The RationalistSkip to content
Czy łatwo być szczęśliwym?

This plot has expired

Sections of Forum » Filozofia i światopogląd
Date of addingAuthorTitle
03-11-2009 19:21lontri (16088 points)Czy łatwo być szczęśliwym?

Czy łatwo być szczęśliwym i czy w ogóle warto sobie tym głowę zawracać?
Pytanie stawiam sprowokowany przekonaniami tych osób, które utrzymują, że w ramach pewnych światopoglądów bycie szczęśliwym jest wyjątkowo proste, łatwe i przyjemne, a w każdym razie dużo prostsze, łatwiejsze i przyjemniejsze niż w innych światopoglądach.
Jakie jest miejsce argumentów "ze szczęścia" w racjonalnej dyskusji?
I czy pojęcie szczęścia w ujęciu krytycznym w ogóle "trzyma się kupy"?
Author can remove replies violating regulations or out of topic.

Adamiak (36436 points)
>Czy łatwo być szczęśliwym...
   Łatwo, wystarczy chcieć.
   Z chceniem już bywa trudniej, bo trzeba polubić siebie.

>... czy w ogóle warto sobie tym głowę zawracać?
   A komu?
lukaszewicz (5674 points)

>   Łatwo, wystarczy chcieć.

Niektórzy nie chcą, ale są.
Zella (1321 points)
>Łatwo, wystarczy chcieć.Niektórzy nie chcą, ale są<.

Moje doświadczenie:

Niektórzy chcą, ale nie są!!!!!! Zelle
lontri (16088 points)

Czy - przykładowo - łatwo być szczęśliwym Pigmejem nago w tundrze na początku listopada?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
jkl; (5860 points)
>Czy - przykładowo - łatwo być szczęśliwym Pigmejem nago w tundrze na początku listopada?
Jasne, wystarczy uciec przed niedźwiedziem
lontri (16088 points)

A jeśli niedźwiedź nie goni?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
jkl; (5860 points)
>A jeśli niedźwiedź nie goni?
No, to też powód do szczęścia
lukaszewicz (5674 points)

> Moje doświadczenie:
>
> Niektórzy chcą, ale nie są!!!!!! Zelle

Uśniechnij się!
lontri (16088 points)

Upatrywanie źródeł szczęścia w czynnikach wewnętrznych jest typowe dla wysoko rozwiniętych (bogatych) społeczeństw. Z tego wnioskuję, że pływasz w dobrobycie jak pączek w smalcu.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lukaszewicz (5674 points)
>Upatrywanie źródeł szczęścia w czynnikach wewnętrznych jest typowe dla wysoko rozwiniętych (bogatych) społeczeństw. Z tego wnioskuję, że pływasz w dobrobycie jak pączek w maśle.

W takim społeczeństwie żyję.Wyciągasz zbyt daleko idące wnioski.
lontri (16088 points)

Troszkę prowokuję. Bez obrazy.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lukaszewicz (5674 points)
>Troszkę prowokuję. Bez obrazy.

Nie obrażam się.Ale coś Ci powiem o twoim pigmeju.

Wielokrotnie przemarzłem tak, że palce rozprostowali mi przyjaciele.Dwa razy mnie reanimowano.
Nie czułem się nieszczęśliwy.
Tylko zmarznięty.

Łukaszewicz.
lontri (16088 points)

Wyobrażam sobie, jakie to wielkie szczęście dostać takich odmrożeń. Fajnie.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Ania... (14138 points)
Szczęściem jest przetrwanie tego stanu, pechem - zejście.
Każdy sam ocenia, co go cieszy a co nie, szklanka zawsze jest albo w połowie pusta, albo pełna. Jak widać, jedni widzą to, czego im nie dano, a inni to co im dano, a mogliby tego nie mieć.
lukaszewicz (5674 points)

Takie tam odmrożenia.Nic nie trzeba było ucinać.

Ciekawe czy gdyby taki Jaś Mela zamarzł gdzieś w drodze na któryś biegun,to czy zamarzłby jako człowiek szczęśliwy czy nieszczęśliwy?

Czy szczęście zależy od osiągnięcia końcowego sukcesu?

Przecież każde życie kończy się porażką (śmiercią).

Łukaszewicz.
Adamiak (36436 points)
>Ciekawe czy gdyby taki Jaś Mela zamarzł gdzieś w drodze na któryś biegun,to czy zamarzłby jako człowiek szczęśliwy czy nieszczęśliwy?
   Spytałem kiedyś Marka Kamińskiego, czy w drodze na biegun były chwile, dni, kiedy porządnie zmarzł.
   Zdziwiony odpowiedział, że to przecież oczywiste, że tak...

>Czy szczęście zależy od osiągnięcia końcowego sukcesu?
   ... więc spytałem, po co tam polazł.
   Odpowiedział już mniej zdziwiony: żeby iść, lubię chodzić.

>Przecież każde życie kończy się porażką (śmiercią)
   Bo życie to codzienne udawanie miłego dnia.

   Miłego dnia.
lukaszewicz (5674 points)
Plus dla Marka za niezamulanie.

>   Miłego dnia.

Miłej przyszłości.

Marek.
Adamiak (36436 points)
>Plus dla Marka...
   Nie przekażę.

>... za niezamulanie.
   Fakt.

>Miłej przyszłości.
   Czegoś takiego nie ma, ale dzięx.

>Marek.
   Plus dla Marka, za rozrzutność.
lotrek (14275 points)

> Niektórzy chcą, ale nie są!!!!!! Zelle
Może nie umieją znaleźć tego "szczęścia" a może za dużo oczekują i ciągle wydaję im się, że to jeszcze nie "to". Tak naprawdę, to każdy ma własną definicję szczęścia i inne oczekiwania od życie. Z wiekiem człowiek zaczyna się cieszyć małymi rzeczami i nawet małe sukcesy są dla niego szczęściem.
Pozdrawiam
szczęściarz lotrek

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
Zella (1321 points)
> Niektórzy chcą, ale nie są!!!!!! Zelle
Może nie umieją znaleźć tego "szczęścia" a może za dużo oczekują i ciągle wydaję im się, że to jeszcze nie "to". Tak naprawdę, to każdy ma własną definicję szczęścia i inne oczekiwania od życie. Z wiekiem człowiek zaczyna się cieszyć małymi rzeczami i nawet małe sukcesy są dla niego szczęściem.
Pozdrawiam szczęściarz lotrek <

Szczęściarzu lotrku!
Dziękuję za plusik i powyższe pozytywne porady i morały.
Nie umieją znaleźć szczęścia? Umieją , ale szczęście bywa zakłócone latami doświadczeń, a prowadzących do nieszczęścia !Może to być zdrada, rozwód, choroba i śmierć!
Staram się być szczęśliwą,ale nie ode mnie to, tylko zależy!
"W tym największy jest ambaras ,aby dwoje chciało na raz"! Jasne?!
Wojujemy o ateizm , a na ile ,tylu wspaniałym ludziom,udaje się przekonać kogoś do naszych racji?!
Oprócz moich starań, dążeń, są siły przeciwległe! Z ludzkimi czasami się udaje "nawrócenie","odwrócenie". Ale są siły zewnętrzne, na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu .Oglądałeś film "Posejdon" ??
Czy Ty, ateista, możesz WIERZYĆ w pechowy los? Ja ,ateistka ,"nie do ruszenia", wierzę!!Cha Cha! WIERZĘ!
Masz rację ,że z wiekiem cieszą małe rzeczy! Ale co z tego?Chwila szczęścia to np. złapanie w Wiśle szczupaka o jakim Ci się nawet nie śniło! Są to małe rzeczy, krótkotrwałe, złudne. Na tych złudzeniach zakończę!Cieszy mnie każdy szczęśliwy człowiek! Ale może mnie się wydaje złudnie,że on jest szczęśliwy???!! Zella
Adamiak (36436 points)
>Niektórzy nie chcą, ale są.
   Pewnie chcą bez przekonania.
lukaszewicz (5674 points)

>   Pewnie chcą bez przekonania.

