieniu" ¶wiata.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 points) | Wiesz, przyznam, ¿e narastaj±co mierzi mnie Twoja kazuistyka. W±tpiê, ¿eby¶ sam móg³ wierzyæ, w to co wypisujesz. Chyba ju¿ rozumiem, po co apologeci tak wnikliwie studiuj± logikê i filozofiê. Chodzi o to, ¿eby 'zabiæ' rozmówcê pseudo-logiczn± sofisteri±, któr± mo¿na raziæ ma³o do¶wiadczonych rozmówców, zw³aszcza nie maj±cych czasu na wyczytywanie i wnikliwe analizowanie elaboratów. Przekopiowa³em sobie 'to-to' do Open Office'a i wysz³y mi prawie 4 strony. Pewnie gdybym odpowiedzia³ - jak Ty - punkt po punkcie komentuj±c ka¿d± z³o¶liwo¶æ w równie uszczypliwy sposób, i - tak jak Ty - nie odnosz±c siê do zasadniczych zarzutów i argumentów, to zapewne równie¿ sprokurowa³bym tekst na co najmniej 4 strony maszynopisu. Powiem tylko, krótko, ¿e Twoje popisy z 'logik± formaln±' nie robi± na mnie najmniejszego wra¿enia, podobnie jak próby sprowadzenia racjonalizmu do samej tylko logiki formalnej (z któr±, nawiasem mówi±c, moje rozumowanie nie by³o sprzeczne, a która - jak rozumiem - nakazywa³a Ci interpretowaæ swobodn± wypowied¼ ¶w. Marka w tak toporny, nie uwzglêdniaj±cy mo¿liwych i prawdopodobnych intencji, sposób).
Pomijam miejsca humorystyczno-rozpaczliwe w rodzaju obrony za wszelk± cenê swojego rozró¿nienia ateistów i ludzi wierz±cych. Zapewne by³ to podzia³ daj±cy zbiór pe³ny desygnatów tyle ¿e... w ramach pewnego podzbioru desygnatów nazwy "cz³owiek".
Twój toporny sposób stosowania logiki najlepiej widaæ przy okazji przyczepienia siê do moich okre¶leñ dotycz±cych owych nieszczêsnych "Brytyjczyków". W sposób oczywisty nie chodzi³o mi o wszystkich bez wyj±tku obywateli Zjednoczonego Królestwa, lecz u¿y³em zupe³nie stosownego i powszechnego w mowie potocznej skrótu my¶lowego, oznaczaj±cego wiêkszo¶æ poddanych JKM. Takie same okre¶lenia padaj± na ka¿dym kroku, choæby przy okazji cytowania badañ opinii publicznej - np. sformu³owania w rodzaju "Polacy pozytywnie oceniaj± pracê prezydenta" czy "Polacy s± generalnie spo³eczeñstwem konserwatywnym" - i tylko osoba skrajnie pedantyczna lub - co bardziej prawdopodobne - przejawiaj±ca z³± wolê mog³aby falsyfikowaæ te twierdzenia, nie bior±c pod uwagê, i¿ ma do czynienia ze skrótem my¶lowym.
Zagadnienia, które tu rozpatrywali¶my, nie podj±³e¶ siê rozwi±zaæ, ograniczaj±c siê w pe³nym samozadowoleniu do 'falsyfikowania' moich [i ¶w. Marka] twierdzeñ (vide stwierdzenie "Ja nie muszê..."). Tak Ci jest zapewne wygodnie - nihilizm daj±cy bezpieczne schronienie religii. Nie zamierzam Ciê przekonywaæ - niech czytelnicy oceni± warto¶æ argumentacji. Nauki spo³eczne, mimo i¿ nie dysponuj± tak precyzyjnym instrumentarium poznawczym, jak nauki ¶cis³e, nie powsta³y ot tak sobie bez powodu. Rzeczywisto¶æ spo³eczna równie¿ wymaga wyja¶nienia. Ciebie mog± nie interesowaæ przyczyny i mechanizmy kryzysu religijno¶ci w spo³eczeñstwach rozwiniêtych, przynajmniej dopóki wydaje Ci siê, ¿e obroni³e¶ pozycje religii przed kolejnym niedowarzonym krytykiem. Zjawisko jednak jako takie pozosta³o i domaga siê wyja¶nienia. Ja widzê zal±¿ek tego wyja¶nienia w tezach ¶w. Marka, które wydaj± siê podatne na uporz±dkowanie w spójn± i przekonywaj±c± ca³o¶æ. A to ¿e wskazane przyczyny nie wyczerpuj± zasobu mo¿liwych czynników powoduj±cych odchodzenie ludzi od religii oraz ¿e nie wszyscy jednakowo reaguj± na oddzia³ywanie tych¿e (jak¿e jednak ogólnie - zwróæmy uwagê - zarysowanych) czynników, nie jest niczym dziwnym, lecz wynika z oddzia³ywania wielu innych przyczyn, jak równie¿ z indywidualnych ró¿nic miêdzyludzkich (tak¿e w jaki¶ sposób uwarunkowanych).
Aha. I jeszcze passus z artyku³u Mariusza o naukowcach domaga siê wyja¶nienia: otó¿ fakt, i¿ 'zmiany (odsetka ateizmu) by³y niewielkie' - mimo 'ogromnego wzrostu wiedzy, wykszta³cenia i bogactwa' niczego nie falsyfikuje. Ateizm w ¶rodowisku naukowców ma siê - w ¶wietle tego artyku³u - tak dobrze, ¿e lepiej nie mo¿e - i st±d brak zmian (Ty zapewne ze swoim topornym podej¶ciem oczekiwa³by¶ pe³nej homogenizacji pogl±dów). Ponadto zmiany 'wiedzy, wykszta³cenia, bogactwa' w¶ród naukowców nie by³y dramatyczne, jako¶ciowe, a zreszt± przy poziomie przez nich ju¿ osi±gniêtym nie mia³y wiêkszego znaczenia (wydaje siê bowiem, ¿e chodzi w³a¶nie o osi±gniêcie pewnego poziomu wyrobienia intelektualnego i niezale¿no¶ci materialnej, uodporniaj±cych cz³owieka na ró¿nego rodzaju manipulacje). Fakt, i¿ w tym czasie wielce rozszerzy³y siê granice ludzkiego poznania w kwestii teizmu/ateizmu niewiele zmienia. Nauka - jak by³a - pozostaje ateistyczna, a naukowcy - jak byli - pozostaj± [w swej masie] ateistami. Proces za¶, o którym mówimy, narasta³ w spo³eczeñstwie, gdy¿ to w nim zasz³y zmiany jako¶ciowe - zmiany poziomu zamo¿no¶ci, wiedzy i wykszta³cenia dotyczy³y szerokich mas spo³ecznych, daj±c im mo¿liwo¶æ i impuls do poszerzenia w³asnych horyzontów intelektualnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Teresa | > A tymczasem weso³ych ¶wi±t wszystkim i ³ask Bo¿ych, którzy bêd± je obchodziæ, pozosta³ym przyjemnego odpoczynku a ogólnie wsztystkim szczê¶cia i pomy¶lno¶ci.Weso³ych ¦wi±t!
|
|
| | | | | | |  | | MaLk__ | > >Stany Zjednoczone Ameryki Pó³nocnej - spo³eczeñstwo przoduj±ce pod wzglêdem wiedzy, wykszta³cenia> Ale¶ waln±³!  Proszê bardzo, udowodnij empirycznie, ¿e jest to niezgodne ze stanem faktycznym. Mo¿esz zacz±æ od zaprzeczenia tego, ¿e Stany s± najbardziej rozwiniêtym technologicznie krajem. Chyba ¿e nie ma zwi±zku miêdzy poziomem rozwoju a poziomem wiedzy - ale w takim uk³adzie wysz³oby na to, ¿e ten rozwoj bierze siê z ich religijno¶ci...
|
|
| | | | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | > >>Stany Zjednoczone Ameryki Pó³nocnej - spo³eczeñstwo przoduj±ce pod wzglêdem wiedzy, wykszta³cenia> >Ale¶ waln±³!  > Proszê bardzo, udowodnij empirycznie, ¿e jest to niezgodne ze stanem faktycznym.Hola, hola! Zapomnia³o siê, ¿e przeprowadzenie dowodu nale¿y do stawiaj±cego tezê? To ty udowodnij swoj± tezê, ¿e "Stany Zjednoczone Ameryki Pó³nocnej - spo³eczeñstwo przoduj±ce pod wzglêdem wiedzy, wykszta³cenia". Mo¿esz zacz±æ od tego, ¿e Stany Zjednoczone Ameryki Pó³nocnej S¡ spo³eczeñstwem. > Mo¿esz zacz±æ od zaprzeczenia tego, ¿e Stany s± najbardziej rozwiniêtym technologicznie krajem.Hola, hola! W twojej tezie nie pada powy¿sze stwierdzenie, wiêc trzymaj siê tematu, panie demagogu (o ile potrafisz, w co w±tpiê  )
|
|
| | | | | | | | |  | | MaLk__ | Zapomnia³em, ¿e pisa³es kiedy¶ o tym, ¿e nie przegl±dasz forum tylko czytasz odpowiedzi na mailu. Nadrabiam wiêc zaleg³osci i uprzejmie informujê, ¿e odpowiedzia³em zbiorczo na kilka postów, w tym Twój, powy¿ej.
|
|
|  | jeyes (2281 points) (banned) | >Racjonalizm jest jak ocean, który kruszy ka¿d± ska³ê bezmy¶lno¶ci i nawet je¶li jej nie rozkruszy do koñca, zostawi w niej piêtno swojej potêgi. Wiara w zabobony i mity [...] jest bezbronna jak osesek przed potêg± racjonalnego my¶lenia. W swoim po¶cie pokaza³em, ¿e ta wiara jest absolutnie odporna na wszelk± logikê i racjonalne my¶lenie.
>Nawet gdyby w tej chwili odesz³a od nas [Teresa], [...] to i tak bêdzie jej zawsze brakowa³o trze¼wego, nieograniczonego niczym rozprawiania, a w pod¶wiadomo¶ci ju¿ zawsze bêdzie zapala³a siê ¿aróweczka: a mo¿e to nieprawda? Teresa, przebywaj±c w¶ród nas tego nabywa czy chce, czy nie. Byæ mo¿e czego¶ nie wiem, co ty wiesz. Byæ mo¿e Teresa pisze co¶ do ciebie poza forum. Je¶li nie, to - na podstawie li tylko wypowiedzi Teresy na forum - nie widzê, aby racjonalizm uczyni³ choæ najmniejsz± wyrwê w jej pogl±dach, w jej przekonaniach, o których pisa³em wcze¶niej. Oczywi¶cie daje siê zauwa¿yæ, ¿e Teresa nabywa wiedzy nieznanej jej dot±d, ale nie zauwa¿y³em, aby tê wiedzê po¿ytkowa³a inaczej ni¿ w sposób przeze mnie opisany, a wiêc jako jeszcze jeden "dowód" na istnienie Doskona³ego Stwórcy z jego Doskona³ym Planem.
|
|
 | | dr_Edredon | Ale¿ Jeyesie, Teresa doskonale wie, ¿e za³o¿enie Boga nie da siê udowodniæ, ni obaliæ - sama to wyra¼nie napisa³a. Ona, po prostu, ¶wiadomie wybra³a jedno z tych za³o¿eñ. Z naciskiem na ¦WIADOMIE, jak siê zdaje. To wszystko. Co piszesz o jej stanowisku da siê doskonale zastosowaæ do Twego. Takie ¿ycie.  A czy Ty wybra³e¶ ¶wiadomie? (Na marginesie: jak wiadomo nawet rudymentarne pewniki w matematyce nie s± dowodliwe; po prostu trzeba je przyj±æ, by spójny system twierdzeñ otrzymaæ. St±d m.in. wynika, ¿e chc±c byæ skrajnym racjonalist± nale¿a³oby wyrzec siê wszelkich s±dów o ¶wiecie i, tym bardziej, ludziach , jako nieuprawnionych bo od podstaw nie dowiedzionych)
|
|
|  | jeyes (2281 points) (banned) | >Ale¿ Jeyesie, Teresa doskonale wie, ¿e za³o¿enie Boga nie da siê udowodniæ, ni obaliæ - sama to wyra¼nie napisa³a. Ona, po prostu, ¶wiadomie wybra³a jedno z tych za³o¿eñ. Z naciskiem na ¦WIADOMIE, jak siê zdaje. Moim zdaniem Teresa NIE DOKONA£A ¿adnego wyboru, bo do tego potrzeba analizy ró¿nych "za" oraz "przeciw" na poziomie rozumowym - chêtnie poznam twoje argumenty, wedle których mo¿liwe jest pogodzenie tezy o istnieniu "niewiadomoczego" (Boga) z rozumowym (racjonalnym) podej¶ciem do ¶wiata.
>Co piszesz o jej stanowisku da siê doskonale zastosowaæ do Twego. Jasne, jasne - innymi s³owy: irracjonalizm=racjonalizm. Teraz oczekujê dowodu.
>A czy Ty wybra³e¶ ¶wiadomie? Nie, oczywi¶cie, ¿e nie. Oczywi¶cie, ¿e "wybra³em" ateizm i racjonalizm na podstawie: a)tradycji kraju, gdzie katolicyzm stanowi margines ¶wiatopogl±dowy, b)manipulacyjnej si³y autorytetów w postaci: KK, katolickich z wyznania rodziców, wolnych od religijnych wp³ywów mediów i co tam jeszcze uwa¿asz za godne miana "autorytetu".
