Otóż ostatnio zeźliłem się i powiedziałem: Dość! Postanowiłem, że nie pozwolę się już dłużej tak semantycznie i aksjologicznie terroryzować. Nie wyrażę zgody na ustawianie mnie w odniesieniu do rozmaitych arbitralnie wybranych idei i kategorii nie posiadających żadnego racjonalnego uzasadnienia. Nie dam sobie narzucić punktów odniesienia, wobec których mam się samookreślać. Zrazu nie wiedziałem jednak, jak się do tego zabrać w praktyce. Byłem wystarczająco rozumny, aby zdawać sobie sprawę, że samo wyrażanie niezgody na tyranię akcydentalnych idei i bytów, choć z idealistycznego punktu widzenia słuszne, będzie mało skuteczne w relacjach społecznych. A to dlatego, że z powodów czysto psychologicznych znacznie łatwiej zaangażować się w wiarę w istnienie czegoś i obronę tej wiary, niż w wiary takowej zanegowanie, czyli udowodnienie, że król jest nagi. Poza tym, wyznawca wierzy w rzecz Jedną, a imię rzeczy niewyznawanych jest Milion.... I nagle doznałem iluminacji. Tak! Wielka Bulba! Wierzę w Wielką Bulbę. Jestem wyznawcą (niech będzie, że fanatycznym) Wielkiej Bulby. Bulbyzm to od dzisiaj jest moje credo. Jestem bulbystą. Mam swoją własną ideę, kategorię, szufladkę, punkt odniesienia, który mogę przeciwstawić ideom i punktom odniesienia moich adwersarzy. Wreszcie nasza sytuacja w polemice jest symetryczna. Myślicie, że to błazeńskie, głupie i żenujące? Ale jakież użyteczne w pragmatyce dyskursu! „Jesteś ateistą" — ktoś mi powie. Odpowiem mu — „Jesteś abulbystą". „Podaj mi dowód na nieistnienie Boga" — „Podaj mi dowód na nieistnienie Wielkiej Bulby". „Jesteś zbyt przyziemny (materialny, racjonalny), by ogarnąć sferę sacrum" — „Jesteś zbyt przyziemny, aby ogarnąć sferę bulbum". „Duch jest odrębnym bytem, kategorialnie odmiennym od materii" — „Bulba również". „Nieśmiertelna dusza kieruje ludzkim postępowaniem" — „Czyni to nieśmiertelna Wielka Bulba w swych lokalnych przejawach czasoprzestrzennych". „Są znaki/przekazy/świadkowie przemawiające za X" — "Równie wiarygodne znaki/przekazy/świadkowie wskazują na Wielką Bulbę". „Układ planet steruje Twoim losem" — „A Twoim chwilowy stan Wielkiej Bulby". „Już filozof Y udowodnił … " — "Na Wielką Bulbę, co za brednie!". Itd., itp. Prawda, że skuteczne? Smutna płynie z tego refleksja. Pogląd nieracjonalny zawsze (w świadomości dużej części społeczeństwa) wygra z argumentem racjonalnym. Jedyną szansą na przeciwstawienie się temu pierwszemu jest skonfrontowanie go z innym, równie nieracjonalnym poglądem. Nie doprowadzi to jednak do eliminacji poglądów nieracjonalnych, lecz raczej do ich konfrontacji na płaszczyźnie dogmatyczno-siłowej, jak to ma miejsce w przypadku np. konfliktów religijnych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dyskutowane w niniejszym artykule arbitralne idee, byty i kategorie biorą się w większości z tęsknoty i pogoni za Absolutem, absolutną wiarą, wiedzą, niewzruszoną opoką prawd ostatecznych. Dotyczy to nie tylko religii czy filozofii, ale także np. czystych i doskonałych bytów matematycznych istniejących jakoby w świecie platońskich idei. Ja jednak jestem relatywistą (przyznaję, sam pod sobą dołki kategorialne kopię) i w żadne absoluty po prostu nie wierzę — zbyt łatwa to pokusa dla ludzi optujących za uczciwością poznawczą, a nie psychicznym komfortowaniem. Dlatego moją jedyną obroną przed wszechotaczającym mnie dyktatem arbitralnych idei, bytów i kategorii pozostaje Wielka Bulba. | |
Original.. (http://therationalist.eu.org/kk.php/s,6728) (Last change: 11-08-2009) |