Jeżeli trzeba ich przekonywać to nie są.
Adamiak (36436 points)
>>   Pewnie chcą bez przekonania.
>Jeżeli trzeba ich przekonywać to nie są.
   Nie wydaje Ci się, że mówimy o czym innym?
lukaszewicz (5674 points)

>   Nie wydaje Ci się, że mówimy o czym innym?

"Każdy mówił o czym innym
jak zwykle w życiu rodzinnym."
Boy.

Od trzech godzin jestem coraz bardziej szczęśliwszy i więcej dziś ode mnie nie wymagaj.
Adamiak (36436 points)
>"Każdy mówił o czym innym
>jak zwykle w życiu rodzinnym."
>Boy.

>Od trzech godzin jestem coraz bardziej szczęśliwszy i więcej dziś ode mnie nie wymagaj.
   Powiem więcej: niczego, szczęśliwie, nie wymagam.

   Gdzieś leży alternatywa, gdy się dwóch nawzajem kiwa.
Zella (1321 points)
>Niektórzy nie chcą, ale są.
Pewnie chcą bez przekonania<

Niektórym nie chce się na ten temat pisać,ale wypada odpowiedzieć.
Lotrkowi więcej w odpowiedzi, napisałam.

Tobie, znanemu już mnie, Adamiakowi napisze tylko:
Zapisałeś paradoks!! Zella
Adamiak (36436 points)
>>>Niektórzy nie chcą, ale są.
>>Pewnie chcą bez przekonania

> Zapisałeś paradoks!! Zella
   Na czym ten paradoks miałby polegać?
   Widzisz tu wewnętrzną sprzeczność czy kłótnię ze sloganem?
Zella (1321 points)
>Niektórzy nie chcą, ale są.Pewnie chcą bez przekonania.<

Wszechwiedzący Adamiaku!

Być a nie chcieć, to jakaś dewiacja!Chcieć a bez przekonania ,to dystans do najpiękniejszych uczuć ludzkich. Nawet współczuć takim nie warto.
Kwitujesz problem dwoma prostymi zdaniami, bo to znana Ci rzeczywistość.
Dlatego nie jesteś w stanie tej rzeczywistości opisać, ponieważ jest ona dla Ciebie oczywista!
Pozdrawiam! Zella
Zella (1321 points)

> Pozdrawiam! Zella<

Dedykowane Całej Grupie piszących tak czy inaczej o kochaniu!

Piękne jest to, że zakochani stając się ślepymi - dostrzegają jednak te wspaniałe cechy, których nawet najbystrzejszy mędrzec zauważyć nie zdoła.
Platon
Adamiak (36436 points)
>> Pozdrawiam! Zella<
> Dedykowane Całej Grupie piszących tak czy inaczej o kochaniu!
   To nie do mnie.
Adamiak (36436 points)
>>>Niektórzy nie chcą, ale są.
>>Pewnie chcą bez przekonania.
> Wszechwiedzący Adamiaku!
   Wiesz jak mnie podejść. [skromny}

>Być a nie chcieć, to jakaś dewiacja!
   To nie ja napisałem, ale nie widzę w tym dewiacji...?

>Chcieć a bez przekonania ,to dystans do najpiękniejszych uczuć ludzkich.
   Nie wiem o czym piszesz...?

>Nawet współczuć takim nie warto.
   Rozstrzelać?

> Kwitujesz problem dwoma prostymi zdaniami, bo to znana Ci rzeczywistość.
   Jednym zdaniem, ale nie kwituję niczego - napisałem w trybie przypuszczającym, że ktoś, kto jest szczęśliwy, ale przekornie nie chce(?) takim być, prawdopodobnie nie wie czego chce.
   Samo zdanie lukaszewicza w poście pierwotnym jest przewrotnie niespójne i wieloznaczne, a, że odczytałem jako paradoks prowokacyjny, więc tak je też potraktowałem.

> Dlatego nie jesteś w stanie tej rzeczywistości opisać, ponieważ jest ona dla Ciebie oczywista!
   Znowu nie wiem o czym piszesz...?
Zyga (1539 points)
>Czy łatwo być szczęśliwym i czy w ogóle warto sobie tym głowę zawracać?
>Pytanie stawiam sprowokowany przekonaniami tych osób, które utrzymują, że w ramach pewnych
>światopoglądów bycie szczęśliwym jest wyjątkowo proste, łatwe i przyjemne, a w każdym razie dużo
>prostsze, łatwiejsze i przyjemniejsze niż w innych światopoglądach.

Anthony deMello - przebudzenie:
Mowilem juz, ze nie chcemy byc szczesliwi. Pragniemy czegos innego. Scisle rzecz biorac, nie chcemy byc bezwarunkowo szczesliwi. Gotow jestem byc szczesliwy, jednak pod warunkiem, ze bede mial to, tamto i jeszcze cos innego...

...Nie potrafimy byc szczesliwi tak sobie, po prostu dla samego faktu; zadamy spelnienia jakichs tam warunkow. Mowiac dosadnie - nie potrafimy wyobrazic sobie, ze mozna byc szczesliwym bez spelnienia tych warunkow. Nauczono nas wiazac szczescie z ich wystepowaniem...


Fragment. Reszta rozdziału to brednie, że duchowość jest najważniejsza.
lontri (16088 points)

Straszna burżuazja od tego bije.
Czy pytanie o szczęście to przywilej dobrze odżywionych mieszczuchów?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
P.R.Wieczorek DSM (207 points)
De Mello miał rację. Jestem osobą szczęśliwą i uważam, że warto nią być.
Czasem by być szczęśliwym, trzeba otrzeć się o jakieś tragedie - naprawdę.
Człowiek żyjący z dnia na dzień nawet nie będzie się nad tym zastanawiał.
By być prawdziwie szczęśliwym, często trzeba dotknąć najpierw dna.
Są osoby szczęśliwe, które nigdy nie doznały porażek, ale znam także dużo osób niezwykle szczęśliwych, które w przeszłości przeżyły tragedie, spadły na dno.
Ci, którzy spadli na dno, chcą się podnieść - nie zawsze im to wychodzi - a kiedy im się uda, odnajdują prawdziwe szczęście.
Pozdrawiam
lontri (16088 points)

Szczęście Narodowe Brutto - to nazwa wskaźnika, którego wprowadzenie zaproponował monarcha pewnego azjatyckiego państewka, którego nazwy nawet nie pamiętam.
Koszty szczęścia? Mniejszy wzrost gospodarczy - tradycyjnie mierzony PKB.

