The RationalistSkip to content


We have registered
163.132.276 visits
There are 7324 articles   written by 1064 authors. They could occupy 28895 A4 pages

Search in sites:

Advanced search..

The latest sites..
Digests archive....

 How do you like that?
This rocks!
Well done
I don't mind
This sucks
  

Casted 2966 votes.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
 Articles and essays »

Jak ojczulek wszechmogący na antence latał, diabła poszukując
Author of this text:

Onego, choć bardziej tego niż owego czasu niedawnego, ojczulek pewien wszechmocny, wszechpolski, ale zarazem wszechwatykański, żył ubogo w pałacyku lazurowym nad Wisłą z datków ludu biednego się utrzymując, z grosików starych kobiet, ze złotych łez wdów, sierot, dziadków chorutkich.

I stało się, że ranka jednego obudził się pieszczony promykiem biało-czerwonym słońca naszego narodowego, co pobożnym świeci ludziom. Przedostał się zaś był ów promyk do komnaty przez kotarę ze srebrnych oraz złotych nitek wydzierganą (dar parafialnego chóru męskiego Koza nasza w Wołominie). Ojczulek z żalem wielkim rozstał się ze snem wspaniałym, który, dziejąc się nad Tybrem, myckę kardynalską mu oferował z nadzieją pewną jeszcze wyższego awansu. Zerwawszy się z łoża misternie rzeźbionego w drzewie różanym (dar koła niedołężnych z podlaskich kniei i uroczysk) ojczulek odrzucił cieplutkie kołdry chińskie barwne, z przedniego jedwabiu (dar dziewic podhalańskich), nogi opuścił i pod łożem odszukał nocniczek złoty z uchem platynowym (dar związku weteranów Goralenvolku). Siknął weń ostro, promiennie w intencji ofiarodawców. Następnie dzwoneczkiem złotym z brylantowym uchwytem (dar pozostawionych w Kazachstanie) zadzwonił tak delikatnie jak brzęczenie w niebie złotego trzmiela. I wkrótce dzionek uroczy, z niebem lazurowym niby szaty Mateczki na gipsowych figurkach, zawalił się ojczulkowi wielebnemu.

Do przestronnej sypialni z niezliczonymi obrazami oraz bronią rycerzy dawnych na ścianach (dar pensjonariuszy domu staruszków polskich) wpełzł bowiem sługa zakonnik i przywierając do podłogi lśniącej, wywoskowanej woskiem zbieranym przez nasze pszczółki narodowe z odwiecznie polskich kwiatuszków polnych, zawiadomił ze zgrozą, cierpieniem prawdziwym, a szczerym, iż stała się rzecz straszna, mianowicie ponownie z ciała ukochanej przez ojczulka partii baboka (na prawo od sprawiedliwości) tak wytrwale budującej narodowi IV Średniowiecze, ubyło kilka istotnych członków, którzy za krnąbrność i wątpienie we wszechmądrość oraz wszechwiedzę generalissimusa, a w zasadzie arcykomtura, zostali właśnie wyrzuceni na bruk polityczny.

Zadrżał ojczulek z żalu delikatnie, a jednocześnie tak mocno, że rozdygotały się z boleści mury pałacyku (dar bezrobotnych stoczniowców), w którym pomieszkiwał. I nagle coś zagrzmiało i błysnęło w pustej czaszce ojczulka, więc rozkazał, by lokaje (dar rencistek z Podkarpacia) cudowną antenkę (imieninowy dar rzesz ciemnych) ze skarbca przynieśli. Antenka niby tylko zwykła rozkładana rurka, a przecież za sprawą patronki Miriam wiele mogąca. Konkretnie było wspaniałe, radzieckie jeszcze elektriczeskoje ustrojstwo (dar koła dziadków czekistów w Riazaniu). Do jednego końca antenki mówisz na przykład: nacjonalizm, ksenofobia, nietolerancja, miernota, zatęchłość, zaduch, sprzedajne elity, obezwładniające mgły, a drugiej wychodzi: patriotyzm, godność, wspólnota, polskość, duma oraz dobry katolik.

To szatan jest odpowiedzialny za rozłam w partii, nagle genialnie blekocząc i bulgocząc bulgotem odkrył ojciec wszechmocny. I rzekł boleściwie do antenki, by ustalenie rozgłosiła : Tu nie należy wykluczać działania Złego. On wszystko będzie robił, żeby nas wyprowadzić w pole, diabeł zawsze dzielił.

Spytał wtedy logicznie zakonny lokaj:

— A kogoż to, wasza świątobliwość, faworami swymi w takiej sytuacji zaszczycał będzie: tych, co zostali, czy owych, co z partii odeszli?