>(Na marginesie: jak wiadomo nawet rudymentarne pewniki w matematyce nie s± dowodliwe; po prostu trzeba je przyj±æ, by spójny system twierdzeñ otrzymaæ. St±d m.in. wynika, ¿e chc±c byæ skrajnym racjonalist± nale¿a³oby wyrzec siê wszelkich s±dów o ¶wiecie i, tym bardziej, ludziach , jako nieuprawnionych bo od podstaw nie dowiedzionych) Taaa, jasne. Istnienie matematycznych aksjomatów powoduje, ¿e racjonalizm jest irracjonalny. Co¶ jeszcze? ;-P
|
|
| |  | | agnus dei | Zaprawde wiedza jest najlepsza... racjonalna  wiedza... bo taka o nieprzebranych zastepach anielsko - diabelskich... chyba raczej na niewiele sie zda. Ale tych, ktorym jej by sie troszke przydalo, najczesciej od myslenia glowa niemilosiernie boli! Ja robie wkolo siebie co moge  ... czasem boje sie, ze mnie zlinczuja, albo cos rownie ciekawego np. pozbawia chleba powszedniego. Ale walcze z koltunami. Na miare moich skromnych sil intelektualnych... I nie pojde za to do nieba!  Moze mi nawet pieklo na ziemi przyszykuja!  Juz sie boje!!!!
|
|
| |  | | dr_Edredon | > >Ale¿ Jeyesie, Teresa doskonale wie, ¿e za³o¿enie Boga nie da siê udowodniæ, ni obaliæ - sama to wyra¼nie napisa³a. Ona, po prostu, ¶wiadomie wybra³a jedno z tych za³o¿eñ. Z naciskiem na ¦WIADOMIE, jak siê zdaje.> Moim zdaniem Teresa NIE DOKONA£A ¿adnego wyboru, bo do tego potrzeba analizy ró¿nych "za" oraz "przeciw" na poziomie rozumowym- chêtnie poznam twoje argumenty, wedle których mo¿liwe jest pogodzenie tezy o istnieniu "niewiadomoczego" (Boga) z rozumowym (racjonalnym) podej¶ciem do ¶wiata. Napiszê o tym wiêcej. Teraz tylko krótko: kwestia wyboru ¶wiatopogl±du to, jak uczy do¶wiadczenie zwykle bardziej sprawa psychologii i osobistych do¶wiadczeñ ¿ycia, ni¿ rozumu (je¶li pomin±æ ingerencje boskie, bo to sprawa sporna) Ka¿dy z nas bêdzie oczywi¶cie utrzymywa³, ¿e to nieprawda. Je¶li u¿y³e¶ tylko rozumu to oczekujê szczególów. Jak mianowicie Twój "czysty rozum" doprowadzi³ Ciebie do Twojego stanowiska? Jestem naprawdê ciekaw. > >Co piszesz o jej stanowisku da siê doskonale zastosowaæ do Twego.> Jasne, jasne - innymi s³owy: irracjonalizm=racjonalizm. Teraz oczekujê dowodu.Nie, nie "=" . Nic takiego nie twierdzê. Po prostu ró¿ne metody dzia³aj± w ró¿nych obszarach. U¿uwanie rozumu nie jest grzechem. Gdzie tylko mogê to go stosujê. Metody naukowe te¿ bardzo lubiê a nawet "brzytwê Ockhama".  Raczej tak: do wyboru ¶wiatopogl±dowego racjonalizm w sensie "rozci±g³ym" (z konsekwentnym za³o¿eniem nieistnienia Boga) nie wystarcza. Taki racjonalizm jest ju¿ wyborem. Dlaczego uwa¿asz, jak siê zdaje, ¶wiatopogl±d dopuszczaj±cy istnienie Boga za gorszy? (Tu trzeba by zdefiniowaæ pojêcie racjonalizm bo u¿ywamy go w ró¿nych znaczeniach) > >A czy Ty wybra³e¶ ¶wiadomie?> Nie, oczywi¶cie, ¿e nie. Oczywi¶cie, ¿e "wybra³em" ateizm i racjonalizm na podstawie: a)tradycji kraju, gdzie katolicyzm stanowi margines ¶wiatopogl±dowy, b)manipulacyjnej si³y autorytetów w postaci: KK, katolickich z wyznania rodziców, wolnych od religijnych wp³ywów mediów i co tam jeszcze uwa¿asz za godne miana "autorytetu".No nie chcia³em tego wprost sugerowaæ. Przepraszam za argumentum ad personam ...ale wiesz ...m³odzie¿ lubi siê buntowaæ przeciw autorytetom - znów psychologia. No nie twierdzê, ¿e to by³ tylko bunt w Twoim przypadku. Takie tylko rzuci³em retoryczne pytanie... Przepraszam. > >(Na marginesie: jak wiadomo nawet rudymentarne pewniki w matematyce nie s± dowodliwe; po prostu trzeba je przyj±æ, by spójny system twierdzeñ otrzymaæ. St±d m.in. wynika, ¿e chc±c byæ skrajnym racjonalist± nale¿a³oby wyrzec siê wszelkich s±dów o ¶wiecie i, tym bardziej, ludziach , jako nieuprawnionych bo od podstaw nie dowiedzionych)> Taaa, jasne. Istnienie matematycznych aksjomatów powoduje, ¿e racjonalizm jest irracjonalny. Co¶ jeszcze? ;-P> Znów wk³adasz mi w usta co¶ czegom wcale nie rzek³. To nie jest racjonalne.Mój drogi, nie ma jeszcze ogólnej teorii grawitacji, nawet co do ostateczno¶ci zasady nieoznaczono¶ci Heisenberga nie wszyscy chyba naukowcy s± zgodni. Jak bêdzie wygl±da³ NAUKOWY pogl±d na ¶wiat PO sformu³owaniu i sprawdzeniu takiej teorii nikt pewien nie jest. Ani Hawking, ani Penrose, ani Feynman, ani Narlikaar, ani Smolin ani... NIKT INNY. Mo¿liwe jest, a nawet prawdopodobne, ¿e TEN POGL¡D bardzo istotnie wp³ynie na problem wyboru metod poznawania tego ¶wiata i sprawê zasiêgu determinizmu b±d¼ indeterminizmu w TYM ¦WIECIE a tak¿e, w zwi±zku z tym, zasiêgu mo¿liwo¶ci naszego poznania TEGO ¦WIATA. Czy rozumiesz wszelkie powy¿szego konsekwencje? !!! I w tej sytuacji mam siê ograniczaæ w swych wyborach ¶wiatopogl±dowych "kurczowym racjonalizmem". TAKI racjonalizm, w TAKIM wydaniu ju¿ dawno nawet w fizyce teoretycznej i astrofizyce nie obowi±zuje. Ogranicza³by my¶lenie. Zdrowia ¿yczê
|
|
| | |  | jeyes (2281 points) (banned) | >>[...] chêtnie poznam twoje argumenty, wedle których mo¿liwe jest pogodzenie tezy o istnieniu "niewiadomoczego" (Boga) z rozumowym (racjonalnym) podej¶ciem do ¶wiata. >Napiszê o tym wiêcej. To ja poczekam, bo moje ewentualne zwierzenia na temat mojego ¶wiatopogl±du nie by³yby przecie¿ twoimi argumentami, o które prosi³em, prawda?
>Raczej tak: do wyboru ¶wiatopogl±dowego racjonalizm w sensie "rozci±g³ym" (z konsekwentnym za³o¿eniem nieistnienia Boga) nie wystarcza. Taki racjonalizm jest ju¿ wyborem. Racjonalizm, tak jak ja (i nie tylko ani nie wy³±cznie ja) go rozumiem ani nie opiera siê, ani nie wynika z za³o¿enia nieistnienia Boga. Racjonalizm pozwala, a mo¿e wrêcz wymusza zadawanie pytañ wierz±cym co to jest Bóg, jak godz± immanentne sprzeczno¶ci religii i wiary ze zdrowym rozs±dkiem, z codziennym wykorzystywaniem racjonalnego podej¶cia do ¶wiata itd. Racjonalizm prowadzi do niezajmowania siê kwesti± istnienia b±d¼ nieistnienia Boga, tak jak racjonalizm pozwala na niezajmowanie siê kwesti± istnienia Brgdwr±¿d¿a czy Xmplotfly. Racjonalizm natomiast pozwala na zastanowienie siê sk±d siê bior± wierzenia religijne i na poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie. Racjonalizm pozwala tak¿e na zadanie pytania dlaczego kto¶ uznaj±cy zasadê znan± pod nazw± brzytwy Ockhama odrzuca j± w stosunku do bytów, których istnienie deklaruje religia.
>Dlaczego uwa¿asz, jak siê zdaje, ¶wiatopogl±d dopuszczaj±cy istnienie Boga za gorszy? Pytasz mnie dlaczego irracjonalne jest gorsze od racjonalnego? Mówi±c krótko - bo irracjonalne elementy ¶wiatopogl±du s± cz³owiekowi kompletnie nieprzydatne w poznawaniu siebie i ¶wiata, w samorozwoju, s± zwodnicze albo wrêcz szkodliwe. Na temat negatywnego oddzia³ywania religii na cz³owieka, ze szczególnym uwzglêdnieniem religii chrze¶cijañskiej, napisano wiele, nie widzê sensu, abym to wszystko tu powtarza³, mo¿na siêgn±æ do tekstów w tym serwisie, do tekstów Fromma, Nietschego, Clementsa, ksi±¿ek z "Biblioteki Bez Dogmatu" i zapewne wielu innych, których nie wymieni³em, bo nie znam.
>>Taaa, jasne. Istnienie matematycznych aksjomatów powoduje, ¿e racjonalizm jest irracjonalny. Co¶ jeszcze? >Znów wk³adasz mi w usta co¶ czegom wcale nie rzek³. U¿y³e¶ innych s³ów ni¿ ja, ale sens by³ taki, jak napisa³em.
>Mój drogi, nie ma jeszcze ogólnej teorii grawitacji[...] Czy rozumiesz wszelkie powy¿szego konsekwencje? !!! I w tej sytuacji mam siê ograniczaæ w swych wyborach ¶wiatopogl±dowych "kurczowym racjonalizmem". TAKI racjonalizm, w TAKIM wydaniu ju¿ dawno nawet w fizyce teoretycznej i astrofizyce nie obowi±zuje. Ogranicza³by my¶lenie. Zupe³nie nie widzê powodu, dla którego postêp w nauce mia³by byæ argumentem za odrzuceniem racjonalizmu! A je¶li ju¿ wspomnia³e¶ determinizm, to nigdzie silniej siê on nie przejawia ni¿ w wierzeniach religijnych.
|
|
|  | | V0lrath (3440 points) | Wybór ateizmu jest racjonalny na tej samej zasadzie na której racjonalny jest np. wybór zachowania dorobku ca³ego ¿ycia je¶li mia³oby siê podj±æ decyzjê czy wymieniæ ten ca³y dorobek za 1 los w lotto zaoferowany przez kogo¶ podaj±cego siê za wró¿kê.
|
|
| Teresa | M³ot na czarownice religii. | Chcia³abym jeszcze dodaæ, ¿e:
Religia nie konkuruje z nauk±, poniewa¿ naprawdê ¿adne twierdzenie autentycznej religii nie jest naukowo sprawdzalne, bo chodzi bez wyj±tku o sprawy egzystencjalne, moralne albo poza¶wiatowe.
W³a¶nie przyczyn± wrogiego stanowiska do religii by³o niew±tpliwie po czê¶ci nadu¿ywanie autorytetu, zw³aszcza ze strony przedstawicieli religii, którzy zaczêli wyrokowaæ o sprawach nale¿±cych do dziedziny nauki, choæ przedmiotem religii s± sprawy poza¶wiatowe. To, ¿e przedstawiciele religijni mog± wypowiadaæ siê o faktach nale¿±cych do nauki to jest wiêc mit.
Religia jest sprzeczna ze ¶wiatopogl±dem O¶wiecenia (wiara w postêp dziêki wszystko wyja¶niaj±cej nauce), z tego powodu, wydaje mi siê, niektórzy przedstawiciele O¶wiecenia uwa¿aj±, ¿e religia jest mitem i zabobonem.
A tymczasem religia (patrz±c bezwzglêdnie, a nie wzglêdnie) nie jest zabobonem, bo nie jest sprzeczna ani z faktami stwierdzonymi przez naukê (bo nie dotyczy faktów naukowo sprawdzalnych), ani z prawami logiki.
|
|
 | | V0lrath (3440 points) | Odp: M³ot na czarownice religii. | Co do spraw poza¶wiatowych, nie sprawdzalnych naukowo, nieobserwowalnych lub nie logicznych to: Nie maj± one rzadnego zwi±zku z nami i ¿yciem w tym Wszech¶wiecie (czy czymkolwiek innym, co siê tu znajduje). Nie ma ¿adnej wi±rz±cej relacji miêdzy nimi a czym¶ co bezpo¶rednio lub po¶rednio nas dotyczy. Nie ma oddzia³ywania bezpo¶redniego lub po¶redniego miêdzy nimi, a nami. (te 3 zdania s± matematycznie i logicznie rzecz bior±c równowa¿ne). Oczywi¶cie to nie jest dok³adne stwierdzenie - mamy ograniczone mo¿liwo¶ci, wiêc takie metafizyczne sprawy nie dotycz± nas z dok³adno¶ci± jak± daje nam nauka oraz codzienna obserwacja. Jak dla mnie to wystarczaj±co du¿a dok³adno¶æ.
Co do spraw egzystencjalnych i moralnych to mimo wszystko racjonalne podej¶cie ma tu co¶ do powiedzenia i wcale nie jest tak, ¿e jest zgodne z religijnym - mimo, ¿e zawiera czêsto pewne elementy subiektywne.
|
|
|  | | Teresa | > Co do spraw poza¶wiatowych, nie sprawdzalnych naukowo, nieobserwowalnych lub nie logicznych to: Nie maj± one rzadnego zwi±zku z nami i ¿yciem w tym Wszech¶wiecie ...Wg mnie zagadnienia egzystencjonalne s± chyba jednymi z najwa¿niejszych pytañ, jakie cz³owiek mo¿e sobie zadaæ. S± to pytania o sens ¿ycia ludzkiego, i le¿± one na kraju ¿ycia i ¶wiata. S± nimi: sens ¿ycia, cierpienia, mi³o¶æ. Poniewa¿ s± one poza¶wiatowe le¿± poza dziedzin± nauki. ¯aden postêp nie mo¿e rozwi±zaæ zagadnienia dotycz±cego ¶mierci. Mo¿e tak my¶lisz, ze s± one nieistotne, ale wydaje mi siê, ¿e narzuc± siê one ka¿demu wcze¶niej lub pó¼niej.  > Co do spraw egzystencjalnych i moralnych to mimo wszystko racjonalne podej¶cie ma tu co¶ do powiedzenia i wcale nie jest tak, ¿e jest zgodne z religijnym - mimo, ¿e zawiera czêsto pewne elementy subiektywne.Ja nigdy tak nie twierdzi³am, ¿e normy moralne (etyka) s± tylko w religii. Chodzi³o mi tylko o zaznaczenie faktu, ¿e religia jest wielowarstwowa i ¿e zawiera w sobie te¿ etykê. Ale uwaga etyka nie jest chyba nauk±! Poniewa¿ nauka mówi o tym, co jest, "o faktach", a nie o tym "co ma byæ" czyli jak powinni zachowywaæ siê ludzie. Np. co to jest z³o? Nauka nie orzeka, czy co¶ jest, czy nie jest z³em, mo¿e najwy¿ej opisywaæ i dociekaæ, co kto uwa¿a za z³o. Ale z tego, ¿e nauka nie mo¿e niczego o ¼le powiedzieæ, nie wynika, ¿e z³a nie ma. Istnienie z³a jest oczywiste. Przecie¿ sami Racjonali¶ci wytykaj± z³o Ko¶cio³owi (np. Inkwizycjê) i papie¿ te¿ za to przeprosi³ i przyznaj±c, ze to by³o z³e. Ale z s±dów opisowych nie mo¿na chyba wydedukowaæ s±dów oceniaj±cych. A jednak oceny moralne mog± byæ klasyfikowane jako prawdziwe i fa³szywe.