Proponuję różne podejścia do tematu, niekoniecznie tylko te "duchowe".

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
maciejo (3492 points)
> Szczęście Narodowe Brutto - to nazwa wskaźnika, którego wprowadzenie zaproponował monarcha pewnego azjatyckiego państewka, którego nazwy nawet nie pamiętam.
>Koszty szczęścia? Mniejszy wzrost gospodarczy - tradycyjnie mierzony PKB.
>Proponuję różne podejścia do tematu, niekoniecznie tylko te "duchowe".
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT


Zaproponowały to władze Buthanu.
W ogóle to państwo jest ciekawe. Mieszkańcy sami z siebie bez przymusu starają się żyć tak by mieć jak najmniejszy wpływ na środowisko. Kiedyś na Discovery oglądałem program, w którym pokazali jak cała wioska jednogłośnie odrzuciła idee poprowadzenia drutów elektrycznych ponieważ mogły by się o nie zabić ptaki.
Miejscowi wierzą, że każda istota ma dusze stąd nawet na wycięcie drzewa muszą mieć specjalne zezwolenie i odprawić wcześniej jakiś rytuał.
Mieszkańcy mimo, że wiele nie mają i żyją prymitywnie uważają się za szczęśliwych ale ciekawe czy tradycyjny styl życia ma szanse w starciu z konsumpcjonizmem, który wkracza z Chin, czy powoli ale jednak bogacące się społeczeństwo nie odrzuci wyznawanych wartości na rzecz bogactwa.
lontri (16088 points)

Szczęście - jak się temu przyjrzeć - naprawdę dużo kosztuje. Na przykład Niemcy, kraj dobrobytu i szczęśliwych obywateli są zadłużone już na 1 bilion 200 mld euro.
Poziom zadłużenia USA powoli wchodzi w sferę mitu, fantazji i science-fiction, czy też po prostu coraz bardziej panicznego oczekiwania na jakiś dramatyczny cud zmartwychwstania.
A wszystko to przecież w imię szczęścia ludzkości, albo przynajmniej jej części.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
michiko (596 points)

>By być prawdziwie szczęśliwym, często trzeba dotknąć najpierw dna.
No, tak, ale ty nie piszesz o szczęściu bezwarunkowym, a uwarunkowanym jakimś przeżyciem.
Ja nie zgadzam się z poglądem de Mello oraz z tym, jaki sens przypisuje tej idei.
Jego słowa z cytatu dobrze wpasowują się w jakąś filozofię i ładnie wyglądają tylko na kartach książki..
Nieuwarunkowane niczym szczęście, to szczęście obiektywne, czyli to samo dla każdego. Skoro się zgodzimy na taki wymiar szczęścia, zgódźmy się też na takie same dla wszystkich normy moralne, czyli nieuwarunkowane kulturowo, społecznie, światopoglądowo.

Twórcze rozwijanie idei bezwarunkowego szczęścia stanowi zagrożenie dla ludzkiej wolności wyboru, może nawet ją unieważnia całkowicie. Dlaczego zrzucać jarzmo rządu tyrana, albo niesprawiedliwość i upośledzenie społ., skoro to doskonałe warunki dla doskonalenia się w bezwarunkowym szczęściu?
Bezwarunkowe szczęście nie jest panaceum na materializm, hedonizm, konsumpcjonizm, bo pewnie o to chodziło.
P.R.Wieczorek DSM (207 points)
A propos nieszczęść i tragedii, które często potrzebne są lub niezbędne do tego, by być szczęśliwym, pisałem na własnym doświadczeniu. Nie opierałem się tu na De Mello, lecz moja wypowiedź była może niezbyt składna, i dlatego można było odnieść takie wrażenie. Choć przywoływany autor na ten temat też się wypowiadał, jednak - jeśli dobrze pamiętam - nie nazywał tego szczęściem bezwarunkowym. Natomiast pisał, iż często właśnie ludzkie tragedie sprawiają, że człowiek - właśnie dzięki nim - staje się przebudzony.

Choć u niego słowa "przebudzenie" i "szczęście" to prawie synonimy.

Ale o takich duchowych rzeczach na tym forum pisać będziemy?

Pozdrawiam
lontri (16088 points)

A propos nieszczęść i tragedii. We wtorek uczniowie szkół średnich pisali próbną maturę z matematyki.

Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej argumentuje, że - cytuję za wczorajszym Dziennikiem Gazetą Prawną - "bez matematyki nie ma szczęśliwego życia".
Ciekawe co miał na myśli?
Czyżby to, że tylko ludzka tragedia, w postaci konieczności pisania obowiązkowej matury z matematyki, może prowadzić do wyzwolenia i prawdziwego oświecenia abiturienta?
(Tutaj wraca pytanie o sens argumentów "ze szczęścia" w racjonalnej dyskusji)


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lukaszewicz (5674 points)

>Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej argumentuje, że - cytuję za wczorajszym Dziennikiem Gazetą Prawną - "bez matematyki nie ma szczęśliwego życia".Ciekawe co miał na myśli?

Jakoś trzeba te pieniądze policzyć.(Te które szczęścia nie dają).

Łukaszewicz.
setarkos (10757 points)
"bez matematyki nie ma szczęśliwego życia".

Czyżby istniało wtedy i tylko wtedy, gdy nie istnieje dowód nieistnienia?
lontri (16088 points)

p wtedy i tylko wtedy gdy q ?

Równoważność jest prawdziwa wtedy i tylko wtedy , gdy oba jej człony, mają tę samą wartość logiczną, to jest oba są prawdziwe albo oba są fałszywe.

p q p<->q
1 1 ..1..
1 0 ..0..
0 1 ..0..
0 0 ..1..

Zbadajmy wypowiedź:
"Jaś jest szczęśliwy wtedy i tylko wtedy gdy (Jaś) uczy się matematyki."
Jeżeli zdanie "Jaś jest szczęśliwy" jest prawdziwe i zdanie "(Jaś) uczy się matematyki" jest prawdziwe, to cała równoważność jest prawdziwa.
Równoważność ta jest prawdziwa również wtedy, gdy zdanie "Jaś jest szczęśliwy" i zdanie "(Jaś) uczy się matematyki" są zdaniami fałszywymi.
Niestety, równoważność ta jest fałszywa wtedy, gdy jeden z jej członów jest prawdziwy, a drugi jednocześnie fałszywy.
Łatwo wyobrazić sobie Jasia twierdzącego, że zdanie "Jaś jest szczęśliwy" jest fałszywe właśnie wtedy, gdy zdanie "(Jaś) uczy się matematyki" jest właśnie prawdziwe.
Jaki płynie z tego wniosek dla CKE?

Nieprawda, że szczęśliwego życia nie ma bez matematyki. Szczęśliwego życia nie ma bez logiki.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
setarkos (10757 points)
>Nieprawda, że szczęśliwego życia nie ma bez matematyki. Szczęśliwego życia nie ma bez logiki.

Wypowiedzi logików i matematyków, jeśli dotyczą pojęć dość ogólnych, powinny unikać przeczeń albo wskazywać, czy przeczenia odnoszą się do fragmentu czy całości wypowiedzi.