— Odkryć najpierwej trzeba, kto diabłem jest? Azali babok azali zizou? Dopiero wtedy poprzemy! — odrzekł z mocą ojczulek.

— A wasza świątobliwość, póki nie wykryje, pomilczy tajemniczo, jak prawdziwy dyplomata! — zachwycił się sługus.

— Mądry z ciebie lokaj, padalcu - zawyrokował wszechmocny ojczulek. — Nagrodzony za to zostaniesz. Kiedy już na stolcu siądę najwyższym, kardynałem cię zrobię, takim jak ten tam kardynał nocnikowy. I jak on prawo dostaniesz lokowania produktu byle jakiego w krypcie wawelskiego smoka a także obok!

To rzekłszy ojczulek wszechmocny antenki dosiadł, która jest uniwersalna: boć można do niej przykręcić narzędzie skrawające do wiercenia powłoki ziemskiej, ale też uzbrojonego w skrzydełka anielskie maybacha, żeby latała. I pofrunął ojczulek wszechmocny nad kraj słowiański w poszukiwaniu Złego, który patriotów wrednie dzieli i boleśnie rozczłonkowuje.

Po dotarciu do stolicy ojczulek natychmiast odwiedził dzielnicę Żoliborz. Tam w chałupce jednej, sam niewidocznym będąc, patrzył długo, jak jego malutki wielki przyjaciel babok rozwścieklony ćwiczył na swym ulubionym zwierzęciu odwracanie kota ogonem. Niziołek babok znajdował się w paskudnej historycznie sytuacji, gdyż właśnie podczas święta niepodległości młodzi Niemcy z Antify, organizacji antynazistowskiej, pobili polskich faszystów za ich narodowy socjalizm. Rzecz w sumie niesłychana i nie do przyjęcia: przebywająca gościnnie germańska lewica w sercu piastowskiego kraju spuszcza łomot sarmackim narodowcom, polskim spadkobiercom niemieckiej nacjonalistycznej tradycji! Takie rzeczy nie powinny się zdarzać!

W końcu babok jednak rozjaśnił się i rzekł do kota: — Mam! Nie wspomnimy o miłym nam faszyzmie, tylko zrobimy z owych zajść dramat narodowy! Zagrzmimy, że oto na ulicach bohaterskiej Warszawy Niemcy, tak bardzo podobni do dawnych hitlerowców, znów bili szlachetnych Polaków! Ciemny naród uwierzy!

Diabeł nie mógł tego wymyśleć! Zadowolony z baboka ojczulek nacisnął starter antenki i poleciał do Krakowa, by tym razem sprawdzić zdrajcę zizou. Był to ulubieniec tamtejszego ludu chronicznie pozbawionego jodu, tak niezbędnego w umysłowym rozwoju, patriota podobny do rumianego pączusia z czarną marmoladką w miejscu czupryny. Uroczy zizou, o damskiej urodzie narodowej panienki, układał właśnie ostre oświadczenie bezwzględnie potępiające rząd i tuskową policję za bicie przez lewaków najbardziej patriotycznej wszechpolskiej nazistowskiej młodzieży.

Banita owszem, ale przecież nie poszukiwany diabeł, skonstatował ciepło ojczulek wszechmocny. Zrozpaczony, iż nadal nie wie, kogo ma politycznie popierać jego patriotyczna armia złożona z miliona babć oraz otumanionych dziadków, postanowił wracać do toruńskiego pałacu.

W tym samym czasie w stolicy odkrywał diabła inny, światły jak cała ciemność, członek czarnej ferajny, emerytowany senior-prymas. Grzmiał właśnie do analfabetów: - Do części Warszawy przedarł się szatan, wróg pokoju i szerzyciel nienawiści.

Stary mówca był klechą bardzo podobnym do wszechmocnego ojczulka. Operuje ciężką chropawą polszczyzną, nie błyszczy umysłem, a jednak może o sobie z podziwem powiedzieć, iż jest, jak wszechmocny ojczulek, finansowym geniuszem. Obaj specjaliści od diabła, ani jednego własnego grosza nie dając, zbudowali rzeczy potężne: ojczulek imperium medialne, stary prymas ogromną świątynię opacznej opatrzności. Obydwaj za pieniądze społeczne i publiczne. Powstaje dylemat: czy dureń potrafiłby tak manipulować masami wiernych frajerów oraz lokajskimi władzami państwa, by setki milionów złotych utopiły w betonowej budowli i to wyłącznie na cześć pomysłodawcy wzniesienia świątyni. Bo przecież nie dla chwały urojonego Boga ani podzięce za mnóstwo przegranych powstań narodowych oraz wojny. Nie warto nawet wspominać, że za tę straconą bezpowrotnie i bezużytecznie ogromną kasę można było zbudować tak potrzebne szpitale, domy opieki, szkoły oraz żłobki. Każdy obywatel, od którego państwo doi podatki, więc także racjonaliści i emeryci, ateusze i podobni dranie, winien sobie uświadomić, że w budowli prymasa zamurowano także jego szmal, bo tak chciała władza, dając na fanaberię dotacje. Zaiste powiadam wam: szatan krąży nad światem.