|
|
| |  | jeyes (2281 points) (banned) | Wcinam siê, bo nie mogê spokojnie przechodziæ obok mniej lub bardziej ¶wiadomej religijnej propagandy antyludzkiej! > Wg mnie zagadnienia egzystencjonalne s± chyba jednymi z najwa¿niejszych pytañ, jakie cz³owiek mo¿e sobie zadaæ. S± to pytania o sens ¿ycia ludzkiego, i le¿± one na kraju ¿ycia i ¶wiata. S± nimi: sens ¿ycia, cierpienia, mi³o¶æ.Pytanie o sens ¿ycia jest jednym z najbardziej szkodliwych pytañ, jakie mo¿na postawiæ cz³owiekowi. Po pierwsze - zak³ada siê tym samym, ¿e ¿ycie samo w sobie jest pozbawione warto¶ci, bo zamiast szukaæ odpowiedzi na pytanie JAK ¿yæ, szuka siê odpowiedzi PO CO. Po drugie - skoro ju¿ samo ¿ycie nie ma warto¶ci, to warto¶ci± staje siê zrealizowanie jakiego¶ wydumanego CELU - i tu natychmiast rodzi siê pytanie - CZYJEGO celu? Taka np. religia chrze¶cijañska jasno przedstawia CZYJ cel ma realizowaæ cz³owiek - Boga. Religia ta mówi, ¿e celem ¿ycia cz³owieka jest zbawienie ("niebo", "¿ycie wieczne"), a czy to mo¿e byæ prawda? W ¿adnym razie, bo NIKT nie rodzi siê z prze¶wiadczeniem o takiej celowo¶ci ¿ycia; samo szukanie sensu ¿ycia ¶wiadczy przeciwko prawdziwo¶ci "jedynie s³usznego celu" narzucanego przez tê religiê. Istnieje powiedzenie, ¿e gdy nie ma siê w³asnych celów ¿yciowych, to realizuje siê cele innych ludzi - socjotechniki stosowane przez przywódców sekt, ale tak¿e urzêdników najwiêkszych religii teistycznych maj± w³a¶nie za zadanie odebraæ cz³owiekowi ju¿ nie tylko warto¶æ jego celów ¿yciowych, ale nawet sam± my¶l o budowaniu i realizowaniu takich celów. Tereso - jeste¶ "podrêcznikowym" przyk³adem skuteczno¶ci takich technik, idealnie zmanipulowan± jednostk± realizuj±c± siê wy³±cznie w procesie wype³niania nie twoich celów, trybikiem, którego jedynym zadaniem jest sprawiaæ, aby machina religijnych wp³ywów krêci³a siê g³adko. Oczywi¶cie, zaraz powiesz, ¿e twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie mi³o¶ci itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia? Nie jest i dlatego uzurpowane przez religie prawo do wy³±czno¶ci na umo¿liwienie cz³owiekowi bycia dobrym (ogólnie - moralnym) jest nie tylko manipulacj±, ale wielce szkodliw± manipulacj±, gdy¿ oszukuj±c wierz±cych o ich wyj±tkowo¶ci - krzywdzi ich oraz tych, którzy kieruj± siê moralno¶ci± w ¿yciu, bo tak czuj±, a nie bo im tak siê nakazuje w imiê spe³nienia celów boskich i w zamian za nagrodê "zbawienia". Ma³a dygresja - ju¿ samo wmawianie ludziom, ¿e potrzebuj± jakiego¶ "zbawienia" jest z gruntu niemoralne i antyhumanistyczne, bo zak³ada, ¿e cz³owiek jest "z³y", "grzeszny", "niedoskona³y", ¿e w ¿yciu doczesnym skazany jest na beznadziejn± szarpaninê - nie osi±gnie "sensu ¿ycia" zanim tego ¿ycia ju¿ mu zabraknie i trafi do "nieba". Pytanie o sens cierpienia i mi³o¶ci - moim zdaniem takie pytanie w przypadku cierpienia nobilituje je, a tym samym zmusza do jego akceptacji zamiast do dzia³añ, które prowadzi³yby do redukcji cierpienia. No bo jak tu niwelowaæ cierpienie skoro jego istnienie "ma sens"? Pytanie o sens mi³o¶ci, to ju¿ kompletna paranoja, bo to to samo, co kwestionowaæ mi³o¶æ lub szukaæ dla niej "ceny". Znowu wychodzi niemoralno¶æ takich pytañ, a w³a¶ciwie religii, która ka¿e o to pytaæ. To co powtarzasz, ¿e mi³o¶æ zbli¿a ciê do Absolutu, to jest niestety nic innego jak kwestionowanie warto¶ci mi³o¶ci samej w sobie oraz gotowo¶æ do realizacji wykoncypowanych nibycelów. > ¯aden postêp nie mo¿e rozwi±zaæ zagadnienia dotycz±cego ¶mierci.Jakiego mianowicie "zagadnienia"? Chyba tylko takiego, które spêdza sen z powiek wierz±cym - czy aby na pewno po ¶mierci bêdê... ¿y³, tyle ¿e ju¿ bezstresowo i bez koñca. > Ale uwaga etyka nie jest chyba nauk±!Etyka jest dziedzin± filozofii, która uchodzi w niektórych krêgach za naukê humanistyczn±  > Poniewa¿ nauka mówi o tym, co jest, "o faktach", a nie o tym "co ma byæ" czyli jak powinni zachowywaæ siê ludzie.Je¶li etyka jest nauk±, to jednak mówi "co ma byæ". Podobnie jak pscyhologia, psychiatria czy socjologia. Zdaje siê, ¿e ograniczasz naukê do nauk tzw. ¶cis³ych, czyli matematyki, fizyki, chemii. > Ale z s±dów opisowych nie mo¿na chyba wydedukowaæ s±dów oceniaj±cych.Jak wyobra¿asz sobie s±dy opisuj±ce w odniesieniu do pojêæ takich jak z³o, je¶li nie bêdzie w nich ¿adnych ocen?
|
|
| | |  | | less | >Tereso - jeste¶ "podrêcznikowym" przyk³adem skuteczno¶ci takich technik, idealnie zmanipulowan± jednostk± realizuj±c± siê wy³±cznie w procesie wype³niania nie twoich celów, trybikiem, którego jedynym zadaniem jest sprawiaæ, aby machina religijnych wp³ywów krêci³a siê g³adko. Mylisz siê Jeyesie. Zaraz to wyt³umaczê, ale zacznê od czego¶ innego. Muszê przyznaæ, ¿e jestem zaskoczony, ¿e komu¶ takiemu jak Teresa pozwala siê na za¶miecanie racjonalistycznego forum swoimi sprytnymi wypowiedziami. Swoboda wypowiedzi swobod± wypowiedzi, ale forum s³u¿y do dyskusji. A tutaj co mamy? Na pewno nie dyskusja jest tutaj sednem, ale natrêtna ewangelizacja w "jaskini lwa". Teresy nie interesuje polemika, ale ewangelizacja. Prawdopodobnie jest strasznie oszo³omiona sw± fantastyczn± misj± na zasadzie "g³os Bo¿y w twoim domu" nawet poprzez tak pod³e miejsce jak Racjonalista. Ta kobieta bije sobie plusiki w swej drodze do nieba i zbawienia, g³osz±c swoj± wersjê "mi³o¶ci" w miejscu opêtanym przez szatana.Jak s±dzê ma ukryt± intencjê równowa¿enia g³osu racjonalistycznego ( czyt. szatañskiego )z jedynym s³usznym g³osem czyli katolickim. Wk³adaj±c ten ewangelizacyjny g³os-kij w szatañskie mrowisko jest wentylem bezpieczeñstwa i latarni± "prawdy" dla poszukuj±cych, zagubionych i zb³±dzonych, ktorzy fatalnie trafili na te strony, a ona jest ich stra¿niczk±. Jest g³osem bezpieczeñstwa, anio³em stró¿em dla zb³±dzonych. My¶lê, ¿e nie doceniasz tej kobiety. To fanatyczka skrywaj±ca pod pow³ok± skromno¶ci, chêci "dyskusji" sw± prawdziw± intencjê. G³os boga w siedzibie szatana. I musi j± to nie¼le rajcowaæ, ¿e tak potrafi zwodziæ ju¿ tyle czasu tych o¶wieconych racjonalistów. Rozpanoszy³a siê tutaj ca³kowicie. I zero reakcji. Nie razi mnie, kiedy wpadaj± tutaj skrajni katolicy i prowadz± dyskusjê. Nie razi mnie, kiedy takie osoby jak powiedzmy Joanna wpada³y czasem na forum i prowadzi³y rozkrzyczan± ewangelizacjê. Ale w przypadku Teresy jestem surowy. To jest dla mnie ewidentna, permanentna kryptoewangelizacja, która w zaskakuj±cy sposób jest przez rz±dców forum tolerowana. I dlatego nie zgodzê siê z Tob± Jeyesie, ¿e Teresa jest idealnie zmanipulowan± jednostk± realizuj±c± siê wy³±cznie w wype³nianiu nie swoich celów. W³a¶nie o to chodzi, ¿e ona ma swój, bardzo oczywisty cel. Nie jest nim rzeczowa dyskusja, ale ewangelizacja na stronach wrogich ewangelizacji. Propagowanie warto¶ci chrze¶cijañskich, tam gdzie g³oszone jest co¶ przeciwstawnego. Cenzura nie jest czym¶, czego jestem zwolennikiem, ale w tym przypadku tolerowanie Teresy przez "rz±dców" odczuwam jako brak szacunku dla w³asnych warto¶ci. Powstaje pytanie, czy racjonalistyczne strony CHC¡ byæ ¶wietnym miejscem dla prowadzenia ewangelizacji? My¶lê, ¿e jest zasadnicza ró¿nica pomiêdzy dyskusj±, a ewangelizacj± czyli propagand±.
|
|
| | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | Fakt, ¿e Teresa czê¶ciej wyg³asza jakie¶ s±dy ni¿ polemizuje, to akurat nie stanowi ewenementu na forum tego serwisu. ¯e "ewangelizuje", to prawda, ale znowu - czy osoby "z drugiej strony barykady", nie wy³±czaj±c np. mnie - nie czyni± czego¶ podobnego? Czy sam serwis R. nie jest jadn± wielk± "ewangelizacj±"? Piszesz, ¿e ja nie mam racji, gdy twierdzê, ¿e Teresa realizuje nie swoje cele, bo ona ma swój cel w owym "ewangelizowaniu". Podtrzymujê swoje zdanie, ¿e to, czym siê tu zajmuje Teresa, nie jest jej celem ani wyborem. Po pierwsze - obowi±zkiem "statutowym" chrze¶cijanina (katolika te¿) jest w³a¶nie ewangelizowanie, a zatem realizowanie celu narzuconego przez organizacjê (Ko¶ció³). Po drugie - nawet je¶li Teresa dorobi³a sobie to wspomnianego obowi±zku jakie¶ subiektywne uzasadnienie, to nadal nie zmienia to faktu, ¿e jest "¿o³nierzem" pod rozkazami, tocz±cym bitwê znan± od wieków i wspóln± dla wielu podobnych jej "¿o³nierzy". Dawno temu obowi±zywa³y inne zasady, zarówno je¶li idzie o zarz±dzanie armi±, jak i zarz±dzanie zasobami ludzkimi organizacji. Wówczas Ko¶ció³ Katolicki nie pozwala³ swoim cz³onkom na my¶lenie - podobnie jak np. w armii pruskiej ¿o³nierz mia³ nie my¶leæ tylko s³uchaæ i wykonywaæ. Te czasy minê³y, choæ armie i organizacje nadal istniej±, tyle ¿e m±drzejsze o wiedzê w jaki sposób manipulowaæ "miêsem armatnim" tak, aby owo miêsko by³o przekonane, ¿e ma swobodê i dokonuje w³asnych wyborów. Mówi±c krócej i pro¶ciej - gdyby nie by³o KK, nie by³oby ewangelizuj±cej Teresy z jej uzasadnieniami (d±¿enie do Absolutu poprzez mi³o¶æ). Co wiêcej - gdyby Teresa nie urodzi³a siê i nie ¿y³a w kraju, gdzie katolicyzm jest tradycyjn± religi±, ale np. w Indiach, to nie by³oby Teresy przekonanej o istnieniu Boga, Chrystusa itd. Bior±c pod uwagê w³a¶nie ¼ród³o kulturowe jasne staje siê, ¿e Teresa, aczkolwiek na pewno uwa¿a siê za osobê wyj±tkow± z t± swoj± siln± religijno¶ci± katolick±, to tak naprawdê jest banalna w tej religijno¶ci, bo nie ma nic wyj±tkowego w fakcie, ¿e ryba p³ywa  Co do proponowanego przez ciebie cenzurowania forum, niedopuszczania do g³osu religiantów, "ewangelistów" itp. Proponujê aby¶ przeczyta³ co na temat PSR napisa³ M.A., a w skrócie chodzi o to, ¿e rzucanie k³ód pod nogi religiantom nie prowadzi do przekonywania kogokolwiek o racjach przeciwnych do religianckich. Jedyn± drog± do zmniejszania sfery "ciemnogrodu" jest propagowanie tego, co jest jego przeciwieñstwem. Mówienie, ¿e co¶ jest "be" i/lub ganianie propagatorów owego "be", to nieskuteczna, aczkolwiek narzucaj±ca siê niecierpliwym metoda. We¼ te¿ pod uwagê, ¿e chyba nigdzie cenzura nie powstrzyma³a ani nie zlikwidowa³a istnienia cenzorowanych - po prostu oficjalne prze¶ladowanie prowadzi do stworzenia silnego "podziemia" a nie do likwidacji niepo¿±danego zjawiska. Zauwa¿ tak¿e tak± rzecz - bardzo czêsto Teresa nie podejmuje dyskusji nie dlatego, ¿e liczy siê dla niej jedynie wyg³aszanie okre¶lonych przekonañ, ale po prostu z braku argumentów. Bywa te¿ i tak, ¿e odpowie na jaki¶ post, ale nie polemicznie lecz powtarzaj±c dobrze znane truizmy religijne - to te¿ z braku argumentów, a nie z powodu jakiego¶ szczególnego wyrafinowania. Nie wiem na ile dociera do Teresy s³abo¶æ i/lub bezsens jej fundamentalnych przekonañ, natomiast mo¿na mieæ nadziejê, ¿e ow± s³abo¶æ i/lub bezsens zauwa¿aj± w takich przypadkach inni - i to jest wa¿niejsze od przekonania Teresy, ¿e jej ¶wiatopogl±d jest bezsensowny. Na tym forum pojawiaj± siê osoby, których wypowiedzi s± o wiele bardziej niebezpieczne od wypowiedzi Teresy. Ju¿ nie tak aktywnie jak kiedy¶, ale nadal spotyka siê ba³amutnych demagogów, bieg³ych w klasycznych chwytach erystycznych, zdolnych do zrobienia wody z mózgu co bardziej nieprzygotowanym intelektualnie uczestnikom forum. Takie typy stanowi± faktyczne zagro¿enie dla racjonalizmu, dla rozumu, dla samodzielnego my¶lenia, bo potrafi± stworzyæ pozory logicznych wywodów prowadz±cych do zanegowania racjonalizmu lub relatywizacji pogl±dów. Na koniec - czy chcia³by¶, aby na forach religijnych stosowano twoj± metodê, a wiêc nie dopuszczano do g³osu ateistów, racjonalistów?
|
|
| | | | |  | | less | Pominê mo¿e pierwsz± kwestiê. W sumie to ma³o wa¿ne, czy Teresa jest m³otkiem w czyjich¶ rêkach, czy samobijem. Natomiast co do drugiej sprawy, to nie jestem ani przeciwko religiantom, ani nie jestem zwolennikiem cenzury. Logiczne wywody wprawnych, rozkrzyczanych religiantów mieszaj±ce potencjalnie poszukuj±cym w g³owach nie niepokoj± mnie, bo tego typu indywidua dostaj± tutaj odpowiedni± kontrê. M.in. od Ciebie. Teresa jest sprytniejsza. Robi to wszystko bez machania szabelk±, w prosty sposób, rzek³bym kobiecy, jakby na uboczu, mimochodem, i obawiam siê ¿e osi±ga to czego tym wojuj±cym, wprawnym krzykaczom nigdy siê nie udaje, bo ci wywo³uj± natychmiastow± reakcjê. A Teresê siê ignoruje, traktuje jako nieszkodliwe ubarwienie, z przymru¿eniem oka, bo nie niesie broni w rêku, tylko ma j± dobrze schowan± pod habitem. Inteligentna dziewczyna. Nie chcê st±d wyrzucaæ religiantów, tak jak nie chcia³bym ¿eby atei¶ci byli wyrzucani z forów religijnych. Zastanawiam siê jednak jak przeciwnicy religii traktowani byliby przez tamtejszych moderatorów, gdyby zamiast dyskusji siali prawie wy³±cznie propagandê antyreligijn±. Indoktrynowaliby. Jestem za dyskusjami, ale przeciwko propagandzie. A Teresa nie dyskutuje. Sieje. Jak Rydzyk, tylko po inszemu. No i zastanawiam siê czy to jest w³a¶ciwe miejsce dla akurat takiej praktyki. Ale mo¿e siê mylê. Takie mam jednak subiektywne odczucie.