Przykładowo: "Z matematyką (logiką) szczęśliwe życie ... ..."

Co prawda wypowiedzi twierdzące bywają 'mdłe', a zawierające negację (np. przysłowia) chwytliwe - to jednak nie uwalnia matematyków od staranności formułowania zdań (albo raczej: oni powinni wiedzieć co mówią).

Wniosek: "Nie zaczynać zdania od bez" (-;
lontri (16088 points)

Mówić o tym, co jest i o czym da się coś powiedzieć. Strasznie trudny postulat. I w dodatku jego konieczności nie da się uzasadnić logicznie - to trzeba widzieć.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
setarkos (10757 points)
>Mówić o tym, co jest i o czym da się coś powiedzieć. Strasznie trudny postulat.

Bogać tam strasznie
lontri (16088 points)

Nie przychodź mi tak głupio!

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
diogenes (42754 points)
>>Szczęśliwego życia nie ma bez logiki.

Czy masz na myśli życie wegetatywne, czy intelektualne, czyli w gruncie rzeczy coś całkiem innego?
lontri (16088 points)

Tak naprawdę chodzi mi tylko o to, że ~p^q

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
michiko (596 points)
>Ale o takich duchowych rzeczach na tym forum pisać będziemy?
Czemu nie? Wystarczy znaleźć kogoś, kogo zainteresuje ta tematyka.
Moja sfera duchowości pozostaje w sferze prywatnej.

Zgadzam się, że ludzie zmieniają się pod wpływem okoliczności, i czasem jest to przemiana radykalna, ale nie zawsze z uwzględnieniem pozytywnych wartości. Po wojnach przetaczających się przez kontynenty, poprzez ogrom cierpienia z rozmaitych przyczyn, nie tylko w wymiarze jednostkowym, nie dostrzegam masowego zwrotu świadomości człowieka ku wyższym wartościom. Liczy się przetrwanie, nawet za cenę demoralizacji i trwanie w patologii.
Ale też bym chciała, abyśmy wszyscy potrafili przekuć życiowe klęski w zwycięstwa moralne. To piękna idea. Sama należę do osób, które usilnie pracują nad jej materializacją.
Również pozdrawiam
P.R.Wieczorek DSM (207 points)
>Ale też bym chciała, abyśmy wszyscy potrafili przekuć życiowe klęski w zwycięstwa moralne. To piękna idea. Sama należę do osób, które usilnie pracują nad jej materializacją.

Jak najbardziej popieram - piękne słowa.
Pozdrwiam
Zella (1321 points)
De Mello miał rację. Jestem osobą szczęśliwą i uważam, że warto nią być.
Czasem by być szczęśliwym, trzeba otrzeć się o jakieś tragedie - naprawdę.
Człowiek żyjący z dnia na dzień nawet nie będzie się nad tym zastanawiał.
By być prawdziwie szczęśliwym, często trzeba dotknąć najpierw dna.
Są osoby szczęśliwe, które nigdy nie doznały porażek, ale znam także dużo osób niezwykle szczęśliwych, które w przeszłości przeżyły tragedie, spadły na dno.
Ci, którzy spadli na dno, chcą się podnieść - nie zawsze im to wychodzi - a kiedy im się uda, odnajdują prawdziwe szczęście<

Moja odpowiedź:
Raczej:
" Zawsze im nie wychodzi!" Zella
P.R.Wieczorek DSM (207 points)
>" Zawsze im nie wychodzi!" Zella

Nieprawda, Zella! Choć często na pewno - nie.
rudyment (3233 points)
>Czy łatwo być szczęśliwym

Łatwo to nie, trudno też nie, bo nikt nie wie, jak to zrobić, więc trafia się przypadkiem

>i czy w ogóle warto sobie tym głowę zawracać?

Warto czy nie, i tak wszyscy niczego innego nie robią.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Glares (12 points)
Wszystko zależy od definicji szczęścia:
Jeśli ktoś uważa się za nieszczęśliwego (niezależnie od sytuacji), to prawdopodobnie osiągnięcie szczęścia stanowi dla niego nie lada wyzwanie.
Z drugiej strony osoby szczęśliwe niemal zawsze stwierdzą, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki.

Ten "burżuazyjny" tekst powyżej ma w sobie coś, z czym mogę się zgodzić (nieco mnie zainspirował) - czasem człowiek stawia sobie "niewłaściwe warunki", o których potem myśli, że są mu do szczęścia potrzebne. A to z pewnością utrudnia mu zadanie.

Moim skromnym zdaniem najtrudniejsze w całej pogoni za szczęściem jest zrozumienie idei samego szczęścia. Z wykonaniem właściwie postawionych celów nie powinno być wielkiego problemu.

Pozwólcie, że nie odniosę się twórczo do posta z Pigmejem. Uważam, że to byłoby marnowanie pikseli na moim kompie. No, chyba, że komuś bardzo na tym zależy?

Aha, no i jeszcze "konkretny przykład": ja uważam się za człowieka szczęśliwego, bo dla mnie największym szczęściem jest "być dla kogoś powodem do radości" + "być w zgodzie z samym sobą" (no i niech mi ktoś powie, że oba te cele stanowią jakikolwiek problem!)
lontri (16088 points)

Dzięki za danie szansy na poprawienie ort.-a.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
SloniSko (1109 points)
Wszystko ładnie, pięknie, ale co jeśli ktoś nie jest szczęśliwy pomimo, że bardzo chce być, nie potrafi (te chcenie mu się nie udaje?), pomimo, że nawet sam uważa, że warto być szczęśliwym, wręcz pragnie być szczęśliwy? Pozostaje odpowiednio dobrana kombinacja leków psychoaktywnych?

Ponoć jest korelacja pomiędzy mieć a być szczęśliwym (paragon). Czy wyzbycie się wszystkiego i wyjazd gdzieś do Oceanii rozwiąże sprawę? Czy na prawdę lepiej być tym pigmejem? Tylko, że co innego nim być, a co innego stać się. Z aktualnym bagażem doświadczeń będzie raczej ciężko się "przestawić".

Najłatwiej jest chyba dla tych, którzy nad tym szczęściem się nie zastanawiają.


"Never assume anything" - A. Milne
J.S. (4752 points)
(banned)
"w życiu piękne są tylko chwile"
Zella (1321 points)
>"w życiu piękne są tylko chwile" <

Zella : Trafne!!( plusik!)
karolina m. (380 points)
Bardzo, bardzo dawno temu czytałam coś takiego, bodajże Lema, strasznie żałuję, że nie pamiętam co, gdzie rozchodziło się o skonstruowanie człowieka szczęśliwego. W tym celu opracowana została jednostka szczęścia: 1 hedon, równy uczuciu, którego doznaje człowiek, który chodził przez tydzień z kamieniem w bucie, w chwili, gdy wyjmuje ten kamień i zaczyna chodzić bez niego. O ile dobrze pamiętam, druga definicja 1 hedona zakładała uczucie towarzyszące otrzymaniu bata do ręki i możliwości wybatożenia kogoś, kto wcześniej batożył ciebie.
Może ktoś czytał i wie, jak to było dokładnie i jakie to było opowiadanie?
lee666 (73 points)
Lem, oczywiście.
To było z serii opowiadań o dwóch szalonych konstruktorach.
Zbudowali robota który był tym szczęśliwszy, im mniej inteligentny.
Samo Zycie.
-jad- (18785 points)

>Zbudowali robota który był tym szczęśliwszy, im mniej inteligentny.
>Samo Zycie.

no brain, no pain


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
Guzik (2020 points)
>Lem, oczywiście.
>To było z serii opowiadań o dwóch szalonych konstruktorach.
>Zbudowali robota który był tym szczęśliwszy, im mniej inteligentny.
>Samo Zycie.