Po powrocie do swego złotego slumsu, idąc marmurowymi krużgankami (dar wdów i sierot) ojczulek wszechmocny napotyka usadowione w niszy kryształowe lustro weneckie (dar nędzarzy kanalarzy). Przegląda się w nim machinalnie. Wygląda świetnie. Jest jak pomnik wyciosany z jednej bryły galarety ze świńskich nóżek (naturalnie z marchewką, liściem laurowym oraz uroczym zielonym groszkiem). Przyjemnie też błyszczy ulubionym przez babcie smalcem, tylko trochę nieapetycznym.

Ojczulek nie wie, bo i skąd, że ogląda właśnie Złego. Polskiego, narodowego diabła, którego okrągły, jak blada dynia, prostacki łeb wypełniony jest wyłącznie ludowym doktoryzowanym sianem. I instynktowną umiejętnością ssania gotówki od biedaków.

P.S.

Ewentualnych czytelników tego kazania, a raczej przypowieści, boć to zarazem i jedno i drugie, mocno przepraszam! Zamiar był inny! Chciałem bowiem albowiem i zaprawdę powiadam wam: po prostu wyrazić zdziwienie, zdumienie niebywałe, przerażające, straszne, przejmujące, ale też nie pozbawione komizmu: oto na początku XXI stulecia, kiedy nauka szczyty osiągnęła hadronowe, a satelity wypełnione geniuszem człowieka mkną we Wszechświat, doktor nauk kruchtowych, rektor dyrektor było nie było uczelni, więc niby kuźni wiedzy i postępu, stwierdza publicznie a bezwstydnie, iż istnieje diabeł, paskudny duch, pożyczony od troglodytów przez pierwszych chrześcijan wytwór jaskiniowy, baśniowy produkt pozamózgowych czeluści. I że grasuje. I to gdzie? W partii mającej prowadzić naród do szczęścia oraz obfitości.

A wyszła mi przypowieść, albo i kazanie?! Za sprawą Złego bez wątpienia. Co znaczyć może niestety, że diabeł istnieje.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Próżność lekko ponadprzeciętnych
Glosa do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

 Comment on this article..   See comments (7)..   


«    (Published: 18-11-2011 )

 Send text to e-mail address..     
Print-out version..    PDF    MS Word

Anatol Ulman
Urodzony w 1931 roku pisarz, dziennikarz i krytyk literacki. Publikacje książkowe: Cigi de Montbazon (1979), Godziny błaznów w składnicy złomu. Komedia współczesna (1980), Obsesyjne opowiadania bez motywacji (1981), Szef i takie różne sprawy (1982), Potworne poglądy cynicznych krasnoludków (1985), Polujący z brzytwą (seria Ewa wzywa 07, 1988), Ojciec nasz Faust Mefistofelewicz (1991), Zabawne zbrodnie (1998), Pan Tatol czyli nieostatni zajazd na dziczy. Historia burżuazyjna z końca (2000), Transakcja z amnezją. Komedia wirtualna (2000), Dzyndzylyndzy czyli postmortuizm (Wydawnictwo Alta Press-2007), " Drzazgi. Powabność bytu" (2008). W listopadzie 2010 roku zadebiutował jako poeta tomikiem wierszy "Miąższ".

 Number of texts in service: 25  Show other texts of this author
 Newest author's article: Babok Krwiożerczy (nieśmieszny)
All rights reserved. Copyrights belongs to author and/or Racjonalista.pl portal. No part of the content may be copied, reproducted nor use in any form without copyright holder's consent. Any breach of these rights is subject to Polish and international law.
page 7544 
   Want more? Sign up for free!
[ Cooperation ] [ Advertise ] [ Map of the site ] [ F.A.Q. ] [ Store ] [ Sign up ] [ Contact ]
The Rationalist © Copyright 2000-2018 (English section of Polish Racjonalista.pl)
The Polish Association of Rationalists (PSR)