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | No to nie zgadzamy siê co do niebezpieczeñstwa jakie wywo³uj± posty Teresy  Ja jestem przekonany, ¿e czym¶ o wiele gorszym jest dzia³alno¶æ demagogów bieg³ych w tworzeniu pozorów, które mog± zam±ciæ w g³owach ludziom ceni±cym sobie argumenty i my¶lenie i nie kieruj±cym siê przede wszystkim uczuciami. Je¶li sprytny demagog zasieje zw±tpienie czy wrêcz wywo³a zmianê pogl±dów w cz³owieku nieg³upim, to jest to niebezpieczne, bo mo¿e prowadziæ do przej¶cia takiego kogo¶ na "ciemn± stronê mocy"  A graj±ca na uczuciach Teresa mo¿e co najwy¿ej umocniæ czyje¶ przekonania, ju¿ i tak zgodne z g³oszonymi przez ni± pogl±dami - a to nie jest de facto ¿adna strata, a jedynie strata "utraconych korzy¶ci" - jak to siê w ekonomii okre¶la. Oczywi¶cie, s± demagodzy zdobywaj±cy poparcie poprzez odwo³ywanie siê do uczuæ, ale to nie jest sposób na d³ugotrwa³y i ugruntowany sukces - wystarczy pomy¶leæ o nietrwa³ym poparciu spo³ecznym Leppera czy Giertycha li tylko odwo³uj±cych siê do uczuæ. Zdobywanie zwolenników na czas d³u¿szy ni¿ tylko trwanie choæby najbardziej p³omiennej przemowy wymaga sprytniejszej demagogii - dlatego w³a¶nie Lepper przesta³ siê liczyæ, a Giertych nie. Teresa jest jakby odpowiednikiem Leppera (choæ jednocze¶nie jego zupe³nym przeciwieñstwem), bo gra na uczuciach - tylko socjopaty nie poci±ga mówienie o mi³o¶ci. Lepper potrzymuje uczucia negatywne, Teresa pozytywne. ¯adne z nich nie ma szans na zwerbowanie cz³owieka ceni±cego sobie rozum a przy tym moralnego. PS Mo¿e ju¿ wystarczy tego darmowego PR-u dla Teresy
|
|
| | | | | | |  | | less | Wystarczy na pewno, ale jedno nie daje mi jeszcze spokoju. Proponujê troszkê zmieniæ pu³ap z jakiego patrzymy na Teresê. Otó¿ prostota i gra na uczuciach jest bardzo czêsto skuteczniejsza od wyszukanych konstruktów erystycznych w³a¶nie z tego powodu..... ¿e jest prosta. W taki sposób, wbrew pozorom, ³atwo trafiæ do ludzi m³odych, zaczynaj±cych poszukiwania, czy przypadkowo czytaj±cych. To, ¿e dla nas jest to banalne, proste, kiepsko siê broni±ce czy wrêcz bez sensu, mo¿e byæ z³udne. I tak sobie my¶lê, czy ona czasami na tym koniu nie jedzie. Bo dla wielu ludzi wyszukana, filozoficzna konstrukcja mo¿e byæ czym¶ nie do prze³kniêcia w odró¿nieniu od franciszkañskiej prostoty, choæby filozoficznie, logicznie czy racjonalistycznie zupe³nie siê nie broni±cej. Trzeba chyba wzi±æ pod uwagê, ¿e spektrum ludzi czytaj±ce to forum jest bardzo szerokie i czêsto wcale nie szuka wyszukanych, skomplikowanych wywodów. A to, ¿e ludzie generalnie ³atwiej przyswajaj± komiksy od wyszukanej literatury, to fakt.
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa | Less, lepiej powiedz mi proszê, dlaczego uwa¿asz, ze to, co pisze nie broni siê racjonalistycznie, logicznie czy flozoficznie??? Mo¿e podasz jakie¶ argumenty? Po prostu podaj je je¶li chcesz ukróciæ moj± tzw. "dzia³alno¶æ ewangelizacyjn±". Je¶li takowych nie posiadasz, to proszê podaruj sobie te komentarze na mój temat.
>W³a¶nie o to chodzi, ¿e ona ma swój, bardzo oczywisty cel. Nie jest nim rzeczowa dyskusja, ale ewangelizacja na stronach wrogich ewangelizacji.
Nie wiem czy zauwa¿y³e¶, ale ten w±tek nazywa siê "M³ot na czarownice religii" piszê wiêc czym wg mnie jest religia. Chyba mogê mieæ swoje zdanie w tej kwestii?
|
|
| | |  | | Teresa | > Pytanie o sens ¿ycia jest jednym z najbardziej szkodliwych pytañ, jakie mo¿na postawiæ cz³owiekowi. Po pierwsze - zak³ada siê tym samym, ¿e ¿ycie samo w sobie jest pozbawione warto¶ci, bo zamiast szukaæ odpowiedzi na pytanie JAK ¿yæ, szuka siê odpowiedzi PO CO.A dlaczego nie mogê sobie takiego pytania "po co ¿yjê" postawiæ na serio? Dlaczego? Rozumiem, ze wg Ciebie jest to bezsensu. Ale to wynika z Twojego ¶wiatopogl±du (z Twej wiary), tzw. zawê¿onego racjonalizmu. Natomiast wg mnie stawianie sobie takich pytañ jak najbardziej mie¶ci siê w ramach szerokiego racjonalizmu, gdy¿ próba znalezienia satysfakcjonuj±cej odpowiedzi na pytanie "po co ¿yjê" (takiej odpowiedzi, która sprawia mi choæby rado¶æ) le¿y granicach zdrowego rozs±dku.  Mój ¶wiatopogl±d jest w tym wzglêdzie niesprzeczny i spójny. > Po drugie - skoro ju¿ samo ¿ycie nie ma warto¶ci, to warto¶ci± staje siê zrealizowanie jakiego¶ wydumanego CELU - i tu natychmiast rodzi siê pytanie - CZYJEGO celu? Taka np. religia chrze¶cijañska jasno przedstawia CZYJ cel ma realizowaæ cz³owiek - Boga. Religia ta mówi, ¿e celem ¿ycia cz³owieka jest zbawienie ("niebo", "¿ycie wieczne"), a czy to mo¿e byæ prawda? W ¿adnym razie, bo NIKT nie rodzi siê z prze¶wiadczeniem o takiej celowo¶ci ¿ycia;Chyba ka¿dy rodzi siê z pragnieniem szczê¶cia i zastanawia siê, w jaki sposób je osi±gn±æ. Niebo to stan wewnêtrzny (szczê¶cie), a nie miejsce. Proste spostrze¿enie socjologiczne: czy ludzie bogaci i niewierz±cy s± szczê¶liwi i czy maja poczucie sensu ¿ycia? Czy nie pope³niaj± samobójstw? Gdyby tak by³o to mo¿e przyzna³abym Ci racjê. > Oczywi¶cie, zaraz powiesz, ¿e twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie mi³o¶ci itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia?Wg mnie nie ma co siê obruszaæ na niemoralno¶æ takich pytañ. Tylko trzeba zapytaæ siê na serio: "a dlaczego mam w³a¶ciwie kochaæ siebie albo kogo¶ innego"? > Ma³a dygresja - ju¿ samo wmawianie ludziom, ¿e potrzebuj± jakiego¶ "zbawienia" jest z gruntu niemoralne i antyhumanistyczne, bo zak³ada, ¿e cz³owiek jest "z³y", "grzeszny", "niedoskona³y", ¿e w ¿yciu doczesnym skazany jest na beznadziejn± szarpaninê - nie osi±gnie "sensu ¿ycia" zanim tego ¿ycia ju¿ mu zabraknie i trafi do "nieba".A mo¿e co¶ w tym jest? Tego nie da siê ukryæ. Przecie¿ s± (byli) ludzie, którzy dzia³ali przeciw podstawowym potrzebom gatunku ludzkiego. I to niezale¿nie od postêpu naukowego, mo¿na powiedzieæ, ¿e wrêcz wykorzystywali zdobycze nauki przeciw innym ludziom: czy to by³y maczugi czy to jest broñ atomowa. > Etyka jest dziedzin± filozofii, która uchodzi w niektórych krêgach za naukê humanistyczn±  Filozofia jest wg mnie nauk±, ale etyka, która mia³aby polegaæ na moralizowaniu, chyba nie jest nauk±. Etyka (naukowa) mo¿e analizowaæ, opisywaæ, co kto uwa¿a za z³o. > Je¶li etyka jest nauk±, to jednak mówi "co ma byæ". Podobnie jak pscyhologia, psychiatria czy socjologia. Zdaje siê, ¿e ograniczasz naukê do nauk tzw. ¶cis³ych, czyli matematyki, fizyki, chemii.Psychologiê czy psychiatriê uwa¿am za bardzo po¿yteczne, na pewno wielu ludziom pomog³y! Ale psychologia nie mówi "co ma byæ", daje tylko wiedzê, dziêki której mo¿emy podejmowaæ skuteczniejsze decyzjê i tyle. Je¶li naszym celem jest mi³o¶æ bli¼niego to mo¿emy robiæ to skuteczniej, m±drzej. Nie ma chyba czego¶ takiego jak "¶wiatopoglad naukowy". > Jak wyobra¿asz sobie s±dy opisuj±ce w odniesieniu do pojêæ takich jak z³o, je¶li nie bêdzie w nich ¿adnych ocen?Warto¶æ to jest byt idealny (my¶lny) taki, jak liczba. Istniej± ró¿ne kategorie warto¶ci, np. warto¶æ przyjemno¶ciowa (np. po¿ycie p³ciowe ma tak± warto¶æ  ), warto¶æ egzystencjalna (np. zdobycie szczytu jakiej¶ góry, kiedy cz³owiek jest na wpó³ ¿ywy z wysi³ku). Same warto¶ci mo¿na opisywaæ.
|
|
| | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | >A dlaczego nie mogê sobie takiego pytania "po co ¿yjê" postawiæ na serio? Dlaczego? Rozumiem, ze wg Ciebie jest to bezsensu. W ogóle nie odnios³a¶ siê do tego co napisa³em na temat "pytania o sens ¿ycia", za to usi³ujesz wywo³aæ wra¿enie, ¿e ta czê¶æ mojej wypowiedzi sprowadza siê do stwierdzenia przeze mnie, i¿ "pytanie o sens ¿ycia" uwa¿am za bezsensowne nie podaj±c ¿adnego uzasadnienia. Dla mnie oznacza to, ¿e brakuje ci argumentów, których mog³aby¶ u¿yæ w ewentualnej dyskusji.
>Ale to wynika z Twojego ¶wiatopogl±du (z Twej wiary), tzw. zawê¿onego racjonalizmu. Natomiast wg mnie stawianie sobie takich pytañ jak najbardziej mie¶ci siê w ramach szerokiego racjonalizmu, gdy¿ próba znalezienia satysfakcjonuj±cej odpowiedzi na pytanie "po co ¿yjê" (takiej odpowiedzi, która sprawia mi choæby rado¶æ) le¿y granicach zdrowego rozs±dku. Mój ¶wiatopogl±d jest w tym wzglêdzie niesprzeczny i spójny. Twierdzenia, ¿e mój ¶wiatopogl±d=wiara, ¿e twój katolicki ¶wiatopogl±d jest szerszy ni¿ mój oraz "bardziej racjonalny", a tak¿e niesprzeczny i spójny s± tak absurdalne, ¿e mog± wywo³aæ wy³±cznie u¶miech.
>>Po drugie - skoro ju¿ samo ¿ycie nie ma warto¶ci, to warto¶ci± staje siê zrealizowanie jakiego¶ wydumanego CELU - i tu natychmiast rodzi siê pytanie - CZYJEGO celu? Taka np. religia chrze¶cijañska jasno przedstawia CZYJ cel ma realizowaæ cz³owiek - Boga. Religia ta mówi, ¿e celem ¿ycia cz³owieka jest zbawienie ("niebo", "¿ycie wieczne"), a czy to mo¿e byæ prawda? W ¿adnym razie, bo NIKT nie rodzi siê z prze¶wiadczeniem o takiej celowo¶ci ¿ycia;
>Chyba ka¿dy rodzi siê z pragnieniem szczê¶cia i zastanawia siê, w jaki sposób je osi±gn±æ. Niebo to stan wewnêtrzny (szczê¶cie), a nie miejsce. Pragnienie szczêscia nie jest tym samym, co chrze¶cijañskie d±¿enie do "zbawienia", za¶ znalezienie siê w "niebie" tylko potocznie oznacza odczuwanie szczê¶cia.
>Proste spostrze¿enie socjologiczne: czy ludzie bogaci i niewierz±cy s± szczê¶liwi i czy maja poczucie sensu ¿ycia? Czy nie pope³niaj± samobójstw? Gdyby tak by³o to mo¿e przyzna³abym Ci racjê. Bogactwo + ateizm = brak poczucia szczê¶cia i sensu ¿ycia oraz prowadzi do samobójstwa. To tak nieprawdopodobna bzdura, ¿e a¿ nie chce mi siê wierzyæ, ¿e mog³a¶ co¶ takiego napisaæ! Taaa... bieda oraz wiara ¼ród³em szczê¶cia... chyba ¿e dla cwaniaczków w rodzaju Rydzyka ¿eruj±cych na wierz±cej biedocie.
>>Oczywi¶cie, zaraz powiesz, ¿e twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie mi³o¶ci itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia? >Wg mnie nie ma co siê obruszaæ na niemoralno¶æ takich pytañ. Tylko trzeba zapytaæ siê na serio: "a dlaczego mam w³a¶ciwie kochaæ siebie albo kogo¶ innego"? Hmmm... nie widzê ¿adnego zwi±zku miêdzy moj± wypowiedzi± i twoim do niej komentarzem.
>>Ma³a dygresja - ju¿ samo wmawianie ludziom, ¿e potrzebuj± jakiego¶ "zbawienia" jest z gruntu niemoralne i antyhumanistyczne, bo zak³ada, ¿e cz³owiek jest "z³y", "grzeszny", "niedoskona³y", ¿e w ¿yciu doczesnym skazany jest na beznadziejn± szarpaninê - nie osi±gnie "sensu ¿ycia" zanim tego ¿ycia ju¿ mu zabraknie i trafi do "nieba". >A mo¿e co¶ w tym jest? Tego nie da siê ukryæ. Przecie¿ s± (byli) ludzie, którzy dzia³ali przeciw podstawowym potrzebom gatunku ludzkiego. I to niezale¿nie od postêpu naukowego, mo¿na powiedzieæ, ¿e wrêcz wykorzystywali zdobycze nauki przeciw innym ludziom: czy to by³y maczugi czy to jest broñ atomowa. Tylko ¿e religia chrze¶cijañska wmawia swoim wyznawcom, ¿e wszyscy ludzie s± ¼li, a nie ¿e ¼li s± tylko niektórzy. To jest zasadnicza ró¿nica.
>>Etyka jest dziedzin± filozofii, która uchodzi w niektórych krêgach za naukê humanistyczn± >Filozofia jest wg mnie nauk±, ale etyka, która mia³aby polegaæ na moralizowaniu, chyba nie jest nauk±. Etyka (naukowa) mo¿e analizowaæ, opisywaæ, co kto uwa¿a za z³o. Polecam ci zatem sprawdziæ jak to naprawdê jest z t± etyk±. Wystarczy zajrzeæ choæby do wikipedii.