Leee666, to o prawda życiowa. Kiedyś chcąć pocieszyć moją siedmioletnią coreczkę, ktora miała smutną minkę, pokazałam jej za oknem roześmianą dziewczynkę z Daunem i rzekłam: Zobacz jak Aneczka jest szczęśliwa. Bo ona jest glupia, odpaliła moja córcia.

Z tym wyjęciem kamienia z buta... Jest na ten temat wiele porzekadeł np. to o zbyt ciasnym mieszkaniu. Jeśli ktoś jest z tego powodu nieszczęśliwy, to należy sobie kupić kozę, itd. Jak się ją wyprowadzi... to dopiero będzie szczęście.

Tak na serio, szczęście to chemia. Serotonina. Endorfiny produkowane przez ludzki organizm, mające zdolność pobudzania receptorów opioidowych, co wywołuje stany euforyczne. Znoszą uczucie bólu i wprawiają w błogostan.
Adrenalina nie zawsze daje uczucie szczęścia, bo to stres, a on może być związany ze spadaniem dla zabawy na bandżi lub z ucieczki przed falą Tsunami.
-jad- (18785 points)

Niektórych uszczęśliwia chyba bycie nieszczęśliwym. Kto nie zna tych ludzi, którzy wiecznie narzekają na wszystko?
Odnoszę wrażenie, że byliby nieszczęśliwi będąc szczęśliwymi.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
diogenes (42754 points)
>Czy łatwo być szczęśliwym

www.youtube.com/watch?v=666RjLbr-lY
sceptymucha (moderator, 11470 points)
>Czy łatwo być szczęśliwym ?
Łatwo.
Wystarczy olać dążenie do szczęścia i zająć się tym, co do nas należy.
Pozdrawiam
Adamiak (36436 points)
>Łatwo.
>Wystarczy olać dążenie do szczęścia i zająć się tym, co do nas należy.
   A co do nas należy?
sceptymucha (moderator, 11470 points)
>>Łatwo.
>>Wystarczy olać dążenie do szczęścia i zająć się tym, co do nas należy.
>   A co do nas należy?
Przykro mi, ale w tym temacie odpowiedzieć mogę tylko, co do mnie należy.
Pozdrawiam
Adamiak (36436 points)
>>>Wystarczy olać dążenie do szczęścia i zająć się tym, co do nas należy.
>>   A co do nas należy?
>Przykro mi, ale w tym temacie odpowiedzieć mogę tylko, co do mnie należy.
   Rozwinięcie tego tematu mogłoby być ciekawe, więc nienachalnie zachęcam.
sceptymucha (moderator, 11470 points)
>>>>Wystarczy olać dążenie do szczęścia i zająć się tym, co do nas należy.
>>>   A co do nas należy?
>>Przykro mi, ale w tym temacie odpowiedzieć mogę tylko, co do mnie należy.
>   Rozwinięcie tego tematu mogłoby być ciekawe, więc nienachalnie zachęcam.
Jako człowiek muszę jeść, pić, spać, 'korzystać z wychodka'. W naszej kulturze implikuje to wymianę społeczną zwaną pracą zarobkową.
Przy okazji niejako poznaję świat, w którym przyszło mi żyć.
Idąc za Lemem muszę zaznaczyć, że poniższe zdanie dotyczy mnie jako jednostki, więc uogólnianie go 'na siebie/innych' jest związane z odpowiedzialnością własną uogólniającego:
uczę się przy tym podstawowej hierarchi wartości.

Mam się za istotę rozumną, jakkolwiek ograniczoną. Przy czym zaznaczyć muszę, że motory moich działań, poza tymi przypisanymi przeze mnie do kategorii ogólnej człowiek, są dla mnie niepojęte. Jak one powstają i o czym świadczą nie potrafię odpowiedzieć. Niemniej zmuszony jestem impulsy te realizować o tyle, o ile pozwala na to kaganiec kultury i złożoność świata.
Świat jest materią oporną, a rozum jedynym dłutem zdolnym przepoczwarzać myśl w czyn.
Nie mam dość czasu by wszystkie nasiona moich myśli zdołały nawet wykiełkować. Nie dość jest miejsca w rzeczywistości, by choć połowa z tych, które wykiełkowały rozkwitły realnością. Dla tych, które rozkwitły rzadko starcza słońca uwagi i wytrwałości, by nie zwiędły. Inne giną z czasem w sposób naturalny. Największą trwałość wykazują chwasty i bluszcze potrafiące bytować kosztem lub oplatać inne kwiaty albo i podwaliny ogrodu nawet. Niemniej po to mam rozum, by wspierać wartościowsze przeciw chwastom, gdzie mogę. Taka moja rola na tym polu.

Koniec końców szczęście jest pozytywną refleksją o ogrodzie, choćby i chybioną. O jego podwalinach, ziemi, układzie, roślinach, planach, bieżącym działaniu.

Refleksja zaś jest rzeczą wtórną i wymaga, by wpierw zająć się rzeczami podstawowymi.

Pozdrawiam
Adamiak (36436 points)
>Jako człowiek muszę jeść, pić, spać, 'korzystać z wychodka'. W naszej kulturze implikuje to wymianę społeczną zwaną pracą zarobkową.

   Po pierwszym czytaniu dominującą w Twoim tekście wydała mi się paradoksalna harmonia w dysonansie, dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że dysonans tkwi jedynie w konfrontacji z moim sposobem percepcji świata.

   Nie wiedzieć też dlaczego, powtórne czytanie tego ładnego tekstu pomieszało mi impresje z symbolami.

   Mam trochę impresjonistyczny sposób postrzegania rzeczywistości, więc odniosłem wrażenie, że Twój tekst jest manifestem melancholijnego symbolizmu z soft-deterministycznymi akcentami, stąd miałem dużą trudność w wyborze konwencji odpowiedzi, bo zadając prowokacyjne pytanie: "co do nas należy" spodziewałem się innego odzewu.

   Ta nieprzewidywalność w kontaktach z ludźmi jest intrygująca.

   Wszelkie inne komentarze, prócz powyższych wrażeń, byłyby nie na miejscu, więc napiszę tylko o różnicach w naszych "sposobach na szczęście".

   Bazą mojego szczęścia jest zrozumienie, że niczego nie muszę, prócz myślenia.
   Takie przekonanie implikuje inną podstawę, mianowicie świadomość wolności wynikającej z permanentnej możliwości wyboru w każdej sytuacji, bo jeśli decyduję się, by żyć, to również oddychanie i wydalanie jest pochodną mojej decyzji, a nie przymusem, jak u Ciebie.
   Bo ja wiem, że nie muszę żyć, lecz chcę, więc i reszta jest konsekwencją chcenia.

   Wspomniany kaganiec kultury też jakby w mniejszym stopniu mnie dotyczył, po prostu opinia otoczenia ma dość nikły wpływ na moje poczynania - priorytetem jest mój szeroko pojęty zysk, przy zachowaniu równowagi w relacjach z innymi ludźmi.

>Niemniej po to mam rozum, by wspierać wartościowsze przeciw chwastom, gdzie mogę. Taka moja rola na tym polu.

   Nie żałuję rzeczy już zrobionych i tych nie zrobionych (a taki akcent wyczytałem u Ciebie), bo uważam, że wszystko co robię jakoś mi się przydaje. Konsekwencją tego jest brak potrzeby dzielenia roślin na chwasty i kwiatki, bo nie wiem co później kwiatkiem się okaże - każda "roślina" na łące życia jest w jakiś sposób potrzebna, choć może niekoniecznie teraz i niekoniecznie mnie.
   Niekoniecznie też z każdą muszę mieć do czynienia - mogę co najwyżej chcieć mieć.

   No właśnie, nie traktuję "swojego" świata jak ogrodu, tylko jak łąkę na której mam swoją pustą rabatkę otoczoną wyimaginowanym weneckim lustrem. Pustą w sensie zupełnie bez roślin, ale z widokiem na cały ogród i ze świadomością, że jestem tego ogrodu częścią.

   W takim anturażu szczęściem jest dla mnie spokój wynikający z dystansu do świata i cisza kiedy jej chcę.

   Choć w tym obrazie też dostrzegam paradoks i mam chęć go kiedyś zrozumieć.

   Więc w Twoim trafnym i ładnym zdaniu:
>... szczęście jest pozytywną refleksją o ogrodzie, choćby i chybioną. O jego podwalinach, ziemi, układzie, roślinach, planach, bieżącym działaniu....
   ... zmienię sobie tylko ogród na łąkę i podpisuję się życząc miłego weekendu.
sceptymucha (moderator, 11470 points)
>>Jako człowiek muszę jeść, pić, spać, 'korzystać z wychodka'. W naszej kulturze implikuje to wymianę społeczną zwaną pracą zarobkową.
>   Po pierwszym czytaniu dominującą w Twoim tekście wydała mi się paradoksalna harmonia w dysonansie, dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że dysonans tkwi jedynie w konfrontacji z moim sposobem percepcji świata.
Pisząc to nie odczuwałem dysonansu, więc trafne wydaje się to zdanie o różnicach w percepcji.
>   Nie wiedzieć też dlaczego, powtórne czytanie tego ładnego tekstu pomieszało mi impresje z symbolami.
Dzięki z komplement.

>   Mam trochę impresjonistyczny sposób postrzegania rzeczywistości, więc odniosłem wrażenie, że Twój tekst jest manifestem melancholijnego symbolizmu z soft-deterministycznymi akcentami, stąd miałem dużą trudność w wyborze konwencji odpowiedzi, bo zadając prowokacyjne pytanie: "co do nas należy" spodziewałem się innego odzewu.
Nie jest manifestem w zamyśle, jak jest odbierany jest poza mną.

>   Ta nieprzewidywalność w kontaktach z ludźmi jest intrygująca.


>   Wszelkie inne komentarze, prócz powyższych wrażeń, byłyby nie na miejscu, więc napiszę tylko o różnicach w naszych "sposobach na szczęście".
>   Bazą mojego szczęścia jest zrozumienie, że niczego nie muszę, prócz myślenia.
>   Takie przekonanie implikuje inną podstawę, mianowicie świadomość wolności wynikającej z permanentnej możliwości wyboru w każdej sytuacji, bo jeśli decyduję się, by żyć, to również oddychanie i wydalanie jest pochodną mojej decyzji, a nie przymusem, jak u Ciebie.
Teraz ja widzę inność percepcji. Jakkolwiek jest to tylko przestawienie akcentów i lekkie przesunięcie granic.
Dla mnie człowiek nie decyduje o tym, by żyć. Może jedynie wybrać śmierć i dla mojej wrażliwości jest to istotna różnica. Gdyby Twoja świadomość zaniechała jakichkolwiek działań nie umarłbyś. Tak samo człowiek nie może sam z siebie przestać oddychać i w ten sposób się udusić (udowodnione)- może natomiast odwołać się do rzeczy dla siebie zewnętrznych, by doprowadzić do stanu, gdy nie będzie powietrza do zaczerpnięcia.
Dla mnie pasowałoby tu słówko FUNKCJONOWAĆ i związywały by się dwa światopoglądy.
>   Bo ja wiem, że nie muszę żyć, lecz chcę, więc i reszta jest konsekwencją chcenia.
Tu jednak rozeszlibyśmy się w widzeniu świata i każdy pozostałby ze swoją jednostkową filozofią.

>   Wspomniany kaganiec kultury też jakby w mniejszym stopniu mnie dotyczył, po prostu opinia otoczenia ma dość nikły wpływ na moje poczynania - priorytetem jest mój szeroko pojęty zysk, przy zachowaniu równowagi w relacjach z innymi ludźmi.
Gdy jesteś na kogoś zły nie zabijasz go- taka kultura- szlachta tak robiła, jeśli oponent był niższego stanu.
>>Niemniej po to mam rozum, by wspierać wartościowsze przeciw chwastom, gdzie mogę. Taka moja rola na tym polu.
>   Nie żałuję rzeczy już zrobionych i tych nie zrobionych (a taki akcent wyczytałem u Ciebie), bo uważam, że wszystko co robię jakoś mi się przydaje.
Raczej nie chodziłoby mi tu o żal, chociaż w tak stworzonym ogrodzie mógłby on się pojawić. Niekoniecznie muszę mieć żal, że trafiło mi się wyhodować i chwasty- niemniej rozróżniam.
>Konsekwencją tego jest brak potrzeby dzielenia roślin na chwasty i kwiatki, bo nie wiem co później kwiatkiem się okaże - każda "roślina" na łące życia jest w jakiś sposób potrzebna, choć może niekoniecznie teraz i niekoniecznie mnie.
Ja pozostaje przy rozróżnianiu, gdzie się ewidentnie da.

>   Niekoniecznie też z każdą muszę mieć do czynienia - mogę co najwyżej chcieć mieć.
Zbiór roślin w ogrodzie jest ograniczony i zależny od wielu czyników.

>   No właśnie, nie traktuję "swojego" świata jak ogrodu, tylko jak łąkę na której mam swoją pustą rabatkę otoczoną wyimaginowanym weneckim lustrem. Pustą w sensie zupełnie bez roślin, ale z widokiem na cały ogród i ze świadomością, że jestem tego ogrodu częścią.
Odczytuje to jako zawężenie 'siebie' do czystej świadomości obserwacji.

>   W takim anturażu szczęściem jest dla mnie spokój wynikający z dystansu do świata i cisza kiedy jej chcę.   Choć w tym obrazie też dostrzegam paradoks i mam chęć go kiedyś zrozumieć.
Napisałeś to coś bardzo osobistego, jakby dla kontrastu do obrazów, których ja użyłem do opisu. Nie wiem na ile potrafię zajrzeć w to, co napisałeś, ale szanuję to.