>Psychologiê czy psychiatriê uwa¿am za bardzo po¿yteczne, na pewno wielu ludziom pomog³y! Ale psychologia nie mówi "co ma byæ", daje tylko wiedzê, dziêki której mo¿emy podejmowaæ skuteczniejsze decyzjê i tyle. Skuteczne decyzje dotycz±ce czego, hmmm? Czy przypadkiem nie chodzi o zmianê tego "co jest" na co¶ "co ma byæ"?
>Je¶li naszym celem jest mi³o¶æ bli¼niego to mo¿emy robiæ to skuteczniej, m±drzej. Nie ma chyba czego¶ takiego jak "¶wiatopoglad naukowy". A propos czego to napisa³a¶? I co to w ogóle znaczy, ¿e czyimkolwiek celem jest mi³o¶æ bli¼niego? ¯e ma siê kochaæ wszystkich czy ¿e ma siê ka¿dego uszczê¶liwiaæ, czy co? Pierwsze jest równoznaczne z brakiem moralno¶ci, bo kochaj±c wszystkich przestajesz ró¿nicowaæ ich postêpowanie albo jest wyrazem jakiego¶ chorego pojmowania mi³o¶ci, jej deprecjacj±, bo kochaæ wszystkich to znaczy nie kochaæ nikogo. Drugie jest wyrazem pychy, która zak³ada, ¿e wiesz co dla ka¿dego cz³owieka oznacza bycie szczê¶liwym oraz jest niebezpieczne, bo co je¶li dla kogo¶ szczêscie oznacza np. upodlenie innych?
>>Jak wyobra¿asz sobie s±dy opisuj±ce w odniesieniu do pojêæ takich jak z³o, je¶li nie bêdzie w nich ¿adnych ocen? >Warto¶æ to jest byt idealny (my¶lny) taki, jak liczba. Istniej± ró¿ne kategorie warto¶ci, np. warto¶æ przyjemno¶ciowa (np. po¿ycie p³ciowe ma tak± warto¶æ ), warto¶æ egzystencjalna (np. zdobycie szczytu jakiej¶ góry, kiedy cz³owiek jest na wpó³ ¿ywy z wysi³ku). Same warto¶ci mo¿na opisywaæ. Mowa by³a jednoznacznie o warto¶ciach z zakresu zainteresowania etyki (moralno¶ci), wiêc nie ¶ciemniaj. A co do po¿ycia p³ciowego - je¶li wedle ciebie ma ono warto¶æ sprowadzaj±c± siê wy³±cznie do przyjemno¶ci, to po prostu nie wiesz na ten temat NIC.
|
|
| | | | |  | | Teresa | >W ogóle nie odnios³a¶ siê do tego co napisa³em na temat "pytania o sens ¿ycia", za to usi³ujesz wywo³aæ wra¿enie, ¿e ta czê¶æ mojej wypowiedzi sprowadza siê do stwierdzenia przeze mnie, i¿ "pytanie o sens ¿ycia" uwa¿am za bezsensowne nie podaj±c ¿adnego uzasadnienia. Dla mnie oznacza to, ¿e brakuje ci argumentów, których mog³aby¶ u¿yæ w ewentualnej dyskusji.
Poniewa¿ nie widzê sensu dalszego dr±¿enia tego tematu. Ty wierzysz ¿e stawianie takich pytan jest "be", czy tak? Natomiast dla mnie ¶wiatopogl±d, który nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania (w tym na takie) jest niemo¿liwy. Nie bêdê wiêc dyskutowac z Twoj± wiar±. Choæ nie ukrywam i¿ uwa¿am, ¿e walcz±c z przes±dami sam pad³e¶ ofiar± pewnego przes±du (a mianowicie takiego, ze stawianie takich pytañ jest "be").
>>Chyba ka¿dy rodzi siê z pragnieniem szczê¶cia i zastanawia siê, w jaki sposób je osi±gn±æ. Niebo to stan wewnêtrzny (szczê¶cie), a nie miejsce. >Pragnienie szczêscia nie jest tym samym, co chrze¶cijañskie d±¿enie do "zbawienia", za¶ znalezienie siê w "niebie" tylko potocznie oznacza odczuwanie szczê¶cia.
Niebo to jest stan szczê¶cia. Chyba bym co¶ na ten temat wiedzia³a gdyby by³o inaczej, w koñcu chyba wiem, w co wierzê, prawda? Zgodnie wiar± ka¿dy cz³owiek ju¿ trochê w niebie albo trochê w piekle. Bo niebo i piek³o zaczynaj± siê ju¿ tu.
¦wiêta Faustyna krótko przed swoj± ¶mierci± pisa³a, ¿e zjednoczenie z Chrystusem w chwale nieba jest "zatoniêciem w Bogu jako w oceanie szczê¶cia".
>Bogactwo + ateizm = brak poczucia szczê¶cia i sensu ¿ycia oraz prowadzi do samobójstwa. To tak nieprawdopodobna bzdura, ¿e a¿ nie chce mi siê wierzyæ, ¿e mog³a¶ co¶ takiego napisaæ! Taaa... bieda oraz wiara ¼ród³em szczê¶cia... chyba ¿e dla cwaniaczków w rodzaju Rydzyka ¿eruj±cych na wierz±cej biedocie.
Nie bêdê tak dyskutowaæ. To mo¿e przeanalizujmy jakie¶ statystyki odno¶nie liczby samobójstw .... (ja takowych niestety nie posiadam)
>>>Oczywi¶cie, zaraz powiesz, ¿e twoim celem jest czynienie dobra, krzewienie mi³o¶ci itd. - czy do tego potrzebna jest komukolwiek jakakolwiek religia? >>Wg mnie nie ma co siê obruszaæ na niemoralno¶æ takich pytañ. Tylko trzeba zapytaæ siê na serio: "a dlaczego mam w³a¶ciwie kochaæ siebie albo kogo¶ innego"? >Hmmm... nie widzê ¿adnego zwi±zku miêdzy moj± wypowiedzi± i twoim do niej komentarzem.
Przykro mi, ale oczywi¶cie, ze wiara ma pomagaæ czyniæ dobro i krzewiæ mi³o¶æ. To jest jedna z g³ównych prawd wiary! Zgodnie z wiar± Bóg dzia³a poprzez sakramenty. I nic na to nie poradzê.
>Tylko ¿e religia chrze¶cijañska wmawia swoim wyznawcom, ¿e wszyscy ludzie s± ¼li, a nie ¿e ¼li s± tylko niektórzy. To jest zasadnicza ró¿nica.
My za z³ego jeste¶my sk³onni uwa¿aæ kogo¶, kto dopu¶ci³ siê jakiej¶ zbrodni. Natomiast o mniejszych ¶wiñstwach to jeste¶my sk³onni mówiæ, ¿e "kto¶ uleg³ ludzkim s³abo¶ciom"!! Biblia mówi, ¿e: "Nie potrzebuj± lekarza zdrowi, lecz ci, którzy siê ¼le maj±." Ka¿dy sam musi to oceniæ czy jest zdrowy. W ka¿dym b±d¼ razie nie chodzi o to, ¿e wytykaæ komu¶, ze jest chory, ale ¿eby uzdrowiæ.
>Skuteczne decyzje dotycz±ce czego, hmmm? Czy przypadkiem nie chodzi o zmianê tego "co jest" na co¶ "co ma byæ"?
Je¶li masz odpowiedni± du¿± wiedzê na jaki¶ temat, to zazwyczaj wiesz "co ma byæ".
>A propos czego to napisa³a¶? I co to w ogóle znaczy, ¿e czyimkolwiek celem jest mi³o¶æ bli¼niego? ¯e ma siê kochaæ wszystkich czy ¿e ma siê ka¿dego uszczê¶liwiaæ, czy co?
Wystarczy traktowaæ innych tak, jak Ty by¶ chcia³by¶ przez nich traktowany.
>Drugie jest wyrazem pychy, która zak³ada, ¿e wiesz co dla ka¿dego cz³owieka oznacza bycie szczê¶liwym oraz jest niebezpieczne, bo co je¶li dla kogo¶ szczêscie oznacza np. upodlenie innych?
A czy Ty, gdy kto¶ Ciê upadla czujesz siê szczê¶liwy? Nie? To tym samym mo¿na rozs±dnie przyj±æ, ze upadlanie kogo¶ innego nie uczyni go szczê¶liwym. Chodzi o to, ¿e ca³y gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i dzia³anie sprzeczne z nimi jest z³em bezwzglêdnym dla jednostki ludzkiej.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | > >W ogóle nie odnios³a¶ siê do tego co napisa³em na temat "pytania o sens ¿ycia", za to usi³ujesz wywo³aæ wra¿enie, ¿e ta czê¶æ mojej wypowiedzi sprowadza siê do stwierdzenia przeze mnie, i¿ "pytanie o sens ¿ycia" uwa¿am za bezsensowne nie podaj±c ¿adnego uzasadnienia. Dla mnie oznacza to, ¿e brakuje ci argumentów, których mog³aby¶ u¿yæ w ewentualnej dyskusji.> Poniewa¿ nie widzê sensu dalszego dr±¿enia tego tematu.Zacytujê siebie: W ogóle nie odnios³a¶ siê do tego co napisa³em na temat "pytania o sens ¿ycia", wiêc o jakim "dalszym dr±¿eniu" mówisz? > Ty wierzysz ¿e stawianie takich pytan jest "be", czy tak?Co na ten temat napisa³em jest prawdziwe niezale¿nie od czyjejkolwiek wiary. > Natomiast dla mnie ¶wiatopogl±d, który nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania (w tym na takie) jest niemo¿liwy.Widzê, ¿e kroczysz ¶cie¿k± absurdu coraz dalej - nie ma ¶wiatopogl±du daj±cego odpowiedzi na wszystkie pytania. Twój ¶wiatopogl±d nie jest tu wyj±tkiem. To, co uwa¿asz za odpowiedzi jest zaledwie nieweryfikowalnymi fantazjami. Istnienie Boga, cel powstania ¶wiata i ludzi podawany przez twoj± religiê, "¿ycie po ¿yciu" i co tam jeszcze stanowi "odpowiedzi na wszystkie pytania" s± wymys³ami ludzkimi i ty doskonale o tym wiesz. Dlatego dorabiasz sobie do tych fantazji swoje w³asne interpretacje, ¿eby samej sobie dostarczy namiastkê argumentów. > Nie bêdê wiêc dyskutowac z Twoj± wiar±.Oczywi¶cie, ¿e nie bêdziesz, bo nie tylko nie umiesz wykazaæ, ¿e siê mylê, ale przede wszystkim nie mo¿esz pokazaæ, ¿e twoje przekonania maj± choæ cieñ uzasadnienia. Usi³ujesz sprowadziæ wszystko co piszê do tej samej kategorii, której pad³a¶ ofiar± - nieuzasadnionej WIARY, ¿eby w ten sposób zrównaæ religijne bajeczki z rzeczywist± wiedz± o ¶wiecie. Robisz to samo, co ci, którzy mówi± o nauce jako "wierze" - stare, niemodne, ¿a³osne i przykre, gdy siê we¼mie pod uwagê, ¿e cz³owiek posiada rozum, ale z niego nie chce korzystaæ. > Choæ nie ukrywam i¿ uwa¿am, ¿e walcz±c z przes±dami sam pad³e¶ ofiar± pewnego przes±du (a mianowicie takiego, ze stawianie takich pytañ jest "be").Powtórzê po raz n-ty: nawet nie spróbowa³a¶ polemiki i tylko uporczywie odmawiasz mi racji na zasadzie "nie bo nie i ju¿". A¿ tak bardzo jeste¶ ¶wiadoma bezsensu "swoich" przekonañ? > >Pragnienie szczêscia nie jest tym samym, co chrze¶cijañskie d±¿enie do "zbawienia", za¶ znalezienie siê w "niebie" tylko potocznie oznacza odczuwanie szczê¶cia.> Niebo to jest stan szczê¶cia. Chyba bym co¶ na ten temat wiedzia³a gdyby by³o inaczej, w koñcu chyba wiem, w co wierzê, prawda?To piêkne - co¶ jest prawd±, bo w to wierzysz. Wierzê, ¿e krasnoludki s± bezp³ciowe. Chyba bym co¶ na ten temat wiedzia³ gdyby by³o inaczej, w koñcu chyba wiem, w co wierzê, prawda? > Zgodnie wiar± ka¿dy cz³owiek ju¿ trochê w niebie albo trochê w piekle. Bo niebo i piek³o zaczynaj± siê ju¿ tu.A co z Czy¶cem? Kiedy wypad³ z obiegu? > ¦wiêta Faustyna krótko przed swoj± ¶mierci± pisa³a, ¿e zjednoczenie z Chrystusem w chwale nieba jest "zatoniêciem w Bogu jako w oceanie szczê¶cia".Religijnego be³kotu nie bêdê komentowa³, bo nie ma mo¿liwo¶ci polemizowaæ z bezsensem. > >Bogactwo + ateizm = brak poczucia szczê¶cia i sensu ¿ycia oraz prowadzi do samobójstwa. To tak nieprawdopodobna bzdura, ¿e a¿ nie chce mi siê wierzyæ, ¿e mog³a¶ co¶ takiego napisaæ! Taaa... bieda oraz wiara ¼ród³em szczê¶cia... chyba ¿e dla cwaniaczków w rodzaju Rydzyka ¿eruj±cych na wierz±cej biedocie.> Nie bêdê tak dyskutowaæ. To mo¿e przeanalizujmy jakie¶ statystyki odno¶nie liczby samobójstw .... (ja takowych niestety nie posiadam)I pomy¶leæ, ¿e niektórzy na tym forum zarzucaj± ci inteligencjê a nawet przebieg³o¶æ... Tereso - jak nie masz o czym¶ pojêcia, to nie zmy¶laj i nie podawaj tego jako swoich argumentów, bo w ten sposób naprawdê niczego nie osi±gasz oprócz wystawiania siê na kpiny. > Przykro mi, ale oczywi¶cie, ze wiara ma pomagaæ czyniæ dobro i krzewiæ mi³o¶æ. To jest jedna z g³ównych prawd wiary! Zgodnie z wiar± Bóg dzia³a poprzez sakramenty. I nic na to nie poradzê.Mylisz pomoc z przymusem. Twoja wiara nakazuje ci czyniæ dobro, ale nie ze wzglêdu na jego warto¶æ, ale ze wzglêdu na to, ¿e twój Bóg wymaga od ciebie pos³uszeñstwa, za które masz obiecane "niebo". Swoj± drog± ciekawe jak wygl±da³a moralno¶æ tych, dla których trzeba by³o podstawowe jej zasady zapisaæ w "¶wiêtej ksiêdze" i dla których dopiero strach przed Bogiem by³ imperatywem do przestrzegania owych zasad. > >Tylko ¿e religia chrze¶cijañska wmawia swoim wyznawcom, ¿e wszyscy ludzie s± ¼li, a nie ¿e ¼li s± tylko niektórzy. To jest zasadnicza ró¿nica.> My za z³ego jeste¶my sk³onni uwa¿aæ kogo¶, kto dopu¶ci³ siê jakiej¶ zbrodni. Natomiast o mniejszych ¶wiñstwach to jeste¶my sk³onni mówiæ, ¿e "kto¶ uleg³ ludzkim s³abo¶ciom"!! Biblia mówi, ¿e: "Nie potrzebuj± lekarza zdrowi, lecz ci, którzy siê ¼le maj±." Ka¿dy sam musi to oceniæ czy jest zdrowy.W ka¿dym b±d¼ razie nie chodzi o to, ¿e wytykaæ komu¶, ze jest chory, ale ¿eby uzdrowiæ. Tereso - przypomnê ci (ja, ateista, có¿ za ironia!), ¿e wedle twojej religii nikt nie jest bez grzechu, ka¿dy jest splamiony "grzechem pierworodnym". > Je¶li masz odpowiedni± du¿± wiedzê na jaki¶ temat, to zazwyczaj wiesz "co ma byæ".W sposób wielce zakamuflowany przyzna³a¶ mi racjê. Dlaczego jawne przyznanie siê do b³êdu jest ponad twoje si³y? Jak w tym ¶wietle wygl±da twoje d±¿enie do doskona³o¶ci, co? > Wystarczy traktowaæ innych tak, jak Ty by¶ chcia³by¶ przez nich traktowany.Aaaa, to nie jest mi³o¶æ, ale co najwy¿ej dobre wychowanie. A co, je¶li kto¶ jest sado-masochist±?  > >Drugie jest wyrazem pychy, która zak³ada, ¿e wiesz co dla ka¿dego cz³owieka oznacza bycie szczê¶liwym oraz jest niebezpieczne, bo co je¶li dla kogo¶ szczêscie oznacza np. upodlenie innych?> A czy Ty, gdy kto¶ Ciê upadla czujesz siê szczê¶liwy? Nie? To tym samym mo¿na rozs±dnie przyj±æ, ze upadlanie kogo¶ innego nie uczyni go szczê¶liwym.Pominê³a¶ fragment o pys
|
|
| | | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | Pominê³a¶ fragment o pysze - dlaczego? A co, je¶li siê pomyli³a¶ i ja czujê siê szczê¶liwy upadlaj±c innych? Wówczas rozs±dnym bêdzie przyj±æ, ¿e upadlanie innych czyni ludzi szczê¶liwymi? Pope³niasz b³±d usi³uj±c uogólniaæ na podstawie jednostkowego przypadku (zreszt± wydumanego). Nie bierzesz pod uwagê, ¿e czyje¶ szczê¶cie mo¿e odbywaæ siê kosztem czyjego¶ nieszczê¶cia, wiêc nie ma sposobu na uszczê¶liwienie wszystkich. ¯eby nie byæ go³os³ownym: Pani X i pan Y s± ze sob± w zwi±zku; pojawia siê pan Z i pani X zostawia pana Y, i jest szczê¶liwa z panem Z. Czy pan Y bêdzie szczê¶liwy?