>   Więc w Twoim trafnym i ładnym zdaniu:
>>... szczęście jest pozytywną refleksją o ogrodzie, choćby i chybioną. O jego podwalinach, ziemi, układzie, roślinach, planach, bieżącym działaniu....
>   ... zmienię sobie tylko ogród na łąkę i podpisuję się życząc miłego weekendu.
Temat niestety nie został przeze mnie skończony (o szczęściu). Wiąże się to z pewnymi niemożliwościami języka. Od zdaje się już kilku lat chodzi za mną niemożność wypowiedzenia ze względu na brak pojęć dotyczących stanów emocjonalnych i powiązań emocji z myślami.
Mimo nienazwań myśli w głowie jakoś sobie radzą i udało się opis jakiś, poetycki bardziej niż konkretny, stworzyć.
Dzięki za odpowiedź.

Pozdrawiam
Adamiak (36436 points)
>... w ramach pewnych światopoglądów bycie szczęśliwym jest wyjątkowo proste, łatwe i przyjemne, a w każdym razie dużo prostsze, łatwiejsze i przyjemniejsze niż w innych światopoglądach.
   Pojęcie "światopoglądu" bywa płynne, jak to pokazują moje "rozmowy" z niektórymi userami.

   W kontekście płynności światopoglądów oraz zaakcentowanej (przeze mnie) w powyższym cytacie prostoty w ich obsłudze szczęśliwości wszelakiej, przypomniał mi się przepis homeopatyczny zoczony w statusie na GG:
" Najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości jest zwykła woda. Dwie krople na szklankę wódki i wszystko przejdzie."

>Jakie jest miejsce argumentów "ze szczęścia" w racjonalnej dyskusji?
   W mojej wersji zalecam wysoki %.

>I czy pojęcie szczęścia w ujęciu krytycznym w ogóle "trzyma się kupy"?
   W takim ujęciu pozbywamy się zbędnego balastu krytyki w ogóle i zostajemy sam na sam * z homeopatią - reszta jest kwestią wiary.

   I trzyma się kupy nawet podczas kolejnego zmniejszania proporcji substancji czynnej, H2O, w rozpuszczalniku.

*- nie dotyczy szczęśliwych(?) posiadaczy lusterek oraz dyskutantów z wątku "Czarownice w XXI wieku".
>
lontri (16088 points)

Nawiązując do proponowanej przez Ciebie koncepcji gorzelnianej homeopatii, wspomnę tylko, że zawsze fascynowało mnie, jak szybko pamięć wody rozcieńczonej w wódce przechodzi w niepamięć, zarówno tego, co było przed, w trakcie, jak i po.
Czy to już jest szczęście?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Adamiak (36436 points)
>Nawiązując do proponowanej przez Ciebie koncepcji gorzelnianej homeopatii, wspomnę tylko, że zawsze fascynowało mnie, jak szybko pamięć wody rozcieńczonej w wódce przechodzi w niepamięć, zarówno tego, co było przed, w trakcie, jak i po.
   Nic ująć, choć dodam, że ważnym działaniem tej wody, prócz wywoływania niepamięci, jest magiczna zmiana postrzegania proporcji korzyści do strat w tej zapamiętanej, mimo wszystko, rzeczywistości.

   Uszczęśliwiacz H2O wyraźnie lansuje pozycję "ma" w bilansie zysków.

>Czy to już jest szczęście?
   To już zależy od oczekiwań pacjenta.
   Jeśli oczekuje korzyści w jak najkrótszym czasie, to coś na kształt szczęścia się jawi.

   Kłopot w tym, że jest to lek działający nie na przyczyny braku szczęścia, lecz na objawy, przy sporej szkodliwości działań ubocznych, zwiększających siłę rażenia wprost proporcjonalnie do czasu trwania kuracji uszczęśliwiającej.
Zella (1321 points)
> przypomniał mi się przepis homeopatyczny zoczony w statusie na GG:
Najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości jest zwykła woda. Dwie krople na szklankę wódki i wszystko przejdzie.<


Dobrze wcześniej napisałam o Tobie:"wszechwiedzący" .
Znasz nawet absolutnie najlepszy z najlepszych, przepis na wszystkie dolegliwości!
Nie napisałeś tylko jaka szklanka!
Ale poradzę sobie! Zella
Adamiak (36436 points)
> Dobrze wcześniej napisałam o Tobie:"wszechwiedzący" .
   Nie dostrzegłem w tym epitecie błędu ort., prócz braku spacji po dwukropku.

> Znasz nawet absolutnie najlepszy z najlepszych, przepis na wszystkie dolegliwości!
   Mam inne zdanie.

> Nie napisałeś tylko jaka szklanka!
   Może być szklana, ale nie nalegam.

> Ale poradzę sobie!
   Powodzenia.
fossegrim (89 points)
" niewiele do szczęścia brakuje temu, komu potrzeba niewiele." - Epikur
(w wolnym tłumaczeniu)

szalenie się z tym zgadzam
setarkos (10757 points)
>" niewiele do szczęścia brakuje temu, komu potrzeba niewiele." - Epikur
>(w wolnym tłumaczeniu)
>szalenie się z tym zgadzam

Jacy to starożytni sprytni.. Ciekawe czy mówili też o nadmiarze szczęścia, czy widzieli w nim 'towar' wiecznie deficytowy..

Czy zawsze mamy pożądać szczęścia? Skąd wiadomo czy doń dążenie za nos nas nie wodzi i marionetek z nas nie czyni?
fossegrim (89 points)

>Jacy to starożytni sprytni.. Ciekawe czy mówili też o nadmiarze szczęścia, czy widzieli w nim 'towar' wiecznie deficytowy..

czy może w ogóle istnieć nadmiar szczęścia? - wydaje mi się to wewnętrznie sprzeczne. wszak szczęście wydaje się być stanem najdoskonalszym, najwyższym. do którego dążymy, a gdy go osiągniemy to wypełnia nas w całości, więc nie może go być w nadmiarze. samo pojęcie sugeruje pewną negatywność (jest czegoś za dużo, nie potrzebnie). to tak jakby powiedzieć, że jest deficyt biedy (posługując się skrajnościami).

stąd wniosek, że raczej nie rozważali nadmiaru szczęscia, nie spotkałam się jeszcze z takim pojęciem. jest po prostu nielogiczne.

> Czy zawsze mamy pożądać szczęścia? Skąd wiadomo czy doń dążenie za nos nas nie wodzi i marionetek z nas nie czyni?

dążenie do szczęścia nie jest jakąś odgórną dyrektywą. wynika raczej z natury ludzkiej. z natury każdy człowiek dąży do [jakiegoś] szczęścia. do jakiegoś spełnienia, etc.
setarkos (10757 points)

>dążenie do szczęścia nie jest jakąś odgórną dyrektywą. wynika raczej z natury ludzkiej. z natury każdy człowiek dąży do [jakiegoś] szczęścia. do jakiegoś spełnienia, etc.

Pewnie tak jest, że każdy dąży do szczęścia "z natury". Dodatkowo człowiek miewa dążenia 'z wyboru'
fossegrim (89 points)
>> Dodatkowo człowiek miewa dążenia 'z wyboru'


owszem, ale owy wybór obejmuje raczej sfere obiektu, wybór tego albo tego celu (czegoś konkretnego pod jego podstacią), a to skolei jest pewnym zakamuflowanym obiektem szczęśliwości. a samo dążenie jest nam inherentne.
setarkos (10757 points)
> (...) samo dążenie jest nam inherentne.

Jeśli nawet, to czy wynika stąd, iżbyśmy mieli czym prędzej dążyć do krain permanentnego zaspokojenia (lub do wizjonerów ich istnienia)?
fossegrim (89 points)
>> (...) samo dążenie jest nam inherentne.
>Jeśli nawet, to czy wynika stąd, iżbyśmy mieli czym prędzej dążyć do krain permanentnego zaspokojenia (lub do wizjonerów ich istnienia)?

nie rozumiem.
exeqtor (359 points)
Cite:
Czy łatwo być szczęśliwym


Że tak brzydko się wyraże, akurat pasuje tutaj jak najbardziej PZU (pierd*****ty zawsze usmiechnięty). Jeśli były by jakieś pewne proporcje zalezności między stopniem inteligencji, która miała by tą własność że w świadomy sposób łatwiej jest podejmowac decyzje które doprowadza do uczucia szczęścia to naukowcy, mędrcy byli by zanurzeni w narkotuzującej błogości.
lontri (16088 points)

Jest wielu "mędrców", uprawiających różne Nauki, nauki, "nauki" i nauki . Niektórzy z nich są magnatami medialnymi i bronią nawet z tego "bycia" doktoraty! A na nieszczęśliwych nie wyglądają, na nagich i źle odżywionych zresztą również.
I zawsze się uśmiechają!

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Kowalska (14007 points)
   Witam, Katarzyna Pomlędła - Zaleska. Dziś zadam pytanie: Co to szczęście jego ekscelencji arystokracji biskupowi Stanisławowi Pierun - Niezgodzie.

- Wasza ekscelencjo, czym według waszej ekscelencji jest szczęście?

- Kościół nigdy nie zgodzi się na zabiegi in vitro.

- Czy Kościół, to bardzo trudne pytanie, ale pozwoli wasza eminencja, że je zadam, pozwala być szczęśliwym?

- Kościół już dawno przeprowadził lustrację. Wracanie do tych zamierzchłych spraw jest niegodne katolika a zarazem i chrześcijanina.

- Czy nadmierne szczęście może być grzechem, wasza arystokracjo?

- Beatyfikacja naszego umiłowanego Jana Pawła II, składamy wiarę w Boga, już wkrótce.

- Dziękuję za rozmowę.
rexus (2343 points)
>Czy łatwo być szczęśliwym i czy w ogóle warto sobie tym głowę zawracać?
>Pytanie stawiam sprowokowany przekonaniami tych osób, które utrzymują, że w ramach pewnych
>światopoglądów bycie szczęśliwym jest wyjątkowo proste, łatwe i przyjemne, a w każdym razie dużo
>prostsze, łatwiejsze i przyjemniejsze niż w innych światopoglądach.
>Jakie jest miejsce argumentów "ze szczęścia" w racjonalnej dyskusji?
>I czy pojęcie szczęścia w ujęciu krytycznym w ogóle "trzyma się kupy"?

Im ktoś głupszy tym łatwiej mu być szczęśliwym.
Szczęście jest radością z życia. Jeśli nic nie zaskakuje, nie zachwyca, wszystko jest przewidywalne, możesz mieć problemy ze szczęściem.
Niektórzy są tak obrzydzeni wszechobecną szczęśliwością iż muszą coś czasami popsuć, wręcz spierdolić dokumentnie by poczuć wiatr życia i być szczęśliwym.
dokowski (7933 points)
(banned)
>Czy łatwo być szczęśliwym i czy w ogóle warto sobie tym głowę zawracać?

Oczywiście, że nie. Ze szczęściem jest tak, jak z relaksem. Im bardziej się staramy, tym gorzej wychodzi. Człowiek szczęśliwy jest wtedy, gdy tego nawet sobie nie uświadamia.

Człowiek zdrowy nie myśli o tym, kiedy wciąga powietrze, a kiedy wypuszcza - oddycha nieświadomie.

Człowiek szczęśliwy jest wtedy, gdy nie myśli o sobie. Myśl "jestem szczęśliwy" nawet mu przez myśl nie przejdzie.

A jeśli ktoś zastanawia się, czy jest szczęśliwy, to z pewnością jest nieszczęśliwy.

doku
julek (1527 points)
Nie mogłem "na bieżąco" śledzić tego wątku , więc przeczytałem go w całości teraz
,.... i poczułem się szczęśliwy .

julek
lontri (16088 points)

Dzięki twojemu postowi wątek zmartwych-wstał, tak więc nadal jest jakby na bieżąco.
Rozumiem, że skoro poczułeś się szczęśliwy, problem szczęścia nie jest już twoim problemem?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
julek (1527 points)
>Dzięki twojemu postowi wątek zmartwych-wstał, tak więc nadal jest jakby na bieżąco.
>Rozumiem, że skoro poczułeś się szczęśliwy, problem szczęścia nie jest już twoim problemem?


Problem szczęścia nigdy nie był moim problemem -

Według mnie "Szczęście" to pojęcie czysto "poetyckie"
- można mówić o przyjemności ,- i to pojęcie jest racjonalne -

pozdrawiam - przyziemny julek z węgla ,wodoru i tlenu , ze zwykłą galaretowatą masą w czaszce.
Sylwek (15472 points)

> Według mnie "Szczęście" to pojęcie czysto "poetyckie"
>- można mówić o przyjemności ,- i to pojęcie jest racjonalne -

A cóż to takiego pojęcia racjonalne? Czym się różnią od pojęć nieracjonalnych?
julek (1527 points)
>> Według mnie "Szczęście" to pojęcie czysto "poetyckie"
>>- można mówić o przyjemności ,- i to pojęcie jest racjonalne -
>A cóż to takiego pojęcia racjonalne? Czym się różnią od pojęć nieracjonalnych?


Proszę sobie uświadomić że egzaminuje Pan "technicznego" - a techniczny oczekuje "dobrej woli" od profesora

Jeżeli mówię o pojęciu - przyjemność - to wiem że to pojęcie funkcjonuje jako "pojęcie naukowe" - Freud pisał o przyjemności nie o szczęściu .

Natomiast słowo szczęście oznacza pojęcie abstrakcyjne - /napisałem "poetyckie"/
jeżeli mówimy o szczęściu to mamy na myśli subiektywne określenie "z którym nie można dyskutować" jeżeli ktoś mówi że jest szczęśliwy to jest i koniec .

Tak , w prostych , żołnierskich słowach wyjaśnił to Panu swoje stanowisko "inżynier" .

julek "anty-antropocentrysta"

Back to the list of plots działu Filozofia i światopogląd 
To write in this plot, you have to sign in


 


[ Cooperation ] [ Advertise ] [ Map of the site ] [ F.A.Q. ] [ Store ] [ Sign up ] [ Contact ]
The Rationalist © Copyright 2000-2018 (English section of Polish Racjonalista.pl)
The Polish Association of Rationalists (PSR)