>Chodzi o to, ¿e ca³y gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i dzia³anie sprzeczne z nimi jest z³em bezwzglêdnym dla jednostki ludzkiej. Chodzi o to, ¿e zaspokajanie potrzeb jednych odbywa siê czêsto kosztem innych, a nikt nie wymysli³ jeszcze sposobu, jak ograniczonymi zasobami zaspokoiæ nieogranicznone potrzeby. Chodzi te¿ o to, ¿e zaspokojenie podstawowych potrzeb prowadzi do chêci zaspokojenia potrzeb le¿±cych wy¿ej w hierarchii. A przede wszystkim chodzi o to, ¿eby ka¿dy my¶la³ o sobie, a nie usi³owa³ zadowoliæ wszystkich innych, w tym takich, których podstawowe potrzeby s± wymierzone przeciwko innym. Podstawow± potrzeb± psychopatycznego mordercy jest zniwelowaæ wewnêtrzne napêcie poprzez odebranie komu¶ ¿ycia, podstawow± potrzeb± alkoholika jest dostarczyæ organizmowi dawkê alkoholu itd. Innymi s³owy - wcale nie jest tak, ¿e wszyscy mamy identyczne potrzeby, identyczne sposoby na odczuwanie szczê¶cia i ¿e uszczê¶liwienie ka¿dego oznacza szczê¶cie wszystkich.
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa | > >Nie bêdê wiêc dyskutowac z Twoj± wiar±.> Oczywi¶cie, ¿e nie bêdziesz, bo nie tylko nie umiesz wykazaæ, ¿e siê mylê, ale przede wszystkim nie mo¿esz pokazaæ, ¿e twoje przekonania maj± choæ cieñ uzasadnienia.Ju¿ dawno to wykaza³am. Nie bêdê siê powtarzaæ. > To piêkne - co¶ jest prawd±, bo w to wierzysz. Wierzê, ¿e krasnoludki s± bezp³ciowe. Chyba bym co¶ na ten temat wiedzia³ gdyby by³o inaczej, w koñcu chyba wiem, w co wierzê, prawda?To jest bardziej z³o¿one i wykracza poza temat tego w±tku. Absolut jest immanentny i transcendentny jednocze¶nie. Uprawnion± drog± do doj¶cia do absolutu jest odkrycie go w sobie, ukrytego w tajnikach naszego bytu. > >Zgodnie wiar± ka¿dy cz³owiek ju¿ trochê w niebie albo trochê w piekle. Bo niebo i piek³o zaczynaj± siê ju¿ tu.> A co z Czy¶cem? Kiedy wypad³ z obiegu?Po czy¶æcu i tak osi±ga siê niebo ... to jedyny mo¿liwy kierunek  dlatego ominê³am ten etap.  > I pomy¶leæ, ¿e niektórzy na tym forum zarzucaj± ci inteligencjê a nawet przebieg³o¶æ... Tereso - jak nie masz o czym¶ pojêcia, to nie zmy¶laj i nie podawaj tego jako swoich argumentów, bo w ten sposób naprawdê niczego nie osi±gasz oprócz wystawiania siê na kpiny.A czy Hitler by³ szczê¶liwy? Chyba nie. A przecie¿ mia³ i w³adzê i kasê i sam sobie by³ bogiem. > Mylisz pomoc z przymusem. Twoja wiara nakazuje ci czyniæ dobro, ale nie ze wzglêdu na jego warto¶æ, ale ze wzglêdu na to, ¿e twój Bóg wymaga od ciebie pos³uszeñstwa, za które masz obiecane "niebo". Swoj± drog± ciekawe jak wygl±da³a moralno¶æ tych, dla których trzeba by³o podstawowe jej zasady zapisaæ w "¶wiêtej ksiêdze" i dla których dopiero strach przed Bogiem by³ imperatywem do przestrzegania owych zasad.Nikt nikomu nic nie narzuca. Chrze¶cijanin wierzy, ¿e Bóg kocha go mi³o¶ci± wyj±tkow± i wieczn±. Zdobywa siê na po¶wiêcenia z mi³o¶ci do Boga. W mi³o¶ci nie ma przymusu. > Tereso - przypomnê ci (ja, ateista, có¿ za ironia!), ¿e wedle twojej religii nikt nie jest bez grzechu, ka¿dy jest splamiony "grzechem pierworodnym".A co jest grzech (niekoniecznie pierworodny)? Wiesz, ateisto?  Grzech jest pojêciem biblijnym i zak³ada: -autorytet transcendentnych praw oraz - osobowe odniesienie do Boga. "Poczucie grzechu nabywamy dopiero wtedy, gdy doznajemy objawienia wierno¶ci Bo¿ej wzglêdem nas" > >Je¶li masz odpowiedni± du¿± wiedzê na jaki¶ temat, to zazwyczaj wiesz "co ma byæ".> W sposób wielce zakamuflowany przyzna³a¶ mi racjê. Dlaczego jawne przyznanie siê do b³êdu jest ponad twoje si³y? Jak w tym ¶wietle wygl±da twoje d±¿enie do doskona³o¶ci, co?Wcale nie, poniewa¿ wiedzê mo¿na wykorzystywaæ w niecny sposób. > (...) Innymi s³owy - wcale nie jest tak, ¿e wszyscy mamy identyczne potrzeby, identyczne sposoby na odczuwanie szczê¶cia i ¿e uszczê¶liwienie ka¿dego oznacza szczê¶cie wszystkich.Co nie zmienia faktu, ze ca³y gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i dzia³anie sprzeczne z nimi jest z³em bezwzglêdnym dla jednostki ludzkiej. Amen.
|
|
| | | | | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | > >>Nie bêdê wiêc dyskutowac z Twoj± wiar±.> >Oczywi¶cie, ¿e nie bêdziesz, bo nie tylko nie umiesz wykazaæ, ¿e siê mylê, ale przede wszystkim nie mo¿esz pokazaæ, ¿e twoje przekonania maj± choæ cieñ uzasadnienia.> Ju¿ dawno to wykaza³am. Nie bêdê siê powtarzaæ.  > >To piêkne - co¶ jest prawd±, bo w to wierzysz. Wierzê, ¿e krasnoludki s± bezp³ciowe. Chyba bym co¶ na ten temat wiedzia³ gdyby by³o inaczej, w koñcu chyba wiem, w co wierzê, prawda?> To jest bardziej z³o¿one i wykracza poza temat tego w±tku.Oczywisty b³±d w twoim "uzasadnieniu" prawdziwo¶ci twych przekonañ poprzez wiarê w ich prawdziwo¶ci jest banalnie prosty i mowa o jakiej¶ z³o¿ono¶ci, na któr± nie ma miejsca w tym w±tku, jest tylko "zas³on± dymn±". > Absolut jest immanentny i transcendentny jednocze¶nie. Uprawnion± drog± do doj¶cia do absolutu jest odkrycie go w sobie, ukrytego w tajnikach naszego bytu.Seria zdañ pozbawionych sensu, bo zawieraj±cych puste znaczeniowo wyra¿enia. > >>Zgodnie wiar± ka¿dy cz³owiek ju¿ trochê w niebie albo trochê w piekle. Bo niebo i piek³o zaczynaj± siê ju¿ tu.> >A co z Czy¶cem? Kiedy wypad³ z obiegu?> Po czy¶æcu i tak osi±ga siê niebo ... to jedyny mo¿liwy kierunek dlatego ominê³am ten etap.Aaaa, czyli jednak "piek³o", "niebo" i "czy¶ciec" to s± miejsca? > >I pomy¶leæ, ¿e niektórzy na tym forum zarzucaj± ci inteligencjê a nawet przebieg³o¶æ... Tereso - jak nie masz o czym¶ pojêcia, to nie zmy¶laj i nie podawaj tego jako swoich argumentów, bo w ten sposób naprawdê niczego nie osi±gasz oprócz wystawiania siê na kpiny.> A czy Hitler by³ szczê¶liwy? Chyba nie. A przecie¿ mia³ i w³adzê i kasê i sam sobie by³ bogiem.Jak wiadaæ nie skorzysta³a¶ z mojej rady zaprzestania pisania w sposób nara¿aj±cy ciê na kpiny. No có¿, twoja wola. > Nikt nikomu nic nie narzuca.Jasne. Nie ma ¿adnych regulaminów ko¶cielnych, nie ma ¿adnych "przykazañ", w Biblii nie ma nic na temat warunków osi±gniêcia "zbawienia"... Jasne. > Chrze¶cijanin wierzy, ¿e Bóg kocha go mi³o¶ci± wyj±tkow± i wieczn±. Zdobywa siê na po¶wiêcenia z mi³o¶ci do Boga. W mi³o¶ci nie ma przymusu.Kolejny przyk³ad (o)b³êdnego pojmowania mi³o¶ci. Mi³o¶æ to nie prze¶ciganie siê "kto bardziej siê po¶wiêci", mi³o¶æ to porozumienie i d±¿enie do stworzenia nowej warto¶ci, synergia. Co ty uwa¿asz za mi³o¶æ jest relacj± "pan - poddany". > >Tereso - przypomnê ci (ja, ateista, có¿ za ironia!), ¿e wedle twojej religii nikt nie jest bez grzechu, ka¿dy jest splamiony "grzechem pierworodnym".> A co jest grzech (niekoniecznie pierworodny)? Wiesz, ateisto? Grzech jest pojêciem biblijnym i zak³ada: -autorytet transcendentnych praw oraz - osobowe odniesienie do Boga. "Poczucie grzechu nabywamy dopiero wtedy, gdy doznajemy objawienia wierno¶ci Bo¿ej wzglêdem nas"A co to jest grzech (niekoniecznie pierworodny? Wiesz, teistko? Bo zapomnia³a¶ podaæ definicjê, co i tak jest bez znaczenia, bo idzie o fakt propagowania przez twoj± religiê obrazu "zepsutego" cz³owieka. > >>Je¶li masz odpowiedni± du¿± wiedzê na jaki¶ temat, to zazwyczaj wiesz "co ma byæ".> >W sposób wielce zakamuflowany przyzna³a¶ mi racjê. Dlaczego jawne przyznanie siê do b³êdu jest ponad twoje si³y? Jak w tym ¶wietle wygl±da twoje d±¿enie do doskona³o¶ci, co?> Wcale nie, poniewa¿ wiedzê mo¿na wykorzystywaæ w niecny sposób.Czy ty w ogóle potrafisz siê skupiæ i pisaæ na temat? Nie by³o mowy o skutkach posiadania wiedzy, by³ za to spór miêdzy nami czy wybrane nauki humanistyczne mówi± "co ma byæ". Ty twierdzi³a¶, ¿e nie, ja pokaza³em, ¿e tak, po czym przychyli³a¶ siê (oczywi¶cie nie wprost!) do mojego zdania. A teraz nadal udajesz pierwsz± naiwn±, wiêc pytam ponownie: dlaczego przyznanie siê do b³êdu jest ponad twoje si³y i jak to siê ma do twojego d±¿enia do doskona³o¶ci? > >(...) Innymi s³owy - wcale nie jest tak, ¿e wszyscy mamy identyczne potrzeby, identyczne sposoby na odczuwanie szczê¶cia i ¿e uszczê¶liwienie ka¿dego oznacza szczê¶cie wszystkich.> Co nie zmienia faktu, ze ca³y gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i dzia³anie sprzeczne z nimi jest z³em bezwzglêdnym dla jednostki ludzkiej. Amen.Rozmowa z tob± to jak rzucanie grochem o ¶cianê. Wszystko, co mo¿na od ciebie uzyskaæ sprowadza siê do powtarzania w kó³ko tych samych stwierdzeñ. Amen.
|
|
 | jeyes (2281 points) (banned) | >A tymczasem religia (patrz±c bezwzglêdnie, a nie wzglêdnie) nie jest zabobonem, bo nie jest sprzeczna ani z faktami stwierdzonymi przez naukê (bo nie dotyczy faktów naukowo sprawdzalnych) Co to jest za "fakt", którego nie da siê sprawdziæ?
>ani z prawami logiki. Skoro religia (a w³a¶ciwie pewne wierzenia wchodz±ce w sk³ad religii) nie s± sprzeczne z logik±, to sk±d siê bior± na ¶wiecie racjonali¶ci, którzy ceni± sobie logiczne my¶lenie, a jednak odrzucaj± religijne "prawdy"? (¯e o np. filozofach wykazuj±cych nielogiczno¶ci zawarte w religiach nie wspomnê.)
|
|
|  | | dr_Edredon | A sk±d siê bior± wierz±cy w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobli¶ci ?
|
|
| |  | | ¶w.Marek | >A sk±d siê bior± wierz±cy w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobli¶ci ?
Ju¿ tutaj gdzie¶ mówi³em, ¿e tacy bior± siê z dwóch powodów: wychowani zostali w religijnych rodzinach, wiêc jest to ich elementem ¿ycia, oraz, ¿e w wielu ludziach, pod wp³ywem indoktrynacji religijnej wpojona zosta³a niepewno¶æ, rodzaj asekurantyzmu: a co bêdzie, jak ten Bóg jednak istnieje?
___________ Pozdrawiam
|
|
| | |  | | dr_Edredon | No dobrze ¶w. Marku. Je¶li ju¿ o tym mowa. Udziel mi, proszê odpowiedzi na takie pytanie: czy wa¿niejsze ma byæ dla mnie (jako jednostki, osobi¶cie) to by nie zostaæ pos±dzonym przez kogo¶ o "tchórzostwo umys³owe" (wcale nie koniecznie), brak konsekwencji my¶lenia (i ten argument nie trafiony), uw³aczanie godno¶ci mego cz³owieczeñstwa przez zak³adanie istnienia Boga (niewiedzieæ czemu), czy te¿ wa¿niejsze ma byæ ryzyko rezygnacji z ¿ycia wiecznego, ba nawet ryzyko m±k wiecznych. Bior±c za³o¿enie, ¿e ryzyko to = powiedzmy 0,000001%, b±d¼ nawet, ¿e jest, jak to siê w nauce czasem mówi "zaniedbywalnie ma³e" To co warto wybraæ? To przecie¿ oczywiste, argument "za" wiar± jest i tak mocniejszy.  . Nawet je¶li prawdopodobieñstwo straty jest zaniedbywalnie ma³e, a czujê, ¿e jest jednak trochê wiêksze  , to strata mo¿e byæ te¿ nieskoñczenie wielka. Ja wiem, takie rozumowanie to jeszcze nie jest wiara. No i mo¿e byæ odebrane jako konformizm. Nawet przez chrze¶cijanina. Prawda. To jednak mo¿e te¿ byæ jeden z wielu komponentów racjonalnych przekonuj±cych "za wiar±". Czy¿ nie ? Nie jest to bowiem pytanie nieracjonalne, prawda? Przyznasz chyba? Jest wrêcz b. praktyczne  Czy postawienie sobie takiego pytania dowodzi, ¿e mam co¶ wpojone ? A to niby czemu ?
|
|
| | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | Dokonywanie wyboru miêdzy "piek³em" a "niebem" nazywasz racjonalnym zachowaniem? A poza tym - postêpowanie zgodnie z zaleceniami "zak³adu Pascala" nie gwarantuje ci wcale, jako chrze¶cijaninowi, "nieba". Do tego potrzeba zdaje siê sporo wiêcej ni¿ nieodrzucenia mo¿liwo¶ci istnienia chrze¶cijañskiego Boga, nieprawda¿?
|
|
| | | | |  | | dr_Edredon | > Dokonywanie wyboru miêdzy "piek³em" a "niebem" nazywasz racjonalnym zachowaniem?"czy wa¿niejsze ma byæ dla mnie (jako jednostki, osobi¶cie) to by nie zostaæ pos±dzonym przez kogo¶ o "tchórzostwo umys³owe" (wcale nie koniecznie), brak konsekwencji my¶lenia (i ten argument nie trafiony), uw³aczanie godno¶ci mego cz³owieczeñstwa przez zak³adanie istnienia Boga (niewiedzieæ czemu), czy te¿ wa¿niejsze ma byæ ryzyko rezygnacji z ¿ycia wiecznego, ba nawet ryzyko m±k wiecznych" Cytujê powy¿ej sam siebie, bo niezrozumia³e¶ lub tak udajesz. Taki jest wybór naprawdê. Wierz±c w Boga, gdy nie istnieje, nie ryzykujê niczym poza niepochlebn± opini± u niektórych. To wszystko. W przypadku niewiary, je¶li Bóg istnieje, ryzykujê duuu¿o wiêcej. Powa¿nie, nie rozumiesz tej alternatywy i tego jak niewspó³mierne s± jej czê¶ci ? > A poza tym - postêpowanie zgodnie z zaleceniami "zak³adu Pascala" nie gwarantuje ci wcale, jako chrze¶cijaninowi, "nieba". Do tego potrzeba zdaje siê sporo wiêcej ni¿ nieodrzucenia mo¿liwo¶ci istnienia chrze¶cijañskiego Boga, nieprawda¿?> I znowu wypada³oby cytowaæ samego siebie. Przecie¿ uczyni³em odpowiednie zastrze¿enie, nieprawda¿ ?. Napisa³em tylko tyle (i a¿ tyle!), ¿e takie pytanie i odpowied¼ na nie mo¿e byæ jednym z racjonalnych komponentów podejmowania decyzji czy bêdê stara³ siê zostaæ lub pozostaæ cz³owiekiem wierz±cym, bêdê nad tym pracowa³, czy te¿ wrêcz przeciwnie. Nie by³oby sensu mówiæ do Ciebie, ¿e Bóg mnie powo³a³, mia³em objawienie lub wys³ucha³ moich modlitw i jako¶ przyczyni³ siê do tego, ¿e wiarê mam. Rozmawiam z Tob± o tym, o czym jest sens z Tob± rozmawiaæ. Mówiê Twoim jêzykiem a Ty chcesz mnie sobie odpowiednio ustawiæ do krytyki. To nie³adnie !  Nawet niewinna zmiana s³ów z "¿ycie wieczne" na "niebo" i z "m±k wiecznych" na "piek³o" ma temu s³u¿yæ. Doskonale sobie, jak widzê zdajesz sprawê, ¿e dla niektórych (zwykle nie...do¶wiadczonych) mo¿e to brzmieæ bardziej "bajkowo" i to wykorzystujesz. Zmieniaj±c nieco s³owa ³atwiej zyskaæ poklask u niektórych. Nie ze mn± jednak te numery, Brunner  No wiêc, jeszcze raz: nie jestem idiot±, zdajê sobie sprawê, ¿e opowiedzenie siê za drugim cz³onem powy¿szej alternatywy nie gwarantuje mi ¿ycia wiecznego o jakim mówi chrze¶cijañstwo ! Chcê Ci tylko wykazaæ, ¿e na to czy kto¶ zosta³/jest wierz±cym czy nie mog± mieæ i czêsto maj± wp³yw czynniki bardzo racjonalne. To one bezpo¶rednio mog± spowodowaæ ¶wiadom± decyzjê, która daje dalsze skutki i prowadzi do wiary. Powy¿sze uwa¿am za udowodnione. Co¶ jeszcze ?
|
|
| | | | | |  | | dr_Edredon | Wobec tego, com napisa³, jak i wobec do¶wiadczenia codziennego, sugerowanie, ¿e ludzie wierz±cy to pó³g³ówki jakowe¶ nie umiej±ce my¶leæ, co trawi± ¿ycie ¶ni±c tylko i ¿e, w ¶wiecie bajek ¿yj± zdaje mi siê co nieco dziwaczne. Nie wspomnê, ¿e nieeleganckie. Wyczucie dobrego smaku te¿ jest w ¿yciu wa¿ne.
|
|
| | | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | > Wobec tego, com napisa³, jak i wobec do¶wiadczenia codziennego, sugerowanie, ¿e ludzie wierz±cy to pó³g³ówki jakowe¶ nie umiej±ce my¶leæ, co trawi± ¿ycie ¶ni±c tylko i ¿e, w ¶wiecie bajek ¿yj± zdaje mi siê co nieco dziwaczne.Wcale mnie nie dziwi, ¿e bronisz swoich pogl±dów, natomiast ich sensowno¶æ nijak nie da siê uzasadniæ twoim przekonaniem o ich prawdziwo¶ci. > Nie wspomnê, ¿e nieeleganckie. Wyczucie dobrego smaku te¿ jest w ¿yciu wa¿ne.Tak siê sk³ada, ¿e w moim przekonaniu w dobrym smaku jest nie ulegaæ religijnym fantazjom, ale trzymaæ siê rozumu. Oczywi¶cie nie odmawiam ci prawa do posiadania odmiennych upodobañ, ale nie wymagaj, aby ka¿demu jednako smakowa³y pomyje
|
|
| | | | | | | |  | | dr Edredon | > >Wobec tego, com napisa³, jak i wobec do¶wiadczenia codziennego, sugerowanie, ¿e ludzie wierz±cy to pó³g³ówki jakowe¶ nie umiej±ce my¶leæ, co trawi± ¿ycie ¶ni±c tylko i ¿e, w ¶wiecie bajek ¿yj± zdaje mi siê co nieco dziwaczne.> Wcale mnie nie dziwi, ¿e bronisz swoich pogl±dów, natomiast ich sensowno¶æ nijak nie da siê uzasadniæ twoim przekonaniem o ich prawdziwo¶ci.> >Nie wspomnê, ¿e nieeleganckie. Wyczucie dobrego smaku te¿ jest w ¿yciu wa¿ne.> Tak siê sk³ada, ¿e w moim przekonaniu w dobrym smaku jest nie ulegaæ religijnym fantazjom, ale trzymaæ siê rozumu. Oczywi¶cie nie odmawiam ci prawa do posiadania odmiennych upodobañ, ale nie wymagaj, aby ka¿demu jednako smakowa³y pomyje  > No nie ma co, bardzo zgrabnie. Tylko czemu¶ nie odpowiedzia³ na mój g³ówny post tylko na dodatek ? Jeden z najbardziej prostackich chwytów erystycznych: odpowiedzieæ tylko na to, na co jest wygodnie. Boæ przecie o tzw. "ostatnie s³owo" chodzi. Tlko, ¿e mnie erystyka nie interesuje. A i tak: 1 cz.odpowiedzi - bez argumentu 2 cz.odpowiedzi - znów nieeleganckie, niesmaczne o c e n y .
|
|
| | | | | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | Facet, masz nielichy problem! Cokolwiek by nie napisaæ ci w odpowiedzi, to ci siê nie podoba, jest niesmaczne, nieeleganckie. Pisz± o swoich wra¿eniach unikasz odniesienia siê do sensu wypowiedzi, uwalniasz siê od konieczno¶ci argumentacji. I ty zarzucasz innym stosowanie chwytów erystycznych? ¦miechu warte.
|
|
| | | |  | | ¶w.Marek | Dla Ciebie jako jednostki najwa¿niejsza jest zapewne realizacja celu, jaki sobie zaplanowa³e¶. To, jak swój cel czy cele realizujesz nie mnie ani komukolwiek oceniaæ. Równie¿ sposób my¶lenia jaki stosujesz nie podlega dyskusji; dla mnie mo¿e byæ dziwaczny, nie do przyjêcia, dla Ciebie jedyny mo¿liwy. Zauwa¿, ¿e w naszych rozmowach nie jest istotne w co kto wierzy i jak, ale jak to werbalizuje. Je¿eli og³osisz powiedzmy, ¿e Twoim celem w ¿yciu jest posiadanie licznego potomstwa, a realizujesz to powiedzmy lepi±c je z plasteliny, ba tak Ci wpojono i nakazuje to Twoja religia, to s³owa te, wypowiedziane publicznie, s± przedmiotm oceny innych. Wszyscy wiedz±, ¿e ka¿da religia opiera siê na pewnej mitologii charakterystycznej dla danej kultury. Nie mo¿na mitycznych fikcji wprowadzaæ w ¿ycie, jak z plasteliny nie bêdzie prawdziwych dzieci. Nie mo¿na zak³adaæ urzeczywistnienia ryzyka pochodz±cego z bajki, bo w ten sposób powstaj± manie prze¶ladowcze, zabobony, Ligi Polskich Rodzin itp. Prawdopodobieñstwo zaistnienia czego¶, co istnieje wy³±cznie w ludzkiej wyobra¼ni i nigdzie indziej jest mniejsze, ni¿ trafienie w dziesi±tkê ze sztucera do tarczy znajduj±cej siê w galaktyce odleg³ej o piêæ miliardów lat ¶wiat³a. Zadawaæ pytania trzeba, bez nich nie znajdziemy odpowiedzi. Zadajemy je zawsze na miarê swoich mo¿liwo¶ci. Komu¶, komu wpajano bajki, bêdzie ¿y³ w ich ¶wiecie, nie bêdzie sobie zdawa³ z mo¿liwo¶ci innych prawd, ni¿ bajkowe. Jego pytania z natury rzeczy nie bed± racjonalne, wiêc i odpowiedzi takimi nie mog± byæ. Chyba nie mo¿esz siê zdecydowaæ, czy kierowaæ siê co Ci rozum podpowiada, czy te¿ nie ufaæ mu do koñca i dpu¶ciæ tak ³adnie i przekonuj±co skonstruowane mity.  ___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | dr_Edredon | Oj Marku ¶wiêty ! Co¶ tak delikatnie do mnie mówisz. Acz z pewn± doz± lekcewa¿enia. ¯eby nie mieszaæ odpowiem w punktach (kolejno¶æ niekoniecznie w³a¶ciwa) 1.>Nie mo¿na mitycznych fikcji wprowadzaæ w ¿ycie,< Tu nie bardzo wiem o co chodzi. Proszê o okre¶lenie jakie mityczne fikcje jako wierz±cy mogê niechc±cy lub celowo wprowadziæ w ¿ycie, co to znaczy i czy oraz w jaki sposób mo¿e mi zaszkodziæ? 2.Twierdzisz wiêc, panie Marku, ¿e cz³owiek nabywaj±c wiarê traci zdolno¶æ stosowania racjonalnej metody w swoim ¿yciu. Trochê tylko czy ca³kowicie? Czyli ¿e, innymi s³owy, wiara czyni ze mnie, niejako automatycznie, kalekê ¿yciowego. Mo¿e przesadzi³em, tak to chyba nie my¶lisz. No tylko, ¿e ja staraj±c siê o pracê nie siedzê w domu z ró¿añcem lecz jednak wychodzê pracy poszukaæ. I wszyscy normalni ludzie wierz±cy tak w³a¶nie robi±. Dzieci te¿ wiem jak siê robi. Wiêc o co w³a¶ciwie chodzi ? 3.Czy¿bym by³ bardziej nara¿ony na choroby psychiczne. No nie... bez jaj ...takich badañ, które by to potwierdza³y to ja nie znam. 4.Ale¿ ja zada³em racjonalne pytanie, pokaza³em to oraz udzieli³em na nie racjonalnej. odpowiedzi. A wierz±cy jestem. To jak to jest z t± "natur± rzeczy"? 5.Tak du¿o o tym wpojeniu. Odnoszê wra¿enie, ¿e cz³owiekiem wierz±cym nie da siê zostaæ bez wpojenia. Kto¶ kiedy¶ to ludziom wpoi³, no i tak sobie przekazuj±, bo im z tym dobrze. Tylko kto i kiedy ? 6.Jestem ca³kiem zdecydowany panie Marku. Racjonalizm w szerokim pojêciu, rozumiany, krótko mówi±c, jako w³a¶ciwy dobór metod do celów ca³y czas mi przyswieca. TAKI RACJONALIZM JEST NIESPRZECZNY Z WIAR¡. Taka definicja i stosowanie racjonalizmu jest jedynym sensownym. Zastosowanie racjonalnej metody do udowodnienia, ¿e wiara w Boga jest nieracjonalna jest logicznie niemo¿liwe. Taki rodzaj rozumowania sytuuje siê poza racjonalizmem zdefiniowanym wy¿ej.
|
|
| | | | | |  | | ¶w.Marek | >Co¶ tak delikatnie do mnie mówisz. Acz z pewn± doz± lekcewa¿enia.
Przykro mi, je¶li polemikê odbierasz jako lekcewa¿enie. To znaczy, ¿e bierzesz to zbyt do siebie.
>Tu nie bardzo wiem o co chodzi. Proszê o okre¶lenie jakie mityczne fikcje jako wierz±cy mogê niechc±cy lub celowo wprowadziæ w ¿ycie, co to znaczy i czy oraz w jaki sposób mo¿e mi zaszkodziæ?
Jako wierz±cy nic nie potrzebujesz wprowadzaæ w ¿ycie, wszak kierujesz siê wiar±, ta za¶ wyklucza racjonalne widzenie ¶wiata. Gdy we wszystkim widzi siê Boga, nie mo¿na dostrzec ju¿ nic innego. Nie do religijnych wiêc ludzi nale¿y wprowadzanie czegokolwiek do ¿ycia, bo oni go widz± za¶lepieni i w wyko¶lawiony sposób, jak w krzywym zwierciadle.
>2.Twierdzisz wiêc, panie Marku, ¿e cz³owiek nabywaj±c wiarê traci zdolno¶æ stosowania racjonalnej metody w swoim ¿yciu. Trochê tylko czy ca³kowicie? Czyli ¿e, innymi s³owy, wiara czyni ze mnie, niejako automatycznie, kalekê ¿yciowego. Mo¿e przesadzi³em, tak to chyba nie my¶lisz.
Nie mo¿e byæ racjonalnej wiary, bo to s± przeciwstawne pojêcia. Wiara jest irracjonalna, przyjmuje przekazy tak, jak zosta³y podane. Jest to wiêc pewnego rodzaju kalectwo ¿yciowe, bo czyni rozum niepotrzebnym. Czy co¶ traci siê z ¿ycia to odpowiedz sobie sam, lecz wiedz, i¿ przyjmuj±c dobrowolnie cokolwiek z religijnej wiary sam rezygnujesz z u¿ywania rozumu, a wiêc tracisz przynajmniej na tym, co jest przez ludzi po¿±dane.
>No tylko, ¿e ja staraj±c siê o pracê nie siedzê w domu z ró¿añcem lecz jednak wychodzê pracy poszukaæ. I wszyscy normalni ludzie wierz±cy tak w³a¶nie robi±.
Dokonujesz pewnej manipulacji: wszyscy ludzie szukaj±cy pracy szukaj± jej i religia nie ma tu nic wspólnego. A normalni ludzi to s± raczej tacy, którzy w ¿adnej dziedzinie nie rezygnuj± z my¶lenia, w przeciwieñstwie do wierz±cych, przyjmuj±cych bez zastrze¿eñ nawet najbardziej oczywiste bajki.
>Dzieci te¿ wiem jak siê robi. Wiêc o co w³a¶ciwie chodzi ?
Z tego powiniene¶ siê cieszyæ, jednak nie religii zawdziêczasz tê wiedzê a naturze, która przez miliardy lat ewolucji wpisa³a to w genotyp. O to chodzi, ¿e przyk³ad dzieci poda³em na podkre¶lenie, jak czêsto religie robi± z ludzi bezmy¶lne istoty, bo to jest ich g³ównym zadaniem.
>3.Czy¿bym by³ bardziej nara¿ony na choroby psychiczne. No nie... bez jaj ...takich badañ, które by to potwierdza³y to ja nie znam.
Nie wiem, czy jeste¶ bardziej i na jakie choroby nara¿ony od innych. Nie mam pojêcia, sk±d wydedukowa³e¶ t± psychiczn± chorobê.
>4.Ale¿ ja zada³em racjonalne pytanie, pokaza³em to oraz udzieli³em na nie racjonalnej. >odpowiedzi. A wierz±cy jestem. To jak to jest z t± "natur± rzeczy"?
Skoro¶ sam sobie udzieli³ odpowiedzi, to czego po mnie oczekujesz?
>5.Tak du¿o o tym wpojeniu. Odnoszê wra¿enie, ¿e cz³owiekiem wierz±cym nie da siê zostaæ bez wpojenia. Kto¶ kiedy¶ to ludziom wpoi³, no i tak sobie przekazuj±, bo im z tym dobrze. Tylko kto i kiedy ?
Ka¿da wiedza jest wpojona. Cz³owiekiem wierz±cym jest siê wtedy, gdy owo wpojenie jest nieskuteczne, b±d¼ niedostateczne. Jak¿e inaczej, skoro nie ma siê na tyle mo¿liwo¶ci rozumowania, ¿eby potrzebowaæ protezy w postaci wiary...
>6.Jestem ca³kiem zdecydowany panie Marku. Racjonalizm w szerokim pojêciu, rozumiany, krótko mówi±c, jako w³a¶ciwy dobór metod do celów ca³y czas mi przyswieca.
Nie pochlebiaj sobie, dobór metod w osi±ganiu celu to cecha ka¿dego umys³u, niezale¿nie od wiedzy, wykszta³cenia, ¶wiatopogl±du, czy nawet choroby psychicznej. Rzecz w tym, ¿e nie wszystkie metody s± racjonalistyczne, jak cele nie zawsze trafne. Racjonalizmem w szerokim pojêciu jest wybór metod rozumowych, w przeciwieñstwie do pozosta³ych. Je¿eli deklarujesz swoje zaanga¿owanie religijne, nie mo¿esz przekonywaæ o swojej racjonalno¶ci, bo religia z racjonalno¶ci± ma niewiele wspólnego.
>TAKI RACJONALIZM JEST NIESPRZECZNY Z WIAR¡. Taka definicja i stosowanie racjonalizmu jest jedynym sensownym.
Pewnie chcia³by¶ tego, ale to piramidalna bzdura. Nawet szkoda s³ów na argumentowanie.
>Zastosowanie racjonalnej metody do udowodnienia, ¿e wiara w Boga jest nieracjonalna jest logicznie niemo¿liwe. Taki rodzaj rozumowania sytuuje siê poza racjonalizmem zdefiniowanym wy¿ej.
Stawiasz na g³owie definicjê my¶lenia imputuj±c mu bezmy¶lno¶æ. Racjonalno¶æ nie polega na udowadnianiu niemo¿liwych do udowodnienia rzeczy, bo to domena teologii. Z tego powodu logicznie, czyli racjonalnie nie da siê udowodniæ istnienia drumpli i krapcieli, ale przy pomocy metod teologicznych mo¿na nie tylko wykazaæ ich istnienie, lecz ponadto okre¶liæ wszystkie ich cechy chraktrystyczne, dobudowaæ historiê i wszystko inne, co by je uprawdopodabnia³o.
___________ Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | dr Tojestkura | >>Zastosowanie racjonalnej metody do udowodnienia, ¿e wiara w Boga jest nieracjonalna jest logicznie niemo¿liwe. Taki rodzaj rozumowania sytuuje siê poza racjonalizmem zdefiniowanym wy¿ej. (dodam: poza racjonalizmem w ogóle) > Stawiasz na g³owie definicjê my¶lenia imputuj±c mu bezmy¶lno¶æ. Racjonalno¶æ nie polega na udowadnianiu niemo¿liwych do udowodnienia rzeczy, > O to mi w³a¶nie chodzi by¶ nie próbowa³ udowodniæ, ¿e Bóg nie istnieje, jak to wci±¿ na tym forum próbuje siê robiæ róznymi dziwnymi sposobami, bo to niemo¿liwe< bo to domena teologii. Z tego powodu logicznie, czyli racjonalnie nie da siê udowodniæ istnienia drumpli i krapcieli, ale przy pomocy metod teologicznych mo¿na nie tylko wykazaæ ich istnienie, lecz ponadto okre¶liæ wszystkie ich cechy chraktrystyczne, dobudowaæ historiê i wszystko inne, co by je uprawdopodabnia³o. >no, tu ponios³o Ciebie troszeczkê< >
Przeczytaj to jeszcze raz bo odpowiadasz nie na temat. Ja nic nie imputujê i niczego nie stawiam na g³owie. Nie ka¿ê Ci wierzyæ ani nie próbujê Ci udowadniaæ, ¿e Bóg istnieje. Nie próbuj wiêc wykazaæ, ¿e nie istnieje. Dlaczego nie mo¿ecie siê powstrzymaæ by tego nie próbowaæ wiedz±c, ¿e to beznadziejne? I jedno i drugie nie jest mo¿liwe. Mogliby¶cie "racjonali¶ci" robiæ co¶ po¿ytecznego ? Wasz "racjonalizm" przejawia siê niemal wy³±cznie jako opozycja do religii i wiary. Czy widzicie jaki¶ jeszcze sens bycia racjonalist± prócz walki z religi± ? Takie definiowanie siebie przez bunt, negacjê czego¶ lub kogo¶ jest, zdaje mi siê, przejawem niedojrza³o¶ci.
|
|
| |  | jeyes (2281 points) (banned) | >A sk±d siê bior± wierz±cy w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobli¶ci ? Mo¿e z... propagandy? Mo¿e z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Mo¿e nie ka¿dy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawia³ siê nad sensem wiary i sensem "Boga"? A mo¿e wreszcie - wyj±tki jedynie potwierdzaj± regu³ê?
|
|
| | |  | | agnus dei | ... mechanik ma klucz francuski, hirurg skalpel, kominiarz wycior, malarz pedzel... ... ... a ksiadz ( dzialacz ogolnospoleczny ) boga. No bo czym zaprawilby swe czary, co mogloby sprawic ze dzialaja, ze sa takie 'czarodziejskie' i dzialaja w 'strefie mroku' naszych umyslow? To byt ideowy w dzialaniu podobny do mocy bomby atomowej. I rownie apokaliptyczny. No nie?
|
|
| | | |  | | agnus dei | ...aha... bo tu ktos o Czechach cos rzekl... a ze przypadkowo cos niecos w tym temacie wiem... to powiem: jesli chcielibyscie cos pojac na temat ateizmu w Czechach to trzeba by bylo siegnac do historii jakies 600 lat wstecz. Grozilo im to samo co paru innym ludom na polnocy Europy. Kilku z tych ludow z boza pomoca juz nie ma zupelnie... tak ich przekscili! Panowie w ladnych pelerynkach z namalowanymi krzyzykami. Cholernie skutecznie ich nawrocili. Wiec czemu mieliby w Czechach cierpiec na nadmiarmilosci do jedynie slusznej wiary? To maly narod, moze gdyby poczul wiecej krzepy to rozruszaliby jakis lokalny imperializm do czego przydaloby sie troche ideologii... a tak po co? Samookaleczac sie, robic wlasnymi rekoma lobotomie? Czy nie lepiej sie posmiac?  A milosc do ojczyzny obejdzie sie bez patosu i mistycyzmu. Polecam obejrzenie tekstu czeskiego hymnu narodowego ' Kde domow muj' . Smieszny narod to dla mnie komplement!
|
|
| | | | |  | | exeqtor | celem religii dla kazdego kto w nia wierzy jest trawanie w nieswiaomosci .a sama religia to poterzny program sterujacy zachowaniami jednostek (w³adza to potega).
|
|
| | |  | | aner | >>A sk±d siê bior± wierz±cy w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobli¶ci ? >Mo¿e z... propagandy? Mo¿e z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Mo¿e nie ka¿dy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawia³ siê nad sensem wiary i sensem "Boga"? A mo¿e wreszcie - wyj±tki jedynie potwierdzaj± regu³ê? > Ja powiem tak - z pewnej w³asno¶ci umys³u ludzkiego, która powoduje, ¿e nie zawsze logiczne rozumowanie, którym kierujemy siê w pracy zawodowej przenosi siê na ¿ycie codzienne, czy wyznawany ¶wiatopogl±d. Mo¿e podam taki przyk³ad: Kurt Goedel, jeden z najwiêkszych logików matematycznych sam, z w³asnej woli zag³odzi³ siê. Przyczyn± tego by³o zupe³nie irracjonalne przekona nie o podawaniu mu trucizy w po¿ywieniu, którego ¼ród³em by³o pewne traumatyczne prze¿ycie z dzieciñstwa.
|
|
| | |  | | dr Tojestkura | >>A sk±d siê bior± wierz±cy w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobli¶ci ? >Mo¿e z... propagandy? Mo¿e z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Mo¿e nie ka¿dy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawia³ siê nad sensem wiary i sensem "Boga"? A mo¿e wreszcie - wyj±tki jedynie potwierdzaj± regu³ê? > No to widzê Panowie "Racjonali¶ci", ¿e macie problem z tak prostym pytaniem. Wyj±tek potwierdza regu³ê ?(sic!!!) Wyj±tek zawsze obala regu³ê - tak jest w my¶leniu naukowym i racjonalnym. "Racjonalista" przywo³uje taki "argument" ? Co¶ podobnego!
A mo¿e dlatego, ¿e nie jest to takie g³upie (wiara) jak Wam siê zdaje?
|
|
| | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | >>>A sk±d siê bior± wierz±cy w Boga profesorowie logiki, matematyki czy fizyki teoretycznej - nawet nobli¶ci ? >>Mo¿e z... propagandy? Mo¿e z plotek powtarzanych bez sprawdzenia rzeczywistego stanu rzeczy? Mo¿e nie ka¿dy logik, matematyk czy fizyk kiedykolwiek zastanawia³ siê nad sensem wiary i sensem "Boga"? A mo¿e wreszcie - wyj±tki jedynie potwierdzaj± regu³ê? >No to widzê Panowie "Racjonali¶ci", ¿e macie problem z tak prostym pytaniem. Czy to znaczy, ¿e Pan Nieracjonalista zna odpowied¼ (niekoniecznie prost±) na to proste pytanie i za chwilê siê ni± ze wszystkimi podzieli?
>Wyj±tek potwierdza regu³ê ?(sic!!!) >Wyj±tek zawsze obala regu³ê - tak jest w my¶leniu naukowym i racjonalnym. "Racjonalista" przywo³uje taki "argument" ? Co¶ podobnego! Panu Nieracjonali¶cie myl± siê pojêcia. Co obowi±zuje w przeprowadzaniu eksperymentu naukowego, to wcale nie musi obowi±zywaæ w tzw. ¿yciu. Zjawisko wierz±cych w Boga i niewierz±cych naukowców nie jest, proszê Pana, eksperymentem naukowym, a wiêc znajduj±c wierz±cego naukowca nie obali Pan za³o¿enia, ¿e wiêkszo¶æ naukowców nie wierzy w Boga. Zwracam Panu Nieracjonali¶cie uwagê na s³owo "wiêkszo¶æ". Na marginesie - nie rozumiem Pañskiego zdziwienia, bo przecie¿ ujmuj±c s³owo racjonalista w cudzys³ów sam Pan sugeruje, ¿e nie o racjonalistê (bez cudzys³owu) Panu chodzi, zatem nie powinno Pana zaskoczyæ nieracjonalne zachowanie "racjonalisty", prawda?
>A mo¿e dlatego, ¿e nie jest to takie g³upie (wiara) jak Wam siê zdaje? A mo¿e po prostu ma³o Pan wie co na temat wiary s±dz± tutejsi racjonali¶ci?
|
|
| | | | |  | | dr Tojestkura | Ad vocem, ad vocem, ad vocem... i tak da capo. Dla mnie to strata czasu. Choæ na mój wcze¶niejszy post i tak nie odpowiedzia³e¶... mniejsza... pa, pa. Trzymaj siê Jeyes. No i wiêcej tolerancji ¿yczê.
|
|
| | | | | |  | jeyes (2281 points) (banned) | >Ad vocem, ad vocem, ad vocem... i tak da capo. Dla mnie to strata czasu. Nie rozumiem - czy pisanie, czy czytanie tekstu "w sprawie" (ad vocem) uwa¿asz za stratê czasu? Czy to ma zwi±zek z faktem, ¿e lubisz pisaæ verba et voces?
>Choæ na mój wcze¶niejszy post i tak nie odpowiedzia³e¶... mniejsza... Hmmm... nic mi nie wiadomo o obowi±zku odpowiadania na ka¿dy twój post, mo¿e co¶ pomin±³em czytaj±c o zasadach pisania na forum?
>pa, pa. Trzymaj siê Jeyes. No i wiêcej tolerancji ¿yczê. Ty te¿ siê nie puszczaj.
|
|
| | | |  | | ¶w.Marek | Mo¿e by siê "dr Tojestkura" raczy³ zastosowaæ do naszego regulaminu i zechcia³ pisaæ pod jednym nickiem? Poprzednio by³ to "dr_Edredon"...
___________ Pozdrawiam
|
|

|
 